Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Głównym powodem dymisji jest fatalnie przeprowadzony proces ujawniania akt śledztwa w sprawie pedofila i seksualnego przestępcy Jeffreya Epsteina. Zamiast oczyścić Trumpa, to go jeszcze bardziej pogrążyło.
W czwartek 2 kwietnia wieczorem Donald Trump w rozmowie z Fox News oznajmił, że zwolnił Prokurator Generalną USA Pam Bondi. Urzędem pokieruje na razie jej zastępca Todd Blanche, w przeszłości osobisty prawnik Trumpa.
Trump oświadczył, że Bondi przechodzi z rządu do sektora prywatnego. Według nieoficjalnych źródeł Trump był także niezadowolony z tego, że Bondi nie wystarczająco szybko starała się postawić przed sądem krytyków i przeciwników, wobec których chciał wnieść oskarżenia karne.
Podczas sprawowania funkcji najwyższego urzędnika organów ścigania w USA Pam Bondi była zagorzałą orędowniczką programu Trumpa i zburzyła długoletnią tradycję niezależności Departamentu Sprawiedliwości od Białego Domu.
Jednak to powtarzająca się krytyka dotycząca sposobu ujawniania akt sprawy Epsteina, w tym ze strony sojuszników Trumpa i niektórych republikańskich ustawodawców, zdominowała jej kadencję. Bondi zarzucano tuszowanie i fatalne zarządzanie ujawnianiem dokumentów ze śledztw Departamentu Sprawiedliwości prowadzonych wobec Epsteina.
Według New York Times, jej dymisja może oznaczać kolejne zmiany Departamencie Sprawiedliwości i wykorzystywanie amerykańskiego systemu prawnego przeciwko osobom wskazanym przez Trumpa.
Już za rządów Bondi, z Departamentu Sprawiedliwości usunięto kilkudziesięciu prokuratorów, którzy pracowali nad śledztwami związanymi z działalnością Trumpa. W przeszłości była Bondi prokuratorką generalną stanu Floryda.
Bondi jest drugą wysoką urzędniczką Trumpa, która została ostatnio odwołana. Niedawno Trump odwołał sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego Kristi Noem.
Przeczytaj także:
O grożącej jej dymisji pisaliśmy w OKO.press:
Przeczytaj także:
Jej sylwetkę opisaliśmy w OKO.press, gdy Trump zamierzał ją powołać na Prokurator Generalną USA:
Przeczytaj także:
Prowadzona przez USA i Izrael wojna na Bliskim Wschodzie odwraca uwagę mediów i opinii publicznej od losu antyrządowych demonstrantów, aresztowanych w Iranie po masowych protestach w styczniu 2026. Tymczasem w Iranie trwają bezprawne egzekucje.
Jak informuje brytyjski dziennik „The Guardian”, powołując się na dane organizacji broniących praw człowieka, w tym Iran Human Rights, co najmniej 145 osób aresztowanych podczas antyrządowych demonstracji w styczniu 2026 zostało już straconych w więzieniach. Organizacja Iran Human Rights ma też informacje o kolejnych 400 egzekucjach, które nie zostały jeszcze zweryfikowane. O powstrzymanie egzekucji 30 osób w lutym apelowała Amnesty International. Część z tych osób została już stracona.
W momencie gdy świat najbardziej przejmuje się rosnącymi cenami ropy, w Iranie trwają egzekucje demonstrantów.
„The Guardian” opisuje m.in. przypadek 30-letniego Peyvanda Naimiego, który został aresztowany w trakcie styczniowych protestów. Naimi był co najmniej przez miesiąc przetrzymywany w izolatce. W więzieniu był brutalnie przesłuchiwany, torturowany oraz głodzony. Poddano go też dwóm symulowanym egzekucjom przez powieszenie. Jest posądzany o udział w śmierci funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa podczas protestów oraz o świętowanie śmierci byłego najwyższego przywódcy Iranu, Alego Chameneiego (na zdjęciu powyżej). Rodzina Naimiego twierdzi, że poza udziałem w demonstracjach nie zrobił nic złego i że nie postawiono mu żadnych formalnych zarzutów. Nie ma z nim żadnego kontaktu. Odmówiono mu dostępu do adwokata. Jego krewni obawiają się, że grozi mu teraz egzekucja.
Dziennik opisuje przypadki egzekucji kilku osób, które brały udział w antyrządowych demonstracjach, a którym odmówiono prawa obrony i pozbawiono jakiegokolwiek kontaktu z rodziną. O losach swoich bliskich rodziny aresztowanych dowiadywały się z telewizji. Irańska telewizja państwowa pokazuje nagrania z wymuszonych przyznań do winy, a państwowe media publikują zdjęcia z egzekucji.
Na początku tego miesiąca publicznie powieszonych zostało trzech mężczyzn – Saleh Mohammadi, Mehdi Ghasemi i Saeed Davoudi. Młodzi mężczyźni zostali skazany za moharebeh, czyli „prowadzenie wojny przeciwko Bogu”. Dzień wcześniej stracony został Kourosh Keyvani, posiadający podwójne obywatelstwo szwedzko-irańskie. Chłopak został zabity za rzekome szpiegostwo na rzecz Izraela.
„Odcięcie dostępu do internetu uniemożliwia dokładne ustalenie, ile egzekucji przeprowadzono w tym roku. Wiele wyroków śmierci, a nawet zarzutów, które mogą prowadzić do kary śmierci, nie zostało oficjalnie ogłoszonych. Zamiast tego są one przekazywane wyłącznie samym więźniom i ich rodzinom ' – informuje ”The Guardian".
W styczniu 2026 w Iranie doszło do masowych antyrządowych protestów, które zostały brutalnie stłumione przez reżim. Aresztowano dziesiątki tysięcy osób. Prezydent USA Donald Trump kilkukrotnie wzywał władze Iranu do zaprzestania przemocy wobec protestujących. Bez skutku.
28 lutego USA i Izrael rozpoczęły wojnę przeciwko Iranowi. W ramach operacji „Epicka Furia” armia izraelska i siły USA zbombardowały cele w Iranie, zabijając najwyższego przywódcę Iranu ajatollaha Alego Chameneia i innych wysokich rangą przedstawicieli władz. Teheran w odpowiedzi zaatakował Izrael i kilka państw Zatoki Perskiej – Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabię Saudyjską, Katar, Bahrajn, Kuwejt oraz Irak, uderzając zarówno w amerykańskie bazy wojskowe, jak i obiekty cywilne.
Wojna w Iranie trwa już półtora miesiąca i jak wynika z zapowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, może potrwać jeszcze około 2-3 tygodni. Donald Trump utrzymuje, że celem operacji w Iranie są:
Wojna w Iranie jest jednak z wielu powodów ogromną porażką Stanów Zjednoczonych.
Przeczytaj także:
Polska sprzeciwia się decyzji Izraela o wprowadzeniu kary śmierci wobec Palestyńczyków. MSZ podkreślił w oświadczeniu, że stosowanie kary śmierci wobec osób określonej narodowości jest „całkowicie niedopuszczalne”.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało oświadczenie, w którym wzywa rząd Izraela do utrzymania moratorium na wykonywanie egzekucji, jak i orzekanie kary śmierci.
W oświadczeniu podkreślono, że Polska sprzeciwia się karze śmierci „we wszystkich przypadkach i okolicznościach”, a stosowanie kary śmierci, które można by uznać za dyskryminujące wobec osób określonej narodowości, uznaje za „całkowicie niedopuszczalne”.
„Polska popiera stanowisko wyrażone przez Wysoką Przedstawiciel Unii Europejskiej do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Kaję Kallas w dniu 31 marca 2026 r. Sprzeciwiamy się karze śmierci we wszystkich przypadkach i okolicznościach. Całkowicie niedopuszczalne jest natomiast w państwie prawa stosowanie kary śmierci, które można by uznać za dyskryminujące wobec osób określonej narodowości. Ze względu na szczególną wrażliwość historyczną wzywamy więc Izrael do utrzymania moratorium zarówno na wykonywanie egzekucji, jak i orzekanie kary śmierci” – czytamy w oświadczeniu.
W oświadczeniu podkreślono także, że „Polska konsekwentnie stoi na stanowisku, że konfliktu izraelsko-palestyńskiego leżącego u podstaw większości zagrożeń dla bezpieczeństwa w regionie nie można rozwiązać inaczej, niż w drodze negocjacji prowadzonych w dobrej wierze i z poszanowaniem prawa międzynarodowego”.
30 marca izraelski Kneset przyjął dyskryminującą ustawę rozszerzającą zakres stosowania kary śmierci w przypadku przestępstw związanych z terroryzmem. Jak zwracała uwagę organizacja Human Rights Watch, z treści projektu ustawy jasno wynika, że miałaby ona zastosowanie przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, do Palestyńczyków.
„W ramach izraelskiego systemu sądów cywilnych projekt ustawy przewiduje karę śmierci za umyślne zabójstwo osoby z zamiarem »zaprzeczenia istnieniu Państwa Izrael«. Nakazuje on wykonywanie kary śmierci przez powieszenie, ogranicza dostęp do pomocy prawnej i odwiedziny członków rodziny, ogranicza nadzór zewnętrzny oraz przyznaje immunitet osobom zaangażowanym w wykonywanie egzekucji.
W ramach systemu sądów wojskowych na okupowanych terytoriach palestyńskich projekt ustawy przewiduje karę śmierci za zabójstwa zakwalifikowane jako akty terroryzmu zgodnie z definicją zawartą w prawie izraelskim, nawet bez wniosku prokuratury. Projekt ustawy zezwala sądom na orzeczenie dożywotniego więzienia jedynie w nieokreślonych wyjątkowych przypadkach, w których stwierdzono „szczególne powody«, ograniczając tym samym swobodę decyzyjną sądów. Zakazuje on również złagodzenia wyroków i nakazuje wykonanie kary w przyspieszonym terminie 90 dni.
Obywatele i mieszkańcy Izraela są wyraźnie wyłączeni z tego przepisu: jurysdykcja wojskowa dotyczy wyłącznie Palestyńczyków, podczas gdy izraelscy osadnicy są sądzeni przez sądy cywilne” – tłumaczy Human Rights Warch.
31 marca oświadczenie w sprawie ustawy wydała Kaja Kallas, Wysoka Przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. Kallas podkreśliła, że UE jest przeciwna karze śmierci we wszystkich przypadkach i w każdych okolicznościach, a Izrael jeszcze do niedawna przestrzegał moratorium na wykonywanie egzekucji, jak i na orzekanie kary śmierci.
„Przyjęcie przez izraelski parlament ustawy o karze śmierci stanowi poważny krok wstecz w stosunku do tej praktyki i do własnych zobowiązań Izraela. Jesteśmy głęboko zaniepokojeni de facto dyskryminującym charakterem tej ustawy (…).
Kara śmierci stanowi naruszenie prawa do życia i nie może być wykonywana bez naruszenia absolutnego prawa do wolności od tortur i innego złego traktowania. Kara śmierci nie ma również udowodnionego skutku odstraszającego i sprawia, że wszelkie błędy sądowe stają się nieodwracalne” – napisała Kallas.
Jeszcze przed głosowaniem w Knesecie projekt ustawy przygotowany przez skrajnie prawicową partię Ocma Jehudit (Żydowska Siła) kierowaną przez Itamara Ben-Gewira, spotkał się z krytyką ministrów spraw zagranicznych Niemiec, Francji, Włoch i Wielkiej Brytanii, którzy ocenili, że ma on „de facto dyskryminujący” charakter wobec Palestyńczyków.
Przeczytaj także:
Karol Nawrocki podpisał w czwartek siedem ustaw – w tym nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy. Skierował ją jednak do następczej oceny Trybunału Konstytucyjnego.
Wśród ustaw, które Karol Nawrocki podpisał jest ta dotycząca Państwowej Inspekcji Pracy. Prócz podpisu prezydent postanowił ją skierować – jak informuje kancelaria prezydenta – do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej. Sejm uchwalił tę ustawę 11 marca. Następnego dnia Senat przyjął ją bez poprawek.
Swoją decyzję w sprawie ustaw prezydent uzasadnił w filmie opublikowanym w mediach społecznościowych
„To była decyzja trudna, bo dotykająca samego fundamentu relacji między państwem a pracownikiem i pracodawcą” – powiedział. „To także istotne regulacje wobec niepokojącego trendu wzrostu bezrobocia. Ta ustawa ma swoje zdefiniowane cele. Umożliwia uruchomienie środków z Krajowego Planu Odbudowy” – powiedział prezydent, uzasadniając swoją decyzję w sprawie reformy PIP.
Fodał, że ustawa „uderza w patologię rynku pracy”, taką jak wymuszane umowy śmieciowe, fikcyjne samozatrudnienie i brak stabilności.
„Praca to nie tylko pieniądze, to również godność, stabilność, fundament decyzji o założeniu rodziny” – mówił. Zaznaczył jednak, że „od początku procedowania tego prawa miał wątpliwości”, dlatego skierował ustawę do oceny następczej TK.
Karol Naworocki podpisał również:
Nadanie PIP uprawnień do przekształcania umów to jeden z tzw. kamieni milowych, od którego realizacji zależy wypłata środków z Krajowego Planu Odbudowy. Polska ma czas na wdrożenie unijnej dyrektywy do 30 czerwca.
Pierwsza wersja projektu reformy PIP przygotowana przez ministerstwo nie została zaakceptowana przez premiera Donalda Tuska. Jak tłumaczył w połowie stycznia szef rządu, przesadna władza dla urzędników wprowadzana reformą, byłaby destrukcyjna dla firm i oznaczałaby utratę pracy przez wielu ludzi.
Projekt nowelizacji ustawy o PIP nadaje jej kompetencje do przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Zakłada, że odwołanie od decyzji inspektora będzie mogło być kierowane do okręgowego inspektora pracy, a następnie do powszechnego sądu pracy. Do czasu prawomocnego orzeczenia decyzja inspektora będzie wstrzymana. Projekt nie wprowadza więc rygoru natychmiastowej wykonalności decyzji inspektora, jak zakładała pierwsza propozycja zmian w ustawie o PIP.
Więcej o ustawie pisała w OKO.press Ewelina Wołosik. W projekcie zapisano, że:
To właśnie ten zapis wcześniej wywołał największe kontrowersje i był powodem odrzucenia pierwszej wersji projektu.
W nowej wersji będzie tak:
A pracodawca będzie mógł:
Jeśli pracodawca nie zareaguje, inspektor będzie mógł wydać decyzję o przekształceniu umowy.
Przeczytaj także:
Poseł PiS Krzysztof Szczucki został zawieszony w prawach członka partii. Chodzi o to, że wstrzymał się w głosowaniu, w którym rządząca koalicja chciała obalić weto Nawrockiego.
Rzecznik prasowy PiS Rafał Bochenek poinformował, że zgodnie z decyzją prezesa Jarosława Kaczyńskiego, poseł Krzysztof Szczucki został zawieszony w prawach członka partii. Bochenek przekazał, że sprawą Szczuckiego zajmie się Rzecznik Dyscyplinarny ugrupowania.
Bochenek nie ujawnił przyczyny zawieszania posła PiS. Jednak jak podaje Wirtualna Polska, chodzi m.in. o głosowanie ws. weta prezydenta Karola Nawrockiego.
W piątek (27 marca) większość sejmowa nie zdołała odrzucić weta prezydenta Karola Nawrockiego do obszernej nowelizacji Kodeksu postępowania karnego z 27 lutego br. i innych ustaw.
Za odrzuceniem weta prezydenta do nowelizacji kpk zagłosowało 244 posłów, w tym wszyscy zebrani posłowie klubów KO, PSL-TD, Lewicy, Centrum oraz Polski 2050. Przeciwko odrzuceniu weta zagłosowało 180 posłów, w tym 175 spośród 177 zebranych posłów klubu PiS.
Szczucki wraz z posłem Pawłem Jabłońskim wstrzymał się od głosu. Postulował też przyjęcie przez prezydenta ślubowania od sędziów TK. „Prowokował partię, ludzie z PiS na niego nadawali do prezesa, przeginał już” – powiedział WP jeden z polityków PiS.
Szczucki miał nawet „bana” na występowanie w mediach przez dwa tygodnie. Po tym okresie wrócił do aktywności medialnej.
Zawieszony polityk jest bliskim współpracownikiem Mateusza Morawieckiego. Był szefem Rządowego Centrum Legislacji w czasach rządów PiS. Szczucki nie był obecny na konwencji PiS, podczas której prezes Kaczyński przedstawił Przemysława Czarnka jako kandydata partii na premiera.
Szucki na antenie telewizji Polsat News mówił, że sądy powinny działać sprawnie, orzekać szybko i ewentualnie umieszczać ludzi w zakładach karnych, jeżeli na to zasługują".
Dopytywany, czy jego decyzja spotkała się z konsekwencjami ze strony szefostwa PiS, podkreślił, że jest przede wszystkim prawnikiem, a dopiero później politykiem i postępuje zgodnie ze swoim sumieniem.
Jego zdaniem „politykiem się bywa, prawnikiem się jest”.
W marcu Szczucki usłyszał prokuratorski zarzut przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków. Według śledczych były szef Rządowego Centrum Legislacji miał w nim zatrudnić siedem osób organizujących jego kampanię wyborczą. Za zarzucane przestępstwo grozi mu do dziesięciu lat więzienia.
Więcej na ten temat pisał w OKO.press Mariusz Jałoszewski:
Przeczytaj także: