Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Sejm niemal jednogłośnie przyjął ustawę o niekaraniu polskich ochotników walczących po stronie Ukrainy. Przeciw Braun, wstrzymały się Konfederacja i koło Kukiza. Ustawa nakazuje osobom walczącym w Ukrainie niezwłoczne zawiadomienie o tym fakcie MON-u
W piątek 13 lutego Sejm głosował nad ustawą o niekaraniu polskich ochotników broniących wolności i niepodległości Ukrainy. Ustawa proponuje, by w przypadku obywateli Polski, którzy bez dopełnienia odpowiednich formalności wstąpili do ukraińskiej armii i czynnie wspierają obronę Ukrainy, nie stosować przepisów kodeksu karnego ustanawiających karę za takie działania.
Za przyjęciem ustawy zagłosowało 406 osób, przeciwko 4. Od głosu wstrzymało się 19 osób.
Ustawę poparli wszyscy obecni na głosowaniu posłowie koalicji rządzącej (Koalicji Obywatelskiej – 151 osób, PSL – 30 osób, Polski 2050 – 26 osób, oraz Lewicy – 21 osób), niemal wszyscy obecni posłowie PiS-u (171 osób, bez jednego), wszyscy posłowie Razem (4 osoby), a także 3 spośród 4 obecnych na głosowaniu posłów niezrzeszonych.
Przeciwko była jedna osoba z PiS-u oraz trzech posłów Grzegorza Brauna, czyli Konfederacja Korony Polskiej. Konfederacja i koło Pawła Kukiza (Demokraci) wstrzymali się od głosu.
W normalnych warunkach samowolny wyjazd za granicę, przyjęcie obowiązków wojskowych w obcym wojsku lub w obcej organizacji wojskowej bez zgody właściwego organu, a także prowadzenie zaciągu obywateli polskich, lub przebywających w Polsce cudzoziemców do takiej służby, stanowi występek zagrożony karą pozbawienia wolności do lat pięciu (art. 141 § 1 Kodeksu Karnego oraz art. 142 § 1 k.k.).
Przyjęta w piątek 13 lutego ustawa nie wyłącza odpowiedzialności karnej za takie działania. Stanowi jedynie o odstąpieniu służb od karania osób. Regulacja nie zachęca też polskich obywateli do udziału w walce Ukrainy z rosyjską agresją, ani nie wprowadza w tym zakresie żadnych ułatwień. Powoduje tylko, że wobec tych obywateli nie będą prowadzone postępowania karne.
„W istniejącym kontekście międzynarodowym, udziału polskiego obywatela w walce Ukrainy z rosyjską agresją nie sposób postrzegać jako naruszenia konstytucyjnych obowiązków wierności Rzeczypospolitej, troski o dobro wspólne (art. 82 Konstytucji) ani – tym bardziej – obowiązku obrony Ojczyzny (art. 85 Konstytucji)” – czytamy w uzasadnieniu ustawy.
Abolicja będzie dotyczyć jednak jedynie osób, które służbę wojskową na rzecz Ukrainy odbyły w prawowitym, uznawanym przez Polskę ukraińskim wojsku, a nie nieformalnych grupach działających na ukraińskim froncie.
Ustawa nakłada też na osoby walczące po stronie Ukrainy obowiązek niezwłocznego poinformowania o tym fakcie Ministerstwa Obrony Narodowej. Zawiadomienie ma być złożone w formie pisemnej niezwłocznie po powrocie do kraju.
24 lutego 2022 r. Rosja, niesprowokowana zbrojnym atakiem ze strony Ukrainy, rozpoczęła trwającą już niemal cztery lata krwawą wojnę. Agresja pchnęła wielu polskich obywateli do czynnego wsparcia obrony Ukrainy przez wstąpienie do ukraińskiej armii, w szczególności do Międzynarodowego Legionu Obrony Terytorialnej Ukrainy, z reguły bez dopełnienia wymaganych polskim prawem formalności. Celem ustawy jest uwolnienie tych obywateli od odpowiedzialności karnej.
Nie ma rzetelnych danych, które mówiłyby, ilu obywateli Polski walczy po stronie Ukrainy.
Przeczytaj także:
Sejm głosował dziś (13 lutego) nad ustawą umożliwiającą Polsce skorzystanie ze środków na inwestycje zbrojeniowe w ramach unijnego programu SAFE. Skorzystania z programu nie chcą PiS i Konfederacja, które zagłosowały przeciwko.
