Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Systemy ostrzegania ludności (...), procedury (...) zadziałały tak, jak powinny zadziałać” – twierdzi minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński. W ten sposób odpowiada na pytanie, dlaczego mieszkańcy województw zagrożonych rosyjskimi rakietami, nie otrzymali odpowiednio wcześniej alertów RCB.
Mieszkańcy części województw lubelskiego i podkarpackiego, którzy w nocy ze środy 29 lipca na czwartek 30 lipca byli zagrożeni przez nadlatujące w stronę polskiej przestrzeni powietrznej rosyjskie rakiety, nie otrzymali alertów RCB. Jako sygnału ostrzegawczego użyto syren alarmowych, które zawyły jednak dopiero kilka minut po upadku jednej z rakiet na pole w miejscowości Tarnawa-Kolonia.
Czy system ostrzegania zadziałał prawidłowo?
Podczas czwartkowej konferencji prasowej na miejscu zdarzenia premier Donald Tusk, minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekonywali, że tak.
„Systemy ostrzegania ludności (...) zadziałały tak, jak powinny zadziałać” – mówił szef MSWiA Marcin Kierwiński.
Wyjaśnił, że od chwili otrzymania informacji o zagrożeniu służby miały około 13 minut na reakcję. W tym czasie uruchomiono – zgodnie z procedurą SPO-13 – najszybszy sposób ostrzegania, czyli syreny alarmowe. Po ustaniu zagrożenia syreny poinformowały także o odwołaniu alarmu – zapewnił Kierwiński. Dodał, że procedura była już dwukrotnie aktualizowana, a po tym incydencie rząd ponownie przeanalizuje jej działanie i w razie potrzeby wprowadzi kolejne zmiany.
Na pytanie o to, dlaczego do mieszkańców nie zostały wysłane alerty RCB, minister tłumaczył, że w nocy syreny są skuteczniejsze niż SMS-y, a przy tak krótkim czasie zagrożenia nie ma możliwości przekazywania szczegółowych instrukcji. Stwierdził, że mieszkańcy powinni znać zasady postępowania opisane w rządowym „Poradniku Bezpieczeństwa".
„Jeżeli wyje syrena alarmowa, to znaczy, że jest zagrożenie” – podkreślał szef MSWiA, apelując o traktowanie takich sygnałów z pełną powagą.
Dziennikarze zwracali jednak uwagę, że mieszkańcy przez blisko dwie godziny po alarmie nie otrzymali żadnych oficjalnych informacji wyjaśniających sytuację ani przez SMS, ani w innych kanałach. Premier Donald Tusk przyznał, że „procedury wymagają uzupełnienia” i zapowiedział wprowadzenie zasady wysyłania po odwołaniu alarmu wiadomości SMS uspokajających mieszkańców i potwierdzających, że zagrożenie minęło.
„Jako społeczeństwo ciągle uczymy się sytuacji, w której musimy reagować na ostrzeżenia sygnały, syreny alarmowe” – mówił Tusk. Zapewnił, że rząd przeanalizuje „wszystkie elementy reakcji państwa” po to, by „każdego tygodnia, każdego miesiąca nasze reakcje były doskonalsze”. Stwierdził jednak, że „na razie z meldunków, szczególnie wojskowych, wynika, że wszystko zadziałało tak, jak powinno”.
Premier porównał obecną sytuację z incydentem pod Bydgoszczą z 2022 r., podkreślając, że dziś wymiana informacji między służbami przebiega znacznie sprawniej.
„Natychmiast po tym, jak podniosły się nasze myśliwce, otrzymałem informacje od pana premiera Kosiniaka-Kamysza, który powiadomił też oczywiście prezydenta” – zapewniał Tusk.
Pojawiły się również pytania, dlaczego rakieta nie została zestrzelona. Tusk i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekonywali, że wojsko było gotowe do użycia siły, jednak decyzja o zestrzeleniu zawsze wymaga oceny ryzyka.
„Decyzja o zestrzeleniu jest zawsze trudną decyzją, nie ze względu na to, że ktoś się czegoś obawia, tylko zestrzelenie może spowodować czasami większe straty niż upadek swobodny rakiety, czy pocisku, czy drona i to muszą żołnierze, którzy są w akcji oceniać. Dla mnie jest ważne, że wojsko było gotowe w każdej chwili do zestrzelenia i na szczęście nie była taka masywna akcja potrzebna” – mówił premier.
Szef MSWiA zaapelował do mieszkańców Polski o zaangażowanie w przygotowanie się do działania w razie poważnych zagrożeń bezpieczeństwa. Przypomniał, że rząd od miesięcy prowadzi działania mające przygotować mieszkańców do reagowania w sytuacjach kryzysowych. Wskazał m.in. na Akademię Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej oraz pikniki organizowane przez Państwową Straż Pożarną.
„Bardzo konsekwentnie od wielu miesięcy przeprowadzamy szkolenia (...), gdzie mówi się o tych kwestiach. Podchodźmy do tych informacji bardzo, bardzo poważnie (...). Musimy liczyć na to, że zbudujemy tę odporność populacyjną i umiejętność zachowania się na głos syreny ostrzegający o tym, że niebezpieczeństwo jest realne, że potencjalnie należy się przygotować na masywne uderzenie i że należy postępować zgodnie z tym” – apelował Kierwiński.
W nocy z 29 na 30 lipca na terenie miejscowości Tarnawa-Kolonia w powiecie biłgorajskim spadła rosyjska rakieta balistyczna, najprawdopodobniej – jak wynika z informacji przekazanych przez premiera Donalda Tuska – CH-101. Rakieta spadła na pole uprawne, około 1,5 kilometra od najbliższych zabudowań. Nikt nie został ranny, nie odnotowano też żadnych zniszczeń poza tym, że wybuch rakiety pozostawił w ziemi lej o szerokości 10 i głębokości 5 metrów.
Śledztwo w sprawie prowadzi Wydział ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Czynności koordynuje Prokurator Okręgowy z Lublina.
Przeczytaj także: