0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

11:58 10-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Michal Borowczyk / Agencja Wyborcza.plFot. Michal Borowczy...

Awantura na miesięcznicy. Kaczyński zapowiada utworzenie „gwardii obywatelskiej"

„Będziemy walczyli o to, żeby zamach smoleński, zbrodnia smoleńska, została w końcu ujawniona i jeśli tylko będą takie możliwości, ukarana, bo ona miała swoich współsprawców także w Polsce i musimy ich dopaść, musimy ich ukarać i tak będzie" – powiedział dziś Jarosław Kaczyński.

Co się wydarzyło?

W piątek 10 lipca rano Jarosław Kaczyński pojawił się na placu Piłsudskiego w Warszawie, by złożyć wieniec pod pomnikiem Lecha Kaczyńskiego. Prezesowi PiS towarzyszyli między innymi Zbigniew Bogucki oraz Sławomir Cenckiewicz. Jak relacjonuje Onet, na miejscu byli już jednak wcześniej przeciwnicy obchodów miesięcznic smoleńskich. Ich demonstrację chroniła policja, odgradzając barierkami od gromadzących się członków i zwolenników PiS. Sprawiło to, że politycy mieli utrudniony dostęp do pomnika. Jak podaje Onet, prezes PiS wdał się w dyskusję z funkcjonariuszami policji. Według relacji Faktu z ust prezesa miało paść porównanie funkcjonariuszy do Gestapo. W czasie tych dyskusji między pozostałymi zgromadzonymi doszło do przepychanek. „Między zgromadzonymi pod pomnikiem ludźmi doszło do aktu agresji. Jeden z mężczyzn uderzył innego ręcznym statywem do robienia zdjęć. Później usiłował oddalić się z miejsca zdarzenia” – czytamy.

Ostatecznie politycy PiS złożyli wieńce kilka metrów od pomnika.

Chwilę później głos zabrał Jarosław Kaczyński, mówiąc, że politycy PiS są „miesiąc w miesiąc obrażani, atakowani, łącznie z pogróżkami zabójstwa”, a „policja nie interweniuje”.

„Mamy do czynienia z bojówkami rządzącej partii, a nie z policją i z tego trzeba będzie wyciągnąć wnioski. Trzeba będzie budować wszystko od początku, powołując jakąś gwardię obywatelską, która będzie bardzo zdecydowana” – mówił Kaczyński. Stwierdził, że „wszystkie nasze służby są do przebudowy”.

Dodał też, że ludzie organizujący pod pomnikiem kontumiesięcznice odpowiedzą za to, co robili. Zapowiedział też, że gdy PiS wróci do władzy, zbadane zostanie, czy nie dzieje się to na zlecenie rosyjskie.

Do wydarzeń pod pomnikiem smoleńskim odniosła się publicznie Komenda Stołecznej Policji. W długim oświadczeniu zaznaczono, że „wszystkie czynności wykonywane przez funkcjonariuszy realizowane są wyłącznie na podstawie i w granicach obowiązującego prawa” i że ich celem jest zapobieganie „eskalacji napięć, naruszeniom porządku publicznego oraz wszystkim zagrożeniom bezpieczeństwa ludzi i mienia”. Sami funkcjonariusze zaś „realizują swoje ustawowe zadania w sposób bezstronny, kierując się wyłącznie obowiązującymi przepisami prawa oraz oceną sytuacji”, a „podejmowane decyzje i interwencje nie są uzależnione od poglądów, funkcji, przekonań ani przynależności organizacyjnej osób uczestniczących w tych wydarzeniach”.

Zaapelowano też do „wszystkich uczestników zgromadzeń o respektowanie obowiązujących przepisów prawa oraz stosowanie się do poleceń wydawanych przez policjantów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo”.

Głos zabrał także szef MSWiA Marcin Kierwiński.

„Skandaliczne zachowanie posła Kaczyńskiego wobec Polskiej Policji. To hańba że były wicepremierem ds.bezpieczeństwa atakuje funkcjonariuszy i polski mundur. Policja dba o porządek publiczny i bezpieczeństwo każdego obywatela. Czasy polityków ponad prawem Panie Kaczyński minęły" – napisał w mediach społecznościowych minister.

Podczas wypowiedzi dla mediów na placu Piłsudskiego Jarosław Kaczyński odniósł się także do kwestii samej katastrofy smoleńskiej.

„My wiemy, że ludzie, którzy rządzili Polską w 2010 roku, liczyli, że ta sprawa zostanie, czyli sprawa katastrofy, a w istocie zamachu smoleńskiego, zostanie zapomniana. Nie może zostać zapomniana, bo to jest sprawa naszej suwerenności, naszej godności. Nie możemy być narodem, którego wolno zabijać" – powiedział Jarosław Kaczyński w oświadczeniu.

„Będziemy walczyli o to, żeby zamach smoleński, zbrodnia smoleńska, została w końcu ujawniona i jeśli tylko będą takie możliwości, ukarana, bo ona miała swoich współsprawców także w Polsce i musimy ich dopaść, musimy ich ukarać i tak będzie" – dodał.

Jaki jest kontekst?

Opublikowany w lipcu 2011 roku raport opracowany przez Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego pod przewodnictwem Jerzego Millera ocenił, że bezpośrednią przyczyną katastrofy Tu-154M w Smoleńsku było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania w warunkach uniemożliwiających kontakt wzrokowy z ziemią. Ustalenia wykazały szereg nieprawidłowości – zarówno po stronie polskiej przygotowania lotu, jak i zaniedbania po stronie kontrolerów rosyjskich z lotniska w Smoleńsku.

Śledztwo prokuratorskie w sprawie katastrofy smoleńskiej trwa od 2010 roku. W 2016 roku, za rządów PiS, zostało przekazane do dalszego prowadzenia Zespołowi Śledczemu nr 1 w Prokuraturze Krajowej. Jak podsumowuje Jacek Gądek w Newsweeku „od początku prokuratorzy uzyskali łącznie kilkaset opinii biegłych różnej specjalności i zgromadzili mnóstwo elektronicznych danych. Ponadto przesłuchali ponad tysiąc świadków. Akta sprawy liczą ok. 2 tys. tomów — po 200 stron każdy".

„Z publicznych wypowiedzi prokuratorów wynika, że dowody zgromadzone w śledztwie smoleńskim nie pozwalają na stwierdzenie, że był to zamach" – czytamy.

Przeczytaj teksty OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także:

09:37 10-07-2026

Jest akt oskarżenia wobec byłego prezesa NIK

Prokuratura zarzuca Marianowi B. m.in. nakłanianie urzędnika do ujawnienia informacji objętych tajemnicą skarbową.

Co się wydarzyło?

Prokuratura Regionalna w Białymstoku skierowała do Sądu Rejonowego dla Krakowa-Śródmieścia akt oskarżenia przeciwko trzem osobom, w tym byłemu prezesowi Najwyższej Izby Kontroli Marianowi B. Sprawa dotyczy zarzutów związanych z ujawnianiem informacji objętych tajemnicą skarbową, nakłanianiem funkcjonariuszy publicznych do takich działań oraz przekroczeniem uprawnień. Akt oskarżenia został skierowany 9 lipca 2026 roku.

Według ustaleń śledczych głównym zarzutem wobec Tadeusza G., byłego dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Krakowie, jest ujawnienie osobie nieuprawnionej informacji stanowiących tajemnicę skarbową. Prokuratura twierdzi, że informacje te uzyskał w związku z pełnioną funkcją i przekazał je z naruszeniem obowiązujących przepisów. Jedna z ujawnionych informacji miała dotyczyć czynności prowadzonych przez Urząd Skarbowy Kraków-Stare Miasto, a jej przekazanie – zdaniem śledczych – miało pomóc innej osobie w uniknięciu odpowiedzialności karnej. Tadeuszowi G. przedstawiono sześć zarzutów dotyczących naruszenia tajemnicy skarbowej, w jednym przypadku połączonych także z zarzutem poplecznictwa.

Marianowi B., byłemu prezesowi Najwyższej Izby Kontroli, prokuratura zarzuca nakłanianie Tadeusza G. do ujawnienia informacji objętych tajemnicą skarbową. Śledczy przedstawili mu również drugi zarzut dotyczący nakłaniania Beaty O., ówczesnej dyrektor delegatury NIK w Warszawie, do podjęcia działań, które – według prokuratury – miały polegać na przekroczeniu uprawnień, naruszeniu tajemnicy skarbowej i działaniu na szkodę interesu publicznego. Prokuratura wskazuje, że celem tych działań miało być osiągnięcie korzyści osobistej przez inną osobę poprzez zawieszenie prowadzonej wobec niej kontroli celno-skarbowej.

Beata O. usłyszała zarzuty związane z nakłanianiem osoby pełniącej funkcję publiczną do ujawnienia tajemnicy skarbowej oraz przekroczenia uprawnień. Ponadto prokuratura zarzuca jej składanie fałszywych zeznań w innym postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę Regionalną w Białymstoku. Według śledczych miała ona zeznać nieprawdę, mimo że została pouczona o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania oraz o prawie do odmowy odpowiedzi na pytania mogące narazić ją lub osoby najbliższe na odpowiedzialność karną.

Prokuratura poinformowała, że materiał dowodowy w sprawie obejmuje m.in. zabezpieczone skrzynki pocztowe oskarżonych, dane telekomunikacyjne, zeznania świadków, wyjaśnienia podejrzanych, wyniki przeszukań oraz opinię dotyczącą badania służbowego telefonu komórkowego Beaty O. Zarzucane czyny zagrożone są karami od kilku miesięcy do nawet 10 lat pozbawienia wolności, w zależności od kwalifikacji prawnej.

Przeczytaj teksty OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także:

08:24 10-07-2026

Prawa autorskie: Photo by Handout / TELEGRAM / @kondratyevvi / AFP) / RESTRICTED TO EDITORIAL USE - MANDATORY CREDIT "AFP PHOTO / TELEGRAM / @KONDRATYEVVI / HANDOUT" - NO MARKETING NO ADVERTISING CAMPAIGNS - DISTRIBUTED AS A SERVICE TO CLIENTSPhoto by Handout / T...

Płonie duża rafineria na południu Rosji

Ukraińskie wojsko tylko w tym tygodniu trafiło terminal naftowy w Petersburgu, rafinerię w Omsku, w Saratowie, Ufie i Niżnym Kamsku.

Co się wydarzyło?

Płonie rafineria ropy naftowej w miejscowości Ilsky w Kraju Krasnodarskim na południu Rosji. Do pożaru doszło w wyniku ukraińskiego ataku dronów – podaje Reuters. Rafineria ma wydajność ok. 138 000 baryłek dziennie i już wcześniej była obiektem ataków. Trafiona została już szósty raz — ostatnie trafienie miało miejsce przed miesiącem.

Pożary wybuchły także w dwóch składach paliw i w porcie morskim w Taganrogu w obwodzie rostowskim, o czym informowały lokalne władze. Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że jednostki obrony powietrznej zestrzeliły w ciągu nocy 376 ukraińskich dronów.

Jaki jest kontekst?

Ukraińskie wojsko tylko w tym tygodniu trafiło terminal naftowy w Petersburgu, rafinerie w Omsku, Saratowie, Ufie i Niżnym Kamsku. Ukraińcy atakowali też i trafiali w magazyny ropy, mosty i składy amunicji. Trafili w linię energetyczną zasilającą Krym. Ponadto zniszczyli flotę tankowców na Morzu Azowskim, która miała dowieźć ropę na Krym.

Dzień w dzień trwają także ataki dronowe na Moskwę.

W związku z ukraińską kampanią, która obrała na cel infrastrukturę naftową, Rosja zmaga się z kryzysem paliwowym. Skutkiem są awarie rafinerii, brak paliw na stacjach, kolejki i wzrost cen. Kreml podejmuje działania ratunkowe, w tym zmusza koncerny do zwiększenia produkcji i nakazuje import paliwa.

Do kryzysu paliwowego odczuwanego przez wszystkich Rosjan władza odnosi się w swojej propagandzie – co analizowała na łamach OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk. Kreml wprowadza ręczne sterowanie rynkiem paliw, wielkie koncerny mają planowo rozdzielać paliwa do poszczególnych regionów. Rząd planuje też dotacjami zahamować wzrost cen. Kryzys jest tak ostry, że w sprawie paliw głos zabrał sam Putin, by przekonywać, że „problemy są przejściowe”, a „rosyjski system energetyczny ma jeden z najwyższych na świecie marginesów bezpieczeństwa”.

Przeczytaj teksty OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także:

06:20 10-07-2026

Prawa autorskie: AP Photo/Alessandra TarantinoAP Photo/Alessandra ...

Za nami rekordowo gorący czerwiec. Nad Europę nadciąga kolejna fala upałów

Włochy szykują się na kolejną falę upałów, tamtejsze Ministerstwo Zdrowia ogłosiło najwyższy, czerwony stopień alarmu z powodu upałów we Florencji i Perugii. Prognozy zbiegły się w czasie z podsumowaniem czerwcowych temperatur – a te były rekordowe.

Co się wydarzyło?

To dopiero początek upalnego lata. Włochy szykują się właśnie na trzecią już w tym roku falę gorąca. Prognozuje się do 43 stopni w niektórych częściach Sardynii oraz około 40 stopni w Toskanii i Apulii. Dla Florencji i Perugii Ministerstwo Zdrowia wydało najwyższy, czerwony stopień alarmu, który oznacza zagrożenie dla zdrowia całej populacji, nie tylko osób słabych i chorych. Resort zapowiada, że lista miast objęta alertem będzie rosnąć.

„Trzydzieści czy czterdzieści lat temu, w typowy czerwcowy dzień we Włoszech, termometry wskazywały średnio 30–32 stopnie. Dziś poprzeczka została znacznie podniesiona: wystarczy pomyśleć o Mediolanie, gdzie najwyższe temperatury w lipcu wzrosły z 33 stopni w ubiegłym stuleciu do 37 stopni w ostatnich latach” – komentuje Lorenzo Tedici z iLMeteo.it, cytowany przez portal Il Sole 24 Ore. Upał może utrzymywać się do 20 lipca.

Również we Francji ogłoszono czerwony alert z powodu ekstremalnych temperatur. W Paryżu prognozowana jest temperatura 37 stopni. Premier Sébastien Lecornu zapowiedział posiedzenie międzyresortowego zespołu kryzysowego, który zajmie się kolejną falą upałów. Gorąco jest nadal w Wielkiej Brytanii – w części regionów przewiduje się 35-36 stopni Celsjusza w najbliższych dniach. „W niektórych częściach Wielkiej Brytanii może nastąpić chwilowa poprawa pogody w weekend, kiedy północno-wschodni wiatr w sobotę ma przynieść chłodniejsze powietrze znad Morza Północnego. Jednak w regionach południowych i wschodnich nadal będą występować temperatury typowe dla fali upałów” – podaje BBC.

W Polsce na razie nie zapowiada się kolejna tak ekstremalna fala upałów, jak pod koniec czerwca – jednak IMGW przewiduje wysokie temperatury w połowie lipca.

Jaki jest kontekst?

Unijna agencja klimatyczna Copernicus opublikowała podsumowanie temperatur w czerwcu. Jak wskazuje, był to najgorętszy czerwiec w historii pomiarów dla Europy Zachodniej i drugi z najcieplejszych na świecie. Globalna średnia wyniosła 16,54°C, czyli o 0,56°C więcej od średniej z lat 1991-2020.

Średnia temperatura dla zachodu Europy wynosiła 20,74°C – to o 3,06°C więcej od średniej dla czerwca z lat 1991–2020. Pobito tym samym poprzedni rekord ustanowiony w czerwcu 2025 r. „W drugiej połowie miesiąca fala upałów dotknęła większą część zachodniej i środkowej Europy, a w wielu krajach pobite zostały rekordy czerwcowe i historyczne pod względem maksymalnej dziennej temperatury” – przypomina Copernicus.

Na całym kontynencie średnia temperatura była drugą najwyższą w historii pomiarów i wyniosła 19,14°C (o 1,78°C więcej niż średnia miesięczna z lat 1991–2020). Cieplej było tylko w czerwcu 2019.

Copernicus wskazuje, że w związku z upałami i suszą, przepływy rzek były niższe od średnich w całej Europie. „Z kolei Islandia, Irlandia, znaczna część Wielkiej Brytanii, wybrzeże Morza Północnego, Fennoskandia, kraje bałtyckie, Grecja i duży region na północ od Morza Kaspijskiego charakteryzowały się wilgotnością wyższą niż przeciętnie. W niektórych obszarach intensywne opady deszczu doprowadziły do ​​lokalnych powodzi i związanych z nimi skutków” – czytamy w komunikacie.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

18:10 09-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Maxim Shipenkov/Pool Photo via APFot. Maxim Shipenkov...

Kreml przekazuje przez Reutersa, że Putin się nie ugnie. Gra w „cykora”?

Trzy źródła z Moskwy postanowiły przekazać Reutersowi, że Putin nie odstąpi od zajęcia zachodniej części ukraińskiego Donbasu, a ukraińskie ataki na Rosję jeszcze bardziej go w tym planie utwierdziły. Grozi eskalacja w Europie. Jednocześnie szef MSZ Rosji ogłosił, że czas na rozmowy z Zachodem się skończył.

Putin odrzuca propozycje rozmów pokojowych z Ukrainą i prawdopodobnie zaostrzy konflikt – pisze Reuters. Dwa ze źródeł agencji, proszące o zachowanie anonimowości, stwierdziły, że Putin prawdopodobnie zaostrzy konflikt. Jedno z tych źródeł, „regularnie spotykające się z prezydentem”, opisało „wysokie prawdopodobieństwo” eskalacji w nadchodzących miesiącach.

Nie wiadomo jednak, na czym miałaby ona polegać.

Kolejne źródło przekazało, że Putin „zajął bezkompromisowe stanowisko” w sprawie odzyskania pozostałej części obwodu donieckiego – i że niedawno skrytykował grupę doradców, którzy zaproponowali kompromis oparty na zawieszeniu broni na linii frontu.

Kolejne źródło Reutersa zauważyło, że Putin jest „pewien”, że wojska rosyjskie wkrótce zdobędą cały Donbas.

Rzecznik prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow, którego Reuters poprosił o komentarz, powiedział: „Rosja jest gotowa na pokojowe rozwiązanie, ale ma wystarczający potencjał, aby działać niezależnie i kontynuować specjalną operację wojskową”.

Natomiast minister spraw zagranicznych Rosji Ławrow ogłosił 9 lipca: „Nie będziemy już wierzyć, że Zachód chce rozwiązań negocjowanych. Te pokłady dobrej woli i nadziei zostały całkowicie wyczerpane”.

Jaki jest kontekst?

Putin nie jest w stanie cofnąć się na wojnie o krok, bo to oznaczałoby dla niego całkowitą polityczną katastrofę. Stara się więc przekonać Zachód o swojej determinacji.

Od końca czerwca regularnie i bestialsko ostrzeliwuje Kijów, ale to nie zmienia sytuacji. Do tego Zachód nie uwierzył w jego zapewnienia o sukcesach na froncie, w tym opowieść o zdobyciu Konstantyniwki.

Zawalił się plan, wracają groźby

Putin powraca więc do gróźb wobec Europy.

Nie są bowiem one nowością. Kreml powtarza, że „operację” w Ukrainie zakończy zgodnie „z planem”, jeśli nie dzięki negocjacjom, to siłą. Pomysł negocjacji z Ukrainą odrzucił przed miesiącem, a potem jeszcze wykpił ukraińską propozycję, by obie strony powstrzymały się od ataków na głębokie zaplecze.

Rosyjski MON opublikował już w kwietniu mapę miejsc w Europie, gdzie rzekomo składane są drony dla Ukrainy (Kreml powtarza, że atakujące Rosję drony nie są ukraińskie, bo Ukraina nie byłaby w stanie takich dronów sama wyprodukować).

Przeczytaj także:

3 lipca Putin ponownie polecił robić analizy, który kraj najbardziej pomaga Ukrainie.

Przeczytaj także:

Proszony o komentarz wysoki urzędnik z biura Prezydenta Ukrainy zauważył, że raporty wywiadowcze Kijowa z ostatnich miesięcy wskazują, że Putin rzeczywiście przygotowuje się do dalszych kroków w wojnie, w tym do nowych operacji na Ukrainie lub możliwego ataku na inny kraj europejski. Nie ma tu nic nowego.

O takiej możliwości mówią też wywiady krajów NATO.

Przeczytaj także:

Gra w „cykora”

Putin cały czas zakładał, że sojusznicy Ukrainy w końcu się wystraszą i wycofają. To się jednak nie dzieje, a cały plan Putina się wali. Trump zdaje się obecnie odstępować od prorosyjskiego stanowiska, a ustalenia szczytu NATO w Ankarze i dewastujące Rosję ukraińskie ataki stawiają całą ekipę Putina w bardzo trudnej sytuacji. Walą się też plany tych współpracowników Putina, którzy przekonywali go, że Amerykę da się ograć, proponując ekipie Trumpa lukratywne kontrakty w Rosji. Im też może zależeć na straszeniu świata: albo biznes, albo wojna,

Przeciek dla Reutersa nastąpił po rozmowach Trumpa z Putinem i Wołodymyrem Zełenskim. Putinowi najwyraźniej nie udało się przekonać prezydenta USA, że wygrywa i nie jest prawdą, że Ukraina zatrzymała jego natarcie. Po tym Trump spotkał się z Zełenskim na szczycie NATO i omawiali „pomysły na zbliżenie pokoju”, w tym wsparcie dla Ukrainy. Natomiast planowana jako kolejna rozmowa Trumpa z Putinem już nie nastąpiła.

Putin chciałby rozmawiać?

Gdy Kreml przekazywał Reutersowi przecieki o „determinacji Putina”, jego rzecznik Pieskow opowiadał 9 lipca, że Putin jest cały czas otwarty na rozmowy z Trumpem.

Reuters rozmawia też z ekspertami. „Rosjanie raczej nie będą dążyć do wojny z NATO. Mogliby jednak próbować wywołać napięcia za pomocą odosobnionych ataków i wykorzystać to do podziału NATO w kwestii sposobu reakcji” – powiedział agencji Jack Watling z londyńskiego think tanku Royal United Services Institute. – „Zaostrzenie napięć z NATO mogłoby dać Putinowi polityczne uzasadnienie w Rosji dla poboru do wojska”.

Jak zauważył w rozmowie z OKO.press Marek Menkiszak z Ośrodka Studiów Wschodnich, groźby Rosji są tym bardziej realne, im bardziej Zachód jest skłonny się ich bać i nie chce stawić im czoła. „Póki co to jest straszenie, wojna psychologiczna. Ale jeśli będzie nieskuteczna, a Kreml postrzegać będzie Zachód jako osłabiony, podzielony i niegotowy do czynnego oporu, to może zaryzykować spełnienie części gróźb” – mówił 24 czerwca.