Broniła dzika Henia, dostała wyrok. „Władze Warszawy liczą na efekt mrożący”
Pod koniec kwietnia na warszawskim Bemowie mieszkańcy i społecznicy bronili dzika Henia. Spokojnego, łagodnego zwierzęcia, którego śmierci domagał się miejscowy ksiądz. Kilka miesięcy później jedna z protestujących dostała wyrok za utrudnianie pracy policji
– W tym procesie będziemy oczywiście dążyć do uniewinnienia Katarzyny. Ale jednocześnie będzie to proces o symboliczną sprawiedliwość dla dzika Henia – mówi mec. Karolina Kuszlewicz. Jej klientka, społeczniczka Katarzyna (nazwisko do wiadomości redakcji), dostała wyrok za protestowanie w obronie dzika, którego zabito pod koniec kwietnia na warszawskim Bemowie. Do sądu już trafił sprzeciw wobec wyroku.
Dzik był łagodny, znany mieszkańcom osiedla. Nadali mu imię Henio. Pomieszkiwał w pobliskim lesie, na osiedle przychodził od czasu do czasu. Po policję zadzwonił ksiądz z tutejszej parafii, domagając się uśmiercenia dzika. Przyjechało ponad 20 funkcjonariuszy. Mieszkańcy i społecznicy spontanicznie zebrali się wokół placu zabaw, na którym uwięziono Henia, protestując przeciwko odstrzałowi. Dwa miesiące po śmierci dzika Katarzyna dostała list polecony, a w nim informację, że została skazana wyrokiem nakazowym za „istotne utrudnianie wykonywania czynności służbowych”.
– To, co się stało w dniu śmierci Henia, to była pokazówka. To nie jest normalne, że kiedy ludzie pokojowo protestują, nie ma krzyków, nie ma nerwów, nie ma wielkiego zbiorowiska, przyjeżdża ponad 20 funkcjonariuszy – mówi Katarzyna.

Komentarze