Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Kreml ogłosi, kto będzie reprezentował Rosję w negocjacjach ze stroną ukraińską w Stambule, „gdy tylko Władimir Putin uzna to za konieczne” – powiedział rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow. Kremlowscy oficjele sugerują, że skład delegacji ujawnią w dniu rokowań, 15 maja. Ale jakaś rosyjska delegacja na pewno stawi się w Stambule.
„Negocjacje pokojowe bez warunków wstępnych” zaproponowane przez Putina 11 maja w ciągu dwóch dni zostały sprowadzone do pytania, czy Putin osobiście pofatyguje się do Stambułu.
Będzie tam prezydent Zełenski, być może przedstawiciele Unii Europejskiej. Wolę pojawienia się w Stambule ogłosił nawet Donald Trump, który właśnie rozpoczął wizytę w Arabii Saudyjskiej. Turcy twierdzą jednak, że nic nie wskazuje na to, by Trump miał się u nich pojawić. CNN podaje, że Trump do Stambułu pojedzie, jeśli będzie tam Putin. A na pewno wyśle tam swoich osobistych wysłanników do spraw Rosji i Ukrainy: Steve'a Witkoffa i Keitha Kellogga. Nowością z popołudnia 13 maja jest to, że delegacji amerykańskiej przewodniczyć będzie w Stambule sam sekretarz stanu Marco Rubio.
Moskwa od dwóch dni kluczy, choć propozycja rozmów pokojowych w Stambule miała być mistrzowskim zagraniem Putina, przebijającym ofertę Zachodu: albo rozejm, albo ostre sankcje na Rosję.
Ktoś z Rosji do Stambułu pojedzie — mówi Pieskow — ale nie wiadomo, na jakim szczeblu będzie to delegacja i o czym będzie mogła rozmawiać. Przedstawiciele Kremla powtarzają jednak nadal, że zasadniczo chcą od Ukrainy uznania rosyjskiej aneksji czterech regionów ukraińskich (czyli oddania ziem Ukrainy do tej pory przez Putina niezdobytych) i zmiany władz w Kijowie na prorosyjskie (co Putin nazywa „denazyfikacją”). Brak zgody na te warunki Moskwa nazywa „brakiem zdolności do negocjacji”.
We wtorek też Moskwa zaczęła nazywać ofertę Zełenskiego bezpośrednich rozmów z Putinem „szantażem” – mimo że ze strony Ukrainy rozmowy z Putinem bez przerwania walk to ogromne ustępstwo, poczynione pod wpływem Trumpa. Bo Ukraina (i Europa) uważają, że wstępem do rozmów pokojowych powinno być zawieszenie broni.
Czy Putin pojedzie do Stambułu? – pytali we wtorek dziennikarze rzecznika Putina Pieskowa.
„Jak tylko prezydent uzna to za konieczne, to ogłosimy to” – odpowiedział Pieskow. „Kreml na razie nie planuje dalszych komentarzy na ten temat”.
Jednocześnie Pieskow zaczął stawiać nowe warunki negocjacji – choć propozycja Putina miała dotyczyć rozmów „bez warunków wstępnych”. Teraz Kremlowi nie podoba się, że udział w rokowaniach chcą też wziąć sojusznicy Ukrainy, czyli państwa europejskie. Choć z ich strony przystanie na „negocjacje pokojowe” Putina to także akt dobrej woli. Wcześniej ogłosiły, że Putin ma przerwać ostrzał Ukrainy do 12 maja, albo na Rosję zostaną nałożone kolejne sankcje.
Głosy z Kremla świadczą o tym, że Putin wpadł w pułapkę. Liczył bowiem, że Zełenski „pokojową ofertę” rozmów bez przerywania walk odrzuci. Zwłaszcza że władze Ukrainy wprowadziły w 2022 r. zakaz negocjowania z Putinem. Stało się to po ujawnieniu rosyjskiego mordu w Buczy. „Tyle że — mówią teraz Ukraińcy — zakaz nigdy nie dotyczył prezydenta”. Ale prezydent Ukrainy nie może negocjować z przedstawicielem Rosji niższego szczebla.
Teraz więc Kreml lży Zełenskiego i grozi krwawym odwetem za niewłaściwe zinterpretowanie oferty „rozmów pokojowych bez warunków wstępnych”:
„Zełenski nie wyrósł jeszcze na manipulatora, który mógłby czymkolwiek manipulować. Jest decyzja wodza naczelnego [Putina], który powiedział, że jesteśmy gotowi do negocjacji. Piłka jest po ich stronie, ale żadnych ultimatum, żadnych idiotycznych oświadczeń, nie doprowadzą do niczego, dopóki nie zdadzą sobie sprawy z tego, co dzieje się na miejscu” – powiedział reporterom szef Komitetu Obrony Dumy Państwowej Andriej Kartapołow.
„Jeśli Ukraina nie chce rozmawiać, to Rosja będzie mówić językiem, który Ukraina lepiej rozumie i do którego jest przyzwyczajona – językiem rosyjskiego bagnetu”.
„Nawet jeśli fantazjujemy i wyobrażamy sobie, że dojdzie do spotkania Władimira Putina z Zełenskim, to po jednej stronie stołu negocjacyjnego będzie nasz prezydent i wódz naczelny, a po drugiej – kto? Nikt. Biała plama w historii niegdyś braterskiej republiki” – ogłosił z kolei w Telegramie senator Władymir Dżabarow.
Wszystko to pokazuje narastające napięcie w Moskwie. Kanclerz Niemiec ostrzegł tymczasem, że kolejne poważne sankcje na Rosję są już gotowe i zostaną wprowadzone, jeśli — jak to się zanosi — rozmowy w Stambule okażą się fikcją. Także amerykański wysłannik Keith Kellogg pogroził Rosji sankcjami „surowszymi niż kiedykolwiek widzieliśmy”.
Putin wygląda na pogodzonego z tym. We wtorek powiedział przedstawicielom biznesu: „Nie możemy dać się zastraszyć nowymi możliwymi sankcjami. Nie powinniśmy się bać. Kto zaczyna się bać, zaraz wszystko straci. Konieczna jest jednak świadomość, co może się wydarzyć”.
Przeczytaj także: