Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Agencja ratingowa Moody's obniżyła Polsce długoterminowy rating z poziomu A2 na A3. Tak źle ostatni raz oceniono nas przed dwiema dekadami. Minister finansów uspokaja: dwie pozostałe agencje ratingowe oceniają Polskę na tym właśnie poziomie od 2018 roku.
W piątek wieczorem (18 września) Agencja Moody's obniżyła rating Polski z „A2” do „A3”. Przez 23 lata Moody's oceniała polską wiarygodność kredytową na wyższym o jeden stopień i co ważne, niezmienianym w tym okresie poziomie.
Rating to ocena wiarygodności kredytowej będącej miarą ryzyka związanego z inwestycją w papiery dłużne emitenta. Rating nadawany jest przez agencję ratingową na podstawie oceny ryzyka ekonomicznego, politycznego i społecznego. Głównymi agencjami ratingowymi są Fitch, S&P i Moody's.
Fitch oceniał rating Polski na poziomie „A3” od 2007 roku. S&P — od 2007 do 2016 i potem znów od 2019 roku. Teraz do tej oceny przychyliła się trzecia agencja, Moody.
Moody jednocześnie podniósł jego perspektywę z negatywnej (jak ocenia nas Fitch) na stabilną (tak wskazuje też S&P).
„Traktujemy tę decyzję poważnie, ale spokojnie” – uspokaja Andrzej Domański, minister finansów we wpisie na X.
Resort finansów wyjaśnia, że decyzja Agencji Moody's odzwierciedla oczekiwania co do trwałego pogorszenia się siły fiskalnej Polski. Co to oznacza? Utrzymujące się deficyty fiskalne oraz rosnące koszty odsetkowe mają prowadzić do znacznego wzrostu długu publicznego i pogorszenia wskaźników obsługi zadłużenia.
Moody's prognozuje, że deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych pozostanie na podwyższonym poziomie około 7 proc. PKB zarówno w 2026, jak i 2027 roku, a dług sektora instytucji rządowych i samorządowych wzrośnie do 68,9 proc. PKB. W 2025 wynosił 59,7 proc.
„Wysokie wydatki na obronność, rosnące koszty ochrony zdrowia, utrzymujące się wysokie inwestycje publiczne oraz zobowiązania związane z wydatkami społecznymi będą ograniczać redukcję deficytu” – wylicza Ministerstwo Finansów.
„Polska gospodarka szybko rośnie, a jej fundamenty pozostają mocne. Będziemy konsekwentnie wzmacniać finanse publiczne, ale potrzebna jest do tego współpraca wszystkich instytucji państwa, w tym Prezydenta” – wskazał minister Domański, uderzając w polityczne spory między rządem a Karolem Nawrockim.
Opozycja nie pozostała dłużna. „Zbyt dużo sztuczek PR i ośmiu gwiazdek, a zbyt mało realnej pracy po stronie rządu” – ocenił z kolei na X prezydencki minister Marcin Przydacz, dodając, że za złe prowadzenie spraw fiskalnych i gospodarczych cenę „poniesiemy wszyscy jako Polacy”.
Krzysztof Bosak z Konfederacji domaga się narady z udziałem opozycji, Andrzej Śliwka z PiS stanął z kolei w obronie Karola Nawrockiego, wskazując, że za politykę budżetową i zarządzanie finansami odpowiada Rada Ministrów, nie prezydent. „Może jakaś wrzuta, że to wina PiS? Nieudacznicy” – napisał z kolei Michał Wójcik, poseł PiS.
Mateusz Morawiecki z kolei spadek ratingu wykorzystał do politycznej kampanii. Na X obiecał, że „za rok doprowadzi do tego, że gospodarka wróci na właściwe tory”.
Projekt ustawy budżetowej na 2027 rok nie zakłada zaciskania pasa. Rząd chce wydać rekordowo wysokie środki na ochronę zdrowia (przeszło 274 miliardy złotych, czyli o ponad 23 miliardy więcej niż obecnie). Zwiększa też wydatki na obronność, przeznaczając na nie ponad 4,5 proc. PKB.
Jesienią przyszłego roku Polskę czekają wybory parlamentarne – na co uwagę zwróciła Agencja Moody's. Politycy nie będą więc ciąć wydatków, bo nie chcą denerwować wyborców. Rząd jeszcze latem zapowiadał obniżkę podatków, w projekcie ustawy budżetowej zarezerwował też niespełna 8 miliardów na 3-procentowe podwyżki dla pracowników budżetówki i dla nauczycieli.
„Napięty, ale odpowiedzialny” – mówi o planie budżetu premier Donald Tusk. Pierwsze czytanie projektu budżetu ma odbyć się na pierwszym posiedzeniu Sejmu w październiku. Ustawa ma zostać uchwalona 4 grudnia, potem trafi do Senatu, a 20 stycznia – na biurko prezydenta.
Przeczytaj także: