Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„VIKTOR ORBÁN NIGDY NIE ZAWIEDZIE WIELKIEGO NARODU WĘGIER” – pisze na social mediach prezydent USA Donald Trump. I apeluje o niedzielny głos na „prawdziwego przyjaciela, wojownika i ZWYCIĘZCĘ".
Prezydent USA Donald Trump opublikował w serwisie TruthSocial wpis, w którym wyraża poparcie urzędującego premier Węgier Viktora Orbána w wyborach parlamentarnych, które odbędą się w niedzielę 12 kwietnia.
„Wielce Szanowany Premier Węgier Viktor Orbán to prawdziwie silny i wpływowy Przywódca, który może pochwalić się udokumentowanymi sukcesami w osiąganiu fenomenalnych rezultatów” – czytamy w stanowisku [pisownia oryginalna].
„Niestrudzenie walczy o swój Wielki Kraj i Naród, kochając ich, tak jak ja Stany Zjednoczone. Viktor ciężko pracuje, aby Chronić Węgry, Rozwijać Gospodarkę, Tworzyć Miejsca Pracy, Promować Handel, Powstrzymywać Nielegalną Imigrację i Zapewniać PRAWO I PORZĄDEK! Relacje między Węgrami a Stanami Zjednoczonymi osiągnęły nowe szczyty współpracy i spektakularne osiągnięcia pod rządami mojej administracji, głównie dzięki premierowi Orbánowi. Z niecierpliwością oczekuję dalszej bliskiej współpracy z nim, aby oba nasze kraje mogły dalej podążać tą wspaniałą drogą do SUKCESU i współpracy. Z dumą POPARŁEM Viktora w wyborach w 2022 roku i jestem zaszczycony, że mogę to zrobić ponownie.
Dzień wyborów przypada na niedzielę, 12 kwietnia 2026 roku. Węgry: WYJDŹCIE I GŁOSUJCIE NA VIKTORA ORBÁNA. Jest prawdziwym przyjacielem, wojownikiem i ZWYCIĘZCĄ, a także ma moje pełne i całkowite poparcie dla reelekcji na stanowisko premiera Węgier – VIKTOR ORBÁN NIGDY NIE ZAWIEDZIE WIELKIEGO NARODU WĘGIER. JESTEM Z NIM NA CAŁEGO! Prezydent DONALD J. TRUMP”.
W niedzielę 12 kwietnia 2026 na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne. Niezależne sondaże pokazują znaczną przewagę opozycyjnej partii Tisza. W sondażach zlecanych przez rządzący od 16 lat Fidesz dominuje partia Viktor Orbána.
Kampania Tiszy skupia się w dużej mierze na kwestiach korupcji w szeregach partii rządzącej, zbudowanego przez nią systemu oligarchicznego, a przede wszystkim wysokich kosztach życia i niskich zarobkach Węgrów. W ostatnich dniach ważnym wątkiem są także międzynarodowe sojusze Orbána i jego ludzi. Media ujawniły treść rozmów szefa węgierskiego MSZ z jego rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem, z których wynika, że rząd Orbána regularnie przekazywał Kremlowi wrażliwe informacje z negocjacji i ustaleń europejskich sojuszników.
Do tych nagra i relacji rządu Orbána z Rosją odnosi się na wiecach lider węgierskiej opozycji Peter Magyar. „W zasadzie Rosjanie tu są. Mają tu swoje siły. A ludzie z rosyjskich tajnych służb wojskowych chcą wywierać na was wpływ, a także na węgierskie wybory – na wszelkie możliwe i niemożliwe sposoby. Cóż, mam dla nich i premiera Orbana złą wiadomość: węgierski naród, kochający wolność, zazwyczaj nie reaguje dobrze, gdy próbuje się wpływać na węgierską historię. Węgierskiej historii nie pisze się w tych dniach ani w Brukseli, ani w Waszyngtonie, ani w Moskwie, ale na węgierskich uliach, w Szekszárd” – mówił Magyar w środę podczas wiecu, który na łamach OKO.press relacjonowała Agata Szczęśniak.
Aktualna amerykańska administracja mocno wspiera urzędującego premiera Węgier. Fidesz i Orban są częścią międzynarodowego ruchu MAGA. W tym tygodniu w Budapeszcie osobiście pojawił się wiceprezydent USA JD Vance. W czasie dwudniowej podróży zachwalał rządy Viktora Orbana i oskarżał Ukrainę oraz Unię Europejską o ingerencję w węgierskie wybory.
„Jednym z powodów, dla których tu jesteśmy, i jednym z powodów, dla których prezydent, Stany Zjednoczone, mnie tu wysłały, jest to, że uważamy, iż skala ingerencji ze strony brukselskiej biurokracji jest naprawdę skandaliczna. Nie będę mówił Węgrom, jak głosować. Zachęcałbym biurokratów w Brukseli, żeby zrobili dokładnie to samo” – mówił JD Vance.
Przeczytaj także:
Po powtarzanych przez stronę ukraińską apelach o zwieszenie broni na czas prawosławnej Wielkanocy, Władimir Putin ogłosił, że Rosja wstrzymuje ogień. I oczekuje od Ukrainy „podążenia za jej śladem”.
Władimir Putin ogłosił w czwartek zawieszenie broni z okazji prawosławnej Wielkanocy. Ma ono się rozpocząć o godz. 16.00 w sobotę 11 kwietnia i potrwać 32 godziny. W oficjalnym komunikacie Putin zaznaczał, że najwyżsi dowódcy wydali już odpowiednie rozkazy. Dodano jednak, że „wojska mają być gotowe do wyeliminowania wszelkich możliwych prowokacji ze strony wroga, a także wszelkich działań agresywnych”.
W oświadczeniu pojawiło się także sformułowanie, że Rosja oczekuje od Ukrainy podążenia za jej śladem i wstrzymania ognia w święta. Tylko że to Ukraina w ostatnim czasie wielokrotnie wzywała Rosję do zawieszenia broni, a apele te pozostawały bez odpowiedzi.
Pomimo tak ustawianej przez Kreml narracji, Zełeński szybko potwierdził zawieszenie broni po stronie ukraińskiej.
„Ukraina wielokrotnie deklarowała gotowość do podjęcia symetrycznych kroków. Zaproponowaliśmy zawieszenie broni podczas tegorocznych świąt wielkanocnych i będziemy działać w tym kierunku. Ludzie potrzebują świąt wielkanocnych wolnych od gróźb i realnego ruchu na rzecz pokoju, a Rosja ma szansę nie wracać do strajków również po świętach wielkanocnych” – napisał na Twitterze.
Przeczytaj także:
Drugi dzień obowiązywania zawieszenia broni jest spokojniejszy niż pierwszy. Po krwawych izraelskich nalotach na Bejrut Amerykanie zdołali nakazać Izraelowi wstrzymanie ataków na Liban
Przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf przypomniał dziś we wpisie w mediach społecznościowych, że według Iranu Liban również jest cześcią porozumienia o zawieszeniu broni. To kluczowy punkt sporny przed ewentualnymi rozmowami o zakończeniu wojny między Izraelem i USA a Iranem w Islamabadzie. Irańskie stanowisko od początku brzmi: jeśli Izrael nie wstrzyma ataków na Liban i na irańskiego sojusznika – Hezbollah – żadnych rozmów nie będzie.
Dlatego rozmowy wiszą na włosku. Dziś popołudniu izraelska armia wydała kolejne nakazy ewakuacji dla południowego Bejrutu. Dalsze ataki mogą sprowokować Iran do rezygnacji z udziału w szykowanym przez Pakistan spotkaniu. Premier Pakistanu, Szehbaz Szarif potępił izraelskie ataki na Liban. We wpisie, w którym Szarif ogłaszał osiągnięcie porozumienia o zawieszeniu broni, pakistański premier jasno zaznaczał, że Liban również jest częścią porozumienia.
Przygotowania do spotkania w Islamabadzie trwają. Amerykanie potwierdzili, że formalna część rozmów ma się rozpocząć w sobotę rano czasu lokalnego. W amerykańskiej delegacji mają znaleźć się wiceprezydent J.D. Vance a także bliscy współpracownicy prezydenta Trumpa Steve Witkoff i Jared Kushner. Irański ambasador w Pakistanie Reza Amiri Moghadam ogłosił już dziś we wpisie w mediach społecznościowych przybycie irańskiej delegacji do Islamabadu. Później jednak wpis usunął.
Później irańska ambasada w RPA ogłosiła, że Irańczycy udadzą się do Islamabadu. Według wpisu, Iran miał być wczoraj na granicy odpowiedzi Izraelowi na ataki na Liban. Jednocześnie Amerykanie mieli zapewnić, że powstrzymają Izrael od dalszych ataków.
Wobec nakazów ewakuacji wydanych przez izraelską armię w Libanie pozostają pytania: czy Izrael przeprowadzi planowane ataki? A jeśli tak, czy Irańczycy wycofają się, zgodnie ze swoimi zapowiedziami?
Jest szansa, że deeskalacja faktycznie się wydarzy. Późnym popołudniem Benjamin Netanjahu ogłosił, że zamierza rozpocząć bezpośrednie rozmowy z libańskim rządem o rozbrojeniu Hezbollahu.
W nocy z wtorku 7 kwietnia na środę 8 kwietnia, pod presją gróźb Donalda Trumpa, Iran i USA przy pośrednictwie Pakistanu, zgodziły się powstrzymać wymianę ognia w rozpoczętej przez USA i Izrael 28 lutego wojnie. W środę widzieliśmy jednak wiele naruszeń zawieszenia broni. Najbardziej rażącym były izraelskie ataki na Liban, szczególnie na Bejrut.
W atakach na miasto według libańskiego Ministerstwa Zdrowia zginęły przynajmniej 203 osoby, a ostateczna liczba najpewniej jest znacząco wyższa. Dopiero po atakach Donald Trump miał poprosić izraelskiego premiera o ich ograniczenie, by nie torpedować rozmów z Iranem.
Przeczytaj także:
Amerykański dziennik Wall Street Journal donosi, że Donald Trump zastanawia się nad „ukaraniem” części państw NATO, które niedostatecznie wsparły USA w kampanii militarnej przeciwko Iranowi.
Według dziennikarzy może chodzić o przeniesienie części żołnierzy z baz „nielojalnych” krajów do tych, które Waszyngton uważa za bardziej przyjazne. W ten sposób Trump zaznaczyłby swoją rezerwę wobec niektórych z sojuszników, jednak wciąż pozostałby w NATO. W środę rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt określiła wojnę USA i Izraela z Iranem mianem „testu”, którego sojusz nie zdał.
Jak pisze „Wall Street Journal”, plan zakłada przeniesienie wojsk amerykańskich z państw członkowskich NATO uznanych za nieprzydatne dla działań wojennych z Iranem do innych krajów sojuszu. „Mam bezpośredni cytat od prezydenta Stanów Zjednoczonych na temat NATO i podzielę się nim z wami wszystkimi: zostali poddani próbie i zawiedli” – przekazała Leavitt.
„To dość smutne, że NATO odwróciło się od Amerykanów w ciągu ostatnich sześciu tygodni, podczas gdy to właśnie Amerykanie finansują ich obronę" – mówiła Leavitt.
Trumpa miała zirytować między innymi postawa Hiszpanii, która zablokowała przeloty amerykańskich samolotów uczestniczących w operacji irańskiej przez swoją przestrzeń powietrzną, a także krytykujące działania wojenne Niemcy oraz Włochy. Zdaniem dziennikarzy WSJ Trump ma być bardziej przychylny Polsce, Rumunii, Litwie oraz Grecji.
Donald Trump w ostatnich tygodniach wielokrotnie wzywał kraje NATO do wsparcia działań przeciwko Iranowi. Te odnosiły się jednak do operacji ze sceptycyzmem. W związku z tym pojawiły się spekulacje o możliwości opuszczenia Sojuszu przez Stany Zjednoczone. Wcześniej prezydent Stanów Zjednoczonych wysyłał nieprzyjazne sygnały do Danii, członka NATO od samego początku istnienia Sojuszu. Amerykański przywódca wyrażał chęć zajęcia Grenlandii, stanowiącej terytorium zależne od Kopenhagi.
Przeczytaj także:
Uroczystość ślubowania czwórki wybranych przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego trwała zaledwie 10 minut. Pomimo zaproszenia prezydent Karol Nawrocki nie stawił się na uroczystość.
„Dziś, 9 kwietnia, w odpowiedzi na inicjatywę wybranych sędziów TK, w obecności byłych prezesów TK oraz notariusza zostało przyjęte ślubowanie wobec prezydenta” – powiedział marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Na tym procedurę uważam za zakończoną – oświadczył.
W czwartek po południu w Sejmie odbyła się 10-minutowa uroczystość ślubowania sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
Wśród nich byli: Krystian Markiewicz, Maciej Taborowski, Marcin Dziurda oraz Anna Korwin-Piotrowska. Ślubowanie złożyli ponownie także Magdalena Bentkowska i Dariusz Szostek, którzy w ubiegłym tygodniu złożyli je osobiście przed prezydentem Karolem Nawrockim.
Bentkowska i Szostek postanowili jeszcze raz złożyć ślubowanie w ramach solidarności z pozostałą czwórką sędziów.
Na ślubowaniu zjawili się także byli prezesi Trybunału Konstytucyjnego Marek Safjan, Jerzy Stępień, Bohdan Zdziennicki i Andrzej Zoll, a także prezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie sędzia Dorota Markiewicz.
„Zwracam się do Prezydenta RP. Na podstawie art. 4 ust. 1 ustawy z dnia 30 listopada 2016 r. o statusie sędziów TK (...) składam wobec Prezydenta RP ślubowanie następującej treści” – taką formułą przed wypowiedzeniem ślubowania wygłaszali sędziowie, którzy nie składali dotychczas ślubowań.
Czarzasty był w Sejmie pytany przez dziennikarzy, co jeśli prezes TK Bogdan Święczkowski nie dopuści sędziów do Trybunału. „Jeżeli prezes TK nie dopuści do funkcjonowania sędziów, to będziemy podejmowali właściwe decyzje” – odparł. „Myślę, że państwo nie macie wątpliwości po dziś, że jesteśmy w stanie i umiemy podejmować decyzje” – dodał.
Sejm wybrał sześcioro sędziów TK 13 marca. W minionym tygodniu prezydent Karol Nawrocki odebrał ślubowania od dwójki z nich: Szostka i Bentkowskiej.
Magdalena Bentkowska to adwokatka i doktor nauk prawnych, jej kandydaturę zgłosiło PSL. Dariusz Szostek to profesor Uniwersytetu Śląskiego, radca prawny, specjalista prawa nowych technologii, jego zgłosiła Polska 2050.
Nowi sędziowie zostali zgłoszeni jako kandydaci przez koalicję rządzącą. Sejm wybrał ich na indywidualne dziewięcioletnie kadencje.
Na poziomie ustawowym, nie konstytucyjnym, jest uregulowane, że sędziowie składają przysięgę przed prezydentem RP.
Uchwalona za rządów PiS w 2016 roku i nadal obowiązująca ustawa o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego mówi, że osoba wybrana na stanowisko sędziego Trybunału składa wobec prezydenta ślubowanie, a stosunek służbowy sędziego Trybunału nawiązuje się po złożeniu ślubowania.
PiS uważa, że sędzia wybrany do Trybunału Konstytucyjnego, który nie został zaprzysiężony, nie jest sędzią tego Trybunału. Zaprzysiężenie przed prezydentem jest dopełnieniem procedury wyboru.
Koalicja rządząca uważa inaczej. Europoseł Koalicji Obywatelskiej adwokat Michał Wawrykiewicz podkreślił, że ślubowanie ma charakter ceremonialny, potwierdzający zgodę sędziego na objęcie funkcji.
Zgadza się z tym również sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku prof. Ewa Łętowska, która wskazuje, że ślubowanie jest uroczystością, która wieńczy procedurę wyboru sędziów. „Nigdzie nie jest powiedziane, co się stanie, jeżeli prezydent uchyla się od tego aktu ceremonialnego, bo całe zaproszenie przez prezydenta i oprawa mają charakter zwyczaju” – podkreślała profesor Łętowska w marcu.
Jak pisała Anna Wójcik dla OKO.press środowisko Prawa i Sprawiedliwości krytykowało koalicję rządową za to, że obecna większość rządząca nie obsadziła wakatów w Trybunale Konstytucyjnym w miarę, jak się pojawiały. Faktycznie, koalicja rządząca powinna była obsadzać wakaty sukcesywnie. Koalicja zdecydowała się TK marginalizować i chciała najpierw zreformować TK ustawami.
Przeczytaj także: