Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Przeszło pół roku nauczyciela z Kielna, która przerwała uczniom zabawę i wyrzuciła do kosza plastikowy krzyż, czekała na oczyszczenie z zarzutów. Postępowanie dyscyplinarne właśnie umorzono, ale rozdmuchana przez prawicę sprawa się nie kończy. Postawę anglistki wciąż bada prokuratura analizując, czy ta nie sprofanowała krzyża.
Zakończyło się postępowanie dyscyplinarne wobec anglistki z Kielna. Paweł Radzewicz z radia TOK.FM informuje, że rzecznik umorzył postępowanie, nie dopatrując się w postawie nauczycielki zachowań uchybiających godności wykonywanego zawodu ani znieważenia przedmiotu kultu religijnego.
„W toku przeprowadzonego postępowania rzecznik [dyscyplinarny] stwierdził, że zachowanie nie było pożądane, ale nie miało na celu uchybienia godności. Nauczycielka działała w emocjach, to nie było w żaden sposób planowane. Nie było umyślnego działania, które by wskazywało, że pani nauczycielka celowo chciała zbezcześcić jakikolwiek symbol religijny” – mówi radiu Krystian Kłos, rzecznik prasowy wojewody pomorskiej, przy której działa komisja dyscyplinarna dla nauczycieli.
Postępowanie dyscyplinarne trwało trzy miesiące. I wcale się nie kończy, bowiem strony mogą odwołać się od decyzji rzecznika. Dzisiejsza decyzja rzecznika jest jednak kolejnym dobrym rozstrzygnięciem dla pedagożki – pod koniec stycznia rzecznik dyscyplinarny zdecydował się przywrócić ją do pracy.
W toku wciąż jest jednak postępowanie prokuratorskie dotyczące znieważenia przedmiotu czci religijnej. Zawiadomienie w tej sprawie złożył wójt gminy Szemud, Ryszard Kalkowski – po tym, jak z interwencją poselską wybrała się do niego posłanka PiS, Dorota Arciszewska-Milewczyk.
Jak czytamy w „Głosie Nauczycielskim” w marcu okres trwania dochodzenia przedłużono na kolejne dwa miesiące. W sprawie przesłuchiwani byli kolejni świadkowie. Po wykonaniu wszystkich czynności procesowych i analizie zebranego materiału dowodowego prokurator miał rozważyć konieczność powołania biegłego z zakresu religioznawstwa.
Stasia Budzisz na łamach OKO.press sprawę z Kielna, a dokładniej przedmiot sporu, czyli krzyż, nazwała krzyżem „wzmożenia narodowego”. Prawica nadała bowiem gestowi nauczycielki mocną, antychrześcijańską symbolikę, a z uczniów zrobiono bohaterów i obrońców religijnych.
Chodzi o sprawę z 15 grudnia. Nauczycielka prowadząca lekcje w siódmej klasie podstawówki zakończyła zabawę uczniów, którzy powiesili plastikowy krzyż nad klatką chomika. Anglistka poprosiła nastolatków o zdjęcie go, a gdy ci zignorowali jej prośbę, ucięła zabawę i przedmiot – plastikowy krzyż – wyrzuciła do kosza.
Część rodziców uznała, że nauczycielka sprofanowała symbol religijny (który był gadżetem do przebrania księdza lub zakonnicy). Sprawę zgłosili dyrektorce szkoły, historia szybko trafiła też w ręce prawicowych działaczy.
8 stycznia Robert Bąkiewicz zorganizował pod podstawówką protest krzycząc, że jego Ruch Obrony Granic również broni „krzyża i Boga w przestrzeni publicznej” oraz że zawsze będzie stał „na straży naszej katolickiej wiary”. Na miejscu pojawili się też posłowie i politycy Konfederacji oraz Prawa i Sprawiedliwości. Dyrektorka dzień przed zapowiedzianą pikietą zawiesiła w obowiązkach anglistkę i skierowała sprawę do komisji dyscyplinarnej dla nauczycieli.
Komisja po trzech tygodniach postanowiła przywrócić kobietę do pracy. Po trzech miesiącach obrad – w ogóle umorzyła postępowanie.
„Wyrzuciłam gadżet od halloweenowego stroju, którym bawiły się dzieci, a następnie powiesiły go nad klatką chomika – w miejscu, w którym wcześniej wisiał zegar. Szanuję przedmioty czci religijnej i w życiu nie wyrzuciłabym krzyża reprezentującego wiarę” – tłumaczyła anglistka. Na nauczycielkę spadła fala hejtu, pod jej adresem pojawiały się nienawistne komentarze. Internet okrzyknął ją winną. Bez sprawdzenia faktów, weryfikacji, bez czekania na wyjaśnienie sprawy.
„Jestem w szoku, że można coś takiego zrobić drugiemu człowiekowi. Śledzę te media, nie ukrywam, i wciąż po prostu w to nie wierzę. To nieporozumienie, a politycy wykorzystują je do tego, żeby podbijać swoje interesy i pozycje. Ktoś to ciągle podsyca. (...) Ścianka nad chomikiem byłaby w mojej opinii miejscem urągającym przedmiotowi religijnej czci. Jego miejsce powinno być wysoko, obok godła lub ewentualnie nad drzwiami. Jednak powtórzę: Ten przedmiot, który został powieszony przez dzieci był elementem cosplayowego stroju. (...) Nikt nigdy się do niego nie modlił” – tłumaczyła na łamach lokalnego „Dziennika Bałtyckiego” kobieta.
Przeczytaj także: