Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: fot. Agnieszka Jędrzejczykfot. Agnieszka Jędrz...

Jedenastoosobowa komisja rządowa działa na mocy zarządzenia nr 15 premiera z 10 kwietnia 2025 roku. W ciągu roku miała przedstawić trzy raporty cząstkowe: o tym, co działo się w mediach, o nacisku przy pomocy narzędzi prawnych oraz o działaniach policji – a na końcu raport podsumowujący to wszystko.

Pierwszy raport cząstkowy został ogłoszony jesienią. Dotyczył mediów – ale tylko tradycyjnych. Mandat komisji nie obejmował tego, co działo się za PiS, np. w mediach społecznościowych. Dziennikarze przeczytali ten raport i wykryli nieścisłości oraz błędy świadczące o pospiechu i braku staranności. Dokument został więc usunięty ze stron rządowych, poprawiony i ponownie opublikowany.

Afera z błędami sprawiła, że opinia publiczna nie przywiązała odpowiedniej wagi do opisanych w raporcie mechanizmów manipulacji i szczucia. A robią one wrażenie, tym bardziej, że nie mamy nadal żadnych mechanizmów chroniących obywateli przed organizowanym odgórnie hejtem.

Przeczytaj także:

Drugi raport – dotyczący narzędzi prawnych, których władza używała wobec krytykujących ją obywateli – został opublikowany 23 marca, choć – jak wskazuje przewodnicząca komisji Sylwia Gregorczyk-Abram – prace nad nim zakończyły się 30 grudnia 2025.

Za tydzień ma być gotowy raport o działaniach policji wobec społeczeństwa obywatelskiego. Poza sprawami interwencji policji i inwigilacji obywateli ma opisać także nadużywanie przez władzę postępowań wykroczeniowych przeciwko aktywnym obywatelom (tego w raporcie „prawnym” nie ma). Nie wiadomo jeszcze, kiedy część „policyjna” zostanie upubliczniona. Raport podsumowujący całość pracy komisji wraz z rekomendacjami ma zostać przygotowany w czerwcu.

Prawo i niesprawiedliwość

Opublikowany teraz drugi raport cząstkowy dotyczy działań prawnych zwanych z angielska SLAPP-ami (od Strategic Lawsuits Against Public Participation – strategiczne powództwa przeciwko aktywności obywatelskiej).

Komisja nie zajmowała się jednak tylko klasycznymi SLAPP-ami w postaci pozwów cywilnych o wielkie kwoty. Zajęła się też postępowaniami karnymi i administracyjnymi i innymi przejawami oddziaływania na społeczeństwo obywatelskie. Chodzi m. in. o nadużywanie skargi nadzwyczajnej, postępowania dyscyplinarne wobec sędziów, represje zawodowe wobec nauczycieli i naukowców, działania ustawodawcze obliczone na wywołanie efektu mrożącego.

Istotą SLAPP-ów jest bowiem przede wszystkim skłonienie obywateli do tego, by zaniechali aktywności i wycofali się ze sfery publicznej. A metody są różne.

Jak wielokrotnie pisaliśmy w OKO.press, polskie SLAPP-y cechowała duża innowacyjność – państwo PiS nie ograniczało się do wynajmowania drogich kancelarii prawnych. Dysponowało bowiem wieloma innymi narzędziami. Komisja stwierdza w raporcie, że niektórych form prawnego nacisku nie daje się nawet zidentyfikować, więc tak naprawdę prawdziwej skali SLAPP-ów oszacować się nie da:

"Trudność w określeniu skali zjawiska wynika z kilku faktów:

  • braku świadomości, że tocząca się sprawa może być sprawą SLAPP;
  • niechęci niektórych do informowania opinii publicznej, że wytoczono im taką sprawę;
  • a także uczucia zastraszenia.

Określenie, czy dana sprawa jest sprawą SLAPP, nie zawsze jest zero-jedynkowe”.

Liczą się ci, których dzieje spisano

W latach 2015–2023 stworzony został jednak model nacisku, który Komisja pokazuje na przykładach.

Posłużyła się przy tym raportami organizacji społecznych i relacjami z mediów (głównie Onetu i Wyborczej, i na równi z nimi – OKO.press i Archiwum Osiatyńskiego). Zebrała też dokumenty z wybranych postępowań sądowych i odtworzyła ataki prawne na podstawie relacji kilkorga aktywistów.

To podejście powoduje, że raport koncentruje się na środowiskach, które zadbały o dokumentowanie ataku władzy na nie. Oraz na tych, do których docierały niezależne od władzy media. Najobszerniej (ponad 100 stron w 500-stronicowym raporcie) opisane są naciski na sędziów i prokuratorów. Prawnicy wiedzieli, jak reagować na ataki prawne; nacisk systemowy i indywidualne historie sędziów były już opisane.

Raport pokazuje, że sędziowie i prokuratorzy byli atakowani wprost przez resort sprawiedliwości. Dowodem jest używanie skarg nadzwyczajnych, czyli narzędzia stworzonego na sytuacje wyjątkowych sądowych błędów, do rozpraw z krytykami ministra Zbigniewa Ziobry.

Nie jest to ustalenie nowe, ale przydatne do interpretowania pozostałych spraw opisanych w raporcie.

Równie „uprzywilejowani”, jeśli chodzi o źródła dla Komisji, są dziennikarze – zwłaszcza z mediów ogólnopolskich. Atakowane media opisywały działania władz, zostawiając tym samym swego rodzaju dokumentację ataków. Zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy wytaczane znanym dziennikarzom. Podsumowuje je w ekspertyzie włączonej do raportu mec. Paulina Milewska. Opisuje tylko wybrane sprawy dziennikarzy dużych mediów. Ale dodaje, że nacisk dotyczył także dziennikarzy mediów lokalnych.

Jak władza atakowała szkołę

Przyjęta w raporcie formuła zestawiania relacji o sprawach typu SLAPP nie pozwala pokazać, jakie mechanizmy umożliwiające takie działania zachodziły w samym aparacie władzy.

Wyjątkiem jest sprawa represji wobec nauczycieli. Komisja uzyskała z kuratoriów materiały pokazujące, jak działał system nacisku ministra edukacji Przemysława Czarnka. Jak zauważa w rozmowie z OKO.press Gregorczyk-Abram, informacje dało się wydobyć dzięki uprzedniej pracy mediów: sprawy nauczycieli były opisywane, a to pozwoliło Komisji zadać konkretne pytania. Aparat państwa zbywa bowiem pytania komisji, jeśli uzna, że są „zbyt ogólne”.

W przypadku nauczycieli kluczowe było podporządkowanie władzy centralnej kuratorów i przejęcie przez PiS instytucji Rzecznika Praw Dziecka.

Raport opisuje sprzężenie działań polityków PiS, kuratoriów oświaty, RPD i rzeczników dyscyplinarnych przy wojewodach.

„Udokumentowane sprawy pokazują powtarzalny wzorzec: nauczycielki i nauczyciele stawali się przedmiotem postępowań wyjaśniających i dyscyplinarnych za działania mieszczące się w granicach ich praw obywatelskich. Represje dotyczyły symbolicznego poparcia »czarnych protestów« (nawet poprzez ubiór czy zdjęcia na prywatnych profilach na portalach społecznościowych), udziału w lokalnych demonstracjach czy inicjatywach edukacyjnych."

Na celownik brali nauczycieli lokalni politycy, a uruchomiony mechanizm represji nie dawał się już zatrzymać, bo nie było niezależnych instytucji patrzących władzy na ręce. Ministerstwo Edukacji Narodowej i kuratoria aktywnie tropiły np. zaangażowanie szkół w wartości równościowe, czyli np. działania wspierające różnorodność i edukację seksualną.

Procedurę dyscyplinarną wobec nauczycieli uruchamiano na podstawie zgłoszeń zewnętrznych – anonimowych pism, maili od osób podpisujących się jako „rodzice” uczniów i uczennic, a także interwencji polityków, posłów i radnych oraz na podstawie sygnałów medialnych.

Często wystarczył SMS posła do kuratora oświaty lub wpis w mediach społecznościowych, by żądano wyjaśnień od dyrekcji, wszczynano kontrole doraźne i angażowano rzeczników dyscyplinarnych. Zamiast stosować tryb zaleceń nadzorczych przy ewentualnych drobnych uchybieniach, sprawy te często przenoszono na ścieżkę dyscyplinarną.

Jeśli rzecznik dyscyplinarny odmawiał wszczęcia postępowania wobec nauczyciela, interweniował Rzecznik Praw Dziecka. Jego odwołania były uwzględniane przez Odwoławczą Komisję Dyscyplinarną przy Ministrze Edukacji. W ten sposób postępowania trwały tygodniami, a wobec jednego człowieka stawał cały aparat państwa.

Nacisk na szkoły wzmacniany był planami legislacyjnymi – w postaci dwóch wersji Lex Czarnek. One też wzmacniały efekt mrożący w szkołach, czyli chęć, by się nie wychylać.

Aktywiści. Góra i dół

Raport pokazuje na wybranych przykładach nacisk na środowisko naukowe i twórców. Opisuje też ataki prawne państwa na najbardziej znanych aktywistów i organizacje pozarządowe. Represje na Obywateli RP opisane są obok spraw organizacji ekologicznych, aktywistek na rzecz praw kobiet (sprawa Justyny Wydrzyńskiej), nadużywania przepisów o obrazie uczuć religijnych jak np. w słynnej sprawie tzw. Tęczowej Maryjki). Szeroko opisane są ataki na prawa osób LGBT.

W tych sprawach nie mamy jednak danych pozwalających odtworzyć sam mechanizm nacisku. Mógł być podobny do tego, co dotknęło nauczycieli: atak następował dzięki sprzężeniu działań rządowego centrum i lokalnych polityków w taki sposób, że choć nie było wyraźnych poleceń, każdy wiedział, co ma robić.

Ponieważ raport opisuje same ataki prawne, nie widzimy, że np. Marta Lempart miała nie tylko w sądzie sprawę o obronę dobrego imienia Ordo Iuris.

  • Zaatakowała ją też publiczna telewizja.
  • A materiału do ataku dostarczył Sanepid, który ujawnił dziennikarzom pozytywny wynik testu na COVID – sama Lempart go w tym czasie nie znała (ten atak TVP Komisja opisuje w pierwszym raporcie – o mediach).
  • Przejęty przez PiS Urząd Ochrony Danych Osobowych odmówił sprawdzenia, jak dane osobowe wyciekły z instytucji publicznej.
  • A lider PiS, wówczas zwykły poseł Jarosław Kaczyński, zażądał w „orędziu” ścigania organizatorek Strajku Kobiet z paragrafu o stwarzaniu zagrożenia epidemiologicznego.
  • W efekcie prokuratura takie sprawy wszczęła – i to nie tylko wobec Lempart.
  • Stosowne pismo rozesłał do podwładnych ówczesny prokurator krajowy PiS Bogdan Święczkowski.

TVP Jacka Kurskiego atakowała także Elżbietę Podleśną, która miała w Płocku opisaną w raporcie rozprawę o Tęczową Maryjkę. To też sugeruje sprzężenie systemu represji – od centralnych organów i instytucji po lokalne struktury władzy.

Bart Staszewski, którego sprawy wytaczane przez homofobiczne władze samorządowe opisuje raport, miał również postępowania karne i wykroczeniowe na podstawie zawiadomień polityków Zjednoczonej Prawicy. Jego także atakowała TVP.

Osiągnięcia władzy

Tych konkretnych koincydencji raport nie analizuje – być może Komisja zajmie się tym w raporcie końcowym. Pokazuje jednak system, w którym wszystkie instytucje podporządkowują się jednemu ośrodkowi politycznemu. Pracownicy tych instytucji mogą – choć nie muszą – brać udział w ataku na obywateli. Nic im za go nie grozi. Nie ma bowiem żadnych instytucjonalnych blokad i hamulców. W analizowanym przez Komisję okresie jedyną niezależną instytucją był Rzecznik Praw Obywatelskich. I to, że interweniował w obronie atakowanych, dawało im wsparcie, a nam dziś — dokumenty i opisy tych spraw.

Raport stwierdza wprost, że atak na obywateli był możliwy, bowiem „różne instytucje – policja, prokuratura, sądy dyscyplinarne, media państwowe i władze publiczne – działały w sposób skoordynowany lub co najmniej równoczesny, generując »efekt mrożący« wobec aktywistów, dziennikarzy, naukowców i sędziów”. Nie wiemy jednak, na czym polegało to „skoordynowane lub jednoczesne” działanie.

Z rozmów członków Komisji z aktywistami – także tymi niewymienionymi z nazwiska ludźmi działającymi lokalnie, w małych miejscowościach – wynika, że władzy w latach 2015-23 udało się:

  • zinstrumentalizować aparat ścigania i sądy, i to mimo obywatelskiego oporu środowiska prawniczego. Bowiem do ataku na obywateli wystarczy kilku gorliwych, a efektem były masowe postępowania wykroczeniowe, karne, dyscyplinarne, rodzinne bez realnych podstaw; stosowanie zarzutów o „demoralizację” czy naruszenia prawa środowiskowego, zasad postępowania w pandemii, tajemnicy śledztwa itd.; wykorzystywanie Europejskiego Nakazu Dochodzeniowego w sprawach błahych, co nosi znamiona nadużycia narzędzi międzynarodowych; zawieszanie w czynnościach; odmowy, opóźnienia i instrumentalne decyzje administracyjne,
  • wytworzyć mechanizm administracyjnego nękania: wizyty policji w szkołach lub domach nieletnich; prewencyjne interwencje kuratorów sądowych; próby odwołania z zajmowanych stanowisk na podstawie błahych przesłanek formalnych,
  • wykorzystać zwasalizowane media do ataków – telewizja publiczna i media prorządowe kreowały oszczercze lub insynuacyjne przekazy: oskarżenia o pedofilię, publiczne piętnowanie jako przestępców pomimo braku wszczęcia postępowania przez sąd, insynuacje o „zagrożeniu dla państwa” wynikającym z działalności aktywistek i aktywistów,
  • użyć internetu do masowych kampanii nienawiści,
  • skutecznie utrudniać działalność zawodową i naukową przez blokowanie udziału w konkursach, odmowy wypłaty przyznanych już stypendiów; odcinanie od możliwości wykonywania zawodu; przeciągające się procesy administracyjne, karne i cywilne; ochłodzenie relacji zawodowych i izolację w środowisku.

Co się władzy nie udało?

„Raport pokazuje, że działania te nie były przypadkowe. (…) W tak skonstruowanej rzeczywistości korzystanie z konstytucyjnych wolności – wolności słowa, zgromadzeń, prawa do krytyki władzy – było aktem odwagi, a czasem osobistego ryzyka. Państwo, które powinno być gwarantem bezpieczeństwa, stawało się źródłem zagrożenia” – pisze Komisja.

„Represje stosowane wobec aktywistek, aktywistów, dziennikarzy i innych osób zaangażowanych obywatelsko miały głęboki i długotrwały wpływ psychologiczny”. Dlatego raport „jest także świadectwem odporności społeczeństwa obywatelskiego. Pokazuje, że mimo presji, pozwów i postępowań, wiele osób nie zrezygnowało z działania. To dzięki tej determinacji możliwe było utrzymanie przestrzeni debaty publicznej, niezależnego dziennikarstwa, aktywności organizacji społecznych oraz obywatelskiego sprzeciwu wobec działań naruszających prawa i wolności” – czytamy dalej.

Komisja konkluduje, że „odporność społeczeństwa obywatelskiego nie była zjawiskiem spontanicznym ani jednorazowym, lecz efektem długotrwałego wysiłku, solidarności i gotowości do ponoszenia konsekwencji. Właśnie dzięki tym postawom przestrzeń wolności w Polsce nie została całkowicie zamknięta, a podstawowe wartości demokratyczne – mimo prób ich osłabienia – pozostały obecne w życiu publicznym”.

Co dalej?

Opisując obywatelski opór w kategoriach heroicznych Komisja podkreśla, że aktywiści nie chcą rozmawiać o rekompensatach finansowych za doznane krzywdy. Dla wielu rozmówców Komisji publiczne przyznanie im racji oraz przeprosiny ze strony służb, które ich nękały w latach 2015–2023, były długo oczekiwanym zadośćuczynieniem.

Jest to prawdopodobnie jedyna rzecz, jaką państwu uda się w tej sprawie zrobić. Inne rekomendacje komisji wymagają bowiem zmiany ustaw, w tym pełnego wdrożenia unijnej dyrektywy anty-SLAPP. Pozwoliłaby ona ograniczyć ataki sądowe tego typu SLAPP. Według zapewnień rządu prace nad projektem ustawy są zaawansowane.

Komisja postuluje też wzmocnienie wszystkich mechanizmów blokujących ataki władzy na obywateli i przywrócenie realnego prawa do sądu.

-- Wszyscy sobie zdajemy sprawę z trudnej rzeczywistości. To jednak nie znaczy, że nie trzeba próbować -- mówi OKO.press Gregorczyk-Abram, kiedy pytamy, jakie są szanse, że prezydent Nawrocki podpisze takie zmiany.

W obecnym stanie prawnym mechanizmy ataku opisane przez Komisję dadzą się użyć ponownie. Więcej, raport pokazuje, że sprawcy ataków są praktycznie bezkarni. Komisja wyjaśnia, że jej mandat jest ograniczony i nie może prowadzić działań śledczych. Może tylko pokazać, jak napaść na obywateli.

Na zdjęciu głównym: rozprawa przeciwko Małgorzacie z Limanowej, uczennicy ściganej za organizację protestu kobiet w 202 r.. Sprawa została ostatecznie przez sąd umorzona. Nowy Sącz, 5 sierpnia 2021 r.

Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze