0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze depesze OKO.press z Polski i ze świata

Witaj w dziale depeszowym OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

12:59 03-04-2025

Prawa autorskie: fot. Attila KISBENEDEK / AFPfot. Attila KISBENED...

Węgry ogłaszają wycofanie z Międzynarodowego Trybunału Karnego

Węgry zapowiedziały rozpoczęcie procesu wycofania z Międzynarodowego Trybunału Karnego. Budapeszt ogłosił to w dzień wizyty premiera Izraela Benjamina Netanjahu, który objęty jest wydanym przez MTK nakazem aresztowania.

Co się wydarzyło?

Budapeszt ogłosił wycofanie się ze Statutu Rzymskiego, na podstawie którego działa Międzynarodowy Trybunał Karny. Decyzja została ogłoszona przez premiera Viktora Orbána podczas konferencji prasowej z Benjaminem Netanjahu, objętym wydanym przez MTK nakazem aresztowania premierem Izraela.

„Właśnie podpisałem dokumenty potwierdzające nasze wycofanie z MTK (…). Powodem jest to, że ten ważny, międzynarodowy sąd w ostatnich latach stał się bastionem upolitycznienia (…). Najlepiej to widać na przykładzie decyzji w sprawie Izraela” – powiedział Viktor Orbán podczas konferencji prasowej z Netanjahu. Dodał, że bardzo się cieszy, że Węgry są dla Netanjahu „bezpiecznym miejscem”.

Benjamin Netanjahu przyjechał do Budapesztu z oficjalną wizytą w czwartek 3 kwietnia. To jego druga podróż zagraniczna po wydaniu przez MTK nakazu jego aresztowania w listopadzie 2024 r. Został podjęty z honorami. Zgodnie ze wcześniejszymi deklaracjami, węgierskie władze nie zamierzają dokonać jego zatrzymania.

Podczas wspólnej konferencji prasowej Viktor Orbán podkreślał, że Węgry są obecnie „wyspą wolności w UE” oraz „europejskim bastionem cywilizacji judeo-chrześcijańskiej”. Stwierdził też, że to na Węgrzech zamieszkuje największa diaspora żydowska w Europie. Wizytę Netanjahu określił jako „o znaczeniu cywilizacyjnym”.

Przywódcy mają rozmawiać m.in. o współpracy gospodarczej oraz obronnej, a także o „rosnącym antysemityzmie w Europie Zachodniej”.

„Antysemityzm w Europie Zachodniej osiągnął ostatnio rozmiar nieobserwowany wcześniej” – stwierdził Orbán. Dodał, że „jest on napędzany przez nielegalną migrację”, której „Bruksela nie chce i nie może powstrzymać”. Podkreślił, że nie zamierza respektować żadnego unijnego prawa, które zakłada przyjmowanie migrantów.

Benjamin Netanjahu przyznał, że jest „bardzo wzruszony wizytą”. Relacje z Węgrami określił mianem „wielkiego sojuszu”. Podziękował Orbánowi za trzymanie strony Izraela na forum UE, ONZ oraz „śmiały ruch w sprawie MTK”.

„To ważne nie tylko dla nas, ale dla wszystkich demokracji, żeby przeciwstawić się tej skorumpowanej organizacji” – powiedział Benjamin Netanjahu podczas wspólnej organizacji prasowej.

Jaki jest kontekst?

Rząd Orbána nie uznaje toczącego się przeciwko Benjaminowi Netanjahu postępowania w Międzynarodowym Trybunale Karnym. Premier Izraela oskarżony jest o zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości polegające m.in. na głodzeniu jako metodzie prowadzenia wojny i umyślnym kierowaniu ataków na ludność cywilną oraz zbrodni przeciwko ludzkości polegających na zabójstwach, prześladowaniach i innych nieludzkich czynach. Oprócz niego analogiczne zarzuty ciążą też na byłym ministrze obrony Izraela Joawie Galancie.

Nakazy aresztowania przeciwko Netanjahu i Galantowi dotyczą przestępstw popełnionych od co najmniej 8 października 2023 r. do co najmniej 20 maja 2024 r., czyli dnia, w którym prokuratura złożyła wnioski o wydanie nakazów aresztowania.

Także w listopadzie 2024 roku MTK wydał nakaz aresztowania Mohammeda Diaba Ibrahima Al-Masriego, dowódcy Brygad al-Kassam, czyli zbrojnego skrzydła Hamasu. Na Al-Masrim ciążyły zarzuty zbrodni przeciwko ludzkości polegających na zabójstwach, torturach, gwałtach i innych formach przemocy seksualnej oraz zbrodni wojennych polegających na zabójstwach, umyślnym kierowaniu ataków na ludność cywilną, braniu zakładników, gwałtach i innych formach przemocy seksualnej, okrutnym traktowaniu i naruszaniu godności osobistej. Oskarżeniem objęte były zbrodnie po 7 października 2023 roku. Nakaz wobec Al-Masriego został jednak anulowany po potwierdzeniu jego śmierci.

Z tego samego powodu MTK wycofał nakazy aresztowania wobec przywódcy Hamasu Yahya Sinwara oraz premiera Autonomii Palestyńskiekj Ismaila Haniyeha.

MTK to sąd międzynarodowy powołany do sądzenia osób fizycznych oskarżanych o popełnienie najcięższych zbrodni, takich jak zbrodnie ludobójstwa, zbrodnie przeciwko ludzkości, zbrodnie wojenne oraz zbrodnie agresji. Działa na podstawie Statutu Rzymskiego, który jest umową międzynarodową. Sygnatariuszami umowy jest obecnie 125 krajów, w tym wszystkie państwa UE. Jeśli sfinalizują swoją zapowiedź,

Węgry będą zatem jedynym krajem UE, który nie będzie stroną statutu.

Sygnatariuszem Statutu Rzymskiego nie są też np. Stany Zjednoczone.

Wszystkie państwa-strony Statutu są zobowiązane do przestrzegania postanowień MTK, w tym tych o nakazach aresztowania. Państwa te powinny zatem dokonać zatrzymania Benjamina Netanjahu. Ale Węgry nie są jedynym krajem, który zapowiedział, że nie zamierza tego zrobić. „List żelazny” wobec Netanjahu przedstawił też rząd Donalda Tuska, co wzbudziło ogromne kontrowersje i niezadowolenie opinii publicznej, bo to łamanie prawa. Podobne deklaracje złożył niedawno Friedrich Merz, kandydat na kanclerza Niemiec.

Krytyczni wobec izraelskiego rządu komentatorzy z Izraela twierdzą, że Benjamin Netanjahu chce doprowadzić do tego, by kolejne kraje ignorowały postanowienia MTK i aby w ten sposób doszło do „normalizacji” jego podróży zagranicznych.

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

10:55 03-04-2025

Prawa autorskie: fot. Rada Europejska mat. pras.fot. Rada Europejska...

Światowi przywódcy krytykują amerykańskie cła. „To nie służy nikomu”

Liderzy państw, na które administracja amerykańska zdecydowała się nałożyć wyższe cła, krytykują ruch Donalda Trumpa. „To niewłaściwe działanie, które nie służy nikomu” – powiedziała premierka Włoch Giorgia Meloni.

Co się wydarzyło?

Przywódcy państw, których dotyczą nowe, amerykańskie cła, bardzo krytycznie odnoszą się do działań amerykańskiej administracji.

Chiny wzywają USA do wycofania się z tych działań i rozwiązania leżącego u ich podłoża na drodze „równych i obopólnie korzystnych negocjacji” – donosi chińska agencja Xinhua, powołując się na Guo Jiakuna, rzecznika chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Zdaniem Chin wprowadzenie ceł wzajemnych to poważne pogwałcenie zasad Światowej Organizacji Handlu.

"Strona chińska bardzo wyraźnie sprzeciwia się tym działaniom i podejmie niezbędne kroki w celu ochrony swojego uzasadnionego interesu” – powiedział Guo Jiakun. „W wojnie handlowej nie ma zwycięzców, protekcjonizm nie jest żadnym rozwiązaniem” – dodał rzecznik chińskiego MSZ.

Amerykańskie cła skrytykowała też premierka Włoch Giorgia Meloni (na zdjęciu powyżej). Meloni podkreśliła, że jej zdaniem nałożenie 20-procentowych ceł na produkty z UE “to złe rozwiązanie, które nie służy nikomu”.

“Zrobimy wszystko, by wypracować umowę ze Stanami Zjednoczonymi i uniknąć wojny handlowej, której efektem byłoby poważne osłabienie Zachodu” – napisała Meloni w oświadczeniu opublikowanym na stronie rządu. Dodała, że będzie działać w porozumieniu z partnerami z UE. Meloni zrezygnowała też z zaplanowanych na czwartek spotkań, by spotkać się z rządem i zastanowić nad dalszymi krokami w sprawie amerykańskich ceł.

Pilne spotkanie z przedstawicielami związków pracodawców i związków zawodowych najmocniej dotkniętych amerykańskimi cłami zwołał też premier Hiszpanii Pedro Sánchez oraz prezydent Francji Emmanuel Macron.

„Hiszpania będzie chronić swoje biznesy i pracowników oraz wciąż opowiadać się za światem wolnego handlu” – napisał Sánchez w mediach społecznościowych.

Prezydent Macron jeszcze nie zabrał głosu w sprawie, ale jego rzeczniczka Sophie Prima powiedziała w czwartek rano, że „Francja jest gotowa na wojnę handlową”.

Prawica krytykuje UE

Ze strony liderów skrajnej prawicy popłynęła za to krytyka w stronę Unii Europejskiej.

Węgry oskarżają, że wzrost poziomu ceł na europejskie produkty to wina „niekompetencji Brukseli”.

“Gospodarka i obywatele Europy znowu płacą cenę za niekompetencję Brukseli. Wczorajszy ruch USA ws. ceł oznacza jedno: Komisja Europejska powinna była negocjować (…), a nie zrobiła nic. Dysputę gospodarczą zamienili w ideologiczną (…)” – napisał w mediach społecznościowych Péter Szijjártó, węgierski minister spraw zagranicznych i handlu.

W podobnym tonie amerykańskie cła skomentował Santiago Abascal, lider VOX, trzeciej najczęściej popieranej partii politycznej w Hiszpanii.

„Ani [szefowa KE Ursula] von der Leyen, ani [premier Hiszpanii Pedro] Sánchez, ani [lider Partii Ludowej, największej partii opozycyjnej, Alberto Núñez] Feijóo nie obronili interesu Hiszpan. Partia Ludowa i socjaliści wciągają nas w samobójczą wojnę handlową. Nasze gospodarki muszą konkurować na nierównych zasadach ze względu na ideologiczną biurokrację i system dwupartyjny [Abascal nawiązuje tu do tego, że to głównie te dwie największe partie uczestniczą w alternacji władzy w Hiszpanii — red]. Musimy pozbyć się tej kasty, która doprowadza nas do ruiny i utraty wolności” – napisał w mediach społecznościowych lider Vox.

Jaki jest kontekst?

Prezydent USA Donald Trump w czwartek 3 kwietnia ogłosił 10-procentowe cła na wszystkich partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych. Przy czym te kraje, z którymi USA ma według administracji Trumpa największy deficyt handlowy, zapłacą jeszcze wyższy taryfy. Cła na Chiny wyniosą 34 proc., a na kraje Unii Europejskiej – 20 proc.

Nowymi cłami dotknięte zostaną także najbiedniejsze kraje: Kambodża będzie musiała płacić 49 procent, Wietnam – 46 procent, Sri Lanka – 44 procent, a Mjanma 40 procent. Najniższe cła obejmą m.in.: Australię, Wielką Brytanię, Brazylię i Argentynę.

Nowe cła nie zostały nałożone na Kubę, Białoruś, Koreę Północną i Rosję. Jak w rozmowie z „New York Times” tłumaczył anonimowy urzędnik Białego Domu, te państwa już teraz objęte są ekstremalnie wysokimi cłami i sankcjami, które sprawiają, że jakikolwiek znaczący handel z nimi jest niemożliwy. Zostały za to nałożone na Ukrainę, z którą roczny obrót handlowy wynosi tylko 3 mld dolarów.

Więcej w tekście Agaty Szczęśniak:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

19:09 01-04-2025

Prawa autorskie: Fot. NATALIA KOLESNIKOVA / AFPFot. NATALIA KOLESNI...

Rosja formalnie ogłasza, że nie może zaakceptować pokojowych propozycji Trumpa

Rosja traktuje propozycje USA dotyczące Ukrainy poważnie, ale nie może ich zaakceptować w obecnej formie, powiedział wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow

W wywiadzie dla magazynu „Mieżdunarodnaja żyzń” wyjaśnił, że amerykańskie propozycje odbiegają od tego, czego chciałaby Moskwa: „Bardzo poważnie traktujemy proponowane modele i rozwiązania, ale nie możemy też traktować wszystkiego tak, jak jest. <...> Wszystko, co mamy do tej pory, to próba znalezienia jakiegoś planu, który w pierwszej kolejności umożliwiłby osiągnięcie zawieszenia broni, tak jak uważają Amerykanie”. „Moskwa ma głęboko i starannie przemyślany zestaw własnych priorytetów i podejść do tej kwestii”.

Propaganda we wtorek pokazała Putina, jak na spotkaniu z najbliższymi współpracownikami (na posiedzeniu rady Bezpieczeństwa) pyta się ministrów obrony i spraw zagranicznych, czy rozejm energetyczny na wojnie z Ukrainą jest przestrzegany. Ci odpowiadają, że nie, bo choć Rosja ostrzeliwuje wyłącznie „obiekty nieenergetyczne” w Ukrainie, to trafienia ukraińskie w Rosji dotyczą – jak zapewniają kremlowscy oficjele – „obiektów energetycznych”. Po czym Ławrow daje wywiad telewizji i wyjaśnia, że Moskwa nie może się porozumieć z władzami w Kijowie, bo „to nie są żadne władze”. Albo łamią „ustalenia”, albo nie panują nad wojskiem.

Jak widać, Moskwa próbuje teraz wmówić Trumpowi, że jest gotowa na rozejm, ale ponieważ Kijów jest niewiarygodny, trzeba tam najpierw wymienić władze. Stąd złożona w piątek przez Putina propozycja, by w Ukrainie wprowadzić zarząd komisaryczny ONZ.

Na ten pomysł Donald Trump zareagował już jednak lekką irytacją. A 1 kwietnia powtórzył, że oczekuje, że Rosja zawrze porozumienie z Ukrainą. Na co Moskwa odpowiedziała kolejnym komentarzem, że „kwestie będące przedmiotem dyskusji są bardzo złożone” oraz zapowiedzią, że na uroczystości rocznicy zdobycia Berlina 9 maja do Moskwy przyjedzie sam władca Chin Xi Jinping. Ustami aparatczyka niżej rangi, szefa partii komunistycznej Ziuganowa Kreml pozwolił sobie też na komentarz, że Trump na zaproszenie na uroczystość zwycięstwa nie zasługuje (Trump się do Moskwy nie wybierał i tak, więc to takie grożenie palcem).

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

18:50 01-04-2025

Prawa autorskie: Fot.: Andrew Harnik / Getty Images via AFP)Fot.: Andrew Harnik ...

Trump zwalnia 10 tys. osób w agencjach zajmujących się zdrowiem

Trump rozpoczyna masowe zwolnienia w FDA, CDC i innych amerykańskich agencjach ochrony zdrowia.

Jak podają źródła agencji Reuters , administracja Trumpa rozpoczęła we wtorek masowe zwolnienia 10 000 pracowników w amerykańskich agencjach ochrony zdrowia. Ochroniarze zablokowali wstęp niektórym pracownikom zaledwie kilka godzin po otrzymaniu przez nich zawiadomień o zwolnieniu.

Zwolnienia dotyczą czołowych naukowców nadzorujących zdrowie publiczne, badania nad rakiem oraz zatwierdzania szczepionek i leków.Już wywołało to obawy, jak Stany Zjednoczone zareagują na kryzysy zdrowotne, takie jak trwająca epidemia odry i rozprzestrzenianie się ptasiej grypy.

„FDA, jaką znaliśmy [Food and Drug Administration, uważanego za najlepszego regulatora leków na świecie] , jest skończona, a większość ekspertów posiadających wiedzę instytucjonalną i dogłębne zrozumienie rozwoju produktów i ich bezpieczeństwa już tu nie pracuje ” – napisał były szef agencji Robert Califf w poście na LinkedIn.

Zwolnienia polegały na tym, że ludzie po prostu nie mogli wejść do budynku, gdzie pracowali. Wśród nich była osoba głucha, dla której ochroniarz musiał wpisać na telefonie wiadomość, że została zwolniona. „Teraz na barkach ochroniarzy spoczywa obowiązek informowania ludzi o stracie pracy” – powiedział Reutersowi pracownik.

Jak powiedział były dyrektor centrum ds. wyrobów tytoniowych FDA, Mitch Zeller, cięcia objęły całe Biuro Zarządzania i Biuro Regulacji. „To praktycznie uniemożliwia CTP regulowanie produktów tytoniowych” – powiedział.

Według innego źródła, w Centrach Kontroli i Zapobiegania Chorobom zwolnieni pracownicy pracowali wcześniej w Narodowym Centrum Zdrowia Środowiskowego, Administracji ds. Nadużywania Substancji i Zdrowia Psychicznego oraz Narodowym Centrum Szczepień i Chorób Układu Oddechowego, w tym co najmniej jedna osoba pracująca przy federalnej reakcji na epidemie odry.

„HHS ma wpływ na życie niemal każdego Amerykanina, a reorganizacja i redukcja zatrudnienia na taką skalę zazwyczaj zajęłaby wiele miesięcy pracy” — powiedział Kevin Griffis, który 21 marca zrezygnował ze stanowiska dyrektora ds. komunikacji w CDC. Urzędnik ds. zdrowia powiedział, że pracownicy, którzy pracowali bezpośrednio dla HHS, również zostali zwolnieni.

Sekretarz zdrowia Robert F. Kennedy Jr. spokojnie skomentował, że cięcia są niezbędne, by usprawnić rozrośniętą biurokrację.

Na zdjęciu u góry: sekretarzyni edukacji Linda McMahon, sekretarz zdrowia Kennedy Jr, sekretarz spraw wewnętrznych Doug Burgum i Donald Trump na posiedzeniu gabinetu.

Jaki jest kontekst

Cięcia, które dotkną kilku prestiżowych agencji podlegających Departamentowi Zdrowia i Opieki Społecznej, w tym FDA, CDC i Narodowe Instytuty Zdrowia, są częścią szerokiego planu prezydenta Donalda Trumpa i jego miliardera Elona Muska, mającego na celu zmniejszenie rządu federalnego i ograniczenie wydatków.

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

16:15 01-04-2025

Prawa autorskie: Kovacs GaborKovacs Gabor

Marsz poparcia dla Marine Le Pen przejdzie w niedzielę przez Paryż

Zwolennicy Marine Le Pen, skazanej na 4 lata więzienia oraz pozbawionej możliwości pełnienia funkcji publicznej na pięć lat byłej liderki skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego, zwołali na niedzielę marsz poparcia dla niej. Wyrok na Le Pen rozgrzewa opinię publiczną we Francji

Co się wydarzyło?

Zwolennicy Marine Le Pen, byłej przewodniczącej Zjednoczenia Narodowego i córki nieżyjącego już założyciela partii Jean-Marie Le Pena, zwołali na niedzielę 6 kwietnia marsz poparcia dla niej. Marsz ma przejść ulicami francuskiej stolicy. Zwolennicy Le Pen chcą w ten sposób zamanifestować niezgodę na wyrok sądu wydany w poniedziałek 31 marca w sprawie o sprzeniewierzenie środków publicznych Parlamentu Europejskiego.

Marine Le Pen, wiceprzewodniczący partii Louis Aliot, skarbnik Wallerand de Saint-Just, ośmiu byłych lub obecnych europosłów ugrupowania oraz 12 innych działaczy zostało w poniedziałek 31 marca uznanych za winnych wyłudzenia środków z Parlamentu Europejskiego poprzez fikcyjne zatrudnienia. Sąd w Paryżu orzekł, że przestępstwo miało charakter systemowy. Strata dla budżetu PE wyniosła 2,9 mln euro.

Jak wynika z aktu oskarżenia, na polecenie szefostwa partii, w tym samej Le Pen, europosłowie Zjednoczenia Narodowego mieli zatrudniać tylko po jednym asystencie do prac w Parlamencie Europejskim, przy czym pobierali z Parlamentu środki na zatrudnienie większej liczby osób. Reszta przyznanego przez PE budżetu miała zostać przeznaczona na funkcjonowanie partii. Środki były defraudowane poprzez fikcyjne zatrudnienia kolejnych asystentów parlamentarnych, którzy jednak wykonywali prace na rzecz partii, a nie europosłów.

W poniedziałek 31 marca Sąd Karny w Paryżu orzekł, że przestępstwo defraudacji środków Parlamentu Europejskiego przez europosłów Zjednoczenia Narodowego miało charakter systemowy i zorganizowany, i służyło jako „sposób finansowania partii”. Sąd uznał, że była przewodnicząca Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen pełniła w tym systemie „centralną funkcję”, choć system został wymyślony jeszcze za czasów prezydentury w partii jej ojca Jeana-Marie Le Pena. Do wyłudzeń dochodziło w latach 2004-2017, Marine Le Pen przejęła stery w partii w 2011 roku.

Le Pen została skazana na karę 4 lat więzienia, w tym dwóch z dozorem elektronicznym, oraz 100 tysięcy euro grzywny. Ponadto sąd orzekł o jej niezdolności do pełnienia funkcji publicznych ze skutkiem natychmiastowym przez okres pięciu lat, co przekreśla jej udział w wyborach prezydenckich we Francji w 2027 roku. Poza nią wyroki skazujące usłyszały 23 osoby.

Jaki jest kontekst?

Wyrok paryskiego sądu ma kluczowe znaczenie dla możliwości ubiegania się przez Marine Le Pen o prezydenturę. Liderka Zjednoczenia Narodowego miała w 2027 roku po raz czwarty zawalczyć o prezydenturę. Przy tym, jak wynika z sondaży, tym razem miała mieć wyraźnie większą niż w poprzednich latach szanse na wygraną. Z badań poparcia wynika bowiem, że Le Pen ma wyraźną przewagę nad potencjalnym kandydatem partii Macrona, Édouardem Philippem.

Wyrok francuskiego sądu nie jest prawomocny, a skazanym przysługuje apelacja. Prawnik Le Pen od razu zapowiedział, że jego klientka planuje ją złożyć. Ale postępowania apelacyjne są dość czasochłonne, a do wyborów w 2027 roku zostały tylko dwa lata. Zdaniem samej Le Pen, celem wyroku było wykluczenie jej z udziału w wyborach.

„Zostałam wykluczona [ze startu – red.]” – mówiła Marine Le Pen w wywiadzie z telewizją TF1 w poniedziałek wieczorem.

Była przewodnicząca Zjednoczenia Narodowego powiedziała, że jej zdaniem postępowanie apelacyjne nie zakończy się przed wyborami w 2027 roku i stanie się tak celowo. O tym, że wyrok w sprawie o sprzeniewierzenie środków Parlamentu Europejskiego to wyrok wydany na polityczne zamówienie liberalno-lewicowych elit i strategia powstrzymania skrajnej prawicy przed przejęciem władzy we Francji mówi dziś większość polityków skrajnej prawicy w Europie.

W ten sposób sprawę komentował tuż po orzeczeniu sądu m.in. lider włoskiej Legi Matteo Salvini, premier Węgier Viktor Orbán czy w Polsce Sławomir Mentzen, kandydat Konfederacji na prezydenta. Mentzen stwierdził, że wyrok na Le Pen to „już drugi po Rumunii przypadek, gdy system usuwa kandydatów, którzy mogą mu zagrozić”. Wyraził też wątpliwość, czy podobnie nie stanie się w Polsce. Politycy prawicy zupełnie ignorują skalę nadużyć i dopatrują się w wyroku na Marine Le Pen politycznych motywacji.

Przeczytaj także:

Przeczytaj także:

Przeczytaj także: