Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Onet ujawnia: zatarg z gangsterami, którzy zainwestowali pieniądze w rozwój giełdy kryptowalut najbardziej prawdopodobną przyczyną zaginięcia Sylwestra Suszka, twórcy Zondacrypto.
Onet ujawnia nowe ustalenia w sprawie zaginięcia Sylwestra Suszka – twórcy giełdy BitBay, z której wyrosła Zondacrypto. Według portalu najbardziej prawdopodobnym motywem zaginięcia biznesmena miał być konflikt z osobami ze świata przestępczego, które finansowały początki giełdy kryptowalut.
Jak pisze Onet, za powstaniem i rozwojem BitBaya mieli stać gangsterzy związani z krakowskim i śląskim półświatkiem, m.in. Jan T. ps. „Krakowiak” i Marek M. ps. „Oczko”. Według rozmówców portalu inwestycja w rynek kryptowalut miała umożliwić pranie pieniędzy pochodzących z przestępstw VAT-owskich.
Portal podaje również, że zarówno Sylwester Suszek, jak i obecny szef Zondacrypto Przemysław Kral mieli być formalnymi twarzami przedsięwzięcia, podczas gdy rzeczywisty wpływ na biznes miał mieć Marian W. ps. „Maniek”, oskarżany wcześniej o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i wyłudzenia VAT.
Według ustaleń Onetu w kolejnych latach doszło do konfliktu o gigantyczne zyski z giełdy kryptowalut. Osoby, które finansowały rozwój BitBaya, miały domagać się udziałów w spółce. Portal opisuje spotkania przedstawicieli grup przestępczych i próby „dogadania się”, a także narastający konflikt po wejściu do biznesu Przemysława Krala.
Śledczy — jak podaje Onet — rozważają dwie główne hipotezy dotyczące zaginięcia Suszka: że za jego śmiercią mogli stać ludzie związani z grupą krakowską albo osoby z otoczenia „Mańka”. Według rozmówców portalu najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada, że biznesmen zginął przypadkowo podczas próby wymuszenia dostępu do majątku w kryptowalutach.
Sylwester Suszek po raz ostatni był widziany 10 marca 2022 r. w bazie paliwowej w Czeladzi należącej do „Mańka”. Według Onetu monitoring tego dnia miał zostać wyłączony, a nagrania usunięte. Śledczy mają zakładać, że biznesmen nie żyje, choć jego ciała nigdy nie odnaleziono.
Śledztwo w sprawie zaginięcia Sylwestra Suszka, założyciela BitBay (przemianowanego później na Zondacrypto) toczy się od kilku lat w katowickiej prokuraturze.
Kiedy na przełomie marca i kwietnia 2026 roku okazało się, że klienci Zondacrypto nie mogą wypłacić swoich pieniędzy, a w sprawie tej firmy z dnia na dzień media ujawniały kolejne mroczne wątki, dotychczasowe śledztwa prokuratury stanęły na świeczniku. Publicznie działania prokuratury w Katowicach skrytykował minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek.
„Jeśli ja się dowiaduję po kilku latach, że osoba, która może mieć największą wiedzę o tym, nie została jeszcze przesłuchana po tylu latach, to znaczy, że to śledztwo toczyło się źle”
— mówił minister w drugiej połowie kwietnia.
Dodał, że jego zdaniem „była jakaś taka niemoc prowadzących to postępowanie. Dla mnie to jest niezrozumiałe".
A zaraz po tym minister odwołał z delegacji ze śląskiego wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji do Prokuratury Krajowej sześciu prokuratorów, którzy prowadzili kluczowe postępowania, w tym zajmujących się sprawą giełdy kryptowalut Zondacrypto oraz zaginięcia Sylwestra Suszka.
Po wybuchu afery Zondacrypto na początku kwietnia, 17 kwietnia w Katowicach wszczęto kolejne postępowanie dotyczące tym razem już oszustwa na szkodę klientów giełdy i prania przez nią pieniędzy. Start tego postępowania jednak również był niefortunny, ponieważ już po jednym dniu prokurator Sławomir Sola, który otrzymał tę sprawę, zrezygnował.
Był to specjalista zajmujący się cyberprzestępczością, zdaniem wielu – najlepszy. Okazało się jednak, że musiał wyłączyć się z tej sprawy ze względu na konflikt interesów. Prokurator Sola podczas wielu śledztw współpracował z firmą Zondacrypto, miał więc wcześniej relacje z osobami, w sprawie których teraz miałby prowadzić postępowanie.
Prokuratura Regionalna w Katowicach już lata wcześniej zajmowała się firmą BitBay/Zondacrypto po licznych zawiadomieniach ze strony Komisji Nadzoru Finansowego. Śledztwa te były jednak raz za razem umarzane – jak pisaliśmy w OKO.press – i to mimo, że prokurator przyznawał, że BitBay złamał prawo.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
O tym, że powstanie spółki BitBay mogło być finansowane z pieniędzy pochodzących z wyłudzeń podatku VAT, wiemy już co najmniej od 2020 roku, kiedy powiązania BitBay ze światem przestępczym, w tym kryminalnym, ujawnili dziennikarze „Superwizjera” TVN.
Kilka tygodni temu premier Donald Tusk publicznie ujawnił również, że „u źródeł sukcesu finansowego tej firmy stoją nie tylko rosyjskie pieniądze powiązane z tak zwaną bratwą, czyli jedną z najważniejszych grup mafijnych w Rosji, ale także ze służbami rosyjskimi.” Powołał się przy tym na notatkę ABW.
Jak wskazywała w analizie OKO.press Anna Mierzyńska, rosyjska mafia, o której mówił premier, już dawno została w Rosji rozbita, a jej resztki są prawdopodobnie narzędziem w rękach rosyjskiego kontrwywiadu FSB. A zatem to raczej rosyjskie służby, a nie mafia, stały w jakimś zakresie za działalnością Zondacrypto.
Nie można zignorować też faktu, że gdy BitBay działał z Malty przez krótki czas, jej prezesem i jedynym właścicielem spółki był Paweł S. To człowiek, który wcześniej współpracował z Markiem Falentą, głównym organizatorem głośnej afery podsłuchowej.
Paweł S. brał też udział w próbie przejęcia firmy Falenty przez Rosjanina, którego szef miał związki z mafią sołncewską i z FSB – ustaliła Anna Mierzyńska.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Rosyjskie drony i rakiety uderzyły w nocy w Dniepr, Odessę i kilka innych regionów Ukrainy. Trafione zostały bloki mieszkalne, szkoły i infrastruktura energetyczna. Rannych jest 30 osób.
W nocy z niedzieli na poniedziałek rosyjskie wojska przeprowadziły zmasowany atak rakietowy i dronowy na Ukrainę. Najmocniej ucierpiały Dniepr i Odessa. Rosjanie użyli 524 dronów bojowych oraz 22 rakiet – w tym pocisków balistycznych i manewrujących. Alarmy lotnicze obowiązywały w wielu regionach kraju przez całą noc.
Ataki na Dniepr zaczęły się o 19 w niedzielę 17 maja. Około 2.30 w nocy na miasto spadły rakiety balistyczne. Trafiony został m.in. 24-piętrowy blok. Wybuchły pożary, uszkodzona została także infrastruktura cywilna i energetyczna. Według władz obwodu rannych zostało co najmniej 18 osób, w tym dwuletnia dziewczynka i 10-letni chłopiec. Ośmioro rannych trafiło do szpitala. Lekarze określają ich stan jako średni.
Rosyjski ostrzał Dniepru trwał ponad sześć godzin. Mieszkańcy przez całą noc ukrywali się w schronach i piwnicach. Władze apelowały, by nie opuszczać bezpiecznych miejsc.
Do ataków doszło również w Odessie nad Morzem Czarnym. Drony uderzyły tam w budynki mieszkalne, szkołę i przedszkole. Ranni zostali 11-letni chłopiec i 59-letni mężczyzna. Uszkodzony został także chiński statek znajdujący się w porcie. Zniszczenia odnotowano łącznie w ośmiu regionach Ukrainy, w sumie rannych zostało 30 osób – informuje agencja AFP.
Zdaniem ukraińskich komentatorów rosyjskie uderzenia na Dniepr i Odessę mogły być odpowiedzią na ukraińskie ataki na cele w Rosji, m.in. na rafinerię w Moskwie, zakłady produkujące elektronikę dla armii oraz lotnisko wojskowe na okupowanym Krymie. W obwodzie moskiewskim zginęły co najmniej trzy osoby.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski po nocnym ostrzale ponownie zaapelował do państw europejskich o wzmocnienie obrony przeciwlotniczej Ukrainy.
„Rosja wykorzystuje rakiety balistyczne do uderzania w ludzi i właśnie dlatego Europa musi zrobić wszystko, by zapewnić sobie niezawodną ochronę przed tym zagrożeniem. Europa musi mieć własne systemy antybalistyczne i być samowystarczalna wobec tych zagrożeń. Powtarzamy raz jeszcze: już teraz potrzebujemy własnych zdolności antybalistycznych oraz silniejszej obrony powietrznej Ukrainy" – napisał Zełenski na platformie X.
Przeczytaj także:
Światowa Organizacja Zdrowia uznała nową epidemię eboli, która wybuchła w Demokratycznej Republice Konga i Ugandzie za „zagrożenie zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym”
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła stan zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym w związku z epidemią eboli, która wybuchła w Demokratycznej Republice Konga i rozprzestrzeniła się na przygraniczne regiony sąsiedniej Ugandy. Oficjalnie o epidemii poinformowano w piatek 15 maja – pierwsze komunikaty dotyczyły prowincji Ituri w DRK. Afrykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (Africa CDC) do soboty włącznie zgłosiło jednak już aż 88 zgonów i 336 podejrzeń zachorowań. Odnotowano też pierwsze przypadki w Kinszasie – stolicy DRK odległej od prowincji Ituri o ponad 2,5 tysiąca km – i na terytorium Ugandy.
Jak ogłosił minister zdrowia Demokratycznej Republiki Konga Samuel-Roger Kamba, pacjentem zero epidemii miała być pielęgniarka, która 24 kwietnia przybyła do placówki służby zdrowia w Bunia, stolicy Ituri.
„Epidemia rozpoczęła się w Mongwalu, ruchliwym regionie górniczym. Zakażeni ludzie później opuszczali ten obszar, szukali leczenia w innych miejscach i rozprzestrzeniali chorobę. Afrykańskie CDC ostrzegło, że migracje ludności, słaba infrastruktura opieki zdrowotnej i przemoc ze strony grup zbrojnych działających w Ituri mogą utrudnić walkę z epidemią.” – informuje Al-Jazeera.
Światowa Organizacja Zdrowia nie ogłosiła jak dotąd stanu zagrożenia pandemicznego będącego najwyższym stopniem alarmowym dla światowej służby zdrowia. Sytuacja w Demokratycznej Republice Konga i Ugandzie budzi jednak dość duże zaniepokojenie ze względu na szybkie rozprzestrzenianie się wirusa.
Choroba w tej fali epidemicznej wywoływana jest przez znany od 2007 roku szczep wirusa ebola o nazwie Bundibugyo, cechujący się wysoką śmiertelnością zakażonych sięgającą (według władz DRK) nawet 50 proc.
Ebola – nawet w wariancie Bundibugyo – nadal nie jest jednak chorobą należącą do najbardziej zaraźliwych, co w sposób naturalny ogranicza jej potencjał pandemiczny. W normalnych warunkach wirus nie rozprzestrzenia się bowiem drogą kropelkową.
Choroba rozprzestrzenia się poprzez bezpośredni kontakt z płynami ustrojowymi, takimi jak krew, wymiociny, nasienie lub innymi skażonymi materiałami, w tym pościelą i odzieżą. Ebola staje się zaraźliwa dopiero po wystąpieniu objawów. Objawy obejmują gorączkę, wymioty, biegunkę, silne osłabienie, bóle mięśni, a w ciężkich przypadkach krwawienia wewnętrzne i zewnętrzne, czyli objawy typowe dla gorączek krwotocznych. Okres inkubacji może trwać od dwóch do 21 dni.
Mentzen, Cenckiewicz i pracownicy TV Republika – ktoś wykorzystuje ich dane do „zamawiania dużych ilości pizzy”. Wcześniej nieznani sprawcy informowali policję o fikcyjnych zagrożeniach dotyczących pracowników TV Republika
Lider Konfederacji Sławomir Mentzen napisał w sobotę na platformie X, że numer telefoniczny jego kancelarii podatkowej został wykorzystany do „zamawiania dużych ilości pizzy” na nazwiska dwóch pracowników TV Republika. Dziś nawiązał do tego były szef BBN Sławomir Cenckiewicz, który po odejściu ze stanowiska rozpoczął współpracę z tą prawicową stacją. „”Sytuacja, o której od kilku dni informuje redakcja TV Republika, a wczoraj poinformował poseł Sławomir Mentzen, dzisiejszej nocy spotkała również mnie" – napisał na X Cenckiewicz. Zamieścił screeny wiadomości od serwisu pyszne.pl i od dostawcy pizzy, któremu brakowało numeru mieszkania Cenckiewicza.
„Będąc do niedawna wysokim urzędnikiem państwowym zajmującym się bezpieczeństwem państwa, zwracam się do premiera Donalda Tuska oraz ministrów Marcina Kierwińskiego i Tomasza Siemoniaka o niebagatelizowanie procesu prowokacyjnego, który od kilku dni nęka wiele osób i telewizję Republika” – napisał Cenckiewicz.
Choć afera z pizzą może wydawać się niezbyt poważna, służby najprawdopodobniej nie będą jej lekceważyć. W ubiegłym tygodniu nieznany sprawca (lub sprawcy) zawiadamiali policję o bardzo poważnych zagrożeniach, które miały wiązać się z konkretnymi pracownikami TV Republika. Ponieważ zawiadomienia dotyczyły na przykład rzekomych prób samobójczych, czy sytuacji, w której miało być zagrożone życie lub zdrowie dzieci, policja interweniowała natychmiast. Żadne z doniesień się nie potwierdziło.
Pierwszy podejrzany o składanie fałszywych zawiadomień został zatrzymany przez policję w sobotę 16 maja.
W niedzielę Komenda Stołeczna Policji poinformowała jednak o zwolnieniu tej osoby. Prawdopodobnie i pod nią podszył się ktoś inny. „Zgromadzony materiał wskazuje, że doszło do nieuprawnionego wykorzystania danych osobowych mężczyzny oraz dostępu do wykorzystywanej przez niego poczty elektronicznej” – informuje KSP.
W przeszłości miały już miejsce podobne sytuacje dotyczące innych kategorii osób rozpoznawanych publicznie. Aktywista Bartosz Staszewski przypomniał na X, że doświadczył sytuacji, w której policja interweniowała u niego ze względu na doniesienia o rzekomo planowanym przez Staszewskiego ataku na komendanta policji lub na własną rodzinę – sprawcy posługiwali się w tym wypadku techniką spoofingu, podszywając się pod numer telefoniczny należący do Staszewskiego.
W okresie rządów PiS miały również nie mniej niż dwie serie podobnych ataków na dziennikarzy uważanych za niesprzyjających obozowi władzy.
Przeczytaj także:
Eksplozje w Moskwie i w 14 regionach Rosji. Rekordowa liczba dronów i rakiet. To początek ukraińskiego odwetu za ostatnie naloty na Kijów i inne miasta Ukrainy, w których zginęło ponad 25 osób
W nocy z soboty na niedzielę 17 maja i we wczesnych godzinach porannych Siły Zbrojne Ukrainy przeprowadziły zmasowane uderzenie dronowe i rakietowe na Rosję. Nie można wykluczać, że był to ukraiński atak powietrzny o największym jak dotąd natężeniu. Tak przynajmniej wynika z raportu rosyjskiego MON, który poinformował o „zestrzeleniu” rekordowej liczby 1054 ukraińskich dronów. Rzecz jasna na danych rosyjskiego MON nie możemy polegać, jednak resort nigdy dotąd nie podawał tak dużej liczby ukraińskich bezzałogowców, które miała zostać zneutralizowana przez rosyjską obronę przeciwlotniczą.
Część dronów i pocisków została skierowana nad stolicę Rosji. Drony nad Moskwą były widoczne gołym okiem z wielu punktów, nad miastem i w mieście rozległy się nocą liczne eksplozje. Cele ukraińskich ataków znajdowały się łącznie w 14 regionach Rosji. Atakowane były również Krym i obiekty na wybrzeżu Morza Czarnego i Morza Azowskiego.
W rejonie Moskwy celami uderzeń Ukraińców były m.in. Moskiewska Rafineria Ropy Naftowej, zakłady Angstrem, które dostarczają półprzewodniki dla rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego, stacja przepompowywania ropy naftowej Soniecznogorska oraz stacja przepompowywania ropy naftowej Wołodarskoje. Trafione zostały również budynki w samym mieście – w tym mieszkalne.
Rosyjskie władze informują o co najmniej 4 ofiarach śmiertelnych ukraińskiego zmasowanego uderzenia.
"Od godziny 3 nad ranem siły obrony powietrznej odpierają zakrojony na szeroką skalę atak bezzałogowych statków powietrznych na stolicę” – informował w godzinach porannych gubernator obwodu moskiewskiego Andriej Worobjow.
Ukraiński atak na Rosję ma charakter odwetowy i został oficjalnie zapowiedziany przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. To odpowiedź na 3-dniowe rosyjskie naloty na Kijów i inne miasta Ukrainy, w wyniku których zginęło ponad 25 ofiar cywilnych, a nie mniej niż 50 osób zostało rannych. W nocy ze środy na czwartek 14 maja Rosjanie zbombardowali blok mieszkalny w Kijowie. W wyniku ataku budynek zawalił się, grzebiąc mieszkańców pod gruzami – zginęły 24 osoby.
Odwet na Rosji w postaci zmasowanych uderzeń ukraińskich dronów i rakiet oficjalnie zapowiedział po tragedii w Kijowie prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Ukraina ma uderzyć także w „osoby bezpośrednio odpowiedzialne za popełnienie zbrodni wojennych przeciwko Ukrainie i Ukraińcom” – zapowiedział Zełenski.