0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Gavriil Grigorov / POOL / AFPFot. Gavriil Grigoro...

Po kilku dniach ignorowania tematu braku paliw w Rosji i pocieszania poddanych reportażami z płonącego Kijowa i obrazami zniszczonych przez Rosję stacji benzynowych propaganda wreszcie znalazła sposób na opowieść o braku paliwa w Rosji.

Sytuacja – mimo zapowiedzi Putina, że będzie lepiej, jak tylko skończą się naprawy ostrzelanych przez Ukrainę rafinerii – nie poprawia się. Ukraińcy w zasadzie codziennie trafiają rafinerie już naprawione, a kolejne ataki są coraz bardziej precyzyjne i dewastujące. Ze wszystkich rosyjskich rafinerii nietknięta została tylko ta pod Irkuckiem, prawie 5 tys. km od granicy z Ukrainą. Ukraińcy niszczą transporty z paliwem na Krym, niszczą sieci logistyczne. Atakują instalacje gazowe. W czwartek 9 lipca odcięli most energetyczny z Kubania na Krym. A kolejki po benzynę w Rosji rosną. Władza wprowadza racjonowanie. Na okupowanym Krymie nie ma prądu, zaczyna brakować wody.

Oficjalnie całej Rosji brakuje aż 1/3 potrzebnych paliw. Opowieść, że zaraz będzie lepiej, się nie sprawdza. Opowieść, że zaraz Rosja zniszczy w Kijowie wszystkie ukraińskie magazyny z dronami – też nie. Bowiem równocześnie do relacji z płonącego Kijowa rosyjski MON raportuje, że ostrzał ukraiński Rosji rośnie. Ale...

Przeczytaj także:

Ale Putin nadal wierzy, że kryzys przetrwa, a na froncie w Ukrainie nastąpi przełom na korzyść Rosji. Musi ona jednak dotrwać do chwili, aż w Europie po wyborach w 2027 r. przejmą władzę siły prorosyjskie, napędzane antyukraińskim resentymentem. Pomoże mu w tym propaganda z nowym przekazem.

Opiera się ona na trzech filarach

  1. Ukraina płonie i jest słusznie karana za to, że śmiała zaatakować Rosję, i to powinno cieszyć
  2. Obowiązkiem Rosjan jest mężnie znosić przeciwności losu
  3. Władza robi wszystko, co może, i w żaden sposób nie można jej obarczyć odpowiedzialnością.

W Ukrainie jest gorzej

O obrazach płonącej Ukrainy ze szczególnym uwzględnieniem Kijowa piszemy od wielu dni.

Każde wieczorne „Wiesti” mają co najmniej kilkunastominutowe materiały o zniszczeniach, wybuchach, z komentarzami, że to beznadziejna obrona przeciwlotnicza odpowiada za ofiary w ludziach. Gdyż Rosja nigdy nie atakuje cywili. No ale to nie jej wina, że Ukraińcy umieścili zakłady pracujące dla obrony Ukrainy wśród cywili.

Obowiązkiem Rosjan jest cierpieć

Ciekawsza zmiana zaszła w opisie obowiązków poddanych Putina. Do tej pory wojna w Ukrainie jakby ich nie dotyczyła. Teraz władza domaga się od nich teraz cierpliwości i gotowości na cierpienie. Apele te podszyte są groźbą represji.

Bowiem Rosja jest na wojnie i skupianie się na trudnościach dnia codziennego ociera się o zdradę.

Co prawda od co najmniej dwóch lat słowo „wojna” używane było w propagandzie na zmianę z „SWO” (specjalna operacja wojskowa), ale fundamentalnej zmiany znaczeń dokonał właśnie rzecznik Putina Pieskow. SWO nie jest JAK wojna. JEST po prostu wojną – na Rosję napadł bowiem cały Zachód.

"Po jednej stronie jest Rosja, po drugiej reżim w Kijowie, szereg krajów europejskich i Stany Zjednoczone, które dostarczają Ukrainie miliony ton broni.

To już nie jest operacja, to wojna. To wojna na pełną skalę"

powiedział Pieskow w wywiadzie dla szwajcarskiego dziennika „Die Weltwoche” 7 lipca.

Myśl tę rozwijał następnie marszałek Dumy Wołodin: „Musimy zrozumieć, że cały Zachód jest przeciwko nam. Dlatego, gdy stajemy w obliczu wyzwań, zaczynamy się wahać i panikować – to wszystko działa na korzyść wroga. Musimy być tego świadomi”. „Zajmiemy się też problemami na stacjach benzynowych. Tak jak radziliśmy sobie z innymi problemami. Próbowali zniszczyć nasz system finansowy, ale im się nie udało i nie rozwalili gospodarki. Najważniejsza jest konsolidacja” – dodał Wołodin. I pogroził:

„Kto zaczyna histeryzować, jest skończony. Uważajcie go już za kogoś, kto przeszedł na drugą stronę.

Główni propagandyści podkreślają, że Rosjanie mają obowiązek wytrzymać wszelkie trudności, bo one się w dziejach Rosji zdarzają.

O bieżących trudnościach w oficjalnym przekazie się nie mówi: nie ma tam kolejek pod benzynę, nie ma tam też relacji o codziennych ukraińskich atakach.

Ale propaganda zachowuje się tak, jakby wszyscy o tych atakach wiedzieli.

Wiadomości te krążą w internecie i mimo pogróżek propagandystów, cały czas są dostępne.

„W latach 90. wszystko było na kartki”

– opowiada propagandystka Simonjan. Razem z Sołowjowem zapowiada, że może być jeszcze gorzej, jako że najpewniej „wróg zorganizuje prowokacje”. Ale obowiązkiem Rosjan jest to znosić, bo tego chce ojczyzna. Która jest obecnie na wojnie.

A „tygodnie lub miesiące mogą nas dzielić od trzeciej wojny światowej” – tak pociesza i mobilizuje Simomjan swoich widzów.

„Sytuacja jest trudna, ale nie katastrofalna”

Oprócz tego martyrologiczno-paternalistycznego, służącego zastraszaniu i umacnianiu w bierności języka, wytwarza się też nowa administracyjna nowomowa. Ona ma z kolei zdjąć wszelką odpowiedzialność z władzy zwierzchniej.

Tym językiem władza komunikuje się ze sobą i z Putinem.

Tu potrzebny jest już jednak słowniczek.

  • „Napięta sytuacja” oznacza w tym języku brak paliw. Podobnie jak „sytuacja bardzo złożona” oraz „stabilizująca się”.
  • Pojęcie „wzmożone sezonowe zapotrzebowanie” skrywa grozę, że w Rosji zaczynają się żniwa.
  • „Stabilne funkcjonowanie krajowego rynku paliw jest obecnie priorytetem” tłumaczyć należy jako ostrzeżenie, że nie wiadomo, co będzie.
  • Za sformułowaniem „szczególną uwagę zwrócono na spotkaniu na sytuację w...” kryje się przekaz, że są regiony w Rosji, w których jest już bardzo źle. Obecnie to obwód irkucki i Kraj Zabajkalski, obwód królewiecki oraz południe Rosji, z Krymem na czele, gdzie dostawy paliwa zaspakajają ledwie 1/3 dziennego zapotrzebowania służb. W nowomowie tamtejszą sytuację opisuje się tak: „władze lokalne podkreślają, że nie ma niedoboru paliwa, ale popyt znacznie wzrósł. Aby zapobiec nadmiernemu i nieuzasadnionemu wzrostowi popytu, ograniczają sprzedaż benzyny i oleju napędowego na wynos – w kanistrach i beczkach”.

W języku tym – co wiele tłumaczy –

nie występuje słowo „dron”.

Zatem „Rosja doświadczała tego lata zakłóceń w dostawach paliwa z powodu zmian w logistyce”. „Mamy wystarczającą ilość paliwa na rynku, ale połączenia logistyczne systemu są obecnie restrukturyzowane, aby sprostać popytowi. Ten gwałtowny wzrost, dość znaczący, sztucznie zwiększył popyt o około 20-30%”.

Sytuacja do opanowania

Kluczowe jest jednak powtarzane od samego Putina w dół sformułowanie: „sytuacja jest do opanowania”. Bo to oznacza, że ktoś – ale na pewno nie wypowiadający te słowa – musi zrobić coś. I jak zrobi, to będzie dobrze. A jak nie – to będzie jego wina.

Wicepremier od paliw Nowak po raz kolejny zalecił podległym sobie instytucjom „natychmiastowe podjęcie wszelkich możliwych działań w celu zapobieżenia lokalnym zakłóceniom w dostawach paliw”.

Putin, mistrz tego języka, rozwija go:Umówmy się na inne sformułowanie. Nie bądźmy tylko »gotowi rozważyć«, ale »rozważyć i podjąć decyzję« tak szybko, jak to możliwe. Nie ma potrzeby tego przeciągać. Zwłaszcza że mamy do tego możliwości” – powiedział Putin.

8 lipca, po kilku dniach ignorowania tematu, propaganda pokazała w telewizji dużą relację ze spotkania Putina z rządem w sprawie paliw (na zdjęciu głównym).

Wniosła ona niewątpliwie doniosły wkład w rozwój nowomowy, bowiem wicepremier Nowak skonstruował tam z wymienionych wyżej klocków zdania złożone:

„Chciałbym zauważyć, że pomimo podjętych środków, które podjęliśmy na Pana, Władymirze Władymirowiczu, polecenie, sytuacja została częściowo ustabilizowana. Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja nadal pozostaje trudna”. „Popyt na paliwa silnikowe wzrósł również o około jedną trzecią, co stanowi znaczący wzrost, przewyższający o jedną trzecią ten sam okres w roku ubiegłym. Wszystko to doprowadziło do dodatkowego obciążenia stacji paliw, wzrostu liczby samochodów na dystrybutorach, a w konsekwencji wydłużenia czasu tankowania”.

Zarządzanie ręczne

Odpowiedzią władz jest ręczne sterowanie rynkiem paliw. Chodzi o omijanie giełd, na których zaopatrywało się 2/3 stacji benzynowych – teraz wielkie koncerny naftowe na polecenie władz mają planowo rozdzielać paliwa, produkowane obecne zresztą „w niższej klasie ekologicznej”.

Gubernatorzy liczą na osobiste znajomości u wicepremiera Nowaka i próbują załatwić dostawy paliw dla swoich lenn.

Wzrost cen ma być odgórnie hamowany. Jeśli się nie da inaczej – dotacjami z budżetu.

Do zakazu eksportu benzyn samochodowej i lotniczej dochodzi zakaz eksportu oleju napędowego. Istniejące w Rosji zapasy mają być wykorzystywane w czasie żniw (władza ignoruje fakt, że Ukraińcy codziennie niszczą teraz rosyjskie składy paliw).

Rosja kupuje benzynę za granicą. Ponieważ kupuje ją drogo, rosyjskie koleje mają zejść z marżami za transport.

Generalnie język, którym posługuje się władza, ma przekonać odbiorcy, że w Rosji nie ma katastrofy. „Kluczowe węzły komunikacyjne: lotniska, dworce kolejowe, porty, transport publiczny i autostrady działają normalnie”. „Statystyki nie spadają, także w kierunkach turystycznych. Choć czasowo jest skorygowany kierunek krymski”. „W lotnictwie cywilnym sytuacja jest pod kontrolą, choć zapasy paliwa spadły”

Sam Putin powtarza, że Rosja ma wystarczające rezerwy, by przetrwać. Tylko na tym najwyższym, abstrakcyjnym poziomie władza łączy opowieść o ukraińskich atakach ze stanem gospodarki. „Jest absolutnie oczywiste, że wróg dąży do zniszczenia gospodarki. Ale co najważniejsze, dąży do stworzenia napiętej atmosfery w społeczeństwie. Rozumiemy, że jest to zadanie niewykonalne” – powiedział Putin 8 lipca. – „Rosyjski system energetyczny ma bardzo wysoki margines bezpieczeństwa, jeden z najwyższych na świecie”.

„To są problemy przejściowe, to całkowicie oczywiste

Dlaczego to nie jest katastrofa?

Jak widzimy, propaganda wykonuje niezłego fikołka: Rosjanie mają zacisnąć zęby i wytrwać, ale sytuacja w ogóle nie jest katastrofalna.

Dlaczego tak jest? Chyba dlatego, że przyznanie się do katastrofy zmuszałoby Putina do użycia środków ostatecznych. Wszak rosyjska doktryna atomowa zakłada użycie broni jądrowej nie tylko w razie zagrożenia atomowego, ale zagrożenia bytu państwa w ogóle.

Kreml przekonuje w tej chwili, że zagrożenia nie ma, bo o wszystkim decydują wielkie rosyjskie sukcesy na froncie. Moskwa skarży się, że Zachód nie chce ich zauważyć. Pieskow, we wspomnianym już wywiadzie dla „Die Weltwoche” powiedział wprost 7 lipca:

„Rosja odnosi sukcesy na polu bitwy nawet bez użycia broni jądrowej”.

To wygląda na jasny sygnał, że Putin zamierza jeszcze pożyć i zagłady atomowej świata nie przewiduje.

Wedle oficjalnej kremlowskiej wersji sukcesy Rosji polegają na tworzeniu „strefy buforowej” w Ukrainie. Teoretycznie – przynajmniej wedle stanu wiedzy wojskowej sprzed dwóch lat – powinna ona chronić Rosję przed atakami Ukrainy. Ale na dzień dzisiejszy taka strefa byłaby skuteczna tylko wtedy, gdyby sięgnęła Atlantyku.

Rosyjskiej propagandzie ta mapka nie przeszkadza – skala ukraińskich ataków nie jest w Rosji oficjalnie znana i władza nie musi się do niej odnosić. Nie musi się też tłumaczyć z tego, dlaczego nie „broni Rosji”.

Putin być może jeszcze liczy na pomoc Trumpa. Ale złośliwości rosyjskich propagandystów pod adresem prezydenta USA zaczynają przypominać to, co opowiada się o Trumpie w Europie. Nadzieje na pomoc Trumpa muszą więc w Moskwie słabnąc.

Teraz najwyraźniej Putin kalkuluje, że trzeba odebrać Ukrainie sojuszników w Europie – a do tego czasu Rosja musi wytrzymać.

Temu służy wzywanie poddanych do wytrwałości i przekonywanie, że ukraińskie drony tak naprawdę wytwarzane są w Europie. „Rosja jest w stanie na to odpowiedzieć” – opowiada Kreml. Przy czym ma to być odpowiedź punktowa, wymierzona w najzagorzalszych sojuszników Ukrainy. Reszta ma się wystraszyć i zmienić front.

Dla władców Kremla żyjących rosyjską tradycją imperialną XVIII-XX wielu zmiana sojuszy jest operacją naturalną. Car Piotr III zmienił sojusze i uratował Prusy, car Aleksander III zgodził się nawet wysłuchać wrażej Marsylianki, zawiązując sojusz z Francją, królobójczynią i odwiecznym wrogiem. Odwiecznych wrogów zmieniał też sobie Stalin. Putin więc też poczeka na sojuszników.

„Jeśli chodzi o obecne pokolenie polityków w Europie, trudno sobie wyobrazić, żeby zainicjowali jakikolwiek dialog z Rosją. Mamy powody, by tak sądzić, i rozumiemy, że jest to mało prawdopodobne. Ale wszystko się zmienia. Prędzej czy później w Europie pojawią się nowi politycy, nowi przywódcy. Kto wie, może będą bardziej otwarci na dialog” – mówi Pieskow.

Do tego czasu Rosja zamierza dotrwać nawet na oparach. Putin przekonuje świat, że to możliwe.

Charakterystyczne, że ignorując w głównym przekazie ukraińskie ataki na Rosję, propaganda zauważyła 8 lipca — i bardzo wyeksponowała — atak na rosyjską przepompownię gazu „Krasnodarskaja” na gazociągu do Turcji Blue Stream. Może siły prorosyjskie w Europie to podchwycą?

***

Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?

UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.

Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze