Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
NATO wchodzi w największą transformację od dekad. Europa ma przejąć większą odpowiedzialność za własną obronę, ale USA pozostają kluczowe – przekonuje Mark Rutte tuż przed szczytem NATO w Ankarze, który OKO.press relacjonuje prosto ze stolicy Turcji.
NATO wchodzi w etap głębokiej transformacji: europejscy sojusznicy i Kanada przejmują większą odpowiedzialność za własną obronę, ale nie oznacza to osłabienia więzi transatlantyckiej ani wycofania Stanów Zjednoczonych z Sojuszu – zapewniał dzień przed rozpoczęciem dwudniowego szczytu NATO w Ankarze sekretarz generalny Mark Rutte.
Jego zdaniem NATO nie odchodzi od modelu transatlantyckiego, ale „kończy etap nadmiernej zależności Europy od USA”.
„NATO takie, jakie mieliśmy jeszcze trzy, cztery, pięć lat temu, nie było trwałe” – mówił Rutte podczas konferencji prasowej w Międzynarodowym Centrum Prasowym, znajdującym się na terenie wybudowanego przez prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana luksusowego kompleksu prezydenckiego w Ankarze.
Jak tłumaczył sekretarz Sojuszu, będąca jednym z najbogatszych regionów świata, licząca ok. 600 mln mieszkańców Europa nie może w tak dużym stopniu polegać na USA: państwie liczącym 350 mln ludzi i położonym po drugiej stronie Atlantyku. Rutte podkreślał jednak, że nie chodzi o zastąpienie USA przez Europę, ale o bardziej zrównoważony podział obowiązków w NATO.
Przypomniał, że podczas zeszłorocznego szczytu w Hadze państwa NATO zobowiązały się do zwiększenia wydatków na obronność i bezpieczeństwo do 5 proc. PKB do 2035 roku, ale transformacja Sojuszu przebiega szybciej. Według danych przedstawionych przez szefa NATO, europejscy sojusznicy i Kanada już obecnie wydają średnio ok. 4 proc. PKB na obronność. Tylko w latach 2025–2026 przeznaczą na inwestycje obronne dodatkowe 258 mld dolarów. Rutte przekonywał, że oznacza to, iż są „na ścieżce do wyrównania wydatków obronnych ze Stanami Zjednoczonymi”.
„Tworzymy teraz Sojusz, który jest trwały, w którym Stany Zjednoczone wiedzą, że to jest uczciwa umowa. Bierzemy większą odpowiedzialność za konwencjonalną obronę Europy. Silniejsza Europa oznacza silniejsze NATO” – mówił Rutte.
Sekretarz generalny NATO podkreślił, że szczyt w Ankarze ma pokazać przejście od politycznych deklaracji do wdrażania tych zobowiązań. Podczas towarzyszącego szczytowi forum przemysłu obronnego mają zostać podpisane kontrakty zbrojeniowe warte dziesiątki miliardów dolarów.
"NATO musi ograniczyć bariery między przemysłami obronnymi państw członkowskich i lepiej wykorzystywać potencjał całego Sojuszu. Od Arkansas do Ankary”— apelował sekretarz Sojusz.
Pytany o to, czy w momencie gdy Donald Trump wciąż krytykuje europejskich sojuszników za zbyt małe wydatki zbrojeniowe i brak lojalności, NATO wciąż może pokazać jedność podczas szczytu, Rutte odpowiedział wymijająco. Stwierdził, że „presja amerykańskiego prezydenta przynosi efekty”.
„[Trump] jest pierwszym prezydentem USA od Eisenhowera, który doprowadził do sytuacji, w której Europejczycy i Kanadyjczycy będą wydawać [na obronność] tyle samo co Amerykanie” – mówił.
Przyznał, że Donald Trump był rozczarowany postawą części sojuszników wobec Iranu, ale zaznaczył, że europejskie bazy odegrały ważną rolę w amerykańskich działaniach – m.in. obsługując tysiące lotów, a więc europejscy sojusznicy, wbrew temu, co mówi Trump, nie zostawiły USA na lodzie. Nie odniósł się jednak do pytania o zapowiedzi Donalda Trumpa ws. Grenlandii.
W odpowiedzi na pytanie o rosyjskie prowokacje przed szczytem: intensywne ataki na Ukrainę oraz działanie rosyjskiego samolotu rozpoznawczego, który według Londynu zbliżył się do brytyjskiego lotniskowca, ocenił, że nie są one efektem słabości NATO, a wręcz „przeciwnie”. Według niego reakcja Wielkiej Brytanii była dowodem gotowości Sojuszu do odpowiedzi. Rosyjskie działania nazwał „lekkomyślnymi i nieprofesjonalnymi”.
O ostatnich atakach na Ukrainę powiedział natomiast: „To kolejny dowód na to, jak zdesperowany jest Putin”. Według Ruttego Rosja nie jest w stanie osiągnąć swoich celów w Ukrainie, a Kijów skutecznie uderza w rosyjską gospodarkę i przemysł obronny.
Podczas konferencji pojawiły się też pytania o Turcję – gospodarza tegorocznego szczytu NATO. Rutte podkreślał strategiczne znaczenie Ankary dla Sojuszu: położenie geograficzne, jedną z największych armii NATO oraz dynamicznie rozwijający się przemysł obronny. Jak wskazywał, w Turcji działa dziś około 3 tys. firm związanych z sektorem zbrojeniowym, a tureckie przedsiębiorstwa są coraz ważniejszym elementem wzmacniania przemysłowej bazy NATO.
„Turcja jako całość jest naprawdę ważna. Wasze miejsce na mapie jest ważne. Wasze przywództwo w NATO jest ważne” – mówił Rutte i dziękował za organizację wydarzenia.
Ale organizacji szczytu NATO w Ankarze towarzyszyły kontrowersje związane z zaostrzeniem środków bezpieczeństwa: zakazano organizowania demonstracji, ustawiono dodatkowe bariery i ograniczono ruch w części miasta. W ostatnich dniach zatrzymano ponad sto osób uczestniczących w protestach organizowanych przez ugrupowania lewicowe, a kolejne osoby aresztowano w ramach operacji antyterrorystycznych. Tureckie władze przekonują, że działania te dotyczą zagrożeń bezpieczeństwa i nie mają związku ze szczytem NATO.
Pytany o stan demokracji w Turcji i o to, czy państwo oskarżane o ograniczanie wolności mediów oraz represje wobec opozycji jest właściwym gospodarzem spotkania przywódców demokratycznego sojuszu, Rutte odpowiedział wymijająco: „Demokracja to więcej niż wybory. Wybory oczywiście są kluczowe dla demokracji. Ale demokracja to także wolne media i prawo do protestów” – powiedział, nie krytykują władz Turcji wprost.
Pytany o napięcia między Ankarą a częścią sojuszników – w tym ograniczenia we współpracy przemysłów obronnych oraz nierozwiązany spór wokół zakupionych przez Turcję rosyjskich systemów S-400, podkreślił, że różnice zdań między członkami NATO zdarzały się zawsze, a jego rolą jako sekretarza generalnego jest szukanie rozwiązań „dyskretnie, za kulisami”.
Ankara objęta jest częściowymi sankcjami Waszyngtonu za zakup rosyjskich systemów S-400 oraz – z tego samego powodu – została wykluczona z programu amerykańskich myśliwców F-35. Erdoğan liczy, że rozmowy z Donaldem Trumpem przyniosą postęp w sprawie zniesienia ograniczeń i poprawy relacji z USA. Chce także wykorzystać szczyt do zaprezentowania rosnących możliwości tureckiego przemysłu obronnego oraz rozmów z europejskimi partnerami, m.in. Francją i Włochami, o zakupie systemów obrony przeciwlotniczej SAMP/T.
Szczyt NATO w Ankarze odbywa się w momencie największej od lat debaty o przyszłości relacji transatlantyckich. Administracja Donalda Trumpa domaga się od europejskich sojuszników większego udziału w kosztach obrony i prowadzi przegląd amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Mark Rutte od wielu miesięcy zapewnia, że nic takiego się nie dzieje, a NATO przechodzi jedynie wewnętrzną transformację.
Ale eksperci wskazują, że głównym wyzwaniem dla NATO będzie przeprowadzenie tej zmiany bez stworzenia tzw. luki odstraszania, czyli sytuacji, w której Europa nie zdąży jeszcze zbudować własnych zdolności, a Rosja uzna, że amerykańskie zaangażowanie słabnie. Tymczasem już same chaotyczne ogłoszenia ze strony administracji USA co do przyszłości ich obecności w Europie, jak i podważające sens istnienia NATO wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, negatywnie wpływają na siłę odstraszania Sojuszu.
„Musimy uniknąć powstania luki w odstraszaniu. Bo właśnie na takie momenty czeka Rosja” – mówiła w rozmowie z OKO.press tuż przed szczytem Iana Maisuradze, ekspertka ds. bezpieczeństwa i obronności European Policy Centre. Podkreślała, że „odstraszanie działa dlatego, że przeciwnik wierzy, iż Sojusz zareaguje wspólnie”.
„Celem szczytu powinno być przekonanie potencjalnych adwersarzy, że NATO jest zjednoczone i zjednoczone będzie działać w razie potrzeby” – powiedziała Maisuradze.
Przeczytaj także: