Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Po 15 latach od decyzji Baracka Obamy, na polskiej ziemi spełnia się amerykański sen. Otwarta dziś baza obrony przeciwrakietowej w Redzikowie miała chronić USA przed uderzeniem Iranu. Ale czy będzie w stanie obronić NATO przed Rosją?
Dziś oficjalnie otwarto amerykańską bazę antyrakietową w Redzikowie koło Słupska. W uroczystościach wziął udział prezydent Andrzej Duda, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz oraz przedstawiciele władz USA i NATO.
Baza w Redzikowie jest elementem amerykańskiej tzw. tarczy antyrakietowej. Cały system składa się z dwóch komponentów: morskiego i lądowego. Aegis Ballistic Missile Defense to system wyrzutni rakiet rozmieszczony na amerykańskich okrętach pływających po europejskich morzach.
Uzupełnia go część lądowa – Aegis Ashore – rozlokowana we wschodniej części Europy. W jej skład wchodzi centrum dowodzenia w amerykańskiej bazie Ramstein w Niemczech, radar w Turcji, baza rakietowa w Deveselu w Rumunii oraz baza rakietowa w polskim Redzikowie.
Decyzję o budowie kontynentalnej części tarczy antyrakietowej podjął w 2009 roku prezydent USA Barack Obama. Rumuńska baza była gotowa już w 2016 r., czyli w tym samym roku, kiedy dopiero rozpoczynała się budowa instalacji w Redzikowie. Po wielu opóźnieniach (problemy z podwykonawcami, pandemia Covid-19), baza została ukończona i przekazana amerykańskiej marynarce wojennej dopiero w grudniu 2023 r.
Początkowo Redzikowo miało być tylko częścią amerykańskiego systemu antyrakietowego. Opóźnienia w budowie doprowadziły jednak do przedefiniowania całego systemu. Dziś baza w Redzikowie jest już częścią systemu obrony powietrznej NATO.
“To jest już nie tylko inwestycja amerykańska. To jest działanie całego Sojuszu Północnoatlantyckiego i to się dzieje w Polsce”
- podkreślał przed oficjalnym otwarciem bazy w Redzikowie szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
Pomysł stworzenia tarczy antyrakietowej powstał w USA w latach dwutysięcznych. Powodem było rosnące zagrożenie ze strony Iranu, który po operacji wojsk NATO w Afganistanie i inwazji USA na Irak, pozostał najsilniejszym graczem na Bliskim Wschodzie.
Nie brakuje głosów, że otwierana dziś baza w Redzikowie, a wraz z nią cała amerykańska tarcza antyrakietowa to w pewnym sensie “relikt poprzedniej epoki”. 15 lat po decyzji Baracka Obamy o jej budowie, dużo większym zagrożeniem dla Europy i USA nie jest Iran, ale Rosja.
„Baza została zaprojektowana pod kątem zagrożenia z Iranu – a nie Rosji. To ma swoje konsekwencje – dlatego baza z radarem jest w Turcji, dlatego jedna z baz jest w Rumunii, a druga w Polsce. Trzeba zadać pytanie – mam nadzieję, że polskie władze zadają takie pytanie partnerom z USA i otrzymują odpowiedzi – jak się ma taka lokalizacja i zdolności rozmieszczone w tych bazach do zagrożenia z Rosji”
- powiedział w rozmowie z PAP, analityk Polityki Insight ds. bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych, Marek Świerczyński.
Część ekspertów uważa jednak, że od początku nie chodziło tylko o Iran, ale o szeroko rozumiane zagrożenie z obszaru euroazjatyckiego.
Oficjalnie mówiło się o Iranie, aby nie drażnić Rosji, która ostro sprzeciwiała się budowie amerykańskiej instalacji we wschodniej Europie. Jakiekolwiek wyrzutnie rakiet rozlokowane w pobliżu rosyjskich granic (Bazę w Redzikowie i Kaliningrad dzieli niespełna 300 km) traktowane było jako bezpośrednie zagrożenie dla Rosji ze strony USA i NATO.
Rosyjskich władz nie uspokajał fakt, że polska baza będzie wyposażona tylko w pociski SM-3, a więc przechwytujące rakiety balistyczne krótkiego i średniego zasięgu.
“Ale, co jest bardzo istotne, w ich środkowej fazie lotu, czyli w momencie, kiedy znajdują się one de facto w przestrzeni kosmicznej, bardzo wysoko nad powierzchnią ziemi. To znaczy, że tak naprawdę nie wiemy, jaka byłaby skuteczność takiej broni wobec pocisków, które byłyby skierowane w pobliże bądź na samą bazę w Redzikowie”
- tłumaczy Świerczyński w rozmowie z PAP.
Arsenał bazy ma więc potencjał wyłącznie obronny, niechroniącym przed uderzeniem w terytorium Europy Wschodniej.
Rozszerzenie działania bazy w Redzikowie jest jednak możliwe. Bo choć póki co jest ona wyposażona tylko w pociski typu SM-3, to sama wyrzutnia jest zdolna do wystrzeliwania także rakiet typu SM-6 mogących dosięgnąć obiektów lecących na niższym pułapie (w tym dronów), a nawet wyłącznie ofensywnych rakiet manewrujących Tomahawk.
“Trzeba rozszerzyć zakres działania tarczy antyrakietowej. O tym będziemy rozmawiać na pewno z sekretarzem generalnym [NATO – przyp. red.], z naszymi przyjaciółmi w Stanach Zjednoczonych” – powiedział kilka dni temu Władysław Kosiniak-Kamysz.
Na otwarcie bazy w Redzikowie zareagował już Kreml:
„Chodzi o przemieszczanie amerykańskiej infrastruktury wojskowej na terytorium Europy w kierunku naszych granic. To nic innego, jak próba podważenia naszego potencjału militarnego i doprowadzi oczywiście do podjęcia przez Rosję odpowiednich środków w celu zapewnienia równowagi”
- powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow w rozmowie z agencją Reutera.
Przeczytaj także: