0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

11:24 29-07-2026

Prawa autorskie: Sejm, 29 lipca 2026Sejm, 29 lipca 2026

Sylwia Gregorczyk-Abram formalnie objęła stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich

Wybrana przez Sejm za zgodą Senatu na rzeczniczkę praw obywatelskich Sylwia Gregorczyk-Abram złożyła 29 lipca ślubowanie przed Sejmem i odebrała nominację z rąk marszałka Sejmu.

Co się stało

Sylwia Gregorczyk-Abram, kandydatka KO na Rzecznika Praw Obywatelskich formalnie objęła dziś stanowisko i zastąpiła na nim Marcina Wiącka.

Każdy rzecznik ślubuje przed Sejmem, że powierzone mu obowiązki wypełniać będzie „bezstronnie, z najwyższą sumiennością i starannością”, i że będzie „strzec godności powierzonego mi stanowiska oraz dochowa tajemnicy prawnie chronionej”.

Ślubowanie przed Sejmem ma podkreślać rolę, jaką RPO pełni w polskim systemie jako organ nadzorujący respektowanie praw człowieka i kontrolujący działanie prawa w praktyce. Dodatkowo jego pozycję wzmacnia to, że odwołać go można tylko większością 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Jaki jest kontekst

Na czas ślubowania klub PiS opuścił swoje ławy (na zdjęciu). Lekceważenie instytucji i osoby RPO jest stałą taktyką partii Kaczyńskiego od czasów RPO Adama Bodnara (2015-21), któremu PiS nie tylko groził odwołaniem, ale i ciął budżet, ograniczając możliwości działania. Sytuacja poprawiła się nieco w czasie kadencji prof. Marcina Wiącka.

Jego kadencja minęła 23 lipca, bowiem zgodnie z wyrokiem podporządkowanego PiS-owi Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej ustępujący RPO nie sprawuje urzędu do czasu przejęcia go przez następcę, ale po prostu odchodzi. Zgodnie z tym wyrokiem, jeśli parlament ma problemy z wyborem RPO, instytucja ta przechodzi w stan zamrożenia, a bieżącymi sprawami zarządza zastępca RPO.

Nowa RPO Sylwia Gregorczyk-Abram jest adwokatką związaną z Wolnymi Sądami oraz członkinią zarządu Stowarzyszenia im. prof. Zbigniewa Hołdy. Od maja 2025 do końca czerwca 2026 kierowała komisją do spraw wyjaśnienia mechanizmów represji wobec organizacji społeczeństwa obywatelskiego oraz działaczy społecznych w latach 2015-2023. Komisja przedstawiła premierowi raport końcowy – nie został jeszcze opublikowany (znane są tylko raporty cząstkowe).

PiS jako swojego kontrkandydata na stanowisko RPO zgłosił Adama Borowskiego, działacza opozycji demokratycznej z czasów PRL, a obecnie działacza Klubów Gazety Polskiej.

Gregorczyk-Abram i Borowski przedstawili swoje programy i plany w czasie obywatelskiego wysłuchania, a także na posiedzeniu Komisji Praw Człowieka:

Przeczytaj także:

09:00 29-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Orzechows...

Będzie preferencyjny kredyt na pierwsze mieszkanie. Ale tylko w ramach TBS i SIM

Koszty partycypacji w inwestycjach pod tani i stabilny najem blokują dziś wielu zainteresowanych. Dlatego rząd pomoże tym, których nie stać dziś na wkład w TBS i SIM

Co się wydarzyło

Rząd chce poprawić dostępność społecznej mieszkaniówki. Z informacji, do których dotarła „Rzeczpospolita” wynika, że Ministerstwo Rozwoju i Technologii przygotowało projekt preferencyjnych kredytów, które pomogą partycypować w kosztach budowy mieszkań powstających w ramach Towarzystw Budownictwa Społecznego (TBS) i Społecznych Inicjatyw Mieszkaniowych (SIM).

Dziś koszty partycypacji, wynoszące do 100 tys. zł, trzeba pokryć albo z własnej kieszeni, albo zaciągając wysoko oprocentowaną pożyczkę gotówkową. A to według szacunków MRiT stanowi barierę dla 40 proc. gospodarstw domowych, które kwalifikowałyby się do stabilnego, taniego najmu.

„Chcemy, by banki na partycypację lub wkład budowlany udzielały kredytu konsumenckiego. Będzie on objęty gwarancją Banku Gospodarstwa Krajowego. W zamian za to oczekujemy od banków, które będą oferować ten produkt, że zastosują oprocentowanie takie, jak przy kredytach hipotecznych. Dzięki temu zapewnimy kredytobiorcom dostęp do finansowania nie gorszego, niż to, z którego korzystają osoby, zaciągające kredyt mieszkaniowy, co będzie dla nich rozwiązaniem zdecydowanie korzystnym” – tłumaczył w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wiceminister rozwoju Tomasz Lewandowski (Lewica).

Według MRiT do 2030 roku z preferencyjnego kredytu skorzysta ok. 30 tys. gospodarstw domowych.

Jaki jest kontekst

Dziś w zasobie TBS znajduje się ponad 130 tys. mieszkań, tylko w 2026 ma przybyć 18 tys. lokali. W SiM-ach wybudowano do tej pory 2,3 tys. mieszkań, na ukończeniu znajduje się 7,7 tys. inwestycji. Budownictwo społeczne, zaniedbane w ostatnich dwóch dekadach, przeżywa renesans dzięki radykalnej zmianie polityki mieszkaniowej. Programy dotowania kredytów hipotecznych odeszły w niepamięć, zamiast tego władze finansują rozwój sieci lokali pod stabilny i tani najem. Według strategii mieszkaniowej ogłoszonej w marcu 2026 roku rząd chce objąć wsparciem przede wszystkim ludzi znajdujących się w tzw. luce czynszowej. Rodzin lub młodych singli zbyt bogatych na socjalną pomoc państwa, ale zbyt biednych na rynek – własność mieszkania lub najem prywatny – ma być dziś w Polsce aż 4 mln. „Zależy nam na tym, aby Polki i Polacy mieli prawdziwy wybór. Jeśli nie chcą lub nie mogą wziąć 30-letniego kredytu hipotecznego, otrzymają ofertę stabilnego najmu w porządnych mieszkaniach o dostępnym czynszu” – mówił OKO.press wiceminister Tomasz Lewandowski.

Aby program się udał, nie wystarczy jednak tylko budować. Trzeba usuwać bariery, a więc poprawiać dostępność oferty. I właśnie dlatego już wcześniej rząd zaprosił do inwestycji w najem lokatorski spółdzielnie mieszkaniowe, które w latach 90. przekształciły się w deweloperów produkujących mieszkania na własność w ramach wspólnot. Rząd zaoferował też wsparcie w uporządkowaniu sytuacji miejskich gruntów, ale z jednym zastrzeżeniem – jeśli gmina pozyska uprawnienia do spornych działek, nie będzie mogła bawić się na tym terenie w deweloperkę. Rząd ustalił też stawki czynszów dla przyszłych lokatorów. W zależności od miasta będą one wahać się od 20 do 30 zł za metr. W Warszawie za mieszkanie rzędu 50 m² najemcy będą płacić ok. 1200/1500 zł miesięcznie. To trzy razy mniej niż na rynku prywatnym.

„Mówimy o cenie i standardzie, który dziś dla wielu jest nieosiągalny. Mieszkania będą w blokach energooszczędnych, co oznacza niskie koszty eksploatacji. Wiele realizacji to też fajna architektura. Zobaczmy, co udało się zrobić w warszawskiej Falenicy, gdzie zabudowa nawiązuje do lokalnej architektury, czyli tzw. świdermajerów” – mówił nam wiceminister Lewandowski.

Przeczytaj także:

08:39 29-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Kanał na Telegramie Exilenova+Fot. Kanał na Telegr...

Znowu płoną magazyny firmy Wildberries. Tym razem w obwodzie riazańskim

Rano 29 lipca ukraińskie drony uderzyły w rafinerię ropy naftowej oraz centrum logistyczne rosyjskiej platformy handlowej Wildberries w Riazaniu.

Co się wydarzyło?

Pawieł Małkow, gubernator Riazani poinformował, że w wyniku upadku odłamków dronów na terenie jednego z zakładów wybuchł pożar. Dodał, że mieszkańcom zaleca się pozostanie w pomieszczeniach i nie zbliżanie się do okien. Według Małkowa po ataku w regionie hospitalizowano sześć osób.

W mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia oraz nagrania płonącego magazynu. Według kanału Astra na Telegramie doszło do uderzenia w centrum logistyczne Wildberries, które znajduje się na terenie parku przemysłowego „Riazański”.

Jak podaje Militarnyj, trafiony kompleks jest jednym z największych ośrodków sieci Wildberries, w którym odbywa się przetwarzanie, sortowanie i dystrybucja towarów.

Po ataku firma poinformowała o tymczasowym ograniczeniu działalności tego magazynu.

„Obiekt logistyczny Wildberries w Riazaniu został ewakuowany zgodnie z wymogami bezpieczeństwa” – dodaje firma.

Oprócz tego pod atakiem była rafineria ropy naftowej w Riazani, która należy do koncernu „Rosnieft”.

„Jest to jeden z największych zakładów rafinacji ropy naftowej w Rosji, a jego zdolność produkcyjna wynosi około 17 mln ton ropy rocznie. [...] Rafineria produkuje benzyny samochodowe wszystkich gatunków, olej napędowy, paliwo lotnicze, olej opałowy, gazy skroplone, bitumy oraz surowce petrochemiczne. Zakład jest głównym dostawcą paliw silnikowych dla regionów w okolicy stolicy Rosji” – wyjaśnia Militarnyj.

Rafineria ta była wielokrotnie atakowana przez ukraińskie drony. Poprzedni atak miał miejsce w maju 2026 roku. Wówczas zakład na dłuższy czas wstrzymał działalność.

Jaki jest kontekst?

Od 18 lipca Siły Obronne Ukrainy przeprowadziły ataki na szereg magazynów rosyjskiej platformy handlowej Wildberries, w szczególności w regionach moskiewskim i tambowskim, w obwodach krasnodarskim i stawropolskim, w Sankt Petersburgu i obwodzie leningradzkim, a także w Jekaterynburgu.

Przeczytaj także:

Prezydent Ukrainy nazwał te uderzenia odpowiedzią na rosyjskie ataki na ukraińską infrastrukturę cywilną. Jak stwierdził, obiekty te zapewniały dostawy komponentów objętych sankcjami, wykorzystywanych do produkcji dronów i sprzętu nawigacyjnego.

Jak pisze Meduza, po atakach ukraińskich dronów na terminale Wildberries rosyjski „Yandex Market” zmienił warunki umów ze sprzedawcami i odmówił ponoszenia odpowiedzialności za skutki ataków bezzałogowych statków powietrznych.

Wildberries reklamował na swojej stronie internetowej oprócz artykułów cywilnych również sprzęt wojskowy: kamizelki kuloodporne, szpule optyczne do dronów, same drony oraz ich akcesoria, podkreślając w ogłoszeniach, że są one przeznaczone do tzw. operacji specjalnych.

Po ukraińskich skutecznych atakach sklep internetowy Wildberries usunął ze swojej strony kategorię „Wszystko dla SWO”, czyli „specjalnej operacji wojskowej”. Mimo to nadal sprzedaje produkty przeznaczone do celów wojskowych.

Przeczytaj także:

W nocy 29 lipca Rosja również przeprowadziła atak na Ukrainę przy użyciu 80 dronów bojowych. Ukraińska obrona przeciwlotnicza zestrzeliła/zneutralizowała 65 z nich. Odnotowano trafienia 14 bezzałogowców w 10 lokalizacjach, a także upadek zestrzelonych statków (odłamki) w 2 lokalizacjach.

08:33 29-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Morawiecki uwalnia się z uścisku i zakłada klub parlamentarny

Mateusz Morawiecki ogłosił w środę rano (29 lipca), że stowarzyszenie Rozwój Plus zakłada swój klub parlamentarny. To oznacza, że jego ludzie, którzy mieli być formalnie wrzuceni z PiS we wtorek wieczorem, ale wyrzuceni nie zostali, stracili cierpliwość. Założenie klubu oznacza już totalny bunt wobec PiS, ale nadal nie oznacza wyjścia z partii

Co się wydarzyło?

Mateusz Morawiecki zrobił kolejny krok na drodze do ostatecznego rozwodu z PiS. W środę rano (29 lipca) podczas konferencji prasowej w Sejmie lider stowarzyszenia Rozwój Plus ogłosił, że wraz ze swoimi stronnikami zakładają swój klub parlamentarny.

To nadal nie oznacza, że „harcerze” sami decydują o wyjściu z PiS. Założenie własnego klubu w parlamencie jest wyrazem totalnego buntu, ale w sensie formalnym nadal są członkami PiS i nadal trzeba ich z partii wyrzucić (lub uznać, że sami odeszli).

To oznacza, że telenowela polegająca na tym, jak rozwód w PiS zostanie przeprowadzony, a przede wszystkim jak zostanie opowiedziany Polakom, nadal trwa. Choć założenie własnego klubu przez Morawieckiego i jego ludzi pokazuje, że coraz mniej już się tym przejmują.

„Zdaniem jednych jesteśmy w PiS, zdaniem innych nie. Co to Polaków obchodzi” – mówił w środę rano w Sejmie Mateusz Morawiecki.

I tak wyjaśniał decyzję o założeniu klubu:

„Stało się to, co od paru dni kierownictwo PiS obwieszcza, robiąc dwa kroki do przodu, jeden do tyłu, potem odwrotnie. Nie chcemy się wdawać w gierki partyjne, bo one nikomu nie służą. Ci prawdziwi rozłamowcy, intryganci, będą cały czas w ten sposób postępowali. Chcą tak działać, żebyśmy się zajmowali sami sobą.”

A były premier sam sobą, ani „dziwnymi partyjnymi gierkami” zajmować się nie chce. Wyjaśniał podczas konferencji, że chce za to zajmować się przyszłością Polski:

„Chcemy patrzeć w przyszłość i walczyć o dobrobyt Polaków, o silną armię, silną tożsamość kulturową Polaków. Nie chcemy się wdawać z przepychanki partyjne. Dlatego wspólnie, 40 posłów i senator, postanowiliśmy założyć klub parlamentarny. Będzie to nasze forum do działania na przyszłość” – mówił Morawiecki.

Jaki jest kontekst?

We wtorek wieczorem (28 lipca) miał ostatecznie dokonać się rozłam w PiS. Komitet Polityczny PiS wbrew oczekiwaniom, a nawet zapowiedziom samego prezesa Jarosława Kaczyńskiego, nie zdecydował jednak o wykluczeniu z partii ludzi Morawieckiego, którzy nie podpisali lojalek.

Zamiast tego Komitet Polityczny zdecydował, że ich sprawą zajmie się rzecznik dyscypliny partyjnej wraz z Koleżeńskim Sądem Dyscyplinarnym. I w dodatku sprawę każdego członka partii będzie rozpatrywał indywidualnie.

Decyzja ta została ogłoszona przez rzecznika PiS Rafała Bochenka tuż przed godziną 20.00, a właśnie o 20.00 rozpoczęło się z kolei spotkanie Mateusza Morawieckiego i lojalnych wobec niego posłów i senatorów.

Powszechnie oczekiwano, że członkowie stowarzyszenia Rozwój Plus na tym spotkaniu zdecydują o założeniu własnego klubu parlamentarnego. Ale po zaskakującej decyzji KP PiS ten scenariusz stał się mniej prawdopodobny.

A jednak się zrealizował. To oznacza, że ludzie Morawieckiego mają już dość tego teatru i postanowili przestać tkwić w blokach startowych, choć formalnie nadal są uwięzieni w partii.

Przeczytaj także:

Rozwój Plus ma nowego członka

Tymczasem, niezależnie od formalnych kroków, obie strony sporu nieustannie pracują nad tym, by podbierać sobie wzajemnie ludzi.

Po tym, jak w poniedziałek poseł Grzegorz Lorek postanowił jednak wrócić na łono PiS i odejść ze stowarzyszenia Morawieckiego, w środę ogłoszono transfer w drugą stronę. Do Morawieckiego dołączył Piotr Uściński, były wiceminister rozwoju i technologii w rządzie Mateusza Morawieckiego.

„Chcę, aby Polska wróciła na tory rozwoju, takiego rozwoju, jaki był stymulowany przez rząd Zjednoczonej Prawicy Mateusza Morawieckiego. Dlatego dołączę do Rozwój Plus” – napisał na platformie X Uściński.

Rzecznik PiS Rafał Bochenek skomentował tę decyzję Piotra Uścińskiego w środowy poranek na antenie Polsat News, wyjaśniając, że nie jest to zaskoczenie.

„Akurat z panem Piotrem Uścińskim byliśmy w kontakcie, rozmawialiśmy też z nim w ostatnich dniach. On wyrażał jakieś swoje wątpliwości, no ale to jest jego osobista decyzja” – powiedział Bochenek.

Dodał, że jego zdaniem poseł Uściński popełnił błąd.

Przeczytaj także:

18:15 28-07-2026

Prawa autorskie: 28.07.2026 Warszawa , ul. Nowogrodzka 84/86 . Rzecznik PiS Rafal Bochenek podczas konferencji prasowej po Posiedzeniu Komitetu Politycznego , na ktorym mialo zostac przeglosowane wyrzucenie z partii czlonkow stowarzyszenia Mateusza Morawieckiego „ Rozwoj + ” . Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.pl28.07.2026 Warszawa ...

Morawiecki i jego ludzie jeszcze poczekają na wyrzucenie z PiS

Komitet Polityczny PiS miał dziś ostatecznie zdecydować o losach Morawieckiego i jego stronników. Zdecydował jednak tyle, że ich sprawą zajmie się rzecznik dyscypliny partyjnej wraz z Koleżeńskim Sądem Dyscyplinarnym. Serial „rozłam w PiS” chwilę więc jeszcze potrwa

Co się wydarzyło?

Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości miał zadecydować dziś (wtorek 28 lipca) o wykluczeniu Mateusza Morawieckiego i członków jego stowarzyszenia Rozwój Plus z partii. Według słów Jarosława Kaczyńskiego z piątku 24 lipca Komitet Polityczny (stanowiący najważniejsze kolegialne gremium decyzyjne w PiS) miał po prostu zatwierdzić uchwałą to, że Morawiecki i jego ludzie sami „zrezygnowali z obecności w PiS”, przez to, że nie podpisali zgodnie z żądaniem prezesa partii deklaracji o lojalności.

Tak się jednak nie stało. Na krótkiej konferencji prasowej we wtorek wieczorem rzecznik PiS Rafał Bochenek poinformował, że po prawie trzygodzinnym posiedzeniu Komitetu Politycznego sprawa stronników Morawieckiego została skierowana do rzecznika dyscypliny partyjnej (tę funkcję pełni w PiS Karol Karski). On najprawdopodobniej przekaże ją partyjnemu Koleżeńskiemu Sądowi Dyscyplinarnemu. A zatem o ostatecznym losie członków stowarzyszenia Rozwój Plus ma zadecydować gremium złożone z 11-ściorga działaczy PiS (Radosław Dec, Jan Nowak, Andrzej Kalinowski, Sławomir Kalinowski, Sylwia Ługowska-Bulak, Paulina Markiewicz, Jan Mazurkiewicz, Janina Rogg, Monika Romaniec. Zdzisław Sipiera, Karol Szyszko). Większość tych osób nie jest parlamentarzystami PiS, to w większości działacze średniego szczebla partyjnych struktur. Jednym z najważniejszych kluczy doboru sędziów PiS-owskiego sądu dyscyplinarnego była oczywiście ich lojalność wobec kierownictwa partii.

Na liście przekazanej Karolowi Karskiemu są 44 nazwiska. To w zdecydowanej większości członkowie Rozwoju Plus z Mateuszem Morawieckim na czele, ale także najprawdopodobniej Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik. Ci ostatni odmówili podpisania deklaracji o lojalności, co miało być protestem przeciwko kursowi obranemu w ostatnich miesiącach przez partię.

Jaki jest kontekst?

Wiceprezes PiS Mateusz Morawiecki wraz z około 40-stką sprzyjających mu parlamentarzystów jest wypychany z Prawa i Sprawiedliwości przez działaczy twardogłowego skrzydła partii z Jackiem Sasinem, Przemysławem Czarnkiem i Patrykiem Jakim na czele. Twardogłowi – nie bez pewnych podstaw – zarzucają Morawieckiemu tworzenie zaplecza pod przyszłą niezależną już od PiS działalność polityczną. Tym zapleczem ma być przede wszystkim założone przez Morawieckiego i jego ludzi stowarzyszenie Rozwój Plus. W ubiegły czwartek minął termin wyznaczonego przez Jarosława Kaczyńskiego ultimatum. Członkowie Rozwoju Plus mieli zrezygnować z członkostwa w stowarzyszeniu i podpisać deklarację o lojalności wobec partii. Zrobiły to jednak jedynie pojedyncze osoby, z których obok Daniela Obajtka i Anity Czerwińskiej jedynie poseł Grzegorz Lorek był zaliczany jednoznacznie do grupy Morawieckiego.

We wtorek o 20 rozpoczęło się zaplanowane wcześniej w związku z decydującymi (w założeniach) obradami Komitetu Politycznego PiS spotkanie Morawieckiego i lojalnych wobec niego posłów i senatorów. Było wysoce prawdopodobne, że w jego trakcie zapadnie decyzja o utworzeniu przez członków Rozwoju Plus własnego klubu parlamentarnego. W sytuacji, w której Jarosław Kaczyński i członkowie kierownictwa PiS postanowili zagrać na czas, oddając ostateczną decyzję w ręce Karola Karskiego i sądu dyscyplinarnego, niewykluczone, że i członkowie frakcji Morawieckiego odwleką swą decyzję o uniezależnianiu się w parlamencie.

O ile bowiem kierownictwo PiS stara się rozegrać sprawę tak, by móc ogłosić, że Morawiecki i jego ludzie sami wyrzekli się członkostwa w partii, o tyle grupa Morawieckiego potrzebuje formalnego wyrzucenia z PiS do budowy bardzo istotnej dla prawicowego elektoratu narracji o braku jakiegokolwiek innego niż budowa nowej formacji wyjścia.

W OKO.press na bieżąco analizujemy proces rozłamu w PiS i jego potencjalne skutki. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, przeczytaj te materiały:

Przeczytaj także: