Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
W OKO.press opisaliśmy historię Katarzyny, która w kwietniu na warszawskim Bemowie broniła dzika Henia. Zwierzę zostało jednak zabite, a Katarzyna dostała wyrok nakazowy za utrudnianie pracy policji. Co w sprawie wydarzeń z kwietnia mówi policja i miasto?
24 kwietnia na Bemowie w Warszawie grupa mieszkańców zebrała się, by obronić dzika, którego nazwano Heniem, przed odstrzałem. Policja na miejsce wysłała ok. 20 funkcjonariuszy. Jak dowiedziało się OKO.press, jedna z protestujących dostała wyrok nakazowy (wydany bez rozprawy) – 300 zł kary za utrudnianie wykonywania czynności funkcjonariuszom i 100 zł kosztów sądowych.
Jak wskazuje Katarzyna, która protestowała przeciwko zabiciu Henia, nie chodzi jej o wysokość kary, a o sprawiedliwość. Podkreślała, że dzik był spokojny i przyjazny, leżał w piaskownicy na placu zabaw należącym do parafii. Służby wezwał miejscowy ksiądz, domagając się zabicia zwierzęcia. Henio został uśpiony, po czym lekarz weterynarii wstrzyknął mu śmiercionośny środek. Policja szybko zabrała jego ciało z miejsca zdarzenia.
Jeszcze przed publikacją materiału dotyczącego wydarzeń z Bemowa poprosiliśmy o komentarz Komendę Rejonową Policji Warszawa IV oraz władze miasta. Zapytaliśmy, w jaki sposób protestujący utrudniali pracę policji, dlaczego zdecydowano się wysłać na miejsce aż 20 funkcjonariuszy oraz czy nie było możliwości relokacji dzika, zamiast uśmiercenia.
Po publikacji tekstu otrzymaliśmy stanowisko policji.
”Zachowanie dzikiego zwierzęcia jest nieprzewidywalne. W sytuacji, gdy zwierzę odczuwa zagrożenie lub zostanie sprowokowane, może podjąć gwałtowną próbę ucieczki lub zaatakować człowieka. Z tego względu przebywanie w bezpośrednim sąsiedztwie zwierzęcia stanowi realne zagrożenie dla życia i zdrowia. Pomimo opinii części zgromadzonych osób, że zwierzę nie zachowywało się agresywnie, nie można wykluczyć nagłej zmiany jego zachowania. Sam fakt, że w danym momencie dzik nie wykazywał agresji, nie oznacza, że nie mógł zaatakować” – wskazuje podinsp. Marta Sulowska w wiadomości przesłanej do naszej redakcji.
Protestujący w rozmowie z OKO.press wskazywali jednak, że dziś był zamknięty na ogrodzonym placu zabaw. Nie dość, że nie wykazywał żadnej agresji, to był oddzielony płotem.
Na pytanie, dlaczego na miejsce wysłano ok. 20 policjantów (Komenda nie informuje, ilu dokładnie przyjechało ich na miejsce), odpowiada:
“Policjanci byli obecni wyłącznie w celu ochrony osób postronnych przed potencjalnym niebezpieczeństwem oraz zapewnienia, aby nikt nie zbliżał się do zwierzęcia na odległość stwarzającą ryzyko. Liczba funkcjonariuszy skierowanych do zabezpieczenia tego rodzaju zdarzeń jest każdorazowo ustalana indywidualnie i uzależniona od skali oraz specyfiki zdarzenia, charakteru terenu, liczby osób znajdujących się w pobliżu oraz poziomu występującego zagrożenia”.
W tym wypadku – dodaje podinspektor Sulowska, liczba policjantów miała zapewnić protestującym bezpieczeństwo i „skutecznie zabezpieczyć miejsce zdarzenia”. Działania określiła jako „adekwatne do zaistniałej sytuacji”.
Policja informuje, że „wobec pięciu osób sporządzono dokumentację służbową w związku z naruszeniem przepisów art. 65a kodeks wykroczeń, tj. niestosowania się do poleceń funkcjonariuszy”. Za wykroczenie z tego artykułu Katarzyna dostała wyrok nakazowy.
Podinspektor Marta Sulowska dodaje, że decyzje dotyczące uśpienia lub odłowienia zwierzęcia podejmują Lasy Państwowe.
Wydział Prasowy UM Warszawy w sprawie zdarzenia z 24 kwietnia odsyła do policji. Zapytany o to, czy miasto dopuszcza nieśmiercionośne metody rozwiązujące konflikty z dzikami, odpowiada:
„Obecne działania prowadzone są zgodnie z prawem, które reguluje możliwe metody postępowania. Działania związane z redukcją populacji dzików nie są prowadzone w celu ograniczenia ryzyka występowania ASF (afrykańskiego pomoru świń). Jednak obowiązujące przepisy, wynikające z sytuacji epizootycznej (zagrożeniem chorobą) w kraju i Unii Europejskiej, wykluczają stosowanie części alternatywnych metod, które były dostępne przed wprowadzeniem tych ograniczeń – czyli stosowanie odłowu tych zwierząt z ich relokacją. Jesteśmy otwarci na alternatywne metody, ale tylko, gdy będą sprawdzone i prawnie zatwierdzone”.
Zdaniem prawniczki zajmującej się prawami zwierząt Karoliny Kuszlewicz, istniała zgodna z przepisami możliwość przewiezienia dzika Henia do lasu, oddalonego zaledwie 2 km od miejsca zdarzenia.
Karolina Kuszlewicz reprezentuje skazaną wyrokiem Katarzynę (nazwisko do wiadomości redakcji). Już złożyła sprzeciw wobec ukarania jej klientki.
- Jeżeli uznamy za standard to, że władze Warszawy postanawiają zabić spokojnego, łagodnego dzika, bo naciska ksiądz i to, że przyjeżdżają na miejsce całe grupy funkcjonariuszy, uniemożliwiając aktywistom protestowanie, okaże się, że prawo do protestu w sprawie dzików jest w zasadzie wymazane. To będzie oznaczało, że osiągnięto efekt mrożący i aktywiści nie mogą protestować w tak ważnej kwestii, w której chodzi przecież o ratowanie czujących istot przed nadużyciami prawa – mówiła.
Katarzyna komentowała: – To, co się stało w dniu śmierci Henia, to była pokazówka. To nie jest normalne, że kiedy ludzie pokojowo protestują, nie ma krzyków, nie ma nerwów, nie ma wielkiego zbiorowiska, przyjeżdża ponad 20 funkcjonariuszy.
Aktualizacja 10.08:
Katarzyna po publikacji odpowiedzi policji skomentowała na Facebooku: „Teren, gdzie leżał Henio, był ogrodzony i zamknięty. Nikt nie miał tam dostępu. Nikt też nie przepychał się i nie próbował wejść. Henio spał i nie reagował na ludzi. Dziki nie atakują skacząc przez płoty. 20 policjantów nie przyjechało w celu ochrony obywateli, gdyż byli oni odgrodzeni od Henia i nie było kogo i czego ochraniać”.
Dodała również, że „nie było przepychanek ani stawiania oporu, więc nikt nie utrudniał pracy policji”. „Art. 65a jasno mówi o sprawianiu zagrożenia. Obrońcy nie byli zagrożeniem dla nikogo ani niczego. Zachowywali się spokojnie i kulturalnie rozmawiali”.
Jak dodaje, protestujący zrobili na miejscu kilka filmów, które potwierdzają jej słowa.
Przeczytaj także: