„Nie ma perspektyw”, „Węgry utknęły„, ”To jest zmiana reżimu" – słyszymy od zwolenników opozycyjnej Tiszy na wiecach jej lidera Pétera Magyara na głębokiej węgierskiej prowincji. Jeszcze 4 lata temu wybory wygrywali tam kandydaci rządzącego Fideszu
„Ja i 80 proc. moich znajomych zawsze głosowaliśmy na Orbána” – mówi mi około 50-letnia mieszkanka Szekszárd na południu Węgier. W niedzielę 12 kwietnia 2026 ona i jej znajomi zagłosują na opozycyjną Tiszę. Rozmawiamy przed wiecem Pétera Magyara w środę 8 kwietnia 2026 roku. Tego dnia kandydat opozycji odwiedzi sześć miejscowości, poprzedniego – odwiedził siedem. W tak intensywnej trasie jest od kilku miesięcy. Byłam na dwóch jego wiecach.
Szekszárd jest najmniejszą pod względem liczby ludności stolicą powiatu na Węgrzech. Historia 34-tysięcznego miasteczka sięga XI wieku. Dziś znane jest przede wszystkim z otaczających je winnic. W 2022 roku kandydat Fideszu zdobył tu ponad 55 proc. głosów, bezapelacyjnie pokonując kontrkandydatów.
Parterowe lub jednopiętrowe domy, uliczki wspinające się po wzgórzach. A z centralnego placu przed kościołem, gdzie odbędzie się wiec Magyara, uśmiecha się figura Jana Pawła II.
Wiec ma się rozpocząć o godzinie 14:00. Mimo że to przecież dzień powszedni, środek dnia, na lidera opozycji oczekuje kilkaset osób. Rozsiadają się na schodach kościoła, zbierają w grupki, jest tak słonecznie i ciepło, że można zdjąć kurtki.
17-letni chłopak przyznaje, że przyszedł bardziej z ciekawości niż z zaangażowania. Zaraz jednak podbiega jego dziewczyna z garścią naklejek i torbą Tiszy: „My pomagamy! My jesteśmy bardzo zaangażowani!” – mówi, że wierzy w Magyara i chce, żeby Orbán już sobie poszedł. Liczy na zmianę.
Torby, koszulki, bluzy, flagi – wszystko z logotypem Tiszy, dookoła jest ich pełno.
Trzy godziny później i 100 kilometrów dalej, w Kaposvár, usłyszę: „Magyar mówi, że wspiera go 50 tysięcy wolontariuszy. Nie wiem, ilu dokładnie jest, nie mogę tego sprawdzić, ale widzę, że ludzie chcą mu pomagać. To po prostu widać. Nawet gdyby to była połowa, to przecież dużo ludzi?”.
Ten sam chłopak powie mi, że nigdy nie widział tylu ludzi na ulicach swojego miasta, a już na pewno nie na wiecu polityka opozycji. Jest zaskoczony, bo Kaposvár należy do bastionów Fideszu. Opowiada mi, że politycy Fideszu rządzili tu, odkąd on pamięta, a ma 29 lat. „To jest jak zmiana reżimu”.
Trzeba jednak przyznać, że większym, bo niemal 70-tysięcznym Kaposvár, organizatorzy sprytnie wybrali miejsce wiecu. Dózsa György to bardziej szeroka ulica niż plac. Między kamienicami tłum prawdopodobnie wydaje się większy, niż byłby na otwartej przestrzeni.
Do Szekszárd kandydat spóźnia się prawie półtorej godziny. Tłumek raz rzednie, raz się powiększa. Gdy Magyar stanie na scenie, otoczy go pewnie ze dwa tysiące ludzi – dużo jak na tak niewielką miejscowość.
Niewysoki, wręcz filigranowy, choć na nagraniach publikowanych przez sztab zdaje się potężniejszy. Przemawia mocnym, nieco już ochrypniętym głosem. W ręku trzyma kartki, do których czasem zerka – może po to, by nie zgubić wątku, a może przypomina sobie odniesienia do miejsca, w którym jest, bo wplata je w przemówienie.
Nie jest tym typem lidera rubasznego, dowcip dawkuje, wybiera powagę.
Zaczyna od przekazu mobilizacyjnego: „Każdy głos się liczy! Proszę wszystkich, zarówno tych obecnych tutaj, jak i obserwujących nas w sieci, proszę każdego, aby rozmawiał z każdym o tym, że to decydujące wybory, ostatnia szansa, jaką otrzymaliśmy od losu, od historii”. Apeluje do zebranych, by chodzili od domu do domu, rozmawiali ze znajomymi i nieznajomymi.
Sztab wyraźnie ubezpiecza się przed spadkiem mobilizacji. Do ludzi musiały już dotrzeć wyniki niezależnych sondaży, w których Tisza ma znaczną przewagę. Według badania opublikowanego w środę – wręcz przygniatającą. Pracownia Medián przewiduje, że Tisza zdobędzie większość konstytucyjną, między 138 a 143 miejsc w parlamencie. Magyar mówi, że o wyniku może zdecydować to, czy jakieś małżeństwo wybierze się w niedzielę na wycieczkę, czy na wybory.
Zwraca się wprost do młodych ludzi, mówiąc, że liczą się nie tylko czyny, ale też zaniechanie. „Dołączcie do nas, by zmienić system i pisać historię”.
Dlaczego pięćdziesięciolatka z Szekszárd nie zagłosuje już na Orbána? „Kiedyś żyłam na bardzo dobrym poziomie, teraz wszystko jest drogie”. Opowiada o rosnących cenach, o kiepskim transporcie publicznym i trudnościach z dostaniem się do szpitala.
Mówi też o korupcji – ludziom takim jak ona żyje się gorzej, a Orbán i jego koledzy się bogacą.
„Orbán to mafiozo” – nie owija w bawełnę inny mieszkaniec Szekszárd. Gdy Magyar mówi o korupcji rządu Orbána, zbiera największe oklaski.
„Węgry utknęły, nie ma perspektyw gospodarczych, może Magyar jakoś ruszy kraj” – ma nadzieję student informatyki, który narzeka też na poziom edukacji. Zwraca uwagę, że kiedyś Węgry były na wyższym poziomie gospodarczym niż Polska: „A teraz nas przeskoczyliście”.
„Zrobili z Węgier najbiedniejszy i najbardziej skorumpowany kraj Europy” – mówi chwilę później Magyar. „Ta władza wydaje miliony z naszych podatków na podłą, kłamliwą propagandę, zamiast ratować węgierską służbę zdrowia, zamiast tworzyć miejsca pracy na węgierskiej prowincji, aby nie trzeba było godzinami dojeżdżać do pracy”.
Jaki związek z rzeczywistością mają te oceny? Niemały. „W latach 2023-2024 gospodarka węgierska dwukrotnie znalazła się w recesji technicznej (spadek PKB przez co najmniej dwa kolejne kwartały)” – przypomina Ośrodek Studiów Wschodnich. „Wskaźnik PKB na mieszkańca według parytetu siły nabywczej wyniósł w 2024 roku 77 proc. średniej unijnej – słabszy wynik odnotowały jedynie Słowacja, Łotwa, Grecja i Bułgaria. Równocześnie kraj charakteryzował się najniższym w całej Unii Europejskiej poziomem rzeczywistej konsumpcji indywidualnej per capita według parytetu siły nabywczej (72 proc. średniej)”.
Pytam, czy nie przeszkadza im, że Magyar wywodzi się z Fideszu. Człowiek, który ma szansę wygrać z Orbánem, należał przecież do orbánowskiego układu władzy. Od 2009 roku zaliczał kolejne stanowiska w administracji Fideszu. Pracował w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i Handlu, w węgierskim przedstawicielstwie przy Unii Europejskiej, w Węgierskim Banku Rozwoju, w spółkach państwowych, a nawet w Kancelarii Premiera. Nie były to stanowiska eksponowane, ale za to dobrze płatne. Należał do rzeszy politycznych aparatczyków średniego szczebla, dorabiających się na rządach Orbána.
Szeroka publiczność usłyszała o nim w 2023 roku, gdy ujawnił nagranie dowodzące korupcji w kręgach rządowych. Nie dość, że Magyar sam nagrywał, to jeszcze nagrał swoją żonę – pełniącą wówczas funkcję ministra sprawiedliwości. Związek się skończył rozwodem, była żona oskarżyła go o zdradę i przemoc, ale Magyar zaczął w tym momencie prawdziwą polityczną karierę.
Wcześniej trafiał do kolorowych magazynów jako mąż swojej żony, idealny ojciec zajmujący się trójką dzieci, gdy jego partnerka, Judit Varga, robiła karierę na najwyższych szczeblach. Teraz to on jest na czołówkach światowych mediów jako człowiek, który może obalić niezniszczalnego Orbána.
„On jest naszą ostatnią szansą” – słyszę od kilku osób. „Ostatnia szansa” to fraza z przemówień Magyara, widać, że trafia.
„Niech się wykaże” – mówi student informatyki z Szekszárd. Dodaje: „Orbán kiedyś był antykomunistą, a teraz się przyjaźni z Putinem”. Ludzie się zmieniają, życiorysy nie są linearne. Zdaje się, że orbánowska przeszłość pomaga Magyarowi – nie tyle budzi podejrzenia, ile ubarwia, jest człowiekiem z historią, więc się wyróżnia.
29-latek z Kaposvár zwraca uwagę na to, że Magyar odszedł z Fideszu, ale nie przyłączył się do „starej” opozycji. „Nie jest ani z jednymi, ani z drugimi. Próbuje iść swoją drogą. To bardzo sprytne z jego strony, mnie się to podoba”.
Na tym etapie kampanii w przemówieniach nie ma zdań ani wątków przypadkowych. Jest to, co według sztabów sprawdza się najlepiej.
Magyar przypomina głośne skandale, w tym pedofilskie. Obiecuje rozliczyć nadużycia orbánowskiej władzy. Opowiada, że rządzący „wiedzą, że to koniec” i już puścili w ruch niszczarki. „Ale możemy im przekazać wiadomość: poczujecie chłodny oddech węgierskiego narodu na karku”.
Obiecuje też stworzyć rząd, „który będzie reprezentował wszystkich Węgrów”. „Dołączcie do nas!” – zwraca się do dawnych zwolenników Fideszu. Mówi: „Oni też nie na to głosowali, nie chcieli takiej władzy”. Rysuje nowy podział: „To nie Węgrzy stoją przeciwko Węgrom, ani wyborcy Fideszu przeciwko wyborcom Tiszy”. To oligarchowie „trzymają ten kraj jako zakładników”.
A w jaki sposób Magyar chce zmienić kraj? Właściwie to nie on ma go zmienić – to Węgrzy mają to zrobić. Odwołując się do fikcyjnego barona Munchausena, „który wyciągnął się z kłopotów, chwytając się za włosy”, to samo proponuje Węgrom. „Ale aby tak się stało, musimy się zjednoczyć”. „Nie będzie kolejnej szansy, obiecuję wam, że jeśli pójdziecie z nami i pomożecie, to ten kraj znów poradzi sobie z trudnościami”.
Magyar odnosi się do ujawnionych ostatnio rozmów. Orbána z Putinem i szefa MSZ Węgier Petera Szijjarto z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem.
„W zasadzie Rosjanie tu są. Mają tu swoje siły. A ludzie z rosyjskich tajnych służb wojskowych chcą wywierać na was wpływ, a także na węgierskie wybory – na wszelkie możliwe i niemożliwe sposoby. Cóż, mam dla nich i premiera Orbána złą wiadomość: węgierski naród, kochający wolność, zazwyczaj nie reaguje dobrze, gdy próbuje się wpływać na węgierską historię. Węgierskiej historii nie pisze się w tych dniach ani w Brukseli, ani w Waszyngtonie, ani w Moskwie, ale na węgierskich ulicach, w Szekszárd” – mówił dziś Magyar.
Czy Trump pomoże Orbánowi? Dzień wcześniej J.D. Vance podczas „wiecu przyjaźni węgiersko-amerykańskiej” zadzwonił do prezydenta USA, by potwierdzić, że ten wspiera Orbána.
Mój rozmówca z Szekszárd, student, śmieje się i rozgląda dookoła: „Ludzie tutaj nawet nie wiedzą, że to jest wiceprezydent Stanów Zjednoczonych”.
W żadnej z rozmów spontanicznie nie pojawił się temat Ukrainy. Mimo że już w drodze z lotniska witały mnie plakaty Fideszu z przedstawianym w roli „wroga Węgier” Wołodymyrem Zełenskim. Te osoby, na które trafiłam, mówiły o kosztach życia, stagnacji kraju, zablokowanym rozwoju.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Komentarze