Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
CNN ostrzega: Trump ryzykuje wybuchem rozległej wojny handlowej ze swoim drugim największym partnerem handlowym. Prezydent USA zdecydował o nałożeniu na Kanadę 50-procentowych ceł. Nowe przepisy mają wejść w życie w ciągu najbliższych 30 dni i objąć szereg produktów, od wina, przez kije bejsbolowe, po cement – ogłosił Biały Dom
Donald Trump podpisał w poniedziałek (20 lipca) trzy proklamacje, która pozwolą nałożyć nawet 50-procentowe cła na import na import do USA produktów o wartości ok. 20 mld dolarów, bez zgody Kongresu. Powód: kraj dyskryminuje towary z USA.
Administracja Trumpa twierdzi, że Kanada w dyskryminujący sposób traktuje amerykańskie produkty motoryzacyjne, mleczarskie i alkoholowe. Wcześniej zapowiadał, że ukarze Kanadyjczyków za zanieczyszczenie powietrza w Stanach Zjednoczonych na wskutek rozległych pożarów lasów, z którymi borykała się Kanada. Już wtedy Trump insynuował, że koszty te doda do ceł – a teraz tę zapowiedź realizuje.
Decyzja zapadła i została ogłoszona zaledwie dzień po finale mistrzostw świata w piłce nożnej, które Ameryka organizowała wspólnie z Kanadą i Meksykiem.
Mark Carney, premier Kanady ogłosił, że decyzja Trumpa jest „bezpośrednim naruszeniem” trójstronnej umowy o wolnym handlu między Kanadą, USA i Meksykiem (z ang. USMCA) która gwarantuje uwolnienie od ceł nawet 85 procent kanadyjskich towarów.
Polityk wskazał, że to, co gabinet Trumpa uważa za dyskyminację, jest tylko odpowiedzią na wcześniejsze działania Stanów Zjednoczonych, tzn. 25-procentowe cła nałożone jeszcze w marcu zeszłego roku.
Kanada, jako jeden z nielicznych partnerów handlowych USA odpowiedziała wówczas identycznym cłem na amerykańskie produkty warte łącznie 155 mld dolarów – bez precyzowania, jakie to produkty, co rozwścieczyło Trumpa.
„New York Times” pisze, że Trump wprowadza nowe cła na mocy niejasnych zapisów prawnych, a dokładniej sekcji 338 ustawy taryfowej z 1930 roku, którą uchwalono w czasie Wielkiego Kryzysu. „Jeśli cła wejdą w życie – a USA ma na to 30 dni – mogą poważnie zaskodzić gospodarce Kanady, która w dużej mierze oparta jest na eksporcie towarów do USA” – pisze „NYT”. Alarmistyczny ton przybiera również CNN, które ostrzega przed ryzykiem wybuchu rozległej wojny handlowej z Kanadą.
Cła to dodatkowy podatek nakładany na eksportera, by mógł sprzedać swój produkt w kraju, do którego eksportuje. 25 proc. cło oznacza, że produkt warty dotychczas 100 dolarów będzie kosztował 125 dolarów – te 25 dolarów pobierze amerykański rząd.
USMCA, czyli trójstronna umowa handlowa między USA, Kanadą i Meksykiem wisi na włosku. Administracja Trumpa już 1 lipca ogłosiła, że nie będzie jej przedłużać na kolejną 16-letnią kadencję. Obecna umowa obowiązuje do lipca 2036 roku – chyba, że strony dojdą do innego porozumienia. Rozmowy trwają, ale z pominięciem Kanady.
Jak podaje Reuters, Stany Zjednoczone i Meksyk we wtorek 21 lipca rozpoczynają trzecią rundę rozmów, skoncentrowaną wokół handlu w sektorze morotyzacyjnym. Relacje z Kanadą pozostają napięte, a sam Trump dolewa oliwy do ognia hasłami (takimi jak to z końca czerwca) o konieczności wcielenia Kanady w granice USA jako 51 stanu. „Całkowicie zależy od USA. A my jesteśmy od nich niezależni” – mówił wówczas Donald Trump.
Przeczytaj także:
Nastolatki bawiły się na tzw. dmuchańcach, rozmawiały ze sobą po ukraińsku. Jedna z 13-latek została uderzona pięścią w szyję, druga – prosto w twarz. Dziewczynki zaatakowała Polka, która na plac zabaw przyszła z własną córkę. Sprawę bada policja – poinformowało MSWiA
„Policja w Legnicy wyjaśnia sprawę ataku na dwie 13-letnie obywatelki Ukrainy. Do zdarzenia miało dojść w minioną sobotę [18 lipca – przyp.red.] ok. godz. 21 przy ul. Polarnej, w pobliżu basenu. Według zgłoszenia nieznana kobieta uderzyła nastolatki. Obecnie prowadzone są czynności pod kątem naruszenia nietykalności cielesnej” – poinformowała we wpisie na platformie X rzeczniczka Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Karolina Gałecka.
Atak na 13-latki nagłośniła pani Alina, mama pobitej nastolatki. Na Facebooku napisała, że w sobotę wieczorem na tzw. dmuchańcach w Legnicy bawiła się grupa sześciu nastolatek. Wszystkie w podobnym wieku, wszystkie z Ukrainy.
Kobieta relacjonuje, że do dziewczynek podeszła kobieta, rzucając: „Jesteście w Polsce, mówcie po polsku”. „Jedna z moich córek nawet ją przeprosiła, żeby uniknąć konfliktu. Niestety kobieta od początku była nastawiona bardzo agresywnie. Po chwili wróciła i stwierdziła, że dzieci zajmują dmuchaniec i inne nie mogą się bawić. Koleżanka moich córek spokojnie odpowiedziała: ”Jeśli ktoś będzie chciał wejść, to przejdziemy na inny.„ Mimo to kobieta zawołała swoją córkę, a grupa moich dzieci sama przeniosła się na inny dmuchaniec” – opisuje na Facebooku pani Alina.
Konflikt eskalował, bowiem córka wspomnianej kobiety zostawiła piłkę i ta nakazała im podać Polce zabawkę. Dziewczynki odmówiły, kontynuując swoją zabawę. „Wtedy kobieta podeszła i zapytała: ”Kto się tu śmieje?„ Dzieci nic nie odpowiedziały” – pisze Alina.
Nagle bez żadnego ostrzeżenia uderzyła pięścią w szyję koleżankę moich córek. Dziewczynka upadła na ziemię. W tej samej sekundzie moja córka dostała pięścią w twarz.
W obronie dziewczynek miał stanąć chłopiec, który również został zwyzywany i uderzony przez Polkę. Pani Alina zgłosiła sprawę miejscowej policji, która potwierdziła zgłoszenie i bada je.
Historia z Legnicy jest kolejną skandaliczną napaścią na obywateli Ukrainy, o jakiej głośno w tym miesiącu. W sobotę na komisariat policji w Poznaniu zgłosił się 60-latek, który został kilka razy uderzony w twarz po tym, jak stanął w obronie nastolatka z Ukrainy zaczepianego w miejskim autobusie. Mężczyzna runął na ziemię, był kopany, spędził noc na SOR-ze.
W połowie lipca w Bielsku-Białej mężczyzna zwyzywał 11-latki pasażerki miejskiego autobusu. Agresorowi, jak pisaliśmy w OKO.press, postawiono zarzuty znieważenia trzech Ukrainek, a także naruszenia nietykalności cielesnej jednej z nich.
Na początku lipca we Wrocławiu został zaatakowany 19-latek z Ukrainy chwilę po tym, jak rozmawiał z mamą przez telefon po ukraińsku. Chłopak ma złamany nos, uszkodzony kręgosłup.
26 czerwca 14-letni Dawid został zaatakowany na przystanku autobusowym, gdy wracał z kolegami znad Jeziorka Czerniakowskiego w Warszawie. Rówieśnik poprosił Dawida, żeby ten pokazał mu na hulajnodze różne sztuczki. Po tym, jak chłopak odmówił, w jego kierunku padły „słowa pełne nienawiści na tle narodowościowym”. Dalej – jak relacjonowało TOK FM – prawdopodobnie wtrącił się ojciec chłopca. Miał uderzyć 14-letniego Ukraińca pięścią w twarz. Chłopak miał podbite oko, siniaki na rękach i twarzy.
Na początku maja w Warszawie ofiarą napaści padł 16-letni Artem, który z czwórką przyjaciół spacerował po Moście Świętokrzyskim. Nastolatka zaatakowało około dziesięciu Polaków. Nie spodobało się im, że rozmawiali w swoim języku. Artem trafił do szpitala. Był operowany. Miał pękniętą czaszkę, zmasakrowaną twarz i bóle głowy.
Liczba napaści i mowy nienawiści rośnie. Widać to nie tylko w sieci i na ulicach, ale także w policyjnych statystykach. Czesław Mroczek, wiceminister MSWiA poinformował, że liczba nienawistnych ataków w kraju rośnie – nawet o 30 procent w 2025 roku względem roku wcześniejszego.
„Niemal codziennie dochodzi w Polsce do aktów agresji słownej i fizycznej wymierzonych w Ukraińców oraz obywateli Polski wspierających Ukrainę. Dzieje się to na ulicach i w Sejmie. Kłamliwą kampanię antyukraińską nacjonaliści rozpętali w mediach społecznościowych i w sympatyzujących z nią mediach tradycyjnych. Kampania ta narusza polskie prawo i dewastuje debatę publiczną. Co gorsza, pod naporem tej brudnej fali, rządzący odbierają ukraińskim uchodźcom świadczoną im wcześniej pomoc państwową. Stosują nieproporcjonalne kary za wykroczenia popełniane przez Ukraińców. Współtworzą atmosferę zagrożenia dla 200 tys. ukraińskich dzieci w polskich szkołach” – napisał polski PEN Club w oświadczeniu opublikowanym 15 czerwca.
„Wzywamy polskie władze i wszystkich ludzi dobrej woli, aby wspólnym wysiłkiem państwa i społeczeństwa obywatelskiego skuteczniej bronić społeczność ukraińską w Polsce przed nacjonalistyczną kampanią kłamliwych oskarżeń, niechęci i uprzedzeń".
Przeczytaj także:
„Nie będzie żadnych wyborów, w których [opozycja] próbowałaby przejąć rząd i władzę” – zapowiedział Daniel Ortega. Prezydent Nikaragui umacnia swoje autorytarne rządy i robi wszystko, by w całości ją sobie podporządkować. Czterdzieści lat temu sam był ucieleśnieniem marzeń o rewolucji ludowej i demokratycznej w kraju.
Prezydent Nikaragui podczas swojego pierwszego od dwóch miesięcy publicznego wystąpienia zapowiedział, że zamierza znieść wybory powszechne w kraju. Te miałyby odbyć się w listopadzie 2027 roku.
„Nigdy więcej nie będzie tu wyborów” – okrzyknął 80-letni Daniel Ortega cytowany przez „New York Times”. Polityk wygłosił przemówienie do obywateli podczas rządowego wiecu w 47. rocznicę rewolucji sandinistów. Jedną z twarzy tamtej walki – o pełną demokrację, suwerenność i niezależność w Nikaragui – był sam Ortega. „Nie będzie żadnych wyborów, w których [opozycja] próbowałaby przejąć rząd i władzę” – zapowiedział w niedzielę, podczas wiecu, prezydent.
„Czasy, gdy partie wspierane przez Jankesów i somozystów wracały do władzy, już nigdy nie powrócą” – dodał Daniel Ortega cytowany przez CNN. Na razie nie wiadomo, jak w praktyce będzie wyglądać całkowite zniesienie wyborów. Jak pisze „NYT”, Ortega w niedzielę sprawiał wrażenie słabego i schorowanego. Mówił powoli, przez większość czasu siedział. Zapowiadał przy tym, że jego rząd uchwali nowe prawa, które „postawią mur przed zamachowcami i zdrajcami”.
Daniel Ortega objął prezydenckie rządy w Nikaragui w 1985 roku, po obaleniu poprzedników w drodze rewolucji. Po pięciu latach prezydent oddał władzę opozycji i po dwóch kolejnych przegranych wyborach, wrócił na najważniejszą pozycję w państwie. Od 2007 roku, czyli niemal dwóch dekad, nieprzerwanie kieruje państwem.
„Po 16 latach abstynencji od rządzenia Ortega wrócił i zaczął krok po kroku ustanawiać system, który doprowadził do obecnej satrapii” – pisał na łamach OKO.press Artur Domosławski. I wyliczał: „Nad środkami przekazu Ortega zapanował za pomocą prawa podatkowego i audytów finansowych, które nasyłał na nieposłusznych mu właścicieli mediów. Przejął kontrolę nad przyznawaniem i odnawianiem licencji stacjom telewizyjnym i rozgłośniom radiowym. Niezależnych właścicieli gazet zaczął nękać urząd celny – utrudnieniami w imporcie papieru”.
Potem większkość parlamentarna salutująca Ortedze, zniosła limit kadencji prezydenta, umożliwiając prezydentowi kolejne starty w wyborach. Ortega opanował też państwową komisję wyborczą.
Domosławski pisze: „Wreszcie – w celu zniechęcenia przeciwników do wyrażania sprzeciwu na ulicach, Ortega stworzył bojówki złożone z najbardziej oddanych sobie zwolenników. To cywile wyposażeni w pałki, gaz, niekiedy też inne żrące substancje, którzy współpracują z policją. Sieją strach i wprowadzają podziały wśród oponentów, głównie w czasie ulicznych manifestacji. Bojówki odpowiadają za część śmiertelnych ofiar w czasie protestów z 2018 roku”. Władze miały wtedy zastrzelić 355 osób, do aresztu ttafiły tysiące osób, a kolejnych kilkadziesiąt tysięcy zmuszono do emigracji. Tłumienie tamtych protestów zostało uznane za Komisję Praw Człowieka ONZ zbrodnią przeciwko ludzkości.
Ostatnie wybory prezydenckie w Nikaragui, z 2021 roku, są powszechnie uznawane przez społeczność międzynarodową za sfałszowane. Od 2022 roku Ortega razem z żoną i współpracownikami są objęci sankcjami amerykańskimi i europejskimi za przemoc wobec ludności, tłumienie wolności obywatelskich, łamanie demokracji. Felix Maradiaga, kandydat opozycji na prezydenta, który w latach 2021 – 2023 przebywał w więzieniu w Nikaragui, a potem deportowano go do USA, w rozmowie z CNN twierdzi, że dzisiejsze słowa Ortegi to oznaka strachu przed obaleniem.
Ortega współrządzi Nikaraguą z żoną, Rosario Murillo, którą 30 stycznia 2025 roku, na mocy reform konstytucyjnych, okrzyknął wiceprezydentką. W ramach tych poprawek Ortega umocnił swoje rządy, wydłużył np. kadencję prezydencką do sześciu lat. Dziś małżonkowie kontrolują każdy element pracy państwa.
„Ortega i Murillo ewidentnie obawiają się, że najmniejsze otwarcie polityczne mogłoby stworzyć warunki do manifestacji sprzeciwu i zagrozić ich władzy” – powiedział Tiziano Breda, starszy analityk w Armed Conflict Location & Event Data, organizacji non-profit monitorującej przemoc polityczną cytowany przez CNN. „Zamiast organizować sfałszowane wybory, zdecydowali się całkowicie wyeliminować rywalizację wyborczą”.
Przeczytaj także:
We wtorek, 21 lipca, w całej Polsce zawyją syreny alarmowe. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa uspokaja: to testy procedur i sprawności systemu w ramach planowych ćwiczeń pod kryptonimem „ALARM-2026”.
„Uwaga! Jutro (21.07) w godzinach 7-19 na terenie całego kraju odbędą się ćwiczenia systemu alarmowania z wykorzystaniem syren. Zachowaj spokój” – wiadomość SMS o takiej treści przesłało w poniedziałek Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.
We wtorek, przez niemal cały dzień, trwać mają testy systemu. Po usłyszeniu syreny – dzisiaj – nie trzeba się ewakuować ani podejmować żadnych innych działań.
Ogłoszenie alarmu dla ludności cywilnej może odbywać się przy pomocy sygnału dźwiękowego – modulowanego dźwięku syreny przez 3 minuty, zapowiedzi słownej – trzykrotnie powtarzanego komunikatu „Uwaga! Ogłaszam alarm…”, lub żółtego trójkąta – może być na czas obowiązywania alarmu umieszczany w miejscach publicznych, na pojazdach służb, wyświetlany w mediach.
Jeśli usłyszysz sygnał alarmowy, włącz radio lub telewizor i stosuj się do komunikatów, aż do odwołania alarmu.
Anna Mierzyńska, dziennikarka OKO.press, radzi: „Podszywanie się pod stację radiową w eterze to sytuacja dziś bardzo prawdopodobna w czasie konfliktu. A wtedy łatwo się złapać na dezinformację. Moja wskazówka jest prosta: w razie potrzeby szukajcie Programu 1 Polskiego Radia. Jedynka nadaje m.in. na falach długich i zasięg programu obejmuje cały kraj (a nawet kawałek dalej). Jedynka dostaje też w trybie pilnym komunikaty władz cywilnych i wojskowych i ma obowiązek ich natychmiastowej emisji. A jeśli kryzys jest lokalny, szukajcie znanej sobie regionalnej rozgłośni radiowej. Znanej, żeby w razie czego szybko się zorientować, że ktoś się podszywa. I tu też polecam Polskie Radio, bo jego rozgłośnie regionalne również emitują oficjalne komunikaty”.
To nastąpi poprzez ciągły dźwięk syreny przez 3 minuty i zapowiedź słowną – trzykrotnie powtarzany komunikat „Uwaga! Odwołuję alarm…”.
Przeczytaj także:
Rzecznik wojskowy jemeńskich Huti, którzy są sojusznikami irańskiego reżimu, ogłosił wprowadzenie blokady morskiej Arabii Saudyjskiej. Oznacza to otwarcie nowego frontu przeciwko Stanom Zjednoczonym w ich wojnie z Iranem.
W poniedziałek, 20 lipca Yahya Saree, rzecznik wojskowy jemeńskich Huti, poinformował, że blokada wejdzie w życie natychmiast po opublikowaniu jego oświadczenia i że jest ona wprowadzana w odpowiedzi na działania Arabii Saudyjskiej. Huti twierdzą, że Arabia Saudyjska od „prawie 12 lat” utrzymuje ich w „niesprawiedliwej blokadzie”. Według Saree spowodowało to znaczne pogorszenie sytuacji humanitarnej w kraju.
W przypadku dalszej eskalacji ze strony Arabii Saudyjskiej Huti są gotowi odpowiedzieć „wszechstronną i zdecydowaną eskalacją”.
Huti wezwali również swoich zwolenników do kontynuowania powszechnej mobilizacji i przygotowania się na różne scenariusze rozwoju wydarzeń.
Huti są sojusznikami Iranu i otrzymują od niego wsparcie. Do tej eskalacji doszło w kontekście wznowienia działań wojennych między Stanami Zjednoczonymi a Iranem.
Przeczytaj także:
W zeszłym tygodniu jemeńscy Huti zaatakowali rakietami lotnisko w Abha w południowo-zachodniej Arabii Saudyjskiej, oskarżając ją o zbombardowanie lotniska w stolicy Jemenu, Sanie. Jak pisała BBC, w ten sposób złamano czteroletnie zawieszenie broni w konflikcie między Arabią Saudyjską a ugrupowaniem Huti, które w istocie jest siłą działającą w imieniu Iranu.
Wcześniej Teheran wezwał Huti do przygotowania się na ewentualne zamknięcie cieśniny Bab el-Mandeb na Morzu Czerwonym, na wypadek gdyby Stany Zjednoczone przeprowadziły ataki na irańską infrastrukturę energetyczną.
Cieśnina Bab el-Mandeb jest jednym z najważniejszych światowych szlaków transportu ropy naftowej i innych ładunków. Jeśli do blokady Cieśniny Ormuz dołączy zamknięcie Cieśniny Bab el-Mandeb, eksport surowców energetycznych z Bliskiego Wschodu zostanie poważnie zakłócony, co spowoduje powstanie nowego frontu w konflikcie między Iranem a Stanami Zjednoczonymi.
Jak pisze agencja Reuters, całkowite zamknięcie cieśniny zmniejszyłoby globalne dostawy ropy o 7%, ponieważ większość saudyjskiego eksportu ropy nie mogłaby opuścić regionu. To zakłócenie pogłębiłoby drastyczne ograniczenie globalnego przepływu ropy naftowej spowodowane wojną w Zatoce Perskiej, która już zmniejszyła dostawy o 10% globalnych dostaw.
Przeczytaj także: