Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Mogę sobie wyobrazić taki scenariusz” – powiedział szef MSWiA Marcin Kierwiński w rozmowie ze stacją TVN24.
Kierwiński powiedział w TVN24, że prezydent „przyznał, że wybór tych sędziów jest legalny” przyjmując ślubowanie od dwojga z nich. „Więc nieprzyjęcie przysięgi od pozostałej czwórki oznacza, że prezydent łamie prawo” – stwierdził minister.
W środę dwoje nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego Magdalena Bentkowska oraz Dariusz Szostek złożyli ślubowanie w obecności prezydenta Karola Nawrockiego.
Do Pałacu Prezydenckiego nie została zaproszona pozostała czwórka sędziów TK wybranych przez Sejm 13 marca: Krystian Markiewicz, Anna Korwin-Piotrowska, Maciej Taborowski oraz Marcin Dziurda.
Prowadzący program Konrad Piasecki dopytywał Kierwińskiego, czy wyobraża sobie scenariusz, że pozostała czwórka sędziów wybranych do TK wchodzi do Trybunału w asyście policji. „Mogę sobie wyobrazić taki scenariusz, że osoby łamiące prawo – w tym przypadku te, które uniemożliwiają tym sędziom podjęcie normalnej pracy – będą musiały się ugiąć pod majestatem państwa” – przyznał minister.
„Jeśli będzie dochodziło do łamania prawa, jeżeli będą stosowne postanowienia sądu, prokuratury – tak, policja będzie realizować polskie prawo, tak jak zawsze to robiła” – dodał.
Kierwiński wyraził też nadzieję, że prezes TK Bogdan Święczkowski „nie dopuści się tak jawnego łamania polskiego prawa”, by nie wpuścić nowych sędziów do Trybunału Konstytucyjnego.
Szef MSWiA wspomniał też, że koalicja rządowa jeszcze przed decyzją prezydenta analizowała kilka potencjalnych scenariuszy dotyczących zaprzysiężenia nowych sędziów – w tym złożenie przysięgi przed marszałkiem Sejmu lub Zgromadzeniem Narodowym, a także wysłanie przysięgi złożonej przed notariuszem do prezydenta.
„Każdy z tych scenariuszy jest teraz aktualny”- oznajmił, zapowiadając, że reszta sędziów wkrótce złoży przysięgi. Nie podał jednak dokładnej daty. „Nie jestem od tego, żeby tego typu rzeczy komunikować, ale na pewno przysięga od tej czwórki zostanie odebrana” – zapewnił.
W środę (1 kwietnia 2026) rano w Pałacu Prezydenckim prezydent Karol Nawrocki odebrał ślubowanie od dwójki sędziów Trybunału Konstytucyjnego, których na stanowiska Sejm wybrał 13 marca 2026 roku. Od prawie trzech tygodni trwały spekulacje co do tego, co ostatecznie zrobi prezydent, który jest w ostrym konflikcie z obecnym rządem i większością sejmową.
Od objęcia urzędu w sierpniu 2025 roku Karol Nawrocki oficjalnie odmówił powołania kilkudziesięciu sędziów sądów powszechnych, podpisania ponad 40 nominacji ambasadorskich, a do niedawna odmawiał nawet przyznania ponad 130 nominacji oficerskich dla funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
W tych okolicznościach spodziewano się, że prezydent rozciągnie konflikt z rządem wokół stanowisk także na wybranych w marcu sześciu nowych sędziów TK. Tak się stało, ale Karol Nawrocki zdecydował się wyłączyć z niego dwoje prawników – Magdalenę Bentkowską oraz Dariusza Szostka. Pozostała czwórka – Krystian Markiewicz, Anna Korwin-Piotrowska, Maciej Taborowski oraz Maciej Dziurda – wciąż czeka na decyzję.
Jak pisała Dominika Sitnicka dla OKO.press wszyscy wybrani przez Sejm 13 marca uważają, że są sędziami od chwili tego wyboru. Ta interpretacja jest szeroko podzielana przez środowiska ekspertów w zakresie prawa konstytucyjnego, którzy podkreślają, że art. 194 Konstytucji mówi o wyborze sędziów przez Sejm. Wymóg złożenia ślubowania „wobec prezydenta" jest z kolei przepisem ustawowym, a do tego odznaczającym się charakterem ceremonialnym, ustawiającym prezydenta w biernej pozycji w całym procesie.
Przeczytaj także:
W nocy ze środy na czwartek polskiego czasu z Florydy wyruszyła misja Artemis 2, która jako pierwszy kosmiczny lot od 53 lat ma zbliżyć się do Księżyca. Czworo astronautów okrąży Srebrny Glob, ale nie zejdzie na jego powierzchnię. Załoga ma sprawdzić możliwości sprzętu amerykańskiej agencji kosmicznej NASA i przygotować ją do lądowania na Księżycu.
Misja ma potrwać 10 dni. Dotarcie na księżycową orbitę zajmie 3 dni i rozpocznie się od okrążenia Ziemi. Później kapsuła Orion zostanie skierowany na tor lotu w kształcie ósemki. Po okrążeniu Księżyca i serii manewrów załogi jednostka ma być ściągnięta w kierunku naszej planety przez jej pole grawitacyjne.
Czteroosobowa, amerykańsko-kanadyjska załoga ma okrążyć naszego naturalnego satelitę. Przelot na pokładzie kapsuły Orion wyniesionej na orbitę przez rakietę SLS (Space Launch System) ma potrwać 10 dni. W ten sposób po raz pierwszy od ponad pół wieku człowiek wyruszy poza niską orbitę Ziemi. Dokonać tego mają astronauta Kanadyjskiej Agencji Kosmicznej Jeremy Hansen oraz reprezentujący NASA Victor Glover, Reid Wiseman i Christina Koch.
Przygotowania do pierwszej od czasu Apollo 17 załogowej misji księżycowej trwały niemal 20 lat. Koszt przygotowania misji wyniósł prawie 50 miliardów dolarów, sam przelot Oriona zamknie się w koszcie około 4 mld.
Kapsuła Orion już raz okrążyła księżyc, w czasie bezzałogowego lotu misji Artemis 1. W jej czasie NASA wykryła wady osłony termicznej obiektu, co uniemożliwiło szybkie przystąpienie do załogowego lotu. Ludzie mają powrócić na powierzchnię Księżyca w ramach jednej z kolejnych misji programu Artemis. Astronautów powinna tam zabrać rakieta Starship firmy SpaceX.
Do niedawna mówiło się o możliwości jej startu już w 2027 roku, kiedy w kosmos wyruszyć mają astronauci misji Artemis 3. Ostatnio przedstawiciele NASA przyznali, że to optymistyczne założenie. Komisja ds. bezpieczeństwa amerykańskiej agencji zaleciła jej kierownictwu ostrożność w przygotowaniach do ambitnej misji. „Będziemy dążyć do tego celu stopniowo, nadal ograniczając ryzyko i uwzględniać nowe informacje w kolejnych projektach” – stwierdził w stacji CBS Jared Isaacman. Wcześniej media, w tym portal Politico, donosiły o możliwym opóźnieniu startu misji na Księżyc.
Start misji Aretmis 2 był wielokrotnie przekładany i nastąpił po serii trudności technicznych, z którymi borykali się specjaliści NASA. Najpoważniejsza dotyczyła błędnego funkcjonowania funkcji „launch abort”, która pozwala katapultować astronautów w razie niebezpieczeństwa wybuchu jednostki wynoszącej wkrótce po starcie.
Plan powrotu na Księżyc ponad 50 lat po zarzuceniu programu Apollo jest częścią nowego kosmicznego wyścigu zbrojeń. Coraz większą rolę odgrywają w nim Chiny, które przymierzają się do wysłania astronautów na naszego naturalnego satelitę do 2030 roku.
Plan powrotu na Księżyc w ramach programu Artemis został formalnie zatwierdzony w 2017 roku. Pierwotne plany administracji Baracka Obamy mówiły o możliwości lotów załogowych do 2020 roku, ale NASA zaliczyła serię opóźnień. Plan obejmuje również wyniesienie na orbitę naszego naturalnego satelity stacji Lunar Getaway, która ułatwi logistykę podróży na Srebrny Glob. Amerykanie w ramach umowy Artemis Accords wspierani są między innymi przez Kanadyjczyków, Japończyków i kraje członkowskie Europejskiej Agencji Kosmicznej, w tym Polskę.
Przeczytaj także:
Rynki zareagowały nerwowo na wieczorne wystąpienie Donalda Trumpa, który zapowiedział kolejne tygodnie bombardowania Iranu
W przemówieniu wygłoszonym w Białym Domu wieczorem we wtorek 1 kwietnia prezydent Stanów Zjednoczonych chwalił się dotychczasowymi sukcesami: ograniczeniem możliwości ofensywnych Republiki Islamskiej i „rozbiciem w proch i pył ich fabryk broni i wyrzutni rakietowych„. Przekonywał, że już wkrótce USA osiągną swoje cele militarne. „W ciągu najbliższych dwóch, trzech tygodni zabierzemy ich z powrotem do epoki kamienia łupanego, gdzie jest ich miejsce. W międzyczasie prowadzimy negocjacje”.
Trump stwierdził też, że irańskie ośrodki jądrowe zostały obrócone w proch i pył i Irańczykom zajmie miesiące, zanim będą mogli „pozbierać atomowy pył". Powtórzył też swoje żądanie, by kraje, które importują ropę przez zablokowaną przez Iran cieśninę Ormuz. same zmusiły władze w Teheranie do jej otwarcia.
Prezydent nie wspomniał w swoim przemówieniu NATO, na które narzeka z powodu braku chęci sojuszników do włączenia się do wojny z Iranem. Jednak tego samego dnia na wielkanocnym przyjęciu w Białym Domu głośno wypomniał członkom NATO, że są dla Stanów Zjednoczonych bezużyteczni i że taki sojusz z punktu widzenia USA się nie sprawdza. Nagranie z tego zamkniętego dla prasy spotkania pojawiło się na stronie prezydenta, by szybko stamtąd zniknąć.
Trump wypowiedział się o 21, czyli o 3 nad ranem naszego czasu i rynki USA nie zdążyły jeszcze zareagować. Za to na azjatyckich od rana widać spadki (większość tranzytu ropy przez cieśninę Ormuz płynie właśnie do Azji.
Wypowiedź Trumpa rozczarowała tych, którzy liczyli na to, że zmęczony wojną, która nie przyniosła upadku irańskiego reżimu, a wręcz przeciwnie – bolesne ataki z jego strony na Izrael i państwa Zatoki Perskiej oraz blokadę cieśniny Ormuz, zagrażającą łańcuchom dostaw. Z ulgą mogli na razie odetchnąć ci, którzy obawiali się amerykańskiej inwazji na irańskie terytorium, jeszcze bardziej destabilizującej sytuację w regionie i na świecie. Z deklaracji amerykańskiego prezydenta trudno jednak wysnuć jakieś realistyczne wnioski – Trump jednocześnie grozi Iranowi potężnymi konsekwencjami i utrzymuje, że prowadzi z irańskim reżimem owocne negocjacje (którym Teheran zdecydowanie zaprzecza).
Przeczytaj także:
Jeśli nasz sojusznik zza wielkiej wody chce europejskiej pomocy, to minimalny szacunek wymagałby, by konsultować te sprawy wcześniej, a nie wtedy, kiedy pojawiają się problemy – powiedział prezydencki minister Marcin Przydacz w Radiu Zet
Sytuacja, w której najpierw podejmuje się działania, a potem, jak pojawiają się problemy i oczekuje się pomocy, na pewno nie jest optymalna – powiedział Przydacz 1 kwietnia.
Tak komentował niezadowolenie prezydenta Trumpa, że sojusznicy z NATO nie przyszlu USA z pomocą, kiedy zaczęły się kłopoty w wojnie z Iranem („Stany Zjednoczone zostały poinformowane przez większość »sojuszników« z NATO, że nie chcą one angażować się w operację wojskową przeciwko terrorystycznemu reżimowi Iranu na Bliskim Wschodzie”. „Nie jestem jednak zaskoczony ich działaniami, ponieważ zawsze uważałem NATO, gdzie wydajemy setki miliardów dolarów rocznie na ochronę tych samych krajów, za drogę jednokierunkową — będziemy ich chronić, ale oni nic dla nas nie zrobią, zwłaszcza w czasach potrzeby”).
Donald Trump nie tylko skarży się na nieprzydatność sojuszników, ale snuje publicznie rozważania o tym, czy Ameryka potrzebuje jeszcze NATO. Z przecieków wynika też, że Amerykanie zastanawiają się, czy nie wycofać z Polski Patriotów na Bliski Wschód. Polski MON to już zdementował. Także Przydacz zapewniał, że Amerykanie nie zwracali się do prezydenta Nawrockiego o Patrioty („nie było takich rozmów na poziomie pana prezydenta”)
Przeczytaj także:
Do tej pory ekipa Nawrockiego była wstrzemięźliwa w krytyce prezydenta Trumpa. Szczególna rola Karola Nawrockiego w polskiej polityce zagranicznej miała wynikać z jego wyjątkowo dobrych stosunków z prezydentem USA. Dlatego np. kiedy w styczniu ogłosił on, że sojusznicy z NATO w czasie wojny w Iraku na nic się nie przydali („Nigdy ich nie potrzebowali, wysłali swoje wojska, ale pozostawali nieco z tyłu, z dala od linii frontu”), Nawrocki bardzo delikatnie i oględnie przypomniał o tym, że polscy żołnierze ginęli wspierając Amerykanów w ich operacji(„Nie ma wątpliwości, że Polscy żołnierze to Bohaterowie. Zasługują na szacunek i słowa podziękowania za ich służbę. W Afganistanie poległo 44 odważnych Polaków: 43 żołnierzy i cywil. Na zawsze zostaną w naszej pamięci!”).
Jeszcze w czasie ostatniej wizyty w USA, na konferencji amerykańskiej Alt-prawicy CPAC, 27 marca Nawrocki zachwalał Trumpa: „Prezydent Donald Trump jest prawdziwym przyjacielem Polski, ale jest też prawdziwym wojownikiem!”. Przemawiał jednak do pustawej sali i nie udało mu się w czasie tej wizyty spotkać z Trumpem.
Przeczytaj także:
Teraz jednak sondaże wyraźnie pokazują wyraźny zwrot w stosunku Polaków do USA. W badaniach CBOS opublikowany 31 marca aż 77 proc. ankietowanych deklaruje w nim, że uważa atak na Iran za błąd Stanów Zjednoczonych i Izraela. Co istotne, uważa tak 85 proc, wyborców KO, 95 proc, wyborców Lewicy, i aż 53 proc. wyborców PiS, 77 proc wyborców Konfederacji oraz 89 proc. wyborców Grzegorza Brauna.
Przeczytaj także:
Jak wskazywał „Newsweek”, za ceny paliw blisko co piąty wyborca PiS wini Stany Trumpa, a co czwarty wyborca Konfederacji – Izrael Netanjahu.
Jak podaje Rynek Zdrowia, sąd w Brukseli nakazał Polsce wykonanie umowy z Pfizerem i zapłatę ok. 5,6 mld zł za nieodebrane dawki szczepionki przeciwko COVID-19.
To wyrok, jaki 1 kwietnia wydał francuskojęzyczny Sąd Pierwszej Instancji w Brukseli w sprawie Pfizer BioNTech przeciwko Rumunii i Polsce. Chodzi o nieodebrane dawki szczepionek przeciwko COVID-19, które Polska miała w ramach umowy z Pfizerem kupić w 2022 roku.
Sąd uznał, że ani wojna w Ukrainie, ani spadek liczby zakażeń, nie uzasadniają uchylenia lub zmiany zobowiązań umownych Polski wobec Pfizera — podaje Rynek Zdrowia, który poinformował o wyroku. Sąd podkreślił również, że Polska nie wykazała nadużywania praw przez Pfizera, który domaga się zapłaty za nieodebrane dawki. W konsekwencji sąd nakazał Polsce odebranie pozostałych dawek szczepionki i uregulowanie płatności.
Chodzi dokładnie o kwotę 5 644 290 747 zł (ok. 1,3 mld euro). Z kolei Rumunia ma odebrać szczepionki o wartości ok. 600 mln euro.
20 maja 2021 r. Komisja Europejska zawarła z Pfizerem umowę zakupu szczepionek przeciwko COVID-19. Zrobiła to w imieniu państw członkowskich UE, dostosowując liczbę szczepionek do populacji w krajach.
Kiedy pandemia wyhamowała, okazało się, że Polska nie potrzebuje tylu szczepionek.
„Na początku zaczęliśmy te szczepionki przekazywać lub odprzedawać tym krajom, które nie miały dostępu w pierwszej kolejności (...). Udało nam się oddać bądź sprzedać blisko 30 mln tych preparatów.(…) [Dziś] sytuacja epidemiczna na świecie jest o tyle lepsza, że już nie ma takiego zapotrzebowania” – mówił w kwietniu 2022 ówczesny minister zdrowia Adam Niedzielski w TVN24.
Już wtedy resort ogłaszał, że nie odbierze kolejnych dawek i nie będzie za nie płacił.
„Konsekwencją tego będzie konflikt prawny. On już ma miejsce” – oświadczył Niedzielski. Oficjalnie Pfizer pozwał Polskę we wrześniu 2023 roku.
Przeczytaj także: