Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Grzegorz Wrochna został odwołany z funkcji prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej POLSA. W tle sprawa Falcon 9 i kosmiczna ofensywa Elona Muska
Profesor Grzegorz Wrochna agencją kierował od 2021 roku. O jego odwołaniu poinformowało we wtorek 11 marca 2025 ministerstwo rozwoju i technologii. Do niedawna szef agencji mógł pochwalić się kilkoma sukcesami, w tym wysłaniem na orbitę drugiego Polaka Sławosza Uznańskiego, który w ramach Axiom Mission 4 znajdzie się na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Zła prasa Wrochny zaczęła się od politycznej zawieruchy po tym, jak fragmenty rakiety Falcon 9 należącego do Elona Muska SpaceX spadły na terytorium Polski.
Jak pisał w OKO.press Marcel Wandas, co do zasady, elementy rakiety, które zmieniły trajektorię lotu lub w nieplanowany sposób weszły w atmosferę (deorbitacja) nie powinny spaść na tereny zamieszkałe przez ludzi, tylko spłonąć lub wylądować w oceanie. Tak się tym razem nie wydarzyło, za co według ekspertów odpowiedzialność ponosi SpaceX.
Polscy politycy wskazali jednak palcem na Polską Agencję Kosmiczną. Choć ostrzeżenie o zagrożeniu POLSA wysłała do rządu dzień przed upadkiem rakiety, miało ono trafić na przestarzały adres jednego z departamentów MON. „Był problem komunikacyjny z Polską Agencją Kosmiczną, która nie przekazała nam skutecznie tych informacji wcześniej” – komentował szef resortu obrony Władysław Kosiniak-Kamysz.
Wrochna został wezwany na dywanik do ministra Krzysztofa Paszyka. Po spotkaniu i złożeniu wyjaśnień przez szefa POLSY, polityk PSL przekazał w Sejmie, że zalecił agencji "w natychmiastowym trybie opracowanie nowych procedur komunikacyjnych, udrożnienie ich i adekwatne reagowanie w takich sytuacjach jak ta, z którą mieliśmy do czynienia”.
Pracownicy POLSY przekonywali, że do tej pory nikt nie zgłaszał problemów z procedurą informowania o przewidywanym czasie i miejscu wejścia w atmosferę obiektów o masie powyżej tony. Jak zaznaczali w oświadczeniu, „miejsca ewentualnego upadku nie da się przewidzieć z precyzją lepszą niż kilkaset kilometrów. Nikomu na świecie to się nie udaje, ze względu na mnogość czynników, które trzeba uwzględnić, jak stan atmosfery, wiatr, kształt obiektu, materiały, z jakich jest wykonany i ich rozłożenie, kąt wejścia w atmosferę itp. Komunikaty te nie są więc wysyłane w celu podejmowania akcji zapobiegawczych. Służą one temu, by w przypadku zaobserwowania śladu ogniowego na niebie lub znalezienia szczątków łatwo było zidentyfikować ich pochodzenie”.
Przeczytaj także: