Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Przynajmniej 30 osób zginęło w zderzeniu samolotu pasażerskiego ze śmigłowcem. Szanse na to, by ktoś przeżył, są bardzo niewielkie.
Bilans ofiar zderzenia samolotu pasażerskiego ze śmigłowcem nad rzeką Potomak w Waszyngtonie wynosi 30 osób – podaje agencja Reutera. Na miejscu pracują służby, a doniesienia zza oceanu mówią o ciałach wypływających na brzeg. Według stacji CBS nurkowie pracujący na miejscu wyłowili z Potomaku czarną skrzynkę samolotu, którego szczątki znajdują się na głębokości około 1,5 metra. Amerykańskie media twierdzą, że maszyna rozpadła się na dwie części. Ratownicy poinformowali dziennikarzy, że śmigłowiec nie ma poważnych uszkodzeń i dryfuje w rzece. Misja ratunkowa według służb ma trwać kilka dni.
W wypadku zderzył się pasażerski Bombardier CRJ 700 z 64 osobami tuż przed lądowaniem na pasie lotniska im. Ronalda Reagana w Arlington pod Waszyngtonem i wojskowy śmigłowiec, którym leciało trzech żołnierzy. W wypowiedzi dla telewizji Sky News były starszy inspektor brytyjskiego oddziału do spraw badania wypadków lotniczych Tim Atkinson ocenił, że siła uderzenia samolotu z wodą była „poza ludzką tolerancją”. „Obawiam się, że w tej wodzie prowadzona jest jedynie operacja poszukiwawcza, nie ratunkowa” – stwierdził.
„Kiedy jedna osoba umiera, mamy do czynienia z tragedią, kiedy, wielu, wielu, wielu ludzi ginie, czujemy cierpienie nie do zniesienia” – powiedział stacji News4 Roger Marshall, senator z Kansas. Z tego stanu – a konkretnie z miasta Wichita, Bombardier zmierzał na lotnisko pod Waszyngtonem.