W piątek 13 lutego Sejm przyjął rządową ustawę o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE. Za głosowało 236 posłów, 199 było przeciw, 4 wstrzymało się od głosu. Posłowie odrzucili wszystkie poprawki do projektu zgłoszone przez PiS podczas prac w Senacie. Teraz ustawa trafi na biurko prezydenta Karola Nawrockiego, który nie wypowiedział się jeszcze jednoznacznie, czy podpisze ustawę.
Za przyjęciem ustawy zagłosowali posłowie Koalicji Obywatelskiej (152 osób), PSL (31 osób), Polski 2050 (26 osób), Lewicy (21 osób), Razem (4 osoby) i 2 posłów niezrzeszonych. Przeciwko byli posłowie Prawa i Sprawiedliwości (172 osoby), Konfederacji (14 osób), Konfederacji Korony Polski (2 osoby), Demokracji (2 osoby) oraz 1 niezrzeszony.
Wyniki głosowania skomentował Donald Tusk. „Maski opadły. PiS i Konfederacja zagłosowały przeciwko programowi SAFE, czyli przeciw bezpieczeństwu Polski, przeciw nowoczesnej armii, przeciw polskiemu przemysłowi zbrojeniowemu. To już nie jest opozycja, to są wrogowie polskiej niepodległości” – napisał premier na X.
Ustawa daje podstawy prawne do skorzystania przez Polskę z unijnego finansowania inwestycji zbrojeniowych. Finansowanie ma formę niskooprocentowanych pożyczek, których spłata jest odroczona na okres 10 lat. W sumie w ramach programu dostępnych jest 150 mld euro, z czego Polska może skorzystać z 43,7 mld euro, czyli około 184 mld złotych.
Jak w rozmowie z OKO.press mówił Michał Szczerba, europoseł Koalicji Obywatelskiej, Polska będzie realizować z programu 139 projektów zbrojeniowych w takich domenach jak Tarcza Wschód, zdolności dronowe i antydronowe, cyberbezpieczeństwo, infrastruktura krytyczna Bałtyku, domena kosmiczna, AI oraz rozwój mobilności wojskowej. Ponadto przewidziane jest też finansowanie działań wzmacniających straż graniczną, policję oraz elementy infrastruktury transportowej istotne dla obronności.
Program SAFE, czyli Instrument na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy, to program pożyczek na finansowanie inwestycji zbrojeniowych w Europie. Jest elementem szerszego planu dozbrajania Europy, który Komisja Europejska przygotowała na wniosek państw członkowskich i przedstawiła w marcu 2025 roku.
W ramach tego programu Komisja oferuje państwom niskooprocentowane pożyczki na inwestycje zbrojeniowe na łączną kwotę 150 miliardów euro. Środki pozyskuje na rynkach finansowych w ramach emisji euroobligacji. Nie są to żadne specjalne „obligacje obronne”, tylko standardowe obligacje UE o krótkim lub długim terminie zapadalności.
Celem programu jest likwidowanie najważniejszych luk w europejskiej obronności oraz rozwijanie europejskiej bazy przemysłu zbrojeniowego. Tak, by na wypadek wojny, nie być tak bardzo uzależnionym od zagranicznych dostawców.
Europejska narodowo-konserwatywna i skrajna prawica w większości sprzeciwia się programowi m.in. ze względu na to, że jest on finansowany z europejskiego długu. Krytyka tego sposobu finansowania wydatków publicznych to element skrajnie neoliberalnego podejścia do państwa, według którego wszelki dług publiczny to redystrybucja kosztów na przyszłe pokolenia i zniekształcenie mechanizmów rynkowych.
Tymczasem wielu ekspertów wskazuje dziś, że luki w europejskiej obronności są na tyle duże, a zagrożenie ze strony Rosji na tyle poważne, że zbroić trzeba się szybko. Przy ograniczonych możliwościach finansowania z budżetów krajowych, nie pozostaje nic innego jak sięgnięcie po środki z długu.
Np. włoski ekonomista, były premier Mario Draghi, autor raportu o tym, jak uratować konkurencyjność europejskich gospodarek, wyliczył, że w ciągu najbliższych 10 lat potrzebne są szybkie inwestycje zbrojeniowe o wartości co najmniej 500 mld euro.
Przeczytaj także:
Lider węgierskiej opozycji, Peter Magyar, opublikował nagranie, na którym tłumaczy okoliczności powstania sekstaśmy z jego udziałem. Magyar twierdzi, że to skutek jego oporu wobec szantażu, a za całą sprawą stoi Viktor Orban i Fidesz, który chce go zdyskredytować przed wyborami
Dwa miesiące przed wyborami parlamentarnymi, które mogą przynieść przegraną premiera Viktora Orbána i jego rządzącej Węgrami od 16 lat partii Fidesz, nieznani sprawcy grożą publikacją sekstaśmy z udziałem lidera opozycyjnej partii Tisza, która prowadzi w sondażach.
We wtorek 10 lutego w internecie pojawiła się strona radnaimark.hu, na której widać czarno-białe zdjęcie pustej sypialni z dużym łóżkiem i rozkopaną pościelą. Zdjęcie jest wykonane prawdopodobnie z górnego rogu pokoju. Początkowo na stronie widniał napis „Wkrótce…”, lecz w czwartek 12 lutego pojawiła się informacja: „Pewnego razu…” i data: 3 sierpnia 2024.
O tym, że opublikowana może zostać sekstaśma z jego udziałem, jako pierwszy poinformował sam Peter Magyar. W czwartek 12 lutego polityk wypuścił nagranie, na którym tłumaczy kulisy zdarzenia.
Jak wynika z jego relacji, 2 sierpnia 2024 roku brał udział w imprezie dla zwolenników i działaczy partii. Na imprezie pojawiła się Evelin Vogel, jedna z działaczek Tiszy, która do czerwca 2024 była prywatnie związana z Magyrem. To ona ma być kobietą, z którą jest Magyar na nagraniu.
Choć nie byli już razem, a Vogel dopuściła się wcześniej szantażu wobec polityka – miała zażądać 30 milionów forintów za ciche odejście z partii, co potwierdziła w wywiadzie z 444.hu – Magyar pojechał na imprezę do widniejącego na zdjęciu mieszkania, na którą zaprosiła go Vogel.
Tam, jak wynika z jego relacji, miały być osoby, których nie znał, a także zażywane narkotyki, których on sam „nie tknął”. Nad ranem on i Vogel udali się do sypialni, gdzie – za obopólną zgodą – uprawiali seks. Mieszkanie mieli opuścić po południu i udać się na wspólny obiad.
Polityk oskarża Vogel o udział w prowokacji, a ta zaprzecza i twierdzi, że też jest ofiarą w sprawie. Potwierdza, że seks był konsensualny. Magyar twierdzi też, że za organizacją prowokacji stoją osoby związane z Fideszem, a celem jest dyskredytacja go przed wyborami.
Portalowi 444.hu udało się ustalić, że zdjęcie zostało wykonane w mieszkaniu na wynajem przy Grand Boulevard, a domena radnaimark.hu została wykupiona w grudniu 2024 przez osobę prywatną.
W całej sprawie znacząca jest też nazwa domeny. Mark Radnai to wiceprzewodniczący Tiszy, a więc bliski współpracownik Magyara. Portal 444.hu ustalił, że mieszkanie należy do osoby, która jest biznesowo powiązana z Radnaiem. Polityk zaprzecza jednak, by miał cokolwiek wspólnego ze sprawą i uważa ją za prowokację.
12 kwietnia na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne. Po raz pierwszy od 16 lat Fideszowi wyrosła poważna konkurencja. Jest to właśnie Tisza, „Partia Szacunku i Wolności”. Tisza powstała w 2020 roku, a jej głównymi założycielami są przedsiębiorca Attila Szabó i Boldizsár Deák, prezes Radia Eger i samorządowiec.
Magyar dołączył do partii w 2024 roku, po tym jak w atmosferze skandalu odszedł z Tiszy, a następnie ujawnił afery korupcyjne z udziałem partii, w tym jego byłej żony, Judit Varga, ministry sprawiedliwości w rządzie Viktora Orbána. To w wyniku wielkich, antyrządowych protestów, które wybuchły po ujawnieniu afer korupcyjnych przez Magyara, partia zyskała ogromne poparcie – w listopadzie 2024 roku jej poparcie przewyższyło po raz pierwszy poparcie Fideszu.
Od tego czasu partia jest na prowadzeniu. Obecnie chęć głosowania na Tiszę deklaruje 48 proc. Węgrów (sondaż z 24 stycznia 2026, publikowany przez portal Politico), a Peter Magyar jest najpoważniejszym konkurentem Viktora Orbána o fotel premiera. Tisza jest partią proeuropejską i zapowiada przywrócenie na Węgrzech praworządności, przystąpienie kraju do Prokuratury Europejskiej i rozliczenie korupcji.
Viktor Orbán przedstawia Magyara jako „człowieka Brukseli” i twierdzi, że jest jedynym politykiem, który może zatrzymać Węgry przed zaangażowaniem w wojnę w Ukrainie.
Przed wyborami Węgrzy oczekują debaty między Orbánem i Magyarem, a Orbán odmawia. Premier Węgier nie brał udziału w przedwyborczej debacie od 20 lat.
Tymczasem jak wynika z badania opinii publicznej przeprowadzonego przez Centrum Badań 21 na zlecenie organizacji pozarządowej aHang, aż 60 proc. społeczeństwa chce, aby przed wyborami parlamentarnymi odbyła się publiczna debata między politykami. Wśród zwolenników Tiszy, debaty chce aż 90 proc. respondentów.
Jedna piąta badanych nie potrzebuje debaty, a 19 proc. nie ma w tej kwestii zdania
Przeczytaj także:
Skeletonista Władysław Heraskewycz, sportowiec z Ukrainy, został przez MKOL wykluczony z udziału w Igrzyskach Olimpijskich. Powód? Kask z wizerunkami ukraińskich sportowców, którzy zginęli w wojnie z Rosją
Władysław Heraskewycz, sportowiec z Ukrainy, pojawił się na treningu w kasku z wizerunkami sportowców, którzy zginęli na wojnie w Ukrainie.
MKOL (Międzynarodowy Komitet Olimpijski) zagroził dyskwalifikacją, jeżeli Ukrainiec nie zmieni sprzętu. Powołał się przy tym na zakaz jakiejkolwiek propagandy politycznej, zawarty w Karcie Olimpijskiej. Skeletonista na kolejnym treningu pojawił się w tym samym kasku – i został wykluczony. Decyzja wywołała wielki sprzeciw w Ukrainie, głos zabrał prezydent Wołodymyr Zełenski:
„Dziękuję naszemu sportowcowi za jego jasne stanowisko. Jego kask, na którym widnieją portrety poległych ukraińskich sportowców, symbolizuje honor i pamięć. Przypomina on całemu światu, czym jest rosyjska agresja i jakim kosztem wiąże się walka o niepodległość. Nie złamano przy tym żadnych zasad”. I odznaczył Heraskewycza Orderem Wolności.
Heraskewycz broni swojego stanowiska. „Nie złamałem żadnych zasad. Powtarzam to odkąd zacząłem nosić ten kask. Zgodnie z Regułą 50 nie ma tu propagandy politycznej. Ten kask nikomu nie szkodzi” – przytacza Interia. Sportowiec zapowiada też odwołanie od decyzji MKOl-u do Sportowego Trybunału Arbitrażowego.
To niejedyny przypadek podczas tegorocznych igrzysk, kiedy organizatorzy zakazali startu ukraińskim sportowcom w kaskach, na których ich zdaniem widniała „wojenna propaganda”.
Międzynarodowa Unia Łyżwiarska zakazała startu ukraińskiemu łyżwiarzowi szybkiemu Olegowi Gandeyowi w kasku, na którym widniał cytat z wiersza ukraińskiego poetki Liny Kostenko „Tam, gdzie jest bohaterstwo, nie ma ostatecznej porażki”.
Gandey mówił portalowi „Champion”, że był zaskoczony sytuacją, bo nosił ten kask już wcześniej podczas międzynarodowych konkursów i Międzynarodowa Unia Łyżwiarska nie zgłaszała żadnych wątpliwości. Sportowiec miał reprezentować Ukrainę w short tracku na dystansach 500, 1000 i 1500 metrów.
To samo spotkało ukraińską narciarkę freestylową Jekaterinę Kotsar, która chciała wystąpić w kasku z napisem „Bądź dzielny jak Ukraińcy”. Sportowczyni relacjonowała portalowi Champion, że tydzień przed igrzyskami olimpijskimi otrzymała list z informacją, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski uznaje ten kask za „propagandę”, w związku z czym nie może go nosić podczas igrzysk.
"Z powodu braku doświadczenia, wiedzy i prawdopodobnie pewności siebie po prostu zmieniłam kask i teraz jest na nim tylko mała flaga Ukrainy” – powiedziała Kotsar.
Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) zakazuje używania jakichkolwiek symboli politycznych oraz demonstracji podczas igrzysk zgodnie z zasadą, że igrzyska mają być imprezą „neutralną politycznie”.
Zakaz dotyczy jakiejkolwiek formy reklamy albo propagandy politycznej na ubraniach, sprzęcie czy akcesoriach zawodników i innych uczestników igrzysk (trenerów, działaczy), a także manifestacji i protestów. Mówi o tym reguła 50 Karty Olimpijskiej oraz wydane do niej wytyczne interpretacyjne.
Zimowe igrzyska olimpijskie odbywają się w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo we Włoszech w dniach 6-22 lutego 2026 roku.
Przeczytaj także:
Co najmniej 50 dzieci zostało skrzywdzonych przez księży i osoby związane z kościołem w diecezji sosnowieckiej – ogłosił Tomasz Krzyżak, przewodniczący Komisji „Wyjaśnienie i Naprawa” Spraw Wrażliwych Diecezji Sosnowieckiej. Komisja złożyła już zawiadomienie do prokuratury.
Komisja ustaliła, że aż 25 księży z diecezji sosnowieckiej jest zamieszanych w molestowanie seksualne dzieci i młodzieży poniżej 18 lat. Potwierdzono też, że przestępstw pedofiliskich dopuszczali się także organista, katecheta, kleryk i animator wspólnoty dziewcząt i chłopców w wieku szkolnym.
„Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że zaistniało przestępstwo wykorzystywania seksualnego małoletnich w odniesieniu do czterech nieżyjących księży. W ich sprawach wszczęto dochodzenia o charakterze historycznym. Wobec kolejnych dziesięciu osób istnieje prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa – są to trzy osoby świeckie, ksiądz spoza diecezji sosnowieckiej i sześciu księży do niej przypisanych. W tych sprawach komisja złożyła zawiadomienia do prokuratury oraz wszczęła kanoniczne dochodzenia wstępne” – ogłosił przewodniczący komisji, Tomasz Krzyżak.
Komisja przyznała, że duchowni i osoby związane z kościołem skrzywdziły przynajmniej 50 dzieci. Większość z nich to dziewczynki.
Pierwsze zgłoszenia o molestowaniu pochodzą z 1967 roku. Ostatnie – z 2025. Jak podała komisja, księża mogli krzywdzić dzieci nawet przez 17 czy 23 lata.
„Diecezja sosnowiecka nie jest czarną owcą. Jeśli chodzi o liczbę spraw dotyczących krzywdzenia nieletnich nie wyróżnia się wśród innych w kraju” – przekazał ksiądz dr Jacek Prusak podczas podsumowania pierwszej części prac Komisji „Wyjaśnienie i Naprawa” Spraw Wrażliwych Diecezji Sosnowieckiej.
To komisja działająca od dwóch lat na polecenie biskupa Artura Ważnego. „Wyjaśnienie i Naprawa” otrzymali zadania zbadania wszystkich skandali, do jakich doszło na terenie diecezji. A tych na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat nie brakowało.
Radio TOK.FM przygotowało porażające kalendarium: morderstwa diakona Mateusza B. oraz samobójstwa sprawcy, księdza z tej samej parafii Roberta Sz., orgii na plebanii w Dąbrowie Górniczej, która zakończyła się wezwaniem na miejsce karetki pogotowia i śmiercią jednego z uczestników, śmierci młodego meżczyzny na plebanii w Sosnowcu, zarzutami dla dwóch księży i jednego byłego duchownego dotyczącymi przestępstw o charakterze seksualnym na szkodę dzieci i oszustw.
To sprawy, które rozgrywały się na terenie diecezji tylko w ciągu ostatnich trzech lat. Seria skandali, a przede wszystkium ujawnienie pedofilii zakończyła się powołaniem przez biskupa Artura Ważnego komisji „Wyjaśnienie i Naprawa”. Jak ogłosiła Komisja w czwartek 12 lutego, to dopiero pierwsza część raprotu, skoncentrowana na wykorzystywaniu seksualnym małoletnich.
Komisja brała pod lupę molestowanie osób poniżej 18 roku życia od 1992 roku, czyli od powstania diecezji sosnowieckiej. W tym czasie pracowało w nim 590 księży. Czyny pedofilskie dotyczą 23 z nich. „Szacuje się, że problem dotyczy od 2 do 6 procent księży” – zauważa Krzyżak.