0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

15 minut temu

Prawa autorskie: 09.01.2026 Warszawa , Aleje Ujazdowskie 1/3 , Kancelaria Prezesa Rady Ministrow . Premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Karolem Nawrockim . Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.pl09.01.2026 Warszawa ...

Tusk: „Polska się obroniła przed atakami na infrastrukturę energetyczną”

Największy od lat atak na infrastrukturę energetyczną w Polsce mógł pozbawić ciepła pół miliona osób

Co się wydarzyło

29 i 30 grudnia 2025 doszło do ataków na polską infrastrukturę energetyczną – poinformował w czwartek 15 stycznia 2026 premier Donald Tusk. Tusk spotkał się z dziennikarzami po posiedzeniu rządowego zespołu, który dotyczył tych ataków. Brali w nim udział przedstawiciele instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo energetyczne, w tym ministrowie energii i cyfryzacji i przedstawiciele służb specjalnych.

Zaatakowano farmy wiatrowe i dwie elektrociepłownie. „Te ataki były wymierzone w ten system, który umożliwia zarządzanie prądem pochodzącym z OZE” – przekazał premier.

Według premiera ataki „nie były przesadnie masywne i nie dotyczyły np. systemów przesyłowych”. Stwierdził też: „Mamy w tej chwili też poważne powody przypuszczać, że te ataki były przygotowywane już od wielu, wielu tygodni”.

A jaki mógłby być skutek ataku? „Gdyby ten atak się powiódł, gdyby wszystko to, co zorganizowano było skuteczne, to nawet do pięciuset tysięcy ludzi byłoby pozbawionych ciepła” – powiedział dziennikarzom premier.

Mimo że celem ataku było wywołanie blackoutu, jak wcześniej informował media wicepremier Krzysztof Gawkowski, „ten atak praktycznie nie doprowadził do żadnych negatywnych konsekwencji” – powiedział Tusk. Według niego Polska poradziła sobie z tymi atakami. Zadziałały systemy zabezpieczające.

„Nie zmarnowaliśmy tego czasu i że polski system energetyczny jest na tyle, na ile to jest możliwe we współczesnym świecie, jest bezpieczny przeciw tego typu ingerencjom czy atakom. Ale nie możemy lekceważyć sygnałów” – mówił Tusk.

Kto przeprowadził te ataki? „Nie ma twardych dowodów, ale wiele na to wskazuje, że te ataki były przygotowane przez grupy wprost związane z rosyjskimi służbami” – stwierdził premier.

Dodatkowym kontekstem jest to, że Polska prowadzi wymianę energetyczną z Ukrainą – czasem sprzedajemy Ukraińcom prąd, a czasem go od nich kupujemy. Tymczasem infrastruktura energetyczna jest pod nieustanną presją ataków ze strony Rosji i to też ma konsekwencje dla Polski – mówił premier.

Tusk zapowiedział wprowadzenie ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa. Ma ona być procedowana szybką ścieżką – rząd prosi Senat o niewprowadzanie poprawek, apeluje też do prezydenta Karola Nawrockiego o szybki podpis.

„Będziemy chcieli dzięki tej ustawie także wyposażyć odpowiednie instytucje w mocne narzędzia, także kontroli zdobywania informacji i chronienia polskiego rynku przed takimi systemami, takimi urządzeniami, które mogłyby obcym państwom ułatwiać ingerencję, pozyskiwanie informacji. Nie tylko chodzi tu o Rosję, ale generalnie o taką autonomizację i też polonizację oczywiście systemów cyberbezpieczeństwa” – mówił o zawartości ustawy premier.

Jeszcze dziś (15 stycznia 2026) w tej sprawie mają się spotkać z prezydentem minister koordynator ds. służb specjalnych, minister obrony i szefowie służb specjalnych. „Tutaj nie powinno być politycznych sporów” – dodał, odnosząc się do trwającego konfliktu rządu i prezydenta.

Jaki jest kontekst

Już w październiku 2025 w OKO.press ostrzegała Anna Mierzyńska:

„Najnowsze zatrzymania osób podejrzanych o działania na rzecz rosyjskiego wywiadu oraz ostrzeżenia wywiadowcze służb Danii i Niemiec dowodzą, że minął okres «wyhamowania» w wojnie hybrydowej Rosji z Europą. Zagrożenie akcjami sabotażowymi rośnie”. Zatrzymane wówczas przez ABW osoby planowały „prowadzenie rozpoznania obiektów wojskowych i elementów infrastruktury krytycznej”.

Nasza dziennikarka cytowała raport międzynarodowego think tanku International Institute for Strategic Studiesz sierpnia 2025:

„Przez kampanię sabotażu, wandalizmu, szpiegostwa i tajnych działań, Rosja dąży do destabilizacji rządów europejskich, podważenia poparcia społecznego dla Ukrainy poprzez obciążenie Europy kosztami społecznymi i gospodarczymi. Dąży też do osłabienia zbiorowej zdolności NATO i Unii Europejskiej do reagowania na rosyjską agresję”.

Natomiast w październiku duński wywiad ostrzegał: „Rosja wykazuje coraz większą gotowość do stosowania środków hybrydowych przeciwko Europie i w Europie, co doprowadziło do wzrostu zagrożenia fizycznego sabotażu w Danii”.

Przeczytaj także:

07:18 15-01-2026

Prawa autorskie: (Photo by Brendan SMIALOWSKI / AFP(Photo by Brendan SM...

Trump robi retoryczny krok w tył w sprawie ataku na Iran. Ale Amerykanie ewakuują bazę w Katarze

Amerykański prezydent sieje chaos informacyjny w sprawie Iranu. Dzień wcześniej sugerował, że atak nadchodzi, teraz się z tego wycofuje

Co się wydarzyło

„Mówią nam, że zabijanie w Iranie ustaje — już ustało — ustaje. Nie ma żadnych planów egzekucji, ani jednej egzekucji — powiedziano mi to z wiarygodnego źródła” – powiedział w środę 14 stycznia po południu prezydent USA Donald Trump.

Wcześniej Trump sugerował, że Amerykanie skłaniają się ku uderzeniu w Iran w odpowiedzi na brutalne tłumienie protestów przez irański rząd. Zapytany o to wprost, Trump powiedział: „Poczekamy i zobaczymy jak to wygląda, ale otrzymaliśmy bardzo dobre stanowisko od ludzi z drugiej strony, którzy wiedzą co się dzieje”.

Trump nie powiedział jednak, kim jest jego źródło informacji – nie wiemy, czy chodzi o Amerykanów, Irańczyków, dyplomatów. Wypowiedź można więc interpretować jako krok w tył w sprawie ewentualnych ataków na Iran. Jednocześnie jednak Amerykanie wycofali część swojego personelu ze swojej bazy wojskowej Al Udeid w Katarze. A to znak rosnących napięć i obawy przed ewentualną odpowiedzią ze strony Iranu. 23 czerwca 2025 roku w odpowiedzi na amerykański atak na cele związane z irańskim programem nuklearnym, Iran uderzył właśnie w tę bazę.

W podobnym momencie, w którym padły słowa Trumpa, amerykańska stacja informacyjna Fox News wyemitowała wywiad z irańskim ministrem spraw zagranicznycm Abbasem Arakczim. Arakczi powtórzył znane już stanowisko irańskiego rządu: Iran został zaatakowany przez inspirowane z zagranicy komórki terrorystyczne. Przez trzy dni trwały walki z terrorystami, stąd spora liczba ofiar. Irański minister przekonywał, że terroryści ci palili policjantów żywcem, obcinali im głowy i strzelali do zwykłych Irańczyków.

„Dlaczego strzelali do ludzi? Z jednego powodu. Chcieli zwiększyć liczbę ofiar. Dlaczego? Ponieważ prezydent Trump powiedział, że jeśli będą morderstwa, to zainterweniuje. Chcieli go wciągnąć w tren konflikt”.

Irański minister mówił też, że nie słyszał o żadnych planach egzekucji w najbliższych dniach.

Jaki jest kontekst

Zmiana stanowiska Trumpa może wynikać z otrzymania tłumaczenia od irańskich władz. Słowa Arakcziego pasują do wypowiedzi amerykańskiego prezydenta. Trump w przeszłości zmieniał już stanowisko na podstawie tego, co powiedziały mu np. władze Rosji. Jednocześnie amerykański prezydent powiedział, że Amerykanie będą sprawdzać, czy stanowisko, które otrzymali jest zgodne z prawdą.

Stąd bardzo trudno jest z wczorajszej wypowiedzi wyciągać wnioski na temat ewentualnego ataku na Iran.

Szczególnie, że w czerwcu 2025 roku Trump również zmylił opinię publiczną. Gdy Izrael bombardował Iran, Trump powiedział, że decyzję o ewentualnym włączeniu się do ataku podejmie w ciągu dwóch tygodni. Tymczasem wówczas wiedział już, że Amerykanie dołączą do wojny.

Irańscy politycy prowadzą kampanię informacyjną, w której starają się przekonać świat, że są ofiarą złożonego ataku terrorystycznego. Jednocześnie konsekwentnie blokują swoim obywatelom dostęp do internetu. By na świat nie wydostawała się inna wersja zdarzeń niż ta, którą mają władze. Blokada trwa, a dzisiaj w ciągu dnia minie tydzień od jej rozpoczęcia. Irańczycy starają się ją obchodzić, stąd regularnie z kraju wydostają się filmy z protestów przeciwko władzy. Te rozpoczęły się 28 grudnia w odpowiedzi na fatalną sytuację gospodarczą w kraju i silny spadek wartości irańskiej waluty. 8 stycznia protesty eskalowały, a irański rząd wyłączył dostęp do sieci i według licznych świadectw w wielu miejscach rozpoczął brutalną rozprawę z protestującymi.

Liczba ofiar jest dziś niemożliwa do zweryfikowania. Bardzo możliwe, że ofiar jest więcej niż w 2019 roku, gdy irańskie władze najprawdopodobniej zabiły około 1,5 tys. osób, by zdławić bunt. Chaos, jaki wytworzyły protesty, starają się wykorzystać również grupy separatystyczne – Turcy ostrzegali w ostatnich dniach Irańczyków, że granicę z Irakiem próbowali przekroczyć kurdyjscy bojownicy.

Całego ruchu protestów nie da się jednak sprowadzić do zbrojnego separatyzmu czy terroryzmu. Władze irańskie widzą jednak w buncie zagrożenie dla własnej władzy i pełzającą rewolucję. Stąd decyzja, by bunt zdławić silną ręką. Niewykluczone, że w najbliższych dniach faktycznie uda się irańskiemu rządowi zdławić obecny ruch protestu. Bez rozwiązania poważnych problemów gospodarczych kraju i po kolejnym ataku na własnych obywateli rządzenie Republiką Islamską będzie jednak coraz trudniejsze.

Przeczytaj inne teksty na ten temat w OKO.press

Przeczytaj także:

20:13 14-01-2026

Prawa autorskie: Foto Oliver Contreras / AFPFoto Oliver Contrera...

Grenlandia. Rozmowy w Białym Domu bez porozumienia. „Zgodziliśmy się, że się nie zgadzamy”

USA i Dania mają „fundamentalną różnicę zdań” w sprawie Grenlandii – powiedział szef MSZ Danii po spotkaniu w Białym Domu z wiceprezydentem JD Vance'em i sekretarzem stanu Marco Rubio. Nie ma mowy o przejęciu Grenlandii przez USA

W środę 14 stycznia, wieczorem czasu polskiego, zakończyły się rozmowy w Białym Domu między ministrami spraw zagranicznych Danii i Grenlandii z jednej strony, a sekretarzem stanu USA Marco Rubio i wiceprezydentem JD Vancem.

Lars Løkke Rasmussen, szef MSZ Danii, powiedział po rozmowach, że jest wola współpracy z USA, ale muszą być respektowane czerwone linie wyznaczone przez Danię i Grenlandię. „Pomysły, które nie szanowałyby integralności terytorialnej Królestwa Danii i prawa do samostanowienia ludności Grenlandii, są oczywiście całkowicie nie do przyjęcia. W związku z tym nadal pozostajemy w fundamentalnej zgodzie co do tego, że się nie zgadzamy”.

Minister spraw zagranicznych Grenlandii Vivian Motzfeldt powiedziała dziennikarzom, że możliwe jest zacieśnienie współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, ale nie oznacza to, że Grenlandia chce stać się własnością USA. „Pokazaliśmy, gdzie leżą nasze granice" – powiedziała i dodała, że w interesie wszystkich leży „znalezienie właściwej drogi”.

Oboje ministrowie są na zdjęciu u góry podczas konferencji w ambasadzie Danii w Waszyngtonie.

Według Rasmussena nie ma żadnego bezpośredniego zagrożenia ze strony Chin lub Rosji, z którym jego kraj nie byłby w stanie sobie poradzić.

Obie strony zgodziły się utworzyć grupę roboczą, która będzie dyskutować nad sposobami rozwiązania sporów. „Naszym zdaniem grupa ta powinna skupić się na tym, jak rozwiązać problemy związane z bezpieczeństwem Stanów Zjednoczonych, jednocześnie szanując granice wyznaczone przez Królestwo Danii” – powiedział Rasmussen.

W środowym sondażu Reuters/Ipsos tylko 17% Amerykanów poparło pomysł Trumpa o przejęcie Grenlandii, a znaczna większość zarówno demokratów, jak i republikanów była przeciwna użyciu siły militarnej w celu aneksji wyspy. Około 47% respondentów wyraziło sprzeciw, a 35% stwierdziło, że nie ma zdania. Tylko 4%, w tym zaledwie 1 na 10 republikanów i prawie żaden z demokratów, uznało użycie siły militarnej za „dobry pomysł”.

Jaki jest kontekst

Przypomnijmy: prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump już w czasie swojej pierwszej kadencji sugerował, że Stany Zjednoczone powinny zyskać kontrolę nad Grenlandią. Z zapowiedzi z 2019 roku nic nie wyszło. Trump wrócił do nich po ponownym objęciu urzędu.

Po operacji w Wenezueli i usunięciu ze stanowiska tamtejszego prezydenta Nicolasa Maduro wyraża chęć – lub potrzebę – kontrolowania Grenlandii coraz częściej. Nie jest jasne, w jaki sposób Waszyngton miałby zyskać władzę nad wyspą. Trump sugerował, że może zakupić ją od rządu w Kopenhadze. Rzucił też pomysł stworzenia funduszu pochodzącego z amerykańskich środków, które przeznaczyłby na wypłaty jednorazowych świadczeń dla mieszkańców wyspy.

„Sama rozmowa o możliwości wykupienia innych ludzi jest oznaką braku szacunku” – odpowiedział Trumpowi premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen. Jednocześnie stwierdził, że jeśli miałby wybór pomiędzy pozostaniem przy Danii lub patronatem USA, wybrałby uzależnienie od Kopenhagi.

W reakcji Trump zakpił z szefa grenlandzkiego rządu: „Cóż, to ich problem. Nie zgadzam się z nim. Nie wiem, kim on jest. Nic o nim nie wiem. Ale to będzie dla niego duży problem” – stwierdził prezydent Stanów Zjednoczonych.

Duński MON poinformował, że siły stacjonujące na Grenlandii otrzymały rozkaz natychmiastowej odpowiedzi zbrojnej na ewentualny atak, nawet jeszcze przed nadejściem rozkazów z kontynentu.

Liderzy państw europejskich (w tym Polski) wydali zaś bezprecedensowe oświadczenie sugerujące możliwy udział Europy w ewentualnej obronie wyspy. Obecnie toczą się rozmowy prowadzone pod egidą Wielkiej Brytanii, dotyczące zwiększenia europejskiej obecności wojskowej na Grenlandii.

Na wzór misji Baltic Sentry (obejmującej m.in. polską granicę wschodnią) uruchomiona miałaby zostać inicjatywa Arctic Sentry – w jej ramach państwa Europy miałyby wysłać na Grenlandię kontyngenty wojskowe dla zwiększenia bezpieczeństwa wyspy" – pisał na naszych łamach Witold Głowacki. Jak zwracał uwagę, USA już teraz w dużej mierze kontrolują wojskowo Grenlandię, gdzie od 85 lat utrzymują swoje bazy militarne.

„Mamy tam dużo żołnierzy, ale potrzebujemy więcej. Potrzebujemy własności. Naprawdę potrzebujemy tytułu do ziemi, jak mówią w świecie nieruchomości” – mówił jednak Trump.

Przeczytaj także:

15:34 14-01-2026

Prawa autorskie: Foto SEBASTIEN BOZON / AFPFoto SEBASTIEN BOZON...

Pożyczka UE dla Ukrainy. Von der Leyen podała szczegóły

Komisja Europejska przyjęła projekt dotyczący pożyczek, które wesprą Ukrainę w 2026 i '27 roku.

Co się wydarzyło?

Chodzi o 90 mld euro na cele cywilne oraz wojskowe. Dwie trzecie tej kwoty, czyli 60 mld euro, zostanie przeznaczone na pomoc wojskową, reszta – 30 mld, obejmie wsparcie dla budżetu państwa.

„Wsparcie to pomoże Ukrainie wzmocnić jej zdolności obronne i zapewnić dalsze funkcjonowanie państwa oraz podstawowych usług publicznych, przyczyniając się jednocześnie do zwiększenia odporności Ukrainy i jej ściślejszej integracji z europejską bazą przemysłową sektora obronnego” – czytamy w komunikacie KE. Na wsparcie Ukrainy dodatkowymi środkami zgodzili się liderzy państw członkowskich. Plan wciąż potrzebuje jednak akceptacji Parlamentu i Rady Europejskiej.

„Rosja nie wykazuje żadnych oznak ustępstwa, skruchy ani dążenia do pokoju” – powiedziała przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen. „Wszyscy pragniemy pokoju dla Ukrainy, a aby go osiągnąć, Ukraina musi znaleźć się w pozycji siły”.

Plan przedstawiony przez Komisję Europejską zobowiązywałby Kijów do zakupów dużej części uzbrojenia od firm z UE. W zamian Ukraińcy otrzymują pieniądze bez oprocentowania. Po zakończeniu wojny mieliby oddać jedynie pożyczone 90 mld, i to jedynie w przypadku wypłacenia reparacji przez Rosję. Jeśli do tego nie dojdzie, Europejskie państwa mogłyby odzyskać pieniądze naruszając zamrożone w UE rosyjskie aktywa. Takiemu rozwiązaniu w celu przekazaniu wstrzymanych środków Ukrainie sprzeciwiała się do tej pory Belgia.

Jaki jest kontekst?

90 mld euro to równowartość około 380 mld złotych, a cała kwota obciąży wszystkie 28 państw Wspólnoty. Dla porównania Polski budżet na 2026 rok zakłada 647 mld zł wpływów (153 mld euro) i 919 mld zł wydatków (218 mld euro). 90 mld euro może być znaczącą pomocą dla pańswtowej kasy Ukrainy. Kijów w 2026 roku zaplanował wydatki równe 98 mld euro przy zaledwie 58 mld zysków budżetowych. Według analizy dziennika „The Economist” kraj potrzebowałby równowartości około 343 mld euro, by wytrwać w walce do 2029 roku. Prezydent USA Donald Trump wycofał się z finansowego wsparcia dla Ukrainy, stwierdzając, że zadanie to powinno spoczywać na barkach Europejczyków.

Przeczytaj także:

13:39 14-01-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Sąd: Strefa Czystego Transportu w Krakowie zostaje

Wojewódzki Sąd Administracyjny odrzucił najważniejsze ze skarg na krakowską SCT. Wskazał jednak na potrzebne zmiany i możliwą dyskryminację części mieszkańców.

Co się wydarzyło?

Strefa Czystego Transportu zostaje — zdecydował Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie. To najważniejsza część decyzji, w której sąd kwestionuje jednak niektóre z zapisów krakowskiej uchwały o SCT. Chodzi o możliwość wjazdu do miasta dla osób korzystających ze świadczeń medycznych i zwolnienie z restrykcji jedynie dla osób zameldowanych i płacących podatki w mieście. Tylko one mogą liczyć na możliwość jazdy po Krakowie samochodem niespełniającym wymogów SCT. Zdaniem sądu na wyłączenie z zasad uchwały powinni liczyć wszyscy jego mieszkańcy, niezależnie od faktu czasowego lub stałego zameldowania w mieście. To najważniejszy z zarzutów sformułowanych w wyroku. Drugim mówi o możliwości dyskryminacji osób spoza miasta korzystających z prywatnej opieki zdrowotnej — w uchwale mowa jest o tymczasowym wyłączeniu dla pacjentów placówek finansowanych przez NFZ. Zdaniem sądu uchwała nie powinna zawierać tego rozróżnienia.

Do krakowskiej SCT, działającej od 1 stycznia, mogą wjeżdżać auta na benzynę bezołowiową spełniające normę Euro 4 i wyższą (rok produkcji od 2004) oraz samochody z silnikiem diesla spełniające normy emisji spalin od Euro 5 w górę (czyli wyprodukowane najwcześniej w 2014 roku). Obowiązek wprowadzenia Strefy na władze miasta nakłada polskie i europejskie prawo. Muszą je wyznaczać ośrodki powyżej 100 tys. mieszkańców, w których zmierzono przekroczenie rocznych norm zanieczyszczenia tlenkami azotu — głównego składnika smogu z rur wydechowych. Działa on rakotwórczo, może powodować i wzmagać objawy między innymi astmy i POChP.

Sąd nie dopatrzył się powodów do unieważnienia uchwały lub jej istotnej zmiany. Tego domagali się skarżący, czyli przedstawiciele ościennych gmin, osoby prywatne oraz przedstawiciele wojewody Jana Klęczara (PSL). Według tego ostatniego strefa ma „dyskryminować” posiadaczy aut niespełniających wymogów. „Ten sam samochód emitujący spaliny mieszkańca Krakowa i mieszkańców innych miejscowości nie różni się niczym oprócz tablicy rejestracyjnej. Jako wojewoda nie mogę pozwolić na to, żeby mieszkańców Krakowa traktować inaczej niż pozostałych” – mówił Gazecie Krakowskiej. Wojewoda wskazywał też na błąd przy wyznaczaniu granic Strefy, według niego zbyt dużej. SCT obejmuje 61 proc. obszaru miasta, czyli jego część znajdującą się wewnątrz autostradowej obwodnicy Krakowa.

Wyrok jest nieprawomocny i nie zmienia prawa automatycznie. Władze Krakowa mogą jednak przychylić się do jego postanowień. Możliwa jest również skarga kasacyjna przeciwników SCT do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

„To dobra wiadomość dla wszystkich osób mieszkających w Krakowie, którzy cenią swoje zdrowie i zdrowie swoich bliskich. Sąd stwierdził nieważność uchwały tylko w niewielkim stopniu, ale meritum pozostało nietknięte” – komentuje Miłosz Jakubowski, radca prawny Fundacji Frank Bold, która występuje jako uczestnik postępowania ws. Strefy Czystego Transportu.– „W ciągu kilku lat SCT powinna doprowadzić do znaczącego obniżenia stężeń bardzo szkodliwego dwutlenku azotu. Pozytywne efekty odczują w największym stopniu osoby z grup najbardziej narażonych na oddziaływanie tego gazu – dzieci, osoby przewlekle chore, osoby w podeszłym wieku. Z ulgą odetchną na przykład astmatycy, u których wysokie stężenia dwutlenku azotu powodują zaostrzenie choroby.”

Jaki jest kontekst?

W Krakowie i ościennych gminach od początku stycznia trwają protesty. Przeciwnicy SCT wandalizują znaki drogowe oznaczające wjazd do Strefy. W sobotę 10 stycznia odbyły się również dwa protesty skupiające osoby sprzeciwiające się ograniczeniom. Łącznie wzięło w nich udział kilkaset osób. W OKO.press pisaliśmy o zaangażowaniu politycznym niektórych z osób odpowiedzialnych za ich organizacje. Tropy prowadzą między innymi do ekstremistycznej prawicy, w tym Fundacji Ordo Iuris oraz popleczników Grzegorza Brauna.

Przeczytaj także: