Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Kijów protestuje przeciwko nowej mapie świata opracowanej przez ONZ. Okupowany przez Rosję Krym zaznaczony jest tam jako teren nie będący częścią Ukrainy. Nowa mapa ma odwzorowywać m.in. rzeczywistą wielkość Afryki – dotąd mylnie przedstawianą jako wyraźnie mniejszą, co zdaniem aktywistów brało się ze stereotypów i „kolonializmu kartograficznego”.
„W 2026 roku ONZ nie powinno potrzebować przypomnienia: Krym jest częścią Ukrainy” – napisała na portalu X Kira Rudik, ukraińska parlamentarzystka. Ukraina była jednym z sześciu państw, które wstrzymały się od głosu i nie poparły rezolucji ONZ wzywającej do używania nowej mapy świata.
Zamiary były dobre: Togo zainicjowało rozmowy, by świat odszedł od XVI-wiecznej mapy Merkatora na rzecz tej opracowanej w 2018 roku przez zespół kartografów. „Equal Earth”, bo taką nazwę nosi nowa mapa, dokładniej oddaje rozmiar krajów i kontynentów, zwłaszcza Afryki, która przez wieki była wyraźnie mniejsza. Dla przykładu: na mapach stosowanych np. w polskich szkołach Afryka jest wielkości Grenlandii. W rzeczywistości jest od niej 14 razy większa.
Jak podnosi jednak Kyiv Independent, na „Equal Earth” ukraiński Krym oznaczono zupełnie innym kolorem niż pozostałą część terytorium Ukrainy. Krym na też inny kolor niż Rosja, która anektuje tą ziemię od 2014 roku. Krym więc zdaje się być ziemią nikomu niepodległą, co jest niezgodne z rzeczywistością. To właśnie to zniekształcenie spowodowało, że Ukraina nie podniosła ręki za nową mapą świata forsowaną przez ONZ.
Ukraińscy dyplomaci wystosowali oficjalne oświadczenie, które cytuje „Kyiv Post”. Piszą, że politycy popierają wysiłki na rzecz wyeliminowania historycznych zniekształceń geograficznych, które w zbiorowej wyobraźni tworzy mapa Merkatora. Za niedopuszczalne jednak uważają odseparowanie Krymu od Ukrainy. Wskazują przy tym, że nie jest to pomyłka, bowiem od ponad roku Ukraina rozmawia z autorami rezolucji prosząc ich o zmianę. Bezskutecznie.
„Taka, błędna, interpretacja, dotycząca Krymu i Ukrainy może otworzyć puszkę Pandory i stanowić narzędzie do zniekształcania politycznej mapy świata” – piszą dyplomaci. „Naprawiając poważne historyczne błędy i niesprawiedliwości będące konsekwencją kolonializmu, który dotknął Afrykę, otwiera się drzwi dla błędnych intepretacji dotyczących terytorium Ukrainy”.
„Rezolucja nie wpływa na kwestie suwerenności, statusu terytorialnej ani międzynarodowo uznanych granic państw Europie, Afryce i innych częściach świata. Nie oznacza uznania, poparcia ani zgody na jakiekolwiek roszczenia dotyczące terytoriów spornych, zmian istniejących granic czy statusu prawnego jakiegokolwiek terytorium” – napisała Delegacja Unii Europejskiej przy ONZ. Wskazano przy tym, że „Equal Earth” ma służyć wyłącznie do celów edukacyjnych, podnoszących świadomość, głównie w sferze rzeczywistej wielkości kontynentów.
Nie ma być ona jednak nową, powszechnie stosowaną, mapą świata.
„Equal Earth” nie jest doskonała – i nie chodzi tu tylko o Krym. Na rzecz bardziej dokładnego odwzorowania rozmiaru krajów i kontynentów, autorzy musieli zdeformować ich kształy, bowiem niemożliwe jest idealne spłaszczenie trójwymiarowej powierchni Ziemi na dwuwymiarowej płaszczyźnie bez jej rozciągnięcia, pomarszczenia czy rozerwania. Dlatego też nowa mapa być narzędziem edukacyjnym.
Francja już jednak ogłosiła, że zamierza zrezygnować z map Merkatora na rzecz odwzorowania Eckert IV, bardziej zbliżone do „Equal Earth”. W ten sposób paryski rząd próbuje zdobyć sympatię swoich byłych kolonii.
Jak pisaliśmy w OKO.press, jedynym państwem, które zagłosowało przeciwko rezolucji ONZ były Stany Zjednoczone.
Przeczytaj także: