Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
12 osób zginęło, a 16 zostało rannych w skutek uderzenia rosyjskiego pocisku na autobus w okolicach Pawłohradu w ostatnim dniu zadeklarowanego przez Trumpa wstrzymania ataków przez Putina
Rosyjski dron uderzył w autobus odwożący z nocnej zmiany górników z miejscowej kopalni, której właścicielem jest prywatna firma DTEK. Atak miał miejsce w obwodzie dniepropetrowskim, kilkadziesiąt kilometrów od linii frontu.
Jak informuje Biuro Prokuratora Generalnego Ukrainy atak odbył się w niedzielę, 1 lutego, około 15:45 czasu lokalnego. Rosjanie wykorzystali do tego co najmniej cztery drony. Według stanu na wczorajszy wieczór było wiadomo o 12 ofiarach śmiertelnych, 16 osób zostało rannych. W szpitalu pozostaje 14 osób, z czego 7 jest w stanie ciężkim.
Denys Szmyhal, wicepremier i minister energetyki Ukrainy w mediach społecznościowych napisał, że rosyjskie drony uderzyły w autobus służbowy jednego z przedsiębiorstw energetycznych w pobliżu kopalni „Terniwska” w rejonie Pawłogradzkim w obwodzie dniepropetrowskim. Nazwał atak „cynicznym” i „celowym”.
„Grupy śledcze policji rejestrują skutki ostrzału, zbierają dowody rzeczowe i dokumentują zbrodnię wojenną Rosji przeciwko ludności cywilnej w obwodzie dniepropetrowskim” – poinformowała ukraińska policja. Organy ścigania wszczęły postępowanie karne na podstawie art. 438 Kodeksu karnego Ukrainy – zbrodnie wojenne.
Oprócz tego w ciągu dnia 1 lutego wojska rosyjskie ostrzelali z artylerii i za pomocą dronów przyfrontowe miejscowości – Nikopol oraz Marganećką, Myriwską, Pokrowską i Chervonohryhoriwską hromady. Wskutek atak ranny został 72-letni mężczyzna, uszkodzonych zostało prawie 20 prywatnych domów, budynek wielopiętrowy, zniszczone zostały budynki gospodarcze, uszkodzonych zostało kilka linii energetycznych i gazociągów. W hromadzie Pokrowskiej zniszczonych zostało pięćdziesiąt prywatnych domów oraz placówka edukacyjna.
Wieczorem Wołodymyr Zełenski poinformował o ostatnich rosyjskich atakach w obwodzie dniepropetrowskim. Zaznaczył, że Rosjanie próbują zniszczyć logistykę – uderzają po ukraińskiej kolei. W obwodzie sumskim, w Konotopie, Rosjanie również celowali w infrastrukturę kolejową.
„Kolejarze reagują, naprawiają, starają się szybko wszystko naprawić i utrzymują połączenia między regionami” – napisał Zełenski.
Wcześniej wicepremier i minister odbudowy Oleksij Kułeba informował o intensywnych atakach bezzałogowcami na kolej, m.in. na stacji Synylnykowe w obwodzie dnipropetrowskim. Są uszkodzone wagony pociągów elektrycznych, wagony towarowe, lokomotywy, tory, sieci elektryczne, budynki administracyjne i produkcyjne.
„Rosja systematycznie próbuje sparaliżować transport – podobnie jak atakuje energetykę, wodę i ciepło. Ze względów bezpieczeństwa Ukrzaliznytsia [ukraińska kolej państwowa] zmuszona jest utrzymywać ograniczenia ruchu między Dniprem a Zaporożem” – napisał Kułeba. „Kolejarze pracują w niepokoju i pod ostrzałem, ale ruch nie ustaje. Rosja może niszczyć tory i wagony, ale nie jest w stanie złamać systemu, który utrzymuje integralność kraju”.
W niedzielę rosyjskie drony również atakowały w obwodzie zaporoskim, gdzie uderzyły w szpital położniczy. Sześć osób zostało rannych, w tym dwie kobiety, które w momencie ataku były na badaniach. Atak był kontynuowany w innej części miasta. Obrażenia odniósł czteroletni chłopczyk oraz dwie kobiety.
Do ataków doszło ostatniego dnia ogłoszonej przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa tygodniowej przerwy w atakach, którą miała jego zdaniem zadeklarować Rosja. I nie były to jedyne ataki rosyjskie podczas tego tygodnia.
Amerykańskie władze twierdzą, że organizowane przez nich rozmowy pokojowe już wkrótce przyniosą pozytywne rozwiązanie, jednak nie wskazuje na to ani sytuacja na froncie, ani przeciągające się i odwoływane rundy rozmów. Kością niezgody są ewentualne ustępstwa terytorialne ze strony Ukrainy, na które nalegają także Stany Zjednoczone. Według ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego kolejna runda rozmów ma się odbyć w połowie tygodnia w Abu Zabi, nie potwierdziły tego jednak ani źródła amerykańskie, ani rosyjskie.
Więcej o rozmowach pokojowych w tekście Agnieszki Jędrzejczyk:
Przeczytaj także:
Sąd federalny nakazał uwolnić 5-letniego chłopca i jego ojca, których zatrzymały służby imigracyjne (ICE) w Minneapolis. Adrian Alexander Conejo Arias razem z synem mają opuścić ośrodek detencyjny do najbliższego wtorku.
„Sprawa ma swoje źródło w nieprzemyślanej i niekompetentnie realizowanej przez rząd polityce codziennego wypełniania limitów deportacyjnych, najwyraźniej nawet kosztem traumatycznych przeżyć dzieci” – orzekł w sobotę, 31 stycznia, sędzia Fred Biery, którego cytuje „Gazeta Wyborcza”.
Sąd federalny orzekł, że działania służb ICE były pozbawione ludzkiej przyzwoitości. Nakazał wypuszczenie ojca i syna, a podczas wsześniejszej rozprawy, 27 stycznia, zablokował ich deportację. „Obserwacja ludzkich zachowań potwierdza, że dla niektórych spośród nas perfidna żądza nieograniczonej władzy i okrucieństwo w dążeniu do niej nie znają granic i są pozbawione ludzkiej przyzwoitości” – ogłosił sędzia Biery.
5-letni Liam i jego ojciec zostali zatrzymani przez ICE 20 stycznia. Służby zatrzymały dziecko tuż przed domem, kiedy Liam wracał z przedszkola – a potem usiłowali wykorzystać go jako przynętę. Kuratorka Zena Stenvik dziennikarzom przyznała, że jeden z agentów zaprowadził chłopca do drzwi i kazał mu zapukać sprawdzając, czy ktoś jeszcze jest w domu.
Rodzina przybyła do Stanów Zjednoczonych z Ekwadoru w grudniu 2024 roku. Złożyła wniosek o azyl, który do dziś nie został rozpatrzony.
Zdjęcie Liama – przestraszonego chłopa w dziecęcej czapce z uszami królika i plecakiem ze Spider-Manem, który stoi przodem do boku radiowozu, obiegło cały świat. „El Pais” napisało, że fotografia ta już stała się symbolem bezwzględnego charakteru represji imigracyjnych prezydenta Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych.
Adwokat rodziny podnosi bowiem, że chłopcem mogli zaopiekować się inni, zaprzyjaźnieni dorośli – ale mimo to ICE zdecydowało o zatrzymaniu dziecka i osadzenie go w ośrodku.
Przez Stany Zjednoczone przetaczają się protesty przeciwko brutalnym działaniom ICE, w tym śmierci Alexa Pretty'ego, Renee Good, Geralda Camposa czy Keith Portera Jra. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, „w sobotę o północy w USA wstrzymano finansowanie kilkudziesięciu agencji federalnych, co doprowadziło do częściowego shutdownu, czyli zawieszenia działalności rządu. Powodem była odmowa Demokratów głosowania za ustawą o finansowaniu DHS, który nadzoruje ICE”.
Przeczytaj także:
Antyukraiński patostreamer wrócił do aresztu. Decyzją gdańskiego sądu „Nazar” odpowie na grożenie partnerce i zaatakowanie policjanta. Na mężczyźnie – który swoją rozpoznawalność w sieci zbudował na pełnych nienawiści filmach i ksenofobicznych zachowaniach – ciąży już kilkadziesiąt zarzutów.
Zniszczenie mienia, kierowanie gróźb karalnych, znieważenie i naruszenie nietykalności policjanta – takie zarzuty Prokuratura Okręgowa w Gdańsku postawiła w niedzielę (1 lutego) Pawłowi N.
44-letni patostreamer najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie. Policja zatrzymała mężczyznę w piątek. „Nazar” groził swojej partnerce, a kiedy na miejsce przyjechał patrol policji, zaatakował jednego z funkcjonariuszy.
Paweł N. spędził na wolności zaledwie dwa dni. W środę zwolniono go z aresztu, w którym przebywał w związku z wcześniejszymi zarzutami, z grudnia. Były to groźby motywowane uprzedzeniami, zniszczenie zabytku, złamanie zakazu zbliżania się do osoby pokrzywdzonej innym przestępstwem.
Paweł N. jest znanym patostreamerem. Swoją „popularność” w internecie zbudował na pełnych nienawiści filmikach wrzucanych na Tik-Toka. Nagrywał m.in., jak zrywa ukraińskie flagi, niszczy plakaty wyborcze Rafała Trzaskowskiego, czy ... jak jego kot morduje mysz (co opatrzył komentarzem: „zabawa z lewakiem”).
Mężczyzna często sygnował swoje wpisy hastagiem „drużyna brauna”, jak określają się fanatycy ultraprawicowego europosła Grzegorza Brauna, lidera skrajnie prawicowej, antyunijnej i antyukraińskiej partii Konfederacja Korony Polskiej.
Na „Nazarze” ciąży kilkadziesiąt zarzutów, w tym nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym, stosowanie gróźb (w kierunku kobiety, która wywieszała ukraińskie flagi), propagowanie przemocy i propagowanie symboli popierających rosyjską agresję na Ukrainę.
Przeczytaj także:
Kolejne amerykańsko-ukraińsko-rosyjskie rozmowy mają się odbyć w Abu Zabi4 i 5 lutego – poinformował prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Niedzielne spotkanie zostało odwołane.
„Nasz zespół negocjacyjny właśnie opublikował raport. Ustalono daty kolejnych spotkań trójstronnych: 4 i 5 lutego w Abu Zabi” – napisał Zełenski. Według niego „Ukraina jest gotowa na merytoryczne dyskusje i jest zainteresowana tym, aby ich wynik przybliżył nas do prawdziwego i godnego zakończenia konfliktu”.
1 lutego zacząć miały się tam rozmowy dwustronne, bez udziału Amerykanów, na poziomie eksperckim. Ale się nie zaczęły. Za to 1 lutego mija wyproszone przez Trumpa na Putinie moratorium na ostrzał instalacji energetycznych Kijowa. W mieście trwa gorączkowa naprawa zniszczonej przez Rosjan infrastruktury. Ponad dwudziestostopniowe mrozy potrwają tam do 4-5 lutego.
„New York Times” napisał, że rozmowy w Abu Zabi odłożono o kilka dni „po niespodziewanym spotkaniu negocjatorów rosyjskich i amerykańskich, do którego doszło 31 stycznia na Florydzie”.
Gazeta pisze jednak o rozmowach trójstronnych, tymczasem na niedziele Amerykanie zaplanowali rozmowy dwustronne, rosyjsko-ukraińskie. Mieli się im tylko przyglądać.
Odwołanie takich rozmów mogłoby oznaczać, że do Amerykanów dotarło, że dwustronne rosyjsko-ukraińskie rozmowy na niskim szczeblu eksperckim nic nie dadzą. Do takich rozmów nieustająco namawiają jednak od roku Rosjanie. Ukraina powtarza natomiast, że konflikt w rozmowach dwustronnych można rozstrzygnąć tylko na najwyższym szczeblu.
„New York Times” pisze jednak, że możliwą przyczyną odłożenia rozmów jest zaangazowanie amerykańskich negocjatorów w kryzys wokół Iranu.
Moskwa o odwołaniu niedzielnych rozmów nie mówi nic. Przyznaje jednak, że dzień wcześniej wysłannik Putina biznesmen Dmitriew rozmawiał na Florydzie z negocjatorami Trumpa: Witkoffem, zięciem Kushnerem oraz sekretarzem skarbu Scottem Bessentem oraz komisarzem ds. zamówień publicznych Joshem Gruenbaumem.
Choć efektu rozmów na Florydzie nie ujawniono (poza tym, że były „konstruktywne”) to z listy uczestników można wysnuwać wnioski. Mogło chodzić o biznes. Na amerykańsko-rosyjskiej agendzie są wspólne interesy w „bezcłowej strefie” w Donbasie, z którego ma się wycofać Ukraina, i odmrożenie rosyjskich aktywów w USA. Chodzi o to, by w części użyć ich do trumpowskiego projektu „Rady Pokoju” w Gazie, a resztę – do zarabiania w Donbasie. Szef MSZ Ławrow w niedzielnym wywiadzie dla telewizji rosyjskiej podkreślił, że lekceważenie wspólnych rosyjsko-amerykańskich interesów byłoby niewłasciwe.
Równocześnie Moskwa powtarza, że poza dealami z Trumpem interesuje ją pełna kontrola nad Ukrainą. A nie jakiś kompromis i zachowanie niezależnej Ukrainy:
„Cele specjalnej operacji wojskowej zostały na jej początku ogłoszone przez prezydenta Rosji Władimira Putina i od tego czasu praktycznie nie uległy zmianie” – powtórzył 1 lutego były prezydent i członek Rady Bezpieczeństwa Putina Miedwiediew. – Istnieją pewne niuanse, „ale ogólnie rzecz biorąc, są takie, jakie były”.
W tym samym wywiadzie, udzielonym agencjom Reuters, TASS i rosyjskiemu blogerowi wojennemu WarGonzo w rezydencji pod Moskwą, Miedwiediew zapowiedział zabicie prezydenta Zełenskiego. „Annuszka już rozlała olej” – ogłosił.
Annuszka z powieści Bułhakowa olej rozlała jednak w Moskwie, co okazało się wyrokiem na stalinowskiego notabla (Reuters tego fragmentu nie cytuje).
Groźby wobec prezydenta Ukrainy z ust wysokiego funkcjonariusza reżimu padają równocześnie z zapewnieniami Moskwy, że w razie potrzeby Putin mógłby się na Kremlu spotkać z Zełenskim i „gwarantuje mu bezpieczeństwo”.
Zełenski odmawia stawiania się w Moskwie – zaprosił za to Putina do Kijowa. Ale Putin do Ukrainy nie zbliża się na odległość mniejszą niż kilkaset kilometrów. W ciągu czterech lat wojny kilka razy był w chronionych sztabach, raz na Krymie i w Mariupolu. Choć wśród analityków są wątpliwości, czy nie wysłał tam sobowtórów.
Moskwa nadal gra w przeciąganie rozmów, bo „celów SWO”, czyli podboju Ukrainy, nie da się osiagnąc rozmowami z Trupem. Pozostaje tylko prowadzić wojnę i opóźniać amerykańskie sankcje. Drugą metodą na to (oprócz wspomnianego wzywania do rozmów na szczeblu eksperckim) są nieplanowane wcześniej kontakty rosyjsko-amerykańskie, tuż przed zapowiedzianymi rozmowami z Ukraińcami. Po tych nieplanowanych kontaktach Amerykanie zwykle nabierają wątpliwości i zaczynają stawiać nowe warunki Ukraińcom.
Sztuczka ta nie zadziałała jednak 28 grudnia, kiedy Putin zadzwonił do Trumpa przed jego spotkaniem z Zełenskim i przekazał mu, że szykowana przez Amerykanów umowa pokojowa jest dla Rosji nie zaakceptowania. Trump i tak negocjował ją potem z Ukraińcami.
Więcej o strategii negocjacyjnej i „pułapce hazardzisty”, w której znalazł się Putin, piszemy tu:
Przeczytaj także:
Znaleziony w sobotę w załomie budynku młody mężczyzna jest trzydziestą siódmą ofiarą tegorocznych mrozów. IMGW ostrzega przed niskimi temperaturami w kolejnych dniach, a Rządowe Centrum Bezpieczeństwa podaje: liczba osób, które tej zimy zmarły z powodu wychłodzenia jest najwyższa od 2022 roku.
„W załomie budynku przy ul. Sienkiewicza patrol natrafił na mężczyznę, który nie dawał oznak życia. Lekarz wezwany na miejsce stwierdził zgon, a ponieważ zmarły nie miał na ciele żadnych widocznych obrażeń, miejsce znalezienia człowieka i okoliczności wskazują, że zmarł najprawdopodobniej na skutek wychłodzenia organizmu” – przekazał Polskiej Agencji Prasowej Adam Dembiński, rzecznik prasowy policji w Łodzi.
Mężczyzna miał 33 lata. Jest 37 osobą, która tej zimy zmarła z powodu wychłodzenia organizmu.
Policyjne statystki wskazują jasno: to najwięcej ofiar zimna w ostatnich czterech sezonach zimowych. Przed rokiem mróz przyczynił się do śmierci 14 osób, dwa lata temu 28, a na przełomie 2022 i 2023 – 21 osób. Wcześniej, czyli zimą 2021/2022 z powodu wychłodzenia organizmu umarły 44 osoby.
Termometry w dużej części kraju pokazują nawet kilkanaście stopni poniżej zera. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenia przed silnym mrozem dla większości kraju. Obowiązuje on aż do środy. Alerty drugiego stopnia, wydawane gdy temperatura może spaść nawet do -25 albo -30 stopni Celsjusza, dotyczą pólnocy i wschodu Polski.
MSWiA wydało polecenia samorządowcom, by zaopiekowało się seniorami i osobami doświadczającymi bezdomności. Rząd ogłosił, że na czas mrozów wszystkie dworce kolejowe w całej Polsce będą otwarte całodobowo, żeby można było się na nich ogrzać. „Jeśli chodzi o dworce autobusowe, tutaj jest apel do marszałków województw, do starostów, w zależności od tego, kto jest właścicielem dworca, żeby też umożliwili całodobowe przebywanie na nich” — przekazał wiceszef MSWiA Wiesław Szczepański.
Jak pisaliśmy w OKO.press, według danych z rządowego Ogólnopolskiego badania liczby osób bezdomnych przeprowadzonego w lutym 2024 roku mamy w Polsce 31 tysięcy osób w kryzysie bezdomności. Ale liczba ta w rzeczywistości jest jeszcze większa. „Dane nie obejmują ludzi żyjących w nieodkrytych pustostanach, często zmieniających miejsce przebywania, sypiających kątem u znajomych, dzieci w domach dziecka czy ofiar przemocy domowej, które żyją z oprawcą, by nie trafić na ulicę” – pisała Paulina Jęczmionka-Majchrzak powołując się na ekspertów. Innych oficjalnych liczb jednak nie ma.
W 2021 roku Polska podpisała deklarację lizbońską powołującą do działania Europejską Platformę na rzecz Przeciwdziałania Bezdomności. Jej nadrzędnym celem jest zakończenie bezdomności do 2030 roku. Ale, jak pisała Jęczmionka-Majchrzak, w Polsce osób w kryzysie bezdomności nie ubywa. Tylko dwa miasta w Polsce przyjęły Kartę Praw Osób Doświadczających Bezdomności, która gwarantuje np. dostęp do godnego tymczasowego schronienia i zapewnienia takich miejsc.
Przeczytaj także: