Pod koniec kwietnia na warszawskim Bemowie mieszkańcy i społecznicy bronili dzika Henia. Spokojnego, łagodnego zwierzęcia, którego śmierci domagał się miejscowy ksiądz. Kilka miesięcy później jedna z protestujących dostała wyrok za utrudnianie pracy policji
– W tym procesie będziemy oczywiście dążyć do uniewinnienia Katarzyny. Ale jednocześnie będzie to proces o symboliczną sprawiedliwość dla dzika Henia – mówi mec. Karolina Kuszlewicz. Jej klientka, społeczniczka Katarzyna Trzaskowska, dostała wyrok za protestowanie w obronie dzika, którego zabito pod koniec kwietnia na warszawskim Bemowie. Do sądu już trafił sprzeciw wobec wyroku.
Dzik był łagodny, znany mieszkańcom osiedla. Nadali mu imię Henio. Pomieszkiwał w pobliskim lesie, na osiedle przychodził od czasu do czasu. Po policję zadzwonił ksiądz z tutejszej parafii, domagając się uśmiercenia dzika. Przyjechało ponad 20 funkcjonariuszy. Mieszkańcy i społecznicy spontanicznie zebrali się wokół placu zabaw, na którym uwięziono Henia, protestując przeciwko odstrzałowi. Dwa miesiące po śmierci dzika Katarzyna Trzaskowska dostała list polecony, a w nim informację, że została skazana wyrokiem nakazowym za „istotne utrudnianie wykonywania czynności służbowych”.
– To, co się stało w dniu śmierci Henia, to była pokazówka. To nie jest normalne, że kiedy ludzie pokojowo protestują, nie ma krzyków, nie ma nerwów, nie ma wielkiego zbiorowiska, przyjeżdża ponad 20 funkcjonariuszy – mówi Katarzyna Trzaskowska.
Był 24 kwietnia 2026, piątek, około południa. Katarzyna, która mieszka w Otwocku, akurat jechała do Warszawy. Na grupie messengerowej „Dziki alert”, gdzie społecznicy i miłośnicy zwierząt dzielą się informacjami o interwencjach w sprawie dzików w stolicy, zobaczyła wiadomość, że policja pojawiła się na Bemowie po zgłoszeniu w sprawie Henia.
– Pojechałam na miejsce, zastałam tam funkcjonariuszy – relacjonuje Katarzyna Trzaskowska. – To jest teren przykościelny, obok działa duża parafia i Dom Zakonny Sióstr Michalitek. Henio wszedł na plac zabaw przy Domu Zakonnym, który jest ogrodzony płotem. Ksiądz kazał ten plac zabaw zamknąć i wezwać służby. Miał powiedzieć, że chciałby, żeby „ktoś wreszcie zabił” tego dzika – tak mi relacjonowano – dodaje.
Jak opowiada, zaczęła od razu poruszać niebo i ziemię, żeby uratować Henia. Dodzwoniła się do znanej lekarki weterynarii, Doroty Sumińskiej, która instruowała, co można zrobić, żeby pomóc Heniowi. Chciała otworzyć furtkę, żeby dzik mógł wrócić do pobliskiego lasu, ale policja na to nie pozwoliła.
– Rozmowa z policjantami była trudna, funkcjonariusze byli nieprzyjemni, w ogóle nie chcieli słuchać argumentów. Szybko dołączyli do mnie kolega i koleżanka z grupy aktywistycznej, wokół placu zabaw zaczęli się zbierać mieszkańcy – opowiada. – Byłam już w kontakcie z prawniczką, która powiedziała mi, że mimo przepisów dotyczących ASF (które, jak argumentują władze miasta, zakazują przewozu dzików – od aut.), prawo dopuszcza transport dzika – potrzeba do tego jednak współpracy weterynarza z władzami miasta – mówi.
– Zaczęłam szukać weterynarzy, którzy współpracują z azylami dla dzikich zwierząt, żeby pokazać władzom Warszawy, że istnieją tacy lekarze, którzy są gotowi pomóc. Udało mi się jednego namierzyć, chciał pomóc, ale był poza Warszawą. W międzyczasie jedna z mieszkanek odważnie weszła na plac zabaw i otworzyła furtkę, ale zobaczył to policjant i ją wyprowadził – opowiada Katarzyna.
Podkreśla, że na miejscu zebrało się sporo osób, które chciały pomóc, poruszały swoje kontakty. Telefon w biurze Powiatowego Lekarza Weterynarii milczał. Przedstawiciele Lasów Miejskich (miejskiej jednostki, która zajmuje się odstrzałem dzików), którzy przyjechali na miejsce, odsyłali protestujących do biura. W biuro nie odbierało. – Znamy już ten sposób. Zwykle, gdy się dodzwaniamy, biuro odsyła z powrotem do funkcjonariuszy. Błędne koło – mówi Katarzyna Trzaskowska. Rozmowy z księdzem też nic nie dały. Powiedział, że przecież to „tylko zwykłe zwierzę bez duszy”.
Henio był spokojny, nie zwracał uwagi na całe zamieszanie. Odpoczywał w cieniu, później przeniósł się do piaskownicy, gdzie zasnął.
Karolina Kuszlewicz, prawniczka, z którą kontaktowali się aktywiści, poradziła im, aby ich protest był spontanicznym zgromadzeniem. – Nie mogło to być klasyczne, zgłoszone wcześniej zgromadzenie, bo przecież nikt nie wiedział, że wydarzy się taka sytuacja. A każdy obywatel i obywatelka ma konstytucyjne prawo do pokojowego protestu – wyjaśnia.
Katarzyna Trzaskowska podeszła do jednego z policjantów i poinformowała go, że mieszkańcy protestują w ramach spontanicznego zgromadzenia.
– Nie ma takiego formalnego wymogu, to była forma poinformowania policji, co się dzieje. A policja zaczęła postrzegać Katarzynę jako osobę, która zorganizowała to zgromadzenie, co świadczy o braku przygotowania, bo przecież zgromadzenie spontaniczne nie ma organizatora. Zaczęli ją zobowiązywać do tego, żeby rozwiązała zgromadzenie – a ono przecież nie ma przewodniczącego, który takie decyzje podejmuje. Po drugie,
policjanci nie mieli prawa żądać rozwiązania, bo taki protest jest formą naszej konstytucyjnej wolności zgromadzeń i wyrażenia poglądów i wolności protestowania.
Zgromadzenie spontaniczne może zostać rozwiązane przez policję tylko w bardzo określonych przypadkach, kiedy na przykład zagraża życiu ludzi lub mieniu w wielkich rozmiarach czy powoduje istotne zagrożenie bezpieczeństwa lub porządku publicznego. Co więcej, przed rozwiązaniem zgromadzenia, zgodnie z art. 28 ust. 2 Prawa o zgromadzeniach ma obowiązek dwukrotnie ostrzec uczestników o możliwości jego rozwiązania z wymienionych w ustawie przyczyn. Tymczasem, jak wskazują aktywiści, użyta podstawa prawna to był art. 65a Kodeksu wykroczeń, czyli zupełnie nie ten przepis – wyjaśnia Karolina Kuszlewicz.
Kiedy Karolina Kuszlewicz dostała telefon w sprawie dzika Henia, była w sądzie. W przerwie napisała o Heniu w swoich mediach społecznościowych (Kuszlewicz prowadzi popularny profil na Facebooku „W imieniu zwierząt i przyrody – głosem adwokatki”).
– Opublikowałam list otwarty do prezydenta Rafała Trzaskowskiego, w którym apelowałam, żeby nie dopuścił do zabicia tego jednego konkretnego zwierzęcia. Bardzo szybko wraz z Biurem Urbanistyki Wielogatunkowej, które zresztą przygotowało dla Gdyni raport dotyczący nieśmiercionośnych metod rozwiązywania konfliktów z dzikami, sprawdziliśmy mapy, czy są takie punkty w pobliżu, gdzie ten dzik mógłby być przemieszczony bezpiecznie. Były, na terenach leśnych, w promieniu dwóch kilometrów, bez konieczności wyjeżdżania z Warszawy. Wskazałam, że jest na to podstawa prawna. Miasto mogłoby taką akcję przeprowadzić wraz z lekarzem weterynarii. To byłoby bezpieczne i humanitarne, szczególnie że mieliśmy do czynienia z łagodnym dzikiem, więc trzeba było dostosować środki do sytuacji – opowiada Karolina Kuszlewicz.
Katarzyna Trzaskowska relacjonuje, że na miejsce przyjechali kolejni funkcjonariusze, również ci nieumundurowani, w cywilu.
– Jeden z nich podszedł do mnie i powiedział, że rozwiązuje to zgromadzenie. Jak zapytaliśmy o podstawę prawną, powiedział, że z artykułu 65a Kodeksu Wykroczeń. A jak dopytywaliśmy, co to za przepis, powiedział, że mamy sobie sprawdzić w internecie – mówi.
Artykuł 65a brzmi: „Kto, nie stosując się do poleceń określonego zachowania się wydawanych na podstawie prawa przez funkcjonariusza Policji, Żandarmerii Wojskowej, Straży Granicznej lub innego organu ochrony bezpieczeństwa lub porządku publicznego, umyślnie uniemożliwia lub istotnie utrudnia wykonanie czynności służbowej, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”.
– Grzecznie tłumaczyłam temu panu, że to nie ma żadnego związku, bo my po prostu stoimy. Ale zaczęli nas usuwać, odpychać od placu zabaw, rozciągnęli policyjną taśmę. Powiedziałam zgromadzonym, żeby słuchali policjantów, jeśli nie chcą ryzykować, że będą spisani. Część osób odeszła, ale niektórzy zostali. W tym momencie dostałam informację, że sprawa trafiła już do wiceministra klimatu Mikołaja Dorożały, który rozmawia o możliwych rozwiązaniach z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska. Zaczęłam głośno krzyczeć do policjantów, żeby przerwali akcję, bo sprawa doszła tak daleko i trzeba poczekać na decyzję. Ale oni nie przerwali. Wręcz przeciwnie, przyspieszyli swoje działania – mówi Katarzyna Trzaskowska.
Pracownik Lasów Miejskich strzelił do Henia strzykawką ze środkiem usypiającym. Dzik zerwał się do ucieczki, biegał po placu zabaw, ale po chwili upadł. Podszedł do niego weterynarz i wstrzyknął truciznę.
– Nie mogliśmy już nic zrobić. Bardzo szybko załadowali Henia do samochodu i odjechali, świetnie się przy tym bawiąc, widziałam uśmiechy, słyszałam komentarze. Złożyłam oficjalną skargę na działania policji, ale oczywiście odpowiedź brzmiała, że działali zgodnie z prawem – opowiada.
Karolina Kuszlewicz nie zdążyła dotrzeć na Bemowo. Telefon z informacją o śmierci Henia odebrała przed sądem. – To było wstrząsające. Rozpłakałam się, stojąc przed sądem, bo poraziła mnie ta skala buty. Miasto jest w stanie współpracować z weterynarzem, żeby zabijać dziki, ale nie jest w stanie skorzystać z tej współpracy, by pomóc jednemu zwierzęciu przeżyć. Wiedziałam, że to zostało zrobione po to, żeby pokazać aktywistom: nie będziecie dyktować warunków w Warszawie. Ta śmierć była kompletnie niepotrzebna – komentuje.
Kilka tygodni po zdarzeniach na Bemowie do Katarzyny Trzaskowskiej przyszła policja. Społeczniczka została poproszona o złożenie zeznań na komisariacie. Opowiedziała, co się stało, ale nikt jej nie poinformował, czy sprawa trafi dalej.
– Pod koniec czerwca przyszło pismo – wyrok nakazowy – mówi Katarzyna.
Z wyroku, wydanego przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli, dowiadujemy się, że Katarzyna Trzaskowska "w dniu 24 kwietnia 2026 r. około godziny 16:05 w Warszawie przy ul. Szareckiego 6 nie stosowała się do poleceń określonego zachowania wydawanych na podstawie prawa przez funkcjonariuszy Policji i w ten sposób, że nie opuściła strefy zagrożenia wydzielonej taśmą z napisem Policja – przez co istotnie utrudniała wykonywanie czynności służbowych, tj. o wykroczenie z art. 65a k.w.
Została ukarana grzywną – 300 zł i kosztami postępowania – 100 zł.
Karolina Kuszlewicz, reprezentując Katarzynę Trzaskowską, złożyła sprzeciw wobec tego wyroku.
– Będziemy walczyć przed sądem o to, żeby opowiedzieć prawdę. Nie chodzi o zasądzoną kwotę grzywny, ale o to, że zupełnie niedopuszczalna jest w mojej ocenie sytuacja, kiedy organy ścigania i władze używają nieadekwatnych, nieproporcjonalnych metod nacisku na aktywistów. Na osoby działające społecznie w obronie jednego zwierzęcia – mówi mec. Kuszlewicz. – Jeżeli uznamy za standard to, że władze Warszawy postanawiają zabić spokojnego, łagodnego dzika, bo naciska ksiądz i to, że przyjeżdżają na miejsce całe grupy funkcjonariuszy, uniemożliwiając aktywistom protestowanie, okaże się, że prawo do protestu w sprawie dzików jest w zasadzie wymazane. To będzie oznaczało, że osiągnięto efekt mrożący i aktywiści nie mogą protestować w tak ważnej kwestii, w której chodzi przecież o ratowanie czujących istot przed nadużyciami prawa – dodaje.
Wyrok nakazowy – wyjaśnijmy – to decyzja sądu wydawana bez rozprawy. Kiedy jednak zostanie złożony sprzeciw wobec wyroku, rozpoczyna się normalny, klasyczny proces.
Nikt poza Katarzyną Trzaskowską nie został ukarany za obronę dzika Henia.
Wysłaliśmy pytania do Komendy Stołecznej Policji i warszawskiego ratusza o sytuację z kwietnia 2026. Chcieliśmy się dowiedzieć, czy ich zdaniem wysłanie ponad 20 policjantów do jednego dzika i grupy pokojowo protestujących osób, jest odpowiednią reakcją. Czy nie można było poczekać na decyzję RDOŚ, z którym już rozmawiał wiceminister klimatu? Dlaczego nie zezwolono na relokację dzika – a nawet nie podjęto na ten temat rozmowy? I w końcu – czy karanie za protest w tej sprawie nie łamie konstytucyjnego prawa do zgromadzeń?
Czekamy na odpowiedzi.
– Władze Warszawy postępują w sprawie dzików niewłaściwie – ze strony etycznej i naukowej. Ogromne wątpliwości budzi we mnie zgodność ich postępowania z prawem. W odpowiedzi na te protesty powstał zespół przy prezydencie miasta stołecznego Warszawy. Niestety, został powołany na niejasnych podstawach, a osoby stojące po stronie zwierząt i ekspercko zajmujące się dzikami, są w zdecydowanej mniejszości. Mamy właśnie tam w tym zespole dr inż. Roberta Skrzypczyńskiego z Biura Urbanistyki Wielogatunkowej i biologa, profesora Andrzeja Elżanowskiego. Pozostałe osoby eksperckie, które były zgłoszone przez stronę społeczną do tego zespołu, nie zostały uwzględnione – mówi Karolina Kuszlewicz.
Mieszkańcy stolicy stworzyli petycję do prezydenta Trzaskowskiego, a także władz wojewódzkich i władz dzielnic. „Apelujemy o zaprzestanie zabijania dzików na terenie miasta Warszawy. Działania takie są nie tylko głęboko nieetyczne, ale również budzą poważne wątpliwości co do ich zgodności z obowiązującymi przepisami prawa oraz zasadami ochrony zwierząt i przyrody, a także narażają mieszkańców na traumę” – czytamy. Do momentu publikacji podpisało ją 10,5 tysiąca osób.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Komentarze