0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Agnieszka Sadowska/ Agencja Wyborcza.plFot. Agnieszka Sadow...

Z dr. Piotrem Kładocznym z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka rozmawiamy o pierwszej wersji projektu nowelizacji kilku ustaw dotyczących wojska, policji i Straży Granicznej przygotowywanego przez MON. Nowelizacja obejmuje nowe zasady użycia broni przez wojsko na granicy, zwalnia żołnierzy z odpowiedzialności za złamanie procedur, do którego doszło w określonych okolicznościach i wprowadza pojęcie „operacji wojskowej na terenie RP prowadzonej w czasie pokoju”. Projekt budzi liczne obawy obrońców praw człowieka, prawników i organizacji pozarządowych działających na granicy.

Przeczytaj także:

Witold Glowacki, OKO.press: Czy przyglądając się przygotowywanemu przez MON projektowi zmieniającemu zasady użycia broni i funkcjonowania armii i służb na granicy, nie ma Pan wrażenia, że właśnie bardzo zasadniczo i gwałtownie zarazem zmienia się polskie podejście do kwestii ścisłego rozdzielenia wojska i policji? Trochę tak, jakby chodziło o odwrócenie skutków kilkunastu lat prac legislacyjnych z początków polskiej transformacji prowadzących do bardzo precyzyjnego rozgraniczenia kompetencji armii i służb podległych MSWiA?

Piotr Kładoczny: Takie wrażenie jest dość nieuchronne. Rzeczywiście policja dostaje możliwość działania tam, gdzie do tej pory działać nie bardzo mogła, czyli właśnie przy ochronie granicy państwa. Dotychczas była to głównie rola Straży Granicznej, która różniła się od policji tym, że zajmowała się granicami, podczas gdy policja zajmowała się tym, co dzieje się wewnątrz tych granic.

Żołnierze z kolei otrzymują możliwość brania pełnego udziału w ochronie granicy państwa. To też jest nowość. Nie jestem przy tym wcale pewien, czy jest to całkowicie niedopuszczalne. Z całą pewnością można to rozważać, o ile kontrola nad tymi służbami będzie odpowiednia. Nie twierdzę, że obecny model jest idealny i że należy go utrzymać za wszelką cenę. Problemem w Polsce jest współdziałanie i koordynacja, co jest najtrudniejsze i rzadko się udaje. Dlatego nie widzę powodu, dla którego armia i policja nie mogłyby działać na granicy, o ile tylko będą przestrzegać zasad i działać pod odpowiednią kontrolą. W tym konkretnym wypadku istnieje jednak ryzyko, że poszerzenie uprawnień służb może prowadzić do naruszeń artykułu 7 Konstytucji, który mówi, że organy państwowe działają na podstawie i w granicach prawa.

Proponowany artykuł 25a, jako szczególny kontratyp dla funkcjonariuszy publicznych, jest sprzeczny z tym założeniem. Organy państwa muszą działać zgodnie z prawem i być rozliczane za swoje działania.

Jak najprościej można wyjaśnić komuś, kto nie jest prawnikiem, co to jest kontratyp?

Jest to okoliczność wyłączająca bezprawność działania.

Czyli rodzaj wyjątku w przepisach, który zwalnia z odpowiedzialności karnej za działania – nawet te zabronione – podjęte w określonych specjalnych okolicznościach?

Tak, dokładnie. Kontratyp pozwala na niekaralność w sytuacjach, gdy ważniejsze wartości są zagrożone. Przepisy mówią, że trzeba przestrzegać ochrony wartości, takich jak życie czy zdrowie człowieka, ale w pewnych okolicznościach można je poświęcić dla wyższej wartości. Pytanie brzmi, czy ochrona granic jest tą wyższą wartością.

A co nią bezsprzecznie jest?

Takie przypadki przewidują już istniejące przepisy o charakterze kontratypowym, takie jak obrona konieczna i stan wyższej konieczności. Natomiast ten projekt umieszcza kontratyp w artykule 25a Kodeksu karnego, co oznacza, że żołnierze nie będą ponosić żadnej odpowiedzialności za naruszenie zasad stosowania środków przymusu bezpośredniego, jeśli tylko działają w ważnym według ustawodawcy celu. Projekt mówi wprost: Naruszenie zasad jest dozwolone, jeśli służy to wyższemu celowi. A to bardzo niebezpieczne. I bardzo w duchu poprzedniej ekipy rządzącej, która wielokrotnie była gotowa działać ponad prawem w imię tego, co uważała za ważniejsze.

Ba, gdyby to poprzednia ekipa rządząca szykowała taki projekt, to bylibyśmy tym wszyscy mocno przerażeni.

Oczywiście, to by wywołało wielki krzyk i szok – bo te przepisy są nie tylko niebezpieczne, ale też po prostu niepotrzebne. Potrzebne jest natomiast to, by funkcjonariusze czy żołnierze byli odpowiednio wyszkoleni, aby odpowiednimi i odpowiednio skalowanymi środkami chronić porządek publiczny. Zwiększanie ich uprawnień poprzez wprowadzenie bezkarności za działania sprzeczne z zasadami, z całą nie sprzyja przestrzeganiu procedur. Trzeba nauczyć ich przestrzegania zasad i skutecznego działania w ich ramach, a nie mówić, że nie będą karani za ich naruszanie. Bo to ostatnie prowadzi do poczucia bezkarności i z całą pewnością będzie skutkować naruszeniami uprawnień przez żołnierzy funkcjonariuszy.

Ta logika wygląda w ten sposób: „Skoro tak, to przecież można wszystko, hulaj dusza, a piekła nie ma, nikt mnie nie ścignie, nikt mnie nie będzie oskarżał, nikt mnie potem nie tylko nie skaże, ale nawet i nie oskarży, ponieważ mam za sobą artykuł 25a, który mówi, że jeżeli robiłem to w słusznym celu. W okolicznościach, które wymagają nadmiernego działania, co jest czysto uznaniowe, to ja się nie muszę niczym przejmować”.

Ćwiczymy takie nieprzestrzeganie procedur na zupełnie innych służbach. Przecież co chwila mamy do czynienia z naruszeniami uprawnień przez funkcjonariuszy. Albo przez brak umiejętności, albo przez niechęć do przestrzegania procedur, albo przez jedno i przez drugie, mamy ofiary. Czy to nas niczego nie nauczy? Że jednak trzeba przestrzegać procedur, szkolić żołnierzy, funkcjonariuszy policji, straży granicznej, żeby oni byli jak najlepiej przygotowani, bo wtedy będą skuteczni? Zamiast tego rządzący próbują mówić niemal wprost: żołnierzu, funkcjonariuszu jeśli jesteś źle przeszkolony, nie umiesz pewnych rzeczy robić, to my cię będziemy w związku z tym usprawiedliwiać.

A zatem to nie jest nadinterpretacja, że brzmienie artykułu 25a Kodeksu Karnego, który proponuje projekt MON, w zasadzie zwalnia żołnierzy z niemal wszelkiej odpowiedzialności w związku z użyciem broni na granicy?

Jeżeli się przyjmie, że ci żołnierze działają w ramach tych okoliczności, które są w projekcie opisane w kilku konkretnych punktach, to tak. Oni nie popełniają przestępstwa. Napisane jest wprost: „nie popełnia przestępstwa żołnierz”, a skoro tak, to co tu dużo mówić, nie można tego żołnierza ścigać. Zaznaczmy, że w wypadku przekroczenia uprawnień przez tych żołnierzy i jednoczesnej niemożności ich ścigania, wchodzimy w kolizję z Europejską Konwencją Praw Człowieka. W sytuacji, w której żołnierz działa w okolicznościach opisanych w ustawie, ale w sposób niezgodny z zasadami – na przykład od razu oddając strzał w zamierzeniu śmiertelny, albo strzelając do nieletniego – przepis o kontratypie zwalnia go z wszelkiej odpowiedzialności.

Żołnierze twierdzą jednak, że obecne przepisy wiążą im ręce.

A tymczasem tak nie jest. Przecież od dawna mamy odpowiednie przepisy w Kodeksie Karnym. Mamy artykuł o obronie koniecznej – artykuł 25 KK – który stanowi, że każdy ma prawo do obrony swojego i nie tylko swojego dobra chronionego prawem, w szczególności życia. W tym celu może też używać środków odpowiednich do ataku. Więc absolutnie nie jest tak, że jeśli żołnierz zostanie bezpośrednio zaatakowany, to on musi działać w ramach wszystkich procedur i oddawać strzały ostrzegawcze w powietrze, jeżeli nie ma na to przestrzeni. Nie, on w takiej sytuacji może się bronić, jak każdy człowiek. Bo on jest chroniony jak każdy przepisem o obronie koniecznej. Nie ma więc żadnego powodu, żeby od tych wypracowanych przepisów i procedur odstępować. I to, prawdę powiedziawszy, bez jakiegoś większego powodu. Głównym powodem powstania tego projektu jest przecież to, że żołnierz został zaatakowany nożem – w konsekwencji czego ponownie wezbrała fala krytyki i niechęci do uchodźców. W związku z tym rząd stara się pokazać, że jest w stanie coś zrobić.

Pomyślmy jednak, czy na pewno musi to zrobić. I postawmy sobie pytanie, czy to, co chcemy zrobić, jest właściwe. Bo zamiast tego może trzeba lepiej wyszkolić żołnierzy. Mówili o tym też sami wojskowi, zaraz po incydencie.

Dość zastanawiające jest to, że mamy w projekcie także przepis kontratypowy w zupełnie innym artykule Kodeksu Karnego – w 319 mianowicie.

Tak, w części wojskowej. Przy czym to ujęcie jest bardzo podobne do zawartego w artykule 25a, o którym już rozmawialiśmy.

Tak, bardzo podobne – tylko że ten artykuł nie dotyczy już granicy. On dotyczy tego, co ta ustawa wprowadza – a chodzi o pojęcie operacji wojskowej prowadzonej na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w czasie pokoju.

Tak, to prawda.

A czy ta operacja wojskowa prowadzona na terytorium Rzeczypospolitej w czasie pokoju, to nie jest coś, co budzi dość oczywiste skojarzenia ze stanami nadzwyczajnymi opisanymi w ustawach o stanie nadzwyczajnym i wzmiankowanymi w konstytucji? Tylko że tym razem to jest taki stan wyjątkowy, który można otworzyć zupełnie bocznymi drzwiami. Ba, nawet na polecenie ministra obrony na wniosek ministra spraw wewnętrznych, bo w projekcie zawarty jest przepis o tym, że w okolicznościach niezwykle pilnych właśnie te osoby mogą podjąć decyzję o rozpoczęciu takiej operacji wojskowej na terytorium kraju.

To rzeczywiście jest pewien problem. Muszą się nad tym poważnie zastanowić konstytucjonaliści. Oczywiście intencje są jak zawsze bardzo dobre, bo chodzi o to, żeby żołnierze mogli działać, zwalczając na terenie kraju na przykład efekty jakiegoś wypadu uzbrojonych grup z zagranicy, ale faktycznie przepis jest bardzo ogólny i można wyobrazić sobie sytuację, w której zostaje nadużyty – prawdopodobnie kompletnie wbrew intencjom obecnych ustawodawców. Właśnie dlatego bardzo cenne by było, żeby jednak nie ograniczać konsultacji społecznych, tak jak tu się proponuje w tym projekcie. Przeciwnie tu potrzebne by było znacznie więcej niż zwykle konsultacji, żeby doprecyzować, o co tu właściwie chodzi.

Tak jak pan sugeruje, mogę sobie wyobrazić różne warianty działania żołnierzy na terenie kraju bo też w projekcie nie jest nigdzie opisane, jakiego rodzaju to ma być interwencja, nigdzie to nie jest jakoś bardziej szczegółowo wskazane. Nie wiem więc, jakiego rodzaju operacje wojskowe na terenie Polski ma na myśli ustawodawca, mogę się jedynie domyślać jego zapewne sensownych, ale zupełnie nieopisanych intencji. Dlatego wolałbym, żeby to zostało co najmniej doprecyzowane.

Wyobraźmy sobie scenariusz, w którym ta ustawa obowiązuje i nie jest w żaden sposób nadużywana, ale po kilku latach zmienia się w Polsce władza. Na przykład na władzę tak skrajnie populistyczną, jakiej sobie jeszcze dzisiaj nawet nie wyobrażamy…

A tymczasem każda ustawa powinna być tworzona z myślą o tym, że może dostać się w ręce osób, które nie będą chciały jej wykonywać zgodnie z duchem tej ustawy i w duchu tej koncepcji, w jakiej była tworzona. Bo rzeczywiście bardzo to różnie bywa. I tak nas zawsze uczono i na wydziałach prawa i w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, żeby patrzeć na przepisy nie z punktu widzenia wykonawcy godnego zaufania, tylko takiego, który dostanie to w ręce i pomyśli, jak można to twórczo wykorzystać na swoją korzyść i wcale niekoniecznie zgodnie z intencją projektodawcy.

No i rozumiem, że w rękach kogoś takiego ustawa byłaby jednak bardzo niebezpiecznym narzędziem.

Tak, myślę, że byłaby, bo rzeczywiście pozwala na dużo za dużo funkcjonariuszom i chroni ich. A myśmy przez całe lata pozwalali funkcjonariuszom na zbyt wiele – zresztą do tej pory to jeszcze pod wieloma względami nadal trwa. Miałem nadzieję, że to się teraz zmieni i te pierwsze jaskółki widziałem. Na przykład w sprawie inowrocławskiej mówię teraz nie o żołnierzach, tylko o policji oczywiście bardzo szybko zwolniono ze służby te osoby, które nadużyły władzy, w wyniku czego umarł człowiek i myślałem, że to się właśnie zacznie porządkowanie takich spraw. Przez całe lata w Strasburgu przegrywaliśmy jako państwo sprawy nie przez to, że było niezbicie udowodnione, że funkcjonariusz zrobił krzywdę osobie, wobec której interweniował, tylko dlatego, że nie dawało się wyjaśnić, jak to się właściwie stało. Tym projektem tylko to zjawisko pogłębiamy i jeszcze bardziej psujemy i tak kulejący u nas standard.

Czy szerokie i prowadzone możliwie publicznie konsultacje to byłby sposób na to, żeby tę ustawę przynajmniej częściowo naprawić?

Na pewno w takim trybie można by było wycofać część tych najbardziej kontrowersyjnych zmian. Bo nie wszystkie z nich są moim zdaniem niezrozumiałe. Nie przeszkadza mi na przykład za bardzo rozszerzenie uprawnień części służb. Policja naprawdę może być wsparciem dla Straży Granicznej – i owszem, niech ona może działać przy granicach państwa i w obronie granic. Nie jest to dla mnie problemem. Ale dobrze, by na to spojrzeli specjaliści, którzy się na tym doskonale znają oraz organizacje, które są wyspecjalizowane w pewnych kwestiach. Na przykład, jeżeli rozszerzamy arsenał działań służb na granicy o armatki wodne, to znowu przydałoby się, żeby w procesie konsultacji był obecny specjalista, który powie, jak to obudować szczegółowymi przepisami. Po to, żeby ludzie, którzy będą podlegali interwencji przy użyciu armatek wodnych, zostali jak najmniej pokrzywdzeni. Przecież cały czas nas obowiązuje nie tylko konstytucja, ale również Europejska Konwencja Praw Człowieka, która mówi o tym, że funkcjonariusze mają tak interweniować, żeby osiągnąć cel za pomocą skutecznych, ale jednocześnie minimalnych środków. To jest trudne, ale właśnie po to mamy funkcjonariuszy, żeby się tego uczyli. Ja tego nie umiem zrobić, ale ja nie jestem funkcjonariuszem i nikt mnie tego nie uczył. Dlatego też ja nie dostaję broni do ręki, jak powiedzmy Amerykanie w wielu stanach, którzy mówią, że będą się bronić samemu. Nie, ja się nie bronię sam. Mam od tego służby. Ale te służby mają działać z poszanowaniem godności człowieka i w sposób proporcjonalny. Właśnie po to są te szkolenia, po to policjanci czy strażnicy graniczni są funkcjonariuszami i po to mają dostęp do broni i licznych środków przymusu bezpośredniego. Kiedy tego wszystkiego trzeba użyć, to właśnie oni są od tego specjalistami. Ale nie zapominajmy, że dostają broń do ręki po to, żeby nas chronić, a nie po to, żeby zostać zwolnieni z odpowiedzialności. Na tym nie koniec. Bo mamy też w projekcie inne dość dziwne przepisy.

Jakie?

Na przykład ten, żeby konstytucyjnie zapewnić prawo do obrońcy dla żołnierza. To przecież powinno być w etosie służby, że jeżeli jej funkcjonariusz jest oskarżony o to, że przekroczył uprawnienia, a jego przełożeni uważają inaczej, to oczywiste, że należy mu się wsparcie ze strony tych przełożonych i samej służby. Ale regulowanie tego ustawowo jest rzeczą dość dziwaczną. Bo dlaczego takie wsparcie ma otrzymywać z urzędu żołnierz, a policjant już nie? Dlaczego nie przedstawiciele jeszcze innych zawodów, choćby nauczyciele czy lekarze? To jest zastanawiająca kazuistyka, bo przecież mamy zasadniczo równość, prawda?

Dziwi mnie też przepis, który proponuje się do ustawy o żandarmerii wojskowej, który stanowi, że w wypadku konieczności zatrzymania żołnierza, bierze się pod uwagę jego godność i honor żołnierza. Trochę tak jakby honor i godność innych osób była już znacznie mniej warta, co mnie jako zapiekłego cywila jednak boli. Bo przecież w obecnym artykule 23 ustawy o żandarmerii wojskowej widnieje przepis, że żołnierze Żandarmerii Wojskowej w toku wykonywania czynności służbowych mają obowiązek respektowania godności ludzkiej oraz przestrzegania ochrony praw człowieka. To zresztą przepis analogiczny do zawartego w ustawie o policji – to by całkowicie wystarczyło. Po co robić przepis o specjalnej godności żołnierza, tego nie wiem, chyba tylko po to, żeby się przypodobać tej grupie zawodowej. Czy żołnierz ma lepszą godność i lepszy honor niż zwykły człowiek?

Tak, oczywiście, to bardzo zasadne pytanie.

A czy policjant ma jeszcze inny honor, czy ma może taki sam jak żołnierz właśnie? Ewidentnie są to ukłony, być może niemające w skali wszystkich zmian, o których rozmawiamy, jakiejś większego znaczenia, ale pokazujące, że chce się jakoś szczególnie wyróżnić określoną grupę zawodową czy określoną służbę. A nie ma ku temu żadnego logicznego powodu.

Przeciwnie to żołnierze i funkcjonariusze powinni szczególnie ściśle przestrzegać prawa, dając wzór obywatelom. Wtedy ich honor i godność będzie zachowana, nikt nie będzie sobie pokpiwał z munduru, a armia i policja będą naturalnie szanowne. Ale nie osiągniemy tego w ten sposób, który proponuje władza – czyli mówiąc wprost: zwolnijmy ich z obowiązków i pozwólmy im działać. Trudno o bardziej przeciwskuteczne działanie na rzecz zdobywania szacunku i wdzięczności obywateli.

;
Witold Głowacki

Dziennikarz, publicysta. Pracował w "Dzienniku Polska Europa Świat" i w "Polsce The Times". W OKO.press pisze o polityce i sprawach okołopolitycznych.

Komentarze