Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Dziennikarka Polsatu twierdziła, że Czarzasty swoją wypowiedź o tym, że Trump nie zasługuje na Pokojową Nagrodę Nobla konsultował z MSZ
„Włodzimierz Czarzasty konsultował swoją wypowiedź w sprawie Trumpa z MSZ Radosława Sikorskiego” – powiedziała 7 lutego w programie „Kalejdoskop Wydarzeń” w Polsat News Dorota Gawryluk.
Przypomnijmy: na koniec stycznia do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego przyszło pismo w sprawie poparcia kandydatury Donalda Trumpa do pokojowej nagrody Nobla. 2 lutego Czarzasty ogłosił oficjalnie podczas konferencji prasowej, że wniosku nie poprze i nie wyśle dalej pisma. Stwierdził wprost, że Trump na Nobla nie zasługuje i obszernie skrytykował działania prezydenta USA.
Słowa Gawryluk skomentował rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wiewiór:
„Prawie prawda. A „prawie” czyni wielką różnicę. Minister Radosław Sikorski i marszałek Włodzimierz Czarzasty rozmawiali o odpowiedzi… ale po wpisie ambasadora USA” – napisał rzecznik w mediach społecznościowych.
Wypowiedź Czarzastego wywołała ostrą reakcję ambasadora USA w Polsce Toma Rose'a. Po słowach Czarzastego o Trumie Rose 5 lutego napisał w mediach społecznościowych:
"Od dziś nie będziemy już utrzymywać kontaktów ani komunikować się z Marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym, którego oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta Trumpa stały się poważną przeszkodą dla naszych doskonałych relacji z premierem Tuskiem i jego rządem. Nie pozwolimy nikomu szkodzić stosunkom polsko-amerykańskim ani okazywać braku szacunku Donaldowi Trumpowi, który tak wiele uczynił dla Polski i narodu polskiego”.
Przeczytaj także:
Progresywiści z Partii Ludowej prowadzili w sondażach. Te mogły jednak nie uwzględnić niuansów skomplikowanego systemu wyborczego. Tryiumfują konserwatyści
W 65-milionowej Tajlandii głosowano dzisiaj w wyborach parlamentarnych.
Wyborcy głosowali za pomocą trzech kart do głosowania. Dwie z nich dotyczyło wyborów parlamentarnych – 400 posłów pochodzi z okręgów jednomandatowychch, a kolejna setka z list krajowych. Trzecia karta dotyczy natomiast referendum konstytucyjnego.
Obywatele decydowali w nim, czy parlament ma rozpocząć prace nad nową ustawą zasadniczą. Obecna została narzucona przez wojsko po zamachu stanu w 2014 roku. Ewentualna zmiana konstytucji może być krokiem ku demokratyzacji kraju, w którym więcej od wyborców do powiedzenia ma armia i król.
Faworytem do zwycięstwa jest Partia Ludowa. Startuje w wyborach po raz pierwszy, ponieważ jej poprzedniczka – partia Move Foreward – została rozwiązana przez sąd konstytucyjny w 2024 roku. Powód? Proponowała zniesienie prawa, które zakazuje obrażania króla. Move Foreward wygrało wybory w 2023 roku i zdobyło wówczas 151 miejsc. Było to zbyt mało, by rządzić i zmienić ustrój Tajlandii na bardziej demokratyczny.
Partia Ludowa pod przewodnictwem 38-letniego Natthaphonga Ruengpanyawuta od wznowienia działalności pod nowym szyldem była liderem sondaży. Tuż przed wyborami jej sondażowe wyniki pokazywały 30-35 proc. poparcia. Druga w sondażach konserwatywna i promonarchistyczna partia Bhumjaithai notowała około 20 proc. poparcia.
Pierwsze wyniki sugerują jednak coś zupełnie innego. Po zliczeniu 25 proc. głosów tajskie media przewidują, że możemy mieć do czynienia ze zdecydowanym zwycięstwem Bhumjaithai. Konserwatyści mogą zdobyć blisko 200 miejsc w parlamencie, Partia Ludowa – niecałe sto. Inne szacunki wskazują na mniejszą dysproporcję (175 vs 150). Ale obecne trendy sugerują, że mamy do czynienia ze sporym zwycięstwem konserwatystów.
Pomimo dobrych wyników sondażowych, progresywna Partia Ludowa miała niewielkie szanse na faktyczne rządy. Jeśli jednak cześciowe wyniki się potwierdzą, będzie to spora porażka ruchu na rzecz demokratyzacji. Lider Partii Ludowej uznał już porażkę i powiedział, że partia jest gotowa na działalność w opozycji wobec rządu.
Tajlandia mierzy się z najsłabszym od dawna wzrostem gospodarczym. Tajska gospodarka nie może wrócić na przedpandemiczne tory, od recezji z 2020 roku notuje wzrosty około 2 proc., w tym roku Bank Światowy przewiduje 1,6 proc. Tajlandia w dużej mierze polega na turystyce, a liczba turystów wciąż utrzymuje się na poziomie sprzed 2020 roku. W zeszłym roku na nowo rozbudził się spór graniczny z Kambodżą, przekształcony w krótką wojnę.
27 grudnia przedstawiciele obu krajów podpisali zawieszenie broni, umowa nie kończy jednak przygranicznych sporów. Zarówno rząd Tajlandii, jak i Kambodży poinformowaly, że porozumienie nie wpływa na toczące sie dyskusje dotyczące przebiegu granicy między państwami. „Komunikacja między ministrem obrony i szefem sił zbrojnych obydwu stron będzie nadal toczyć się na poziomioe politycznym” – poinformował Natthaphon.
Patriotyczna atmosfera wokół starcia mogła pomóc konserwatystom osiągnąć lepszy wynik wyborczy. W trakcie kampanii Natthaphong Ruengpanyawut musiał przepraszać za swoje słowa z 2023 o tym, że nie popiera tajskiej armii.
Przeczytaj także:
Urodzony w Ukrainie Liubomyr Korba jest podejrzewany o zamach na generała Władimira Aleksiejewa. Generał przeżył atak
Rosjanie przekazali, że mężczyzna podejrzany o postrzelenie generała Władimira Aleksiejewa został dziś zatrzymany w Dubaju. W piątek 6 lutego o 7 rano czasu lokalnego Aleksiejew został kilkukrotnie postrzelony na klatce schodowej budynku mieszkalnego w Moskwie.
Sprawca zbiegł z miejsca zdarzenia. Dziś władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich zatrzymały w Dubaju Liubomyra Korbę, którego Rosjanie podejrzewają o przeprowadzenie zamachu. Według rosyjskich śledzcych Korba miał się urodzić w 1960 roku na terenie Ukrainy, wówczas będącej częścią ZSRR.
„Guardian” podaje, że emiratcy śledczy sądzą, że za zamachem stoi Ukraina. Nikt jednak dotychczas nie przyznał się do zorganizowania ataku. Władze Emiratów przekazują podejrzanego Rosji.
Aleksiejew przeżył zamach. Napastnik, podając się za kuriera, dwukrotnie strzelił do Aleksiejewa, raniąc go w stopę i ramię. Aleksiejew próbował wyrwać napastnikowi broń – wtedy ponownie został postrzelony, tym razem w klatkę piersiową.
Aleksiejew pełni funkcję pierwszego zastępcy szefa rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU od 2011 roku. W 2022 roku, podczas oblężenia Mariupola, brał udział w rozmowach ze stroną ukraińską.
W czerwcu 2023 roku uczestniczył w negocjacjach z buntownikiem Jewgenijem Prigożynem, założycielem PMC Wagner, prywatnej firmy wojskowej, który razem ze swoimi oddziałami ruszył na Moskwę.
W grudniu 2016 r. Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na Aleksiejewa w związku z cyberatakami mającymi na celu wpłynięcie na wynik wyborów prezydenckich w USA.
W 2019 r. wiceszef GRU został objęty sankcjami przez Unię Europejską w związku z otruciem Siergieja Skripala i jego córki w brytyjskim Salisbury.
Od początku wojny ukraińskie agencje wywiadowcze zaatakowały dziesiątki rosyjskich oficerów wojskowych i urzędników. W grudniu 2025 r. inny wysoki rangą oficer GRU, generał Fanił Sarwarow, zginął w wyniku wybuchu ładunku wybuchowego pod samochodem w Moskwie. Sawarow dowodził departamentem szkolenia operacyjnego Sztabu Generalnego rosyjskiej armii.
Przeczytaj także:
Założyciel partii oddał władzę Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz. Pozostaje jednak w zarządzie Polski 2050
Szymon Hołownia został wybrany do zarządu Polski 2050 na posiedzeniu Rady Krajowej partii w sobotę 7 lutego. Było to pierwsze posiedzenie po wyborze Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz na przewodniczącą partii. Innymi wybranymi do zarządu są Paulina Hennig-Kloska, Rafał Kasprzyk i Sławomir Ćwik.
Według statutu partii, przewodnicząca wybiera do czterech członków zarządu. Skorzystała z tego prawa we wtorek 3 lutego i wypełniła stanowiska:
Nie zmienił się skarbnik (Łukasz Osmalak), i sekretarz partii (Robert Sitnik).
W powtórzonej II turze wyborów na przewodniczącą partii 31 stycznia Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zdobyła 350 głosów, jej rywalka Paulina Hennig-Kloska – 309.
Wybory rozbudziły emocje wśród polityków Polski 2050, a przez kilka tygodni partia Szymona Hołowni gościła w mediach jako obiekt żartów. Politycy ujawniali prywante wiadomości SMS, demonstracyjnie opuszczano grupy na komunikatorach, wzajemne oskarżano się o zdradę na platformach cyfrowych.
Hołownia nie wziął udziału w wyborach. W listopadzie zgodnie z zapisami umowy koalicyjnej złożył rezygnację z funkcji Marszałka Sejmu. Wcześniej, we wrześniu 2025 roku ogłosił, że zamierza ubiegać się o stanowisko Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców ONZ. W grudniu wybrano jednak innego kandydata, byłego prezydenta Iraku Barhama Saliha.
Pomimo zmiany na szczycie władz partyjnych, oficjalna nazwa partii wciąż brzmi Polska 2050 Szymona Hołowni.
Przeczytaj także:
Pierwsza kobieta w historii Japonii na czele rządu może poprawić wynik swojej partii nawet o 100 miejsc w Izbie Reprezentantów
Zgodnie z przewidywaniami, przyspieszone wybory parlamentarne w Japonii niemal na pewno wygrywa Partia Liberalno-Demokratyczna z premierką Sanae Takaichi na czele. Państwowa telewizja NHK podała na podstawie sondażu exit poll, że PLD ma wygrać pomiędzy 274 a 328 miejsc w Izbie Reprezentantów. Do samodzielnej większości potrzebne są 233 miejsca.
Oznacza to, że Takaichi może osiągnąć bardzo zbliżony wynik do jej politycznego mentora, zamordowanego w 2022 roku premiera Shinzo Abe. Pod jego przewodnictwem partia w trzech wyborach latach 2012-2017 zdobywała między 284 a 294 miejsca w Izbie.
W poprzednich wyborach w październiku 2024 roku PLD zdobyła tylko 191 miejsc w 465-osobowej Izbie Reprezentantów. W wyniku tamtych wyborów premier Shigeru Ishiba stanął na czele rządu mniejszościowego. Miał słaby mandat do rządzenia i kiepską pozycję w partii po drugim najgorszym wyniku LDP w historii partii. We wrześniu 2025 roku Ishiba ogłosił, że rezygnuje z szefowania partią i z pozycji premiera. Takaichi wygrała wybory wewnątrz partii i objęła stanowisko premierki. Od tego momentu notowania partii zaczęły sukcesywnie rosnąć. Dlatego Takaichi zdecydowała się na rozpisanie nowych wyborów, by odzyskać większość w Izbie Reprezentantów.
Sondażowe wyniki wyborów pokazują, że ruch się opłacił.
Takaichi znana jest z ostrych poglądów na temat stosunków japońsko-chińskich. W listopadzie powiedziała, że Japonia może interweniować, jeżeli Chiny zaatakują Tajwan. Znacząco zwiększyła też japoński budżet obronny. W odpowiedzi na wypowiedź premierki, Chiny odpowiedziały ograniczeniem liczby chińskich turystów podróżujących do Japonii, wstrzymaniem importu japońskich owoców morza, sugerowały też ograniczenia w eksporcie metali rzadkich. Japońska liderka może zinterpretować wynik wyborów jako potwierdzenie jej twardej postawy wobec Chin.
Premierka będzie musiała sie jednak zmierzyć też z gospodarczą stagnacją Japonii i problemami Japończyków z kosztami życia.
Przeczytaj także: