0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

08:01 18-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Orzechows...

Zatrzymano podejrzanego o zabójstwo w Białej Podlaskiej

O zatrzymaniu poinformował premier Donald Tusk.

Co się wydarzyło?

„Podejrzewany o udział w zabójstwie Rosjanina w Białej Podlaskiej zatrzymany przez lubelskich policjantów i ABW! Posługuje się gruzińskim paszportem. Służby pracują nad ustaleniem zleceniodawcy” – poinformował na Twitterze (X) premier Donald Tusk.

Rosyjski artysta i krytyk Władimira Putina, Robert Kuzowkow, znany jako Siemion Skriepecki, został zastrzelony w Białej Podlaskiej. Do zabójstwa doszło w poniedziałek 15 czerwca rano, między 9:30 a 9:45, na jednym z osiedli na parkingu za pawilonami handlowymi na ulicy Królowej Jadwigi. Jak przekazali śledczy, do ofiary podszedł mężczyzna, oddał trzy strzały z broni krótkiej. Gdy pokrzywdzony upadł na chodnik, mężczyzna podszedł i oddał jeszcze dwa strzały. Kuzowkow został śmiertelnie zraniony w głowę i klatkę piersiową. Na początku tygodnia śledczy zatrzymali dwóch innych mężczyzn, obywateli Białorusi. Nie postawiono im jednak zarzutów, a ich związek ze sprawą miał być przedmiotem dalszych ustaleń.

Jaki jest kontekst?

„Może się okazać, że mamy do czynienia ze zbrodnią polityczną i zabójstwem na zlecenie” – pisała na łamach OKO.press Anna Mierzyńska. Skriepecki był bowiem niewygodny dla reżimu Władimira Putina ze względu na swoją działalność, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie.

Skriepecki przyjechał do Polski w 2021 roku. Trafił do ośrodka dla uchodźców w Białej Podlaskiej, a gdy z niego wyszedł, zamieszkał w mieście w granicą. Biała Podlaska to miasto położone blisko granicy z Białorusią, dlatego mieszka tam wielu uchodźców z tamtego państwa.

Skriepecki jeździł jednak po różnych krajach europejskich. Organizował w nich akcje ośmieszające Putina. W ostatni weekend był w Berlinie, gdzie chodził po ulicach z portretem Stalina w rękach i przywiązaną do spodni flagą Rosji, która ciągnęła się za nim po ziemi. Śpiewał też własną wersję radzieckiej piosenki „Sołnecznyj krug”. Robił to w czasie, gdy w rosyjskiej ambasadzie odbywały się uroczystości z okazji państwowego święta – Dnia Rosji.

Jak pisze Mierzyńska, artysta po akcji w Berlinie miał dostawać pogróżki. Ostatni wpis, prezentujący groźby śmierci, opublikował na swoim kanale na Telegramie w poniedziałek, krótko po godzinie 8.

Przeczytaj teksty OKO.press na podobny temat:

Przeczytaj także:

18:27 17-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.plFot. Jacek Marczewsk...

Polska i Niemcy podpisały nową umowę obronną

Dokument ma zacieśnić współpracę wojskową Warszawy i Berlina, ale w ramach NATO i UE. Podpisanie odbyło się w cieniu awantury bojówki Bąkiewicza pod pomnikiem polskich ofiar nazizmu z Berlinie.

Co się wydarzyło?

Ministrowie obrony Polski i Niemiec Władysław Kosiniak-Kamysz i Boris Pistorius podpisali w środę (17 czerwca) w Warszawie nową umowę o współpracy obronnej.

Dokument zastępuje umowę ramową z czerwca 2011 roku i ma określić nowe zasady współpracy po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, w warunkach rosnącego znaczenia wschodniej flanki NATO. Porozumienie uzupełnia mechanizmy obronne Sojuszu i UE, ale nie zawiera gwarancji bezpieczeństwa wykraczających poza obecne zobowiązania. Nie ma też zapisów o stałej obecności wojsk niemieckich w Polsce.

Umowa obejmuje współpracę w cyberbezpieczeństwie, technologiach wojskowych, działaniach w kosmosie, mobilności militarnej i rozwoju infrastruktury. Otwiera też możliwość wspólnych zakupów sprzętu przez Polskę i Niemcy, choć nie wskazuje konkretnych systemów uzbrojenia.

Część zapisów dotyczy natowskiego dowództwa na Morzu Bałtyckim, utworzonego w 2024 roku. Obecnie kieruje nim niemiecki generał w Rostocku, ale w 2028 roku dowództwo ma zostać przeniesione do Gdyni i przejęte przez polskiego oficera.

— Dla Polski wróg jest na wschodzie, nie na zachodzie — powiedział Kosiniak-Kamysz w trakcie uroczystości podpisania porozumienia. Szef MON podziękował też Niemcom za zapowiedziany udział wojsk inżynieryjnych w budowie Tarczy Wschód na granicy z Białorusią oraz za wsparcie po wtargnięciu rosyjskich dronów we wrześniu ubiegłego roku.

Z kolei Pistorius zapowiedział ćwiczenia Grand Eagle w listopadzie 2026 roku z udziałem ok. 1 200 żołnierzy i sprzętu. W poprzedniej edycji tych manewrów ćwiczono szybki przerzut niemieckich wojsk do państw bałtyckich w razie zagrożenia. Pistorius przypomniał też, że Niemcy rozmieścili na stałe brygadę pancerną na Litwie.

Jaki jest kontekst?

Umowę podpisano w 35. rocznicę polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, który po 1989 roku stał się jednym z fundamentów relacji Warszawy i Berlina. Sam fakt, że w tak ważną rocznicę podpisano jedynie umowę zamiast nowego traktatu, świadczy o pewnym kryzysie w relacjach polsko-niemieckich.

Jak pisała w OKO.press dr Maria Skóra, „skromna treść dokumentu dopełnia obrazu braku zaufania w polsko-niemieckich relacjach: nie zawiera gwarancji wzajemnego bezpieczeństwa, w zasadzie nie wychodzi poza już istniejące wzajemne zobowiązania wynikające z członkostwa obu państw w Unii Europejskiej i NATO. Jedyną nowością jest udział jednostek inżynieryjnych z Niemiec w budowie Tarczy Wschód wzdłuż granicy z Obwodem Kaliningradzkim.”

„Forma i treść porozumienia wynikają z obawy, że motywowany politycznie prezydent Karol Nawrocki nie podpisałby nowego traktatu. Wybory parlamentarne w Polsce już w 2027 roku, nieformalna kampania wyborcza trwa. Stąd gimnastyka, by ominąć konieczność ratyfikacji przez parlament lub prezydenta i unikać zbyt daleko idących twierdzeń” – pisała dr Skóra.

Nacjonalistyczna twarz polskiej polityki objawiła się w Niemczech dzień wcześniej, kiedy bojówki Roberta Bąkiewicza próbowały w Berlinie ustawić krzyż przy tymczasowym miejscu pamięci polskich ofiar nazizmu. Interweniowała niemiecka policja, a Bąkiewicz twierdził potem, że został ciężko pobity. W odpowiedzi politycy PiS zorganizowali protest przed ambasadą Niemiec w Warszawie.

Przeczytaj także:

15:42 17-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Szpital Południowy rozstaje się z lekarzem Kacprzykiem. W tle milionowe zarobki i SOR da VIP-ów

Warszawski Szpital Południowy wypowiedział umowy Dawidowi Kacprzykowi, kierownikowi SOR i byłemu radnemu KO. W placówce politycy i ich bliscy mieli korzystać z szybszej ścieżki przyjęć na SOR, a sam Kacprzyk mimo braku specjalizacji w 2025 roku zarobił... 1,6 mln zł.

Co się wydarzyło?

Warszawski Szpital Południowy zwolnił dziś (17 czerwca) Dawida Kacprzyka, kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.

„Informujemy, że umowy zawarte pomiędzy Warszawskim Szpitalem Południowym Sp. z o.o. a lekarzem Dawidem Kacprzykiem zostały wypowiedziane przez Spółkę” – takie oświadczenie od przedstawicieli placówki otrzymał Polsat News.

Kacprzyk jest lekarzem w trakcie specjalizacji z anestezjologii. Po wybuchu afery Naczelna Izba Lekarska złożyła zawiadomienie do rzecznika odpowiedzialności zawodowej w sprawie podejrzeń, że lekarz opuścił dyżur medyczny. Jego grafik miał pokrywać się m.in. z występami medialnymi.

Według deklaracji tylko w Szpitalu Południowym Kacprzyk przepracował w 2025 roku 3 976 godzin, czyli średnio 331 godzin miesięcznie i niemal 11 godzin dziennie, wliczając niedziele i święta. Oprócz tego miał również pracować w innej stołecznej placówce – Szpitalu Bródnowskim. Z oświadczenia majątkowego lekarza wynika, że w 2025 roku zarobił blisko 1,6 mln zł.

Po analizie tych danych prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zlecił pilny audyt w Szpitalu Południowym. Jak donosi RMF FM, Trzaskowski zwrócił się też do Rady Nadzorczej szpitala o odwołanie dr Agaty Kusz-Rynkun z funkcji członkini zarządu i dyrektorki ds. medycznych. Częściowe wyniki audytu miały potwierdzić nieprawidłowości przy obsadzie lekarza w grafiku SOR. Szpital przygotowuje zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia oszustwa przez Kacprzyka.

Po wyjściu na jaw sprawy zarobków i trybu pracy Kacprzyka portal zero.pl opublikował – także 17 czerwca – materiał, z którego wynika, że w Szpitalu Południowym miało dochodzić do przyjmowania polityków i ich bliskich na SOR – którego szefem był Kacprzyk – poza kolejnością oraz wykonywania im szerokiego zakresu badań w ekspresowym trybie.

„Błyskawiczne przyjęcia, wykonywanie pakietów kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu badań w bardzo krótkim czasie, możliwość przebywania w innym pomieszczeniu niż ogół pacjentów. W Warszawskim Szpitalu Południowym stworzono nieoficjalnie szybszą i bardziej komfortową ścieżkę przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin” – czytamy w materiale Słowika, który zapowiada ciąg dalszy.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała, że „podjęła z urzędu czynności sprawdzające w sprawie: podejrzenia stworzenia systemu przyjmowania pacjentów w SOR Szpitala Południowego w Warszawie opartego na przesłankach pozamedycznych, sprzecznych z zasadami triażu, co mogło narazić innych pacjentów SOR na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (...) oraz w sprawie poświadczania nieprawdy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej na dokumentacji poświadczającej czas wykonywanej pracy w SOR Szpitala Południowego w Warszawie.”

Jaki jest kontekst?

Sprawa ma bardzo wyraźny wydźwięk polityczny. Kacprzyk był warszawskim radnym Koalicji Obywatelskiej, aczkolwiek po ujawnieniu skandalu złożył legitymację partyjną.

Wykorzystywanie znajomości i politycznych konszachtów jest sporym problemem dla Koalicji Obywatelskiej – zwłaszcza że rządowa większość i tak boryka się ze spadkiem poparcia w sondażach i na razie przegrywa walkę o większość parlamentarną w nadchodzących w 2027 roku wyborach do Sejmu i Senatu.

Premier Donald Tusk zapowiedział kontrolę w Szpitalu Południowym, kontrolę NIK wydatkowania środków publicznych w placówkach ochrony zdrowia w Polsce oraz konsekwencje prawne, polityczne i kadrowe.

— Każdy, kto znalazł się w takiej sytuacji, będzie musiał publicznie wytłumaczyć się, jak było naprawdę. Chcę to wyjaśnić do samego spodu. Jeśli złamano prawo, to będzie prokurator. Jeśli złamano dobry obyczaj, to będzie odpowiedzialność polityczna — zapowiedział premier.

Jednak na pytanie, czy zdymisjonowany zostanie Marcin Kierwiński, szef warszawskich struktur KO, Tusk odpowiedział krótko: — Nie.

Opozycja żąda dymisji Tuska i całego rządu, masowo produkując krytyczne i złośliwe materiały w mediach społecznościowych. Sprawa dzieli też koalicję 15 października. „Nie do obrony” – napisała w reakcji na doniesienia zero.pl przewodnicząca Polski 2050 i ministra funduszy europejskich Katarzyna Pełczyńska.

15:31 17-06-2026

Prawa autorskie: 16.03.2017 Rabka . Osrodek Wypoczynkowy " ELA " . Wyjazdowe posiedzenie Komisji Ochrony Srodowiska, Zasobow Naturalnych i Lesnictwa . Nz . Anna Paluch i Boguslaw Sonik . Fot. Michal Lepecki / Agencja Wyborcza.pl16.03.2017 Rabka . O...

Posłanka PiS nie zwolni mieszkania komunalnego, bo „nie skończyła budować domu” i „zarabia skromnie”

„Wyprowadzę się z mieszkania komunalnego, jak zdążę zbudować dom. Kto budował dom, wie, jakie to jest drogie przedsięwzięcie” – mówi posłanka PiS Anna Paluch

Co się wydarzyło

Posłanka Prawa i Sprawiedliwości Anna Paluch od ponad 30 lat zajmuje mieszkanie komunalne w Krościenku. Lokal znajduje się samym centrum turystycznej miejscowości położonej nad Dunajcem. Miesięczne opłaty wynoszą 116 zł.

Z najnowszego oświadczenia majątkowego wynika, że w 2025 roku Anna Paluch otrzymała 148,3 tys. uposażenia poselskiego oraz 42,3 tys. diety parlamentarnej. To daje prawie 200 tys. zł brutto rocznie. Równocześnie posłanka PiS pobiera emeryturę — to kolejne 87,4 tys. zł.

Łącznie daje to średnio niemal 23 tys. zł przychodów miesięcznie.

17 czerwca na antenie Radia Kraków pytana o to, dlaczego wciąż zajmuje mieszkanie komunalne, Paluch odpowiedziała, że nie skończyła jeszcze domu, który buduje. A do tego „zarabia skromnie”, bo kwoty, które każdy może sprawdzić w oświadczeniu majątkowym, to wynagrodzenie brutto.

Posłanka PiS zaprzeczała, że na przydział mieszkania czekają naprawdę ubogie rodziny. Tłumaczyła, że to gmina pozbyła się wszystkich lokali komunalnych w Krościenku, wyprzedając je dotychczasowym najemcom.

„Kiedy pani zwolni to mieszkanie? Obiecywała pani” – dopytywał dziennikarz.

„Jak zdążę zbudować. Kto budował dom, wie, jakie to jest drogie przedsięwzięcie. My zarabiamy średnią krajową” – odpowiedziała Anna Paluch.

Jaki jest kontekst

Anna Paluch twierdzi, że jest ofiarą reprywatyzacji. Lokal komunalny zajęła, gdy straciła zakładowe mieszkanie po ojcu. Już przed wyborami parlamentarnym w 2023 roku obiecywała, że niebawem odda mieszkanie, bo kończy budowę domu. To było trzy lata temu. A łopaty pod inwestycję zostały wbite w 2021 roku. W najnowszym oświadczeniu majątkowym Paluch twierdzi, że na miejscu trwają prace wykończeniowe. Nowa nieruchomość ma być warta 800 tys. zł.

Posłanka PiS, zwana „Podhalańską baronową”, nie widzi nic zdrożnego w zajmowaniu mieszkania, które powinno być przeznaczone osobom, które znajdują się w trudnej sytuacji materialnej, a ich dochody są zbyt niskie, aby wynająć mieszkanie na wolnym rynku. Anna Paluch nie spełnia żadnego z tych kryteriów. Co więcej, prawo mówi wprost, że najemcą gminnego lokalu komunalnego nie może być ktoś, kto ma własną nieruchomość mieszkalną w tej samej gminie.

Na koniec 2025 roku na przydział mieszkania komunalnego w kraju czekało 45 tys. gospodarstw domowych. Najwięcej i najdłużej czeka się w dużych miastach, w mniejszych gminach raczej kilkanaście miesięcy (o ile gmina inwestuje w mieszkania, a nie tylko je wyprzedaje). Średnio w kolejce spędza się 3,5 roku, ale rekordziści potrafią czekać na klucze od gminy po kilkanaście lat.

Przeczytaj także:

15:29 17-06-2026

Prawa autorskie: Photo by Handout / Iran's Foreign Minister / AFPPhoto by Handout / I...

Co znajduje się w porozumieniu USA z Iranem?

Wciąż nie mamy oficjalnie opublikowanej treści porozumienia. Amerykańska prasa dzieli się dziś jednak tekstem umowy, do której dotarli dziennikarze Bloomberga. Warunki, na jakie zgodził się Trump, nie stawiają go w dobrym świetle

Co się wydarzyło

W nocy czasu polskiego Bloomberg opublikował treść Memorandum of Understanding (MoU) między Iranem i USA, czyli wstępnego porozumienia o zakończeniu wojny.

W kolejnych godzinach treść dokumentu potwierdziły inne media. Irańska agencja prasowa Tasnim cytowała anonimowego urzędnika, który twierdzi, że niektóre fragmenty są zacytowane niedokładnie — bez wyszczególnienia jakie.

Ze strony amerykańskiej nie pojawiło się jednak dotychczas żadne dementi na temat tekstu. Ewentualne szczegółowe różnice mogą wynikać z tłumaczenia. Angielski tekst, zaprezentowany przez Bloomberga, najpewniej jest faktyczną treścią memorandum.

To czternastopunktowy dokument, który potwierdza właściwie wszystkie dotychczasowe przecieki. Czyli: podpisanie dokumentu kończy wojnę na wszystkich frontach, w tym w Libanie; Amerykanie zdejmują swoją blokadę morską Iranu; strony mają kolejne 60 dni na wynegocjowanie pełnego porozumienia. Chyba że obie zgodzą się na przedłużenie. To podstawowe informacje, które de facto już znaliśmy.

Z dokumentu dowiadujemy się też jednak o kilku szczegółach, o których dotychczas nie pisano szeroko:

  • Iran zobowiązuje się, że umożliwi żeglugę w cieśninie Ormuz na poziomie sprzed wojny w ciągu 30 dni.
  • Amerykanie wycofają swoje siły z okolic Iranu w ciągu 30 dni od podpisania pełnego porozumienia (czyli nie od razu).
  • Amerykanie zobowiązują się do zniesienia sankcji na Iran. Sposób, w jaki zostanie to przeprowadzone, również zostanie ustalony w dalszych negocjacjach.
  • Iran zobowiązuje się, że nigdy nie wyprodukuje broni jądrowej.
  • Amerykanie doprowadzą do uwolnienia zamrożonych irańskich środków na zachodnich kontach już teraz.
  • Amerykanie zobowiązują się do przygotowania wraz z regionalnymi partnerami funduszu odbudowy dla Iranu, o wartości 300 mld dolarów.

Wiemy na pewno, że pierwsze irańskie tankowce minęły dziś linię amerykańskiej blokady.

Jaki jest kontekst

Iran i USA czekają bardzo trudne negocjacje. Na dziś trudno wyobrazić sobie, by udało się je przeprowadzić w ciągu zapowiadanych w memorandum 60 dni. Jednym z kluczowych czynników będzie sytuacja pomiędzy Izraelem i Libanem, o czym pisaliśmy szerzej wczoraj.

Po upublicznieniu treści umowy, trudno widzieć te warunki inaczej niż jako porażkę USA. Wystarczy spojrzeć na warunki, jakich Amerykanie domagali się przed wojną, w lutym tego roku. Wówczas negocjatorzy i dyplomaci z USA otwarcie mówili nie tylko o radykalnym ograniczeniu irańskiego programu atomowego, ale też np. o znacznym ograniczeniu programu rozwoju rakiet balistycznych, czy zaprzestaniu wsparcia dla regionalnych sojuszników Iranu, takich jak Hamas i Hezbollah.

W MoU nie ma o tych dwóch tematach ani słowa. USA zobowiązało się za to do uwolnienia zablokowanych irańskich środków i zorganizowania ogromnego funduszu odbudowy. Trudno nie zauważyć, że są to warunki gorsze niż te, które Amerykanie chcieli uzyskać przed wojną. A jednym z głównych punktów obecnego porozumienia jest odblokowanie żeglugi w cieśninie Ormuz, która nie była zablokowana przed wojną.

Oczywiście do przekazania Iranowi ogromnych środków na odbudowę jest jeszcze bardzo daleko. Byłoby to bardzo trudne bez zniesienia sankcji. A to zależy od przebiegu dalszych negocjacji. Te dalej będą przebiegać w atmosferze nieufności. Z tego właśnie powodu dojście dziś do jakiegokolwiek porozumienia trzeba uznać za sukces. Ale jego treść najprawdopodobniej odzwierciedla twardą powojenną rzeczywistość: władze Iranu ustały tę konfrontację i w stosunkach z USA czują się pewnie, a Donald Trump musiał to zaakceptować.

To wszystko nie znaczy, że irańskie władze mogą dziś odetchnąć z ulgą i pławić się w swoim sukcesie. Wzajemna nieufność oznacza, że świadomość, że konfrontacja może szybko powrócić, istnieje.

Władze Republiki Islamskiej wiedzą też, że mierzą się z poważnymi problemami gospodarczymi, a droga do uzyskania miliardów dolarów od Amerykanów jest długa. W dzisiejszym przemówieniu przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf mówił, że Iran musi zejść z drogi konfrontacji i zająć się poprawą warunków gospodarczych w kraju.

Warto przypomnieć: w styczniu wybuchły w Iranie jedne z największych w historii protestów społecznych. A katalizatorem była m.in. wysoka inflacja. Wówczas władze krwawo stłumiły protesty.

Podpisanie MoU nie oznacza więc, że Iran zniknie z prasowych nagłówków.

Przeczytaj więcej

Przeczytaj także: