Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Jak ustaliła Wirtualna Polska, w sobotę (21 marca) wieczorem w pomorskiej gminie Trąbki Wielkie podczas polowania zginął myśliwy.
Wirtualna Polska podaje, że 21 marca około godziny 23 służby ratunkowe dostały zgłoszenie o postrzeleniu mężczyzny w okolicach miejscowości Graniczna Wieś (gm. Trąbki Wielkie, woj. pomorskie). Do zdarzenia doszło podczas polowania, w którym, według pierwszych ustaleń, brało udział tylko dwóch myśliwych. Ofiarą jest jeden z nich, 47-latek. Drugi myśliwy został zatrzymany przez policję.
To on zawiadomił służby. „Żadnych zarzutów na ten moment nie usłyszał” – zastrzega w rozmowie z WP asp. Karol Kościuk, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Pruszczu Gdańskim.
Polski Związek Łowiecki potwierdził doniesienia o śmierci myśliwego. W oświadczeniu PZŁ czytamy:
„Wyrażamy ubolewanie z powodu tego dramatycznego zdarzenia i podkreślamy naszą pełną gotowość do współpracy z organami ścigania w celu wyjaśnienia okoliczności oraz przyczyn tego wypadku. Jako organizacja zrzeszająca osoby wykonujące legalne polowania i uprawnione do posiadania broni, podkreślamy, że bezpieczeństwo, odpowiedzialność i przestrzeganie przepisów są dla nas zasadami nadrzędnymi. Polski Związek Łowiecki złożył już zawiadomienie do właściwego okręgowego rzecznika dyscyplinarnego w celu wyjaśnienia tego zdarzenia. Rzecznik po dokonaniu ustaleń podejmie stosowne działania dyscyplinarne”.
„Każde takie śmiertelne zdarzenie to sygnał, że obecne mechanizmy bezpieczeństwa i kontroli zdrowia użytkowników broni łowieckiej nie są wystarczające” – komentuje Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot.„W latach 2015–2024 od kul myśliwskich zginęło w Polsce 28 osób — zarówno myśliwych, jak i osób postronnych. Ostatnie śmiertelne postrzelenie miało miejsce w listopadzie 2025 r. pod Milejowem zginął 68-letni myśliwy. Z kolei w sierpniu 2025 r. w Młyniskach zastrzelono 60-letniego mężczyznę stojącego przy własnym domu” – dodaje organizacja, zajmująca się ochroną przyrody.
Historię 60-latka opisywaliśmy szczegółowo w OKO.press. 16 sierpnia 2025 r. mężczyzna usłyszał jadący samochód i wyszedł z domu, gdyż spodziewał się przyjazdu bliskich. Za furtką dosięgnął go śmiertelny strzał. Myśliwy „pomylił go z dzikiem”.
Funkcjonariusze zatrzymali trzech myśliwych. W polowaniu – niezgodnie z prawem – brało udział dziecko, syn jednego z myśliwych.
Pracownia dodaje: „W Polsce myśliwi nie mają obowiązku regularnych badań lekarskich i psychologicznych, mimo że używają broni palnej w przestrzeni publicznej”. Podkreśla, że każde takie zdarzenie pokazuje, jak bardzo potrzebny jest obowiązek regularnych badań. W Sejmie trwają prace nad nowelizacją ustawy o broni i amunicji, według której posiadacze broni do celów łowieckich, sportowych i szkoleniowych przechodziliby badania lekarskie i psychologiczne co pięć lat.
Do tej pory nie udała się żadna z prób przyjęcia takich zmian w prawie. Obowiązkowym badaniom sprzeciwiają się sami myśliwi, argumentując, że wypadki na polowaniach nie są związane ze stanem zdrowia, a z nieprzestrzeganiem regulaminu.
Przeczytaj także:
To jeden z dwóch kluczowych dla rosyjskiego eksportu ropy portów na Bałtyku
Dzisiejszy atak dronowy na rosyjski port w Primorsku wstrzymał rosyjski eksport ropy z tego miejsca. Gubernator obwodu leningradzkiego, w którym znajduje się Primorsk, podał rano, że atak spowodował pożar kilku zbiorników paliwa. Ukraina potwierdziła, że stoi za atakiem. Rosyjskie Ministerstwo Obrony podało dziś, że Rosjanie zestrzelili w nocy 249 dronów nad Ukrainą.
Primorsk to jeden z dwóch głównych bałtyckich portów rosyjskich, które obsługują eksport ropy naftowej. Port ten jest w stanie obsłużyć nawet milion baryłek dziennie. Eksport ropy w Primorsku po ataku dronowym został zakłócony także we wrześniu 2025 roku.
Po ataku USA i Izraela na Iran ceny ropy wystrzeliły w górę. Dla Rosji w trudnej sytuacji gospodarczej to doskonała wiadomość – dużą część dochodów rosyjskiego państwa stanowią dochody z eksportu ropy i gazu. Dlatego Ukraina odkąd ma takie możliwości, uderza w rosyjski przemysł naftowy – by zmniejszyć dochody Rosji, jednocześnie utrudniając Rosji możliwość prowadzenia wojny. Wraz z rosnącymi cenami ropy takie uderzenia mogą stać się jeszcze istotniejsze.
Od 2022 roku Ukraina znacznie podniosła swoje możliwości atakowania celów w Rosji. Jak pisała w zeszłym tygodniu Agnieszka Jędrzejczyk: „3 lata temu dwa drony ukraińskie nad Moskwą były światową sensacją. Przed rokiem komunikaty o zagrożeniu ostrzałem w rosyjskich miastach były ewenementem. Teraz ostrzeżenia o nalotach są ogłaszane co noc, a jeśli Ukraińcy atakują Moskwę, to leci na nią rój 200 dronów”.
Przeczytaj także:
Amerykański prezydent przekonuje, że USA w weekend przeprowadziły szczegółowe rozmowy z Iranem. Jest to niemal na pewno kłamstwo Trumpa
O 7:23 czasu waszyngtońskiego Donald Trump napisał w swojej sieci społecznościowej Truth Social:
„Z PRZYJEMNOŚCIĄ INFORMUJĘ, ŻE STANY ZJEDNOCZONE AMERYKI ORAZ IRAN PRZEZ OSTATNIE DWA DNI PROWADZIŁY BARDZO DOBRE I OWOCNE ROZMOWY DOTYCZĄCE CAŁKOWITEGO I OSTATECZNEGO ROZWIĄZANIA NASZYCH WROGOŚCI NA BLISKIM WSCHODZIE. BIORĄC POD UWAGĘ TON I CHARAKTER TYCH GŁĘBOKICH, SZCZEGÓŁOWYCH I KONSTRUKTYWNYCH ROZMÓW, KTÓRE BĘDĄ KONTYNUOWANE PRZEZ CAŁY TYDZIEŃ, POLECIŁEM DEPARTAMENTOWI WOJNY ODROCZENIE WSZELKICH UDERZEŃ WOJSKOWYCH NA IRAŃSKIE ELEKTROWNIE ORAZ INFRASTRUKTURĘ ENERGETYCZNĄ NA OKRES PIĘCIU DNI, POD WARUNKIEM POWODZENIA TRWAJĄCYCH SPOTKAŃ I DYSKUSJI”. [zachowujemy oryginalną pisownię wielkimi literami].
Tych, którzy liczą na szybkie zakończenie wojny i koniec wzrostów cen paliwa, musimy rozczarować: komunikat Trumpa niekoniecznie nas do tego przybliża.
Należy w nim zwrócić uwagę przede wszystkim na dwie rzeczy.
Po pierwsze: amerykański prezydent nie mówi o zaprzestaniu działań wojennych. Wycofuje się tylko z ataków na cele energetyczne. W sobotę Trump zapowiadał, że jeśli Iran w ciągu 48 godzin nie odblokuje cieśniny Ormuz, Amerykanie zaatakują irańskie elektrownie. Była to zapowiedź uderzeń w infrastrukturę cywilną – czyli coś, co robi Rosja w Ukrainie i co jasno określamy mianem zbrodni wojennych.
Teraz Trump się z tego wycofuje. Dlaczego? Jak twierdzi – po rozmowach z Irańczykami. To druga część tej wiadomości, na którą należy zwrócić uwagę.
Najpewniej należy to odczytywać jako blef prezydenta USA. Szczególnie w formie, w jakiej to wyraził. Trump mówi bowiem o „głębokich, szczegółowych i konstruktywnych rozmowach”. Coś takiego jest wykluczone podczas szybkich rozmów telefonicznych. Jest niemal niemożliwe, by Irańczycy i Amerykanie w weekend nie tylko prowadzili szczegółowe rozmowy, ale dodatkowo byli w stanie utrzymać je w tajemnicy. Irańskie media natychmiast podały, że do żadnych kontaktów z Trumpem w weekend nie doszło. Irańska agencja prasowa Tasnim twierdzi, że komunikat Trumpa jest częścią wojny psychologicznej.
Za obecnej kadencji Trumpa Irańczycy dwukrotnie podejmowali rozmowy z Amerykanami. W obu przypadkach zostali zaatakowani w trakcie procesu dyplomatycznego, w obu przypadkach też ataki były przygotowane w trakcie rozmów. Z tego powodu Iran wielokrotnie zapowiadał w trakcie wojny, że nie zamierza obecnie podejmować z Trumpem żadnych rozmów.
Jednocześnie blokada cieśniny Ormuz prowadzi do coraz poważniejszych skutków gospodarczych na całym świecie. Ceny paliwa w USA wzrosły w ciągu ostatniego miesiąca o 40 proc. Groźba Trumpa z soboty i wycofanie się z niej w poniedziałek rano kolejny raz pokazują, że Trump nie ma żadnej strategii jak poradzić sobie z tym problemem. Ataki na irańskie elektrownie przyniosłyby ostrą odpowiedź Iranu. A pierwsze trzy tygodnie wojny pokazały, że Iran jest do tej odpowiedzi gotowy. Trump więc się przestraszył, a teraz próbuje tonować nastroje przy pomocy komunikatu o rozmowach, których niemal na pewno nie było.
Wątpliwe, czy taki komunikat da faktyczne uspokojenie na rynku energii.
Przeczytaj także:
W słoweńskich wyborach zwyciężył rządzący dotychczas Ruch Wolności. Premier Robert Golob musi jednak szukać koalicjantów wśród mniejszych partii.
Liberalny Ruch Wolności (Gibanje Svoboda) zwyciężył w niedzielnych wyborach parlamentarnych w Słowenii, ale w próbie zbudowania rządu będzie musiał liczyć na koalicjantów – wynika z danych słoweńskiej komisji wyborczej przedstawionych po przeliczeniu niemal wszystkich głosów. Wyniki wskazują na zacięty wyścig pomiędzy rządzącymi a bliską Trumpowi i Orbánowi opozycją.
Mimo to szansę na pozostanie na stanowisku premiera ma proeuropejski polityk Robert Golob, a perspektywa odzyskania władzy oddala się od konserwatywnego Janeza Janšy. Poglądy drugiego z polityków zbliżają go do Viktora Orbána czy Roberta Ficy, a po ewentualnym dojściu do władzy mógłby stworzyć z szefami populistycznych rządów wspólny front w europejskiej polityce. Janša nie kryje też swojego podziwu dla polityki Donalda Trumpa.
Ugrupowanie Goloba uzyskało 28,54 proc., Słoweńska Partia Demokratyczna Janšy 28,17 proc. W parlamencie znajdą się również dwie lewicowe formacje, tworzące do tej pory koalicję z Ruchem Wolności. Po ogłoszeniu wyników premier Golob zapewnił, że jest w stanie zbudować większość w parlamencie. Nie jest to jednak do końca pewne. Stan posiadania Ruchu Wolności skurczył się z 40 do 29 mandatów, a Słoweńska Partia Demokratyczna może liczyć na obsadzenie 28 z 90 dostępnych w Zgromadzeniu Narodowym miejsc.
O kierunku, w którym pójdzie Słowenia, zdecydują więc mniejsze ugrupowania. Trzecie miejsce z dziewięcioma mandatami zajęła chadecka koalicja złożona z partii Nowa Słowenia, Słoweńskiej Partii Ludowej i formacji Focus. Po sześć mandatów zyskali Socjaldemokraci oraz centrowi Demokraci. Po pięć miejsc zapewniły sobie koalicja lewicowych partii Levica i Vesna oraz wywodzący się z ruchów antyszczepionkowych ruch Resni.ca.
Partie dotychczasowej, proeuropejskiej koalicji zyskały zatem 40 mandatów, a Golob będzie musiał szukać dodatkowego poparcia.
Na wynik wyborów wpłynęła sytuacja na rynku energetycznym (na słoweńskich stacjach paliw obowiązują limity) i wyciek taśm, które miały obciążyć dotychczas rządzących. W końcu jednak mogły odbić się na niższym wyniku ugrupowania Janšy. Chodziło o nagrania wskazujące na korupcję w gabinecie Goloba. Zarejestrowani z ukrycia politycy mówią między innymi o protekcji wobec oskarżanego o nepotyzm burmistrza Ljubljany Zorana Jankovića, a także korupcyjnych układach w branży energetycznej i państwowym zarządzie autostrad. Członkowie rządu w ostatnich tygodniach tłumaczyli, że ich wypowiedzi zostały wyrwane z kontekstu.
Według słoweńskiej prasy za ich ujawnieniem miał stać sam Janša. Na jego zlecenie brudów w koalicji miała szukać izraelska, prywatna agencja wywiadowcza Black Cube, założona przez byłych funkcjonariuszy Mossadu. Firma w ostatnich latach stała między innymi za kampanią dyskredytacji wobec ofiar Harveya Weinsteina. Konserwatywny polityk w ten sposób naraził się na zarzuty dopuszczenia do zewnętrznej ingerencji w wybory. W wypowiedziach przed głosowaniem odżegnywał się od tego zarzutu, przyznał jednak, że kontaktował się z przedstawicielami izraelskiej firmy. W zeszłym tygodniu Robert Golob wezwał do wszczęcia przez UE dochodzenia w tej sprawie.
Rząd Goloba krytykuje Tel Awiw za działania w Strefie Gazy. W sierpniu zeszłego roku jego gabinet wprowadził embargo na handel bronią z Izraelem. Słoweńska telewizja publiczna, jako jeden z pięciu nadawców, ogłosiła bojkot Konkursu Piosenki Eurowizji w geście protestu przeciwko uczestnictwu Izraela. Słowenia jest również jednym z najbardziej liberalnych i najprężniej rozwijających się państw regionu dawnej Jugosławii.
Przeczytaj także:
Polski prezydent spotkał się w Przemyślu ze swoim węgierskim odpowiednikiem z okazji Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Jeszcze dziś Karol Nawrocki udaje się do Budapesztu
„Misją moją i pana prezydenta jest to, żeby przyjaźń narodów, nie stała się obiektem krótkotrwałych politycznych drgań” – powiedział dziś prezydent Karol Nawrocki w Przemyślu na spotkaniu z prezydentem Węgier Tamasem Sulyokiem z okacji Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Nawrocki podkreślał, że z Węgrami łączy nas chęć bycia w Unii Europejskiej i troska o jej stan.
Prezydent mówił też o różnicach w podejściu obu krajów do Rosji.
„Jak to przyjaciele, tak w przyjaźni musimy mieć świadomość, że nie ze wszystkim się zgadzamy. Są sprawy, w których zgadzamy się, że się nie zgadzamy. Dla Polski Wladimir Putin i Federacja Rosyjska jest zagrożeniem egzystencjalnym tak jak bolszewicy w roku 1920. Polacy kochają Węgrów, nienawidzą Władimira Putina, który jest zbrodniarzem wojennym i nikim więcej”.
Węgierski prezydent mówił, że polsko-węgierska przyjaźń jest trwała, niezależna od bieżącej polityki: „Polsko-węgierska przyjaźń jest czymś nadzwyczajnym w Europie, niecodziennym i bardzo głęboko zakorzenionym”.
Jeszcze dziś prezydent Nawrocki jedzie do Budapesztu, gdzie spotka się z węgierskim premierem, Viktorem Orbanem.
W Budapeszcie odbywa się zgromadzenie unijnej grupy politycznej Partioci za Europą. Grupa powstała w 2024 roku z inicjatywy węgierskiego premiera i jest trzecią najliczniejszą partią w obecnym Parlamencie Europejskim. Partia zrzesza europejską skrajną prawicę. Należą do niej m.in. polski Ruch Narodowy i francuskie Zjednoczenie Narodowe.
Na spotkaniu z Tamasem Sulyokiem Nawrocki wspominał o różnicach w podejściu do Rosji, ponieważ Węgry od lat uważane są za rosyjskiego konia trojańskiego w UE. Wielokrotnie blokowały pomoc dla Ukrainy, odmawiają dywersyfikacji źródeł swojej energii i dalej polegają na imporcie energii z Rosji a Viktor Orban spotyka się regularnie z Władimirem Putinem. „Washington Post” ujawnił natomiast ostatnio, że szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto regularnie w trakcie unijnych spotkań dzwonił do swojego rosyjskiego odpowiednika Siergieja Ławrowa i informował go o przebiegu rozmów.
Przeczytaj także: