Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz tłumaczy, że rząd zmienia prawo, by żołnierze mogli legalnie strzelać na granicy. Tyle że i teraz mogą. Ujawniony przed wyborami incydent ze strzelaniem nie dotyczył samoobrony — gorzej, żołnierze strzelali w stronę kolegów.
Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz publicznie deklaruje zaufanie do żołnierzy na granicy. „Prowadzone jest dochodzenie. Wolę mówić mniej niż więcej, nawet jeśli zapłacę za to cenę polityczną. Zawsze będę stał po stronie żołnierzy. Dobrze, że prokuratura zdjęła środki zapobiegawcze, że cofnięto zdjęcie uposażenia” – mówił w TVN 24.
Minister nie powiedział, czy widział nagranie z interwencji żołnierzy, którzy strzelali przy płocie granicznym i zostali za to zatrzymani przez Straż Graniczną. Sprawa miała miejsce w marcu, Onet opisał ją jednak tuż przed eurowyborami, więc wzbudziło to gwałtowne wzmożenie wśród polityków.
To, co na nagraniu widać, opisał w czwartek Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”. Z tego opisu wynika, że żołnierze oddali strzały nie w obronie własnej. Strzelali w stronę, z której nadchodziło kolejny polski patrol, ale także przez płot, na białoruską stronę. Mogli więc nie tylko wywołać międzynarodowy incydent, ale i zabić kolegów.
„Żołnierze z patrolu, który strzelał, w żadnym momencie nie byli zagrożeni, byli daleko od miejsc przygotowanych do przejścia zapory i strzelając w stronę uchodźców, strzelali też w kierunku swoich kolegów. Dokładnie na wprost, a potem też przez zaporę, w stronę Białorusi, strzelał jeden żołnierz, jego kolega oddawał strzały w górę, potem używał miotacza gazu. Na pewno nie było masowego ataku na żaden z patroli. Agresja przemytników i migrantów zaczęła się, gdy uciekli już na drugą stronę. Wtedy rzucali konary i kamienie” – pisze Czuchnowski. Nagranie, które widział, ma 125 sekund. Żołnierze wystrzelili 43 pociski.
Czy ten przypadek byłby zalegalizowany ustawą, która przygotował MON, a rząd właśnie przyjmuje? Czy ta ustawa jest po takie sytuacje? – pytała Kosiniaka w TVN Arleta Zalewska
„Ta ustawa jest po to, żeby żołnierz miał legalną możliwość użycia broni. W przypadku zagrożenia zdrowia życia żołnierzy, jak jeszcze ktoś chce nieleganie przekroczyć granicę, jest uzbrojony często, to żeby użycie broni, nawet przekroczenie uprawnień w takiej sytuacji nie było karane. Po drugie stronie mamy wyspecjalizowane grupy, hordy nawet, atakujące polską granicę, a nie chcą uzyskać w Polsce azyl. Sytuacja bardzo się zmieniła w porównaniu do tego, co było rok czy dwa lata temu”.
19 czerwca rząd, mimo sprzeciwu Lewicy, przyjął projekt nowelizacji ustawy o użyciu broni przez żołnierzy. Eksperci twierdzą, że w praktyce zwalnia on ich z odpowiedzialności za oddane strzały. O tym, że istniejące przepisy wystarczająco chronią żołnierzy używających broni, mówił OKO.press dr Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka:
„Absolutnie nie jest tak, że jeśli żołnierz zostanie bezpośrednio zaatakowany, to on musi działać w ramach wszystkich procedur i oddawać strzały ostrzegawcze w powietrze, jeżeli nie ma na to przestrzeni. Nie, on w takiej sytuacji może się bronić, jak każdy człowiek. Bo on jest chroniony jak każdy przepisem o obronie koniecznej. Nie ma więc żadnego powodu, żeby od tych wypracowanych przepisów i procedur odstępować” – mówił Witoldowi Głowackiemu.
O projekcie ustawy rząd ma dyskutować także na dzisiejszym posiedzeniu