Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Po ośmiu latach spadków liczba urodzeń w Polsce ustabilizowała się na rekordowo niskim poziomie. O trwałym odwróceniu kryzysu demograficznego nie ma jednak mowy.
W czerwcu 2026 roku urodziło się w Polsce około 20 tys. dzieci — wynika ze wstępnych szacunków GUS, przytoczonych przez „Rzeczpospolitą”. To tyle samo co w czerwcu 2025 roku. Co więcej, suma urodzeń z ostatnich 12 miesięcy wyniosła 237,2 tys., niemal tyle samo co w styczniu, kiedy urodziło się 237,3 tys dzieci. To pierwszy od 2017 roku dłuższy okres, w którym wskaźnik urodzeń praktycznie przestał maleć.
Jeżeli obecny poziom się utrzyma, średnia liczba dzieci przypadająca na kobietę może wzrosnąć z rekordowo niskiego 1,07 w 2025 roku do około 1,11–1,12. Wynikałoby to jednak częściowo z dalszego zmniejszania się liczby kobiet w wieku największej płodności, a nie ze wzrostu liczby urodzeń.
Skala stabilizacji pozostaje więc bardzo daleka od poziomu zastępowalności pokoleń, wynoszącego 2,1. Od zatrzymania spadku liczby urodzeń do zażegnania kryzysu demograficznego droga jest więc jeszcze daleka – i być może niemożliwa do zrealizowania np. bez zwiększonej imigracji.
Jeszcze jesienią 2017 roku 12-miesięczna liczba urodzeń przekraczała 400 tys. Potem sukcesywnie spadała, przyspieszając po pandemii i rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
„Jest to w pewnej mierze efekt starzejącego się wyżu demograficznego z lat 80. Spadała jednak także dzietność, a ta jest z natury odporna na różnice w strukturze wieku. W 2017 r. wyniosła 1,45. W 2020 r. było to już 1,38. Rok 2025 zakończyliśmy z wynikiem 1,07. Na świecie nie ma wielu państw w gorszej sytuacji” — pisze „Rzeczpospolita”.
Obecne wyhamowanie spadku liczby urodzin może wynikać z nałożenia się kilku zjawisk: niższej inflacji, stabilizacji po kolejnych kryzysach, wolniejszego wzrostu cen mieszkań i finansowania in vitro. Ale nie tylko.
Za niską dzietnością stoją również coraz mniej liczne roczniki kobiet, odkładanie rodzicielstwa, niestabilność pracy, problemy mieszkaniowe, nierówny podział opieki i trudności w tworzeniu trwałych związków. Spadku urodzeń wśród kobiet przed trzydziestką nie rekompensują późniejsze narodziny.
Niemniej, jak wskazywała w rozmowie z OKO.press prof. Irena E. Kotowska, demografka i członkini Rządowej Rady Ludnościowej, skupienie się tylko na liczbie urodzeń może prowadzić na manowce. — Trzeba dyskutować o tym, jakie będą jakościowe cechy zasobu ludnościowego, którym dysponujemy, a nie skupiać się na tym, ile nas będzie — mówiła pod koniec zeszłego roku prof. Kotowska.
Przeczytaj także:
Polska nadal szybko traci ludność. W pierwszym półroczu zmarło 210,5 tys. osób, a urodziło się 115 tys.; ubytek naturalny wyniósł więc 95,5 tys. Pod koniec czerwca kraj liczył 37,243 mln mieszkańców, o 159 tys. mniej niż rok wcześniej. GUS podaje także, że saldo migracji zagranicznych w I półroczu 2026 roku było dodatnie, ale bez określenia dokładnej wartości.