0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

08:39 12-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Attila KISBENEDEK / AFPFot. Attila KISBENED...

Awans Polski w rankingu ILGA-Europe! Na trzecie miejsce od końca

To nie Polska jest mniej homofobiczna, tylko Europa staje się coraz bardziej konserwatywna i degradująca prawa osób LGBT. Taki wniosek płynie z analizy najnowszego rankingu ILGA-Europe badającego sytuację społeczną-prawną osób nieheteroseksualnych. Polska zajęła w nim 39 miejsce. Czyli trzecie od końca wśród krajów Unii. Przed rokiem byliśmy przedostatni.

Co się wydarzyło?

„Tegoroczna Rainbow Map opowiada jednocześnie dwie historie. Jedną o prawdziwej odwadze – w Hiszpanii, na salach sądowych i wśród osób liderskich, które decydują się stanąć po stronie swoich społeczności, zamiast czynić z nich kozły ofiarne. Drugą o rzeczywistym i narastającym zagrożeniu, którego nie można lekceważyć. Pytanie, na które każdy rząd w Europie musi teraz odpowiedzieć, brzmi: częścią której z tych historii chce być” – komentuje Katrin Hugendubel z Międzynarodowego Stowarzyszenia Lesbijek, Gejów, Osób Biseksualnych, Transpłciowych i Interpłciowych ILGA Europe.

Stowarzyszenie opublikowało najnowszy ranking państw Europy dotyczący sytuacji osób LGBT+ na kontynencie.

Po raz pierwszy od dekady liderem rankingu nie jest Malta, a Hiszpania.

Hiszpania zapracowała sobie na miano najbardziej przyjaznego osobom LGBT+ państwa Europy m.in. dzięki systemowym zmianom dotyczącym ochrony osób transpłciowych. Powołano też tam niezależny organ ds. równego traktowania, a rząd walczy ze skrajnie prawicową mową nienawiści i próbami demontażu krajowej ochrony osób transpłciowych.

Jak czytamy w raporcie ILGA-Europe, spadek Malty o jedno miejsce to efekt nie tylko zdecydowanych działań hiszpańskiego rządu, ale i stagnacji wyspy. „W kraju nadal brakuje kompleksowych ram antydyskryminacyjnych. W 2019 roku przygotowano projekt ustawy o równości. Od tamtej pory nie wydarzyło się nic, a ustawa utknęła w martwym punkcie” – czytamy. Podium najbardziej przyjaznych państw osobom LGBT+ w Europie zamyka Islandia.

Polska w ogonie Europy

Polska w rankingu ILGA-Europe utrzymała 39 miejsce. Odnotowaliśmy awans, bowiem w ubiegłym roku kraj uplasował się na miejscu przedostatnim. Poprawa tej pozycji nie wynika jednak z dodatkowych punktów i działań systemowych, ale pogorszenia się sytuacji prawnej w Bułgarii, która w 2025 roku dzieliła z nami 39 miejsce, a w tym roku spadła, z powodu wprowadzenia przepisów ograniczania wolności zrzeszania się w wyniku działań operacyjnych. Na niekorzyść działają też nie implementowane orzeczenia sądów europejskich (tak, jak ma to miejsce i w Polsce). Ostatnie miejsce wśród krajów Unii Europejskiej zajmuje Rumunia.

Ranking ILGA-Europe pojawia się w momencie, w którym przez Polskę (i resorty oraz kancelarię premiera) przetacza się dyskusja dotycząca konieczności transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa par jednopłciowych, których uregulowanie nakazał Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W Sejmie wciąż pracuje też nadzwyczajna komisja, która, jak pisaliśmy w OKO.press, chce jeszcze w maju wrócić do Sejmu z gotowym projektem ustawy o statusie osoby najbliższej i przedłożyć go prezydentowi jeszcze przed wakacjami.

„Zmiana pozycji Polski w rankingu niestety nie jest skutkiem działań prawnych. Implementacja wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w zakresie prawnej ochrony i uznania związków osób tej samej płci czy przeciwdziałania przestępstwom z nienawiści, a także faktyczne umożliwienie dokonywania transkrypcji związków małżeńskich zawartych za granicą przełożyłyby się na zyskanie przez Polskę punktów w rankingu. Tak się niestety nie stało. Nie mam jednak wątpliwości, że polskie społeczeństwo jest akceptujące i wbrew temu, co czasami słyszymy od polityków i polityczek, gotowe na prawo w europejskich standardach” – komentuje wyniki rankingu Annamaria Linczowska, koordynatorka ds. rzecznictwa i działań prawnych w Kampanii Przeciw Homofobii. „Najnowszy ranking jest klarownym sygnałem, że i tak już bardzo ograniczone w Polsce prawa mogą ulec pogorszeniu” – dodaje.

Rainbow Map 2026. Polska plasuje się na szarym końcu państw Europy pod kątem sytuacji społeczno-prawnej osób LGBT+

Ranking uwypuklił bowiem, że choć Sąd Najwyższy w marcu 2025 roku zmienił procedurę uzgodnienia płci na nieprocesową, to o zmianie oznaczenia płci nadal decydują sędziowie, często zmuszając osoby transpłciowe do wcześniejszego przedłożenia badań biegłych. Jak wskazuje KPH, samo usunięcie wymogu pozywania własnych rodziców również może być nietrwałe, bowiem w ostatnich miesiącach do Trybunału Konstytucyjnego i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wpłynęły pytania dotyczące procedury uzgodnienia płci metrykalnej, co może podważyć ustanowiony uchwałą Sądu Najwyższego standard postępowania.

„Gdyby rządząca koalicja chciała zrobić coś dla praw osób transpłciowych miałaby do tego szerokie możliwości, nawet z nieprzychylnym prezydentem: wydając wytyczne dla szkół, sądów i urzędów, włączając tematy związane z transpłciowością w program edukacji zdrowotnej, zapewniając refundację korekty płci. Rząd woli jednak udawać, że osoby trans nie istnieją – to gorzki żart, że jako społeczność zawdzięczamy więcej Zbigniewowi Ziobrze i jego zapytaniu do Sądu Najwyższego” – mówi Nina Kuta ze Stowarzyszenia Tranzycja.pl.

A Julia Kata z Fundacji Trans-Fuzja komentuje: „Społeczność usłyszała już wystarczająco dużo obietnic wyborczych, które nie przełożyły się na realną poprawę sytuacji, co jasno obrazuje miejsce Polski w Rankingu. Świat polityki nadal stawia swoje wyniki wyborcze ponad wprowadzenie realnych, potrzebnych i kluczowych zmian, zapominając, że na końcu ich opinii, poglądów i słupków w sondażach są ludzie, którzy potrzebują tych zmian, aby żyć godnie i bezpiecznie. Są to aspekty, które nie powinny być przedmiotem dyskusji, a priorytetem w tworzeniu realnej zmiany".

Jaki jest kontekst?

Ranking ILGA-Europe publikowany jest po raz osiemnasty. Jego celem nie jest monitorowanie poziomu społecznej akceptacji wobec osób LGBT+, ale sprawdzanie, jak państwa wywiązują się z obowiązku zapewnienia członkom tęczowej społeczności równych praw. Równych, czyli takich samych, jakimi cieszą się nieheteronormatywni obywatele.

Ranking ILGA-Europe analizuje krajowe prawodawstwo i stosowanie prawa przez sądy i organy administracyjne w siedmiu kategoriach:

  • równość i zakaz dyskryminacji,
  • rodzina,
  • przestępstwa z nienawiści i mowa nienawiści,
  • uzgodnienie płci metrykalnej;
  • integralność cielesna osób interpłciowych,
  • wolności obywatelskie (tj. wolność zgromadzeń, zrzeszania się i ekspresji)
  • prawo do azylu.

Dla Polski Mapa przez lata była powodem do wstydu. Brak systemowych rozwiązań – i politycznej chęci, by rozwiązania te wprowadzić – powoduje, że kraj utrzymuje się w ogonie państw Europy. Ale sytuacja dla osób LGBT+ staje się trudniejsza na całym kontynencie.

Jak podkreśla Katrin Hugendubel w ILGA-Europe w ostatnich miesiącach obserwujemy szereg skrajnie konserwatywnych działań uderzających w społeczność, od Słowacji, która zmieniła konstytucję, definiujące małżeństwo wyłącznie jako związek kobiety i mężczyzny i wprowadziła do prawa uznanie tylko płci męskiej i żeńskiej oraz zakazała adopcji dzieci przez pary jednopłciowe, przez Albanię, w której może dojść do uchylenia ustawy o równości płci na mocy referendum czy Portugalię, która zakazała eksponowania „obcych” flag na budynkach państwowych, w tym flag tęczowych, po Białoruś czy Rosję, w której działające na rzecz równości organizacje już w 2023 roku uznano za „ekstermisyczne”, a ich dalsza działalność grozić może więzieniem.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

05:22 12-05-2026

Prawa autorskie: TV Rossia 1, 9 maja 2026TV Rossia 1, 9 maja ...

Rosja wznowiła ostrzał Ukrainy

Po trzydniowym rozejmie, który Rosja wybłagała u Trumpa i prezydenta Zełenskiego na świętowanie „dnia zwycięstwa”, armia Putina od rana wznowiła ataki na Ukrainę z broni dalekiego zasięgu. Ostrzeliwany jest Kijów

Co się stało?

Siły rosyjskie wystrzeliły na stolicę Ukrainy dziesiątki dronów. Do ataku na stolicę Ukrainy doszło zaledwie kilka godzin po wygaśnięciu zawieszenia broni.

Według dziennikarza „Kyiv Independent”, który był na miejscu, pierwsze eksplozje usłyszano w stolicy około godziny 3:35 czasu lokalnego.

Kilka minut później szef Miejskiej Administracji Wojskowej w Kijowie, Tymur Tkaczenko, poinformował, że szczątki drona spadły na dach 16-piętrowego budynku mieszkalnego w dzielnicy Obołoń. Zdjęcia opublikowane w mediach społecznościowych zdają się przedstawiać pożar wydobywający się z dachu budynku.

Zniszczenia spowodowane przez rosyjskiego drona odnotowano również w okolicznych regionach obwodu kijowskiego. Pełny rozmiar zniszczeń nie jest jeszcze znany. Nie ma informacji o ofiarach śmiertelnych.

Jaki jest kontekst

Do ataku doszło po trzech dniach względnego spokoju w regionie po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił zawieszenie broni w dniach 9-11 maja. Posunięcie to powszechnie interpretuje się jako próbę zapewnienia Moskwie możliwości przeprowadzenia parady na Placu Czerwonym. Ukraina cały czas proponowała stały rozejm, a Trump opowiadał, że liczy na przedłużenie wynegocjowanego zawieszenia broni. Rosja kilkakrotnie publicznie odmówiła.

Jednocześnie Ukraina ostrzegła, że jeśli Rosja naruszy rozejm, Kijów wznowi ostrzał europejskiej części Rosji. Te „sankcje dalekiego zasięgu” są dla Putina bardzo bolesne — tuż przed rozejmem 9 maja Ukraińcy zniszczyli dwie rosyjskie rafinerie, centrum szkoleniowe i centrum kontroli lotów — cele w odległości od 500 do 1500 km od granicy.

Z rosyjskich komunikatów o alarmach rakietowych w całym kraju wynika, że Ukraina wznowiła ataki na głębokie zaplecze Rosji.

Dziennik „Kyiv Independent” informuje, że Amerykanie cały czas próbują wynegocjować kolejne zawieszenie broni. Ponieważ Putin nie przejmuje się atakami na swój kraj, tym razem zachętą ma być złagodzenie sankcji nałożonych na Moskwę.

„Putin podsuwa myśl, że jego wojna na Ukrainie może zbliżać się do końca, nie dlatego, że tak się dzieje” – powiedział amerykański analityk Paul Goble w wywiadzie dla „Kyiv Post” – „ale raczej dlatego, że chce uspokoić część Rosji w kwestii tego, co dzieje się na Ukrainie”.

Tymczasem Ukraina czeka na uwolnienie tysiąca swoich jeńców. Pod tym warunkiem zgodziła się nie ostrzeliwać Moskwy 9 maja. Listę jeńców do uwolnienia przekazała Amerykanom, którzy pośredniczą w rozmowach.

Przeczytaj także:

17:53 11-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Maciej Wasilewski / Agencja Wyborcza.plFot. Maciej Wasilews...

Senator Lenz wykluczony z Koalicji Obywatelskiej

Senator Tomasz Lenz, który doprowadził do tego, że szpital wykonał jego krewnemu banalny zabieg poza kolejnością, został usunięty z szeregów Koalicji Obywatelskiej.

Co się wydarzyło?

O wykluczeniu Tomasza Lenza z partii poinformował dziennikarz Patryk Michalski, autor programu „News Michalskiego" w TVN24. Decyzja została podjęta przez prezydium partii na wniosek Donalda Tuska.

O „sprawie Lenza" napisała w kwietniu 2026 roku Wirtualna Polska. Senator miał pojawić się 15 marca ze swoim krewnym w izbie przyjęć szpitala w Aleksandrowie Kujawskim, gdzie został przyjęty poza kolejnością na prosty, niezagrażający życiu zabieg. W procedurze uczestniczyli ordynator chirurgii i anestezjolog, którzy w tym czasie mieli dyżur na innych oddziałach.

Szpital został za złamanie procedur ukarany karą finansową ponad 130 tys. przez NFZ. Okazało się bowiem, że uczestniczący w interwencji lekarze byli jedynymi obecnymi na dyżurach w swoich oddziałach i opuszczając je, narazili zdrowie innych pacjentów. Zabieg odbył się poza procedurami i nie został wpisany do szpitalnej dokumentacji. Szpital odwołał się od kary, powołując na interes publiczny – jego dyrektor twierdzi, że nie ma pieniędzy, żeby ją zapłacić.

Tomasz Lenz zarzucił z kolei dyrektorowi szpitala, że jest wobec niego negatywnie nastawiony i przekazał kontrolerom NFZ nieprawdziwe wiadomości.

14:59 11-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...

Prezydent Nawrocki wetuje ustawę likwidującą CBA

Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę likwidującą CBA. Jej kompetencje miały spaść na inne organy publiczne. To osłabianie państwa – argumentował Nawrocki.

Co się wydarzyło?

„Prezydent zdecydował o zawetowaniu ustawy likwidującej Centralne Biuro Antykorupcyjne, wskazując, iż w wyniku likwidacji instytucji, powstaje ryzyko chaosu kompetencyjnego oraz utraty ciągłości postępowań, co bezpośrednio zagraża fundamentom zaufania do państwa. Zdaniem Prezydenta, ustawa zakładająca odejście od modelu wyspecjalizowanej służby antykorupcyjnej, a następnie rozproszenie kompetencji jednostki pomiędzy Policję, ABW i KAS, może doprowadzić do wieloletniego paraliżu walki z korupcją. Szybkie odbudowanie wiedzy operacyjnej, sukcesywnie tworzonej od 2006 roku, nie jest możliwe” – przekazała Kancelaria Prezydenta.

„Weto Prezydenta jest wyrazem sprzeciwu wobec osłabiania państwa przez rząd. To także kwestia odpowiedzialności oraz budowania zaufania obywateli do państwa, jego instytucji oraz procedur” – czytamy w oświadczeniu.

Jaki jest kontekst?

Rządowa ustawa dotycząca koordynacji działań antykorupcyjnych oraz likwidacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) przewidywała zakończenie działalności Biura z dniem 1 października. Od tej daty jego obowiązki miały zostać przejęte przez policję, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) oraz Krajową Administrację Skarbową (KAS). Zadania związane z ochroną antykorupcyjną miały zostać powierzone policji, ABW oraz Służbie Kontrwywiadu Wojskowego (SKW). Ustawa określała również zasady ochrony antykorupcyjnej, która miała objąć „przedsięwzięcia charakteryzujące się podwyższonym ryzykiem korupcji lub zagrożeniem dla interesów gospodarczych państwa”.

Przeczytaj także:

14:19 11-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot. Kuba Atys / Age...

PiS chce zakazać kryptowalut. Jest projekt

Projekt nowelizacji istniejącego prawa zawiera postulat zakazu handlu kryptoaktywami.

Co się wydarzyło?

W poniedziałek posłowie PiS, w tym szef klubu Mariusz Błaszczak i poseł Jacek Sasin, złożyli w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o nieuczciwych praktykach rynkowych. Projekt, poparty przez 17 posłów, zakłada zakaz prowadzenia działalności związanej z kryptoaktywami w Polsce.

W uzasadnieniu projektu podkreślono, że działalność ta będzie uznawana za nieuczciwą praktykę rynkową, niezależnie od ogólnych warunków określonych w ustawie.

Autorzy projektu zwracają uwagę na szybki rozwój rynku kryptowalut, który ze względu na wysoki poziom anonimowości transakcji oraz trudność w identyfikacji rzeczywistych beneficjentów środków finansowych stwarza poważne zagrożenia dla bezpieczeństwa konsumentów oraz stabilności rynku finansowego.

Pomysł skrytykował poseł Janusz Kowalski, który zrezygnował z członkostwa w klubie Prawa i Sprawiedliwości w zeszłym tygodniu. Według doniesień Wirtualnej Polski mogło to mieć związek z jego kontaktami z byłym prezesem upadłej giełdy kryptowalut Zondarypto.

„Takie pomysły, jak propozycja zakazania w Polsce działalności dotyczącej kryptowalut, to nie tylko woda na młyn dla projektu »Kolejna kadencja dla Tuska«, ale mobilizacja elektoratu normalsów – młodych Polaków kochających innowacje, którzy gremialnie będą teraz głosować na Konfederację Sławomira Mentzena jako partię zdrowego rozsądku” – napisał Kowalski w poście na platformie X.

Jaki jest kontekst?

Propozycja PiS wiąże się z wydarzeniami ostatnich tygodni i upadkiem giełdy kryptoaktywów Zondacrypto. Firma splajtowała po tym, jak zniknęły z niej rezerwy Bitcoina – najpopularniejszej kryptowaluty o dużej wartości. Klienci lokujący swoje pieniądze za pośrednictwem Zondacrypto stracili około 350 mln złotych. Sprawą zajmuje się prokuratura, a w grę wchodzą również wątki polityczne. Karol Nawrocki, jeszcze jako kandydat na prezydenta, pomiędzy pierwszą a drugą turą wyborów, podczas konferencji CPAC w Rzeszowie złożył obietnicę, że nie pozwoli na regulację rynku kryptowalut. Konferencja ta była wiecem poparcia dla Nawrockiego. Główną gwiazdą byli Kristi Noem, była już aktualnie sekretarz bezpieczeństwa w administracji Donalda Trumpa oraz Corey Lewandowski, były szef jego kampanii. Sponsorem tej konferencji była Zondacrypto. Nawrocki jako prezydent zawetował ustawę regulującą rynek kryptowalut.

W OKO.press pisaliśmy również o powiązaniach biznesowych kierującego giełdą Przemysława Krala z rosyjskimi biznesmenami poprzez zamieszanego w aferę podsłuchową Marka Falentę. Tropy prowadzą do kremlowskich służb.

Przeczytaj także: