Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Stany Zjednoczone twierdzą, że w sobotę przez cieśninę Ormuz przepłynęło kilka amerykańskich statków. Donald Trump napisał, że rozpoczął już proces „oczyszczania” cieśniny. Tymczasem irańskie media powołując się na swoich urzędników przekazały, że to nieprawda i że żaden amerykański okręt nie wpłynął do kontrolowanej przez Iran cieśniny.
„Wszyscy wiedzą, że (Iran – PAP) przegrywa i to przegrywa na całej linii! Ich marynarka wojenna przepadła, siły powietrzne przepadły, nie mają żadnego sprzętu przeciwlotniczego, radary są zniszczone, fabryki rakiet i dronów zostały w dużej mierze zrównane z ziemią wraz z samymi rakietami i dronami” – napisał na portalu Truth Social Donald Trump.
Prezydent USA dodał, że "ich sędziwych »przywódców« nie ma wśród nas, chwała Allahowi! Jedyne, co im pozostało, to groźba, że statek może wpaść na jedną z ich min morskich. Nawiasem mówiąc, wszystkie ich 28 łodzi minowych również leży na dnie morza”.
Prezydent ogłosił, że rozpoczyna proces oczyszczania strategicznej dla USA cieśniny Ormuz. I że wyświadcza tym przysługuję Chinom, Japonii, Korei Południowej, Francji, Niemcom i innym, którym „brakuje odwagi i woli, by zrobić to samodzielnie”.
Prawdziwość słów prezydenta USA podważają irańskie media. Reuters, powołując się na irańską telewizję państwową, a ta – na urzędnika irańskiej armii – podają, że żaden amerykański okręt nie wpłynął w sobotę do cieśniny Ormuz.
W sobotę 11 kwietnia, w Islamadzie, rozpoczęły się trójstronne rozmowy pokojowe, mające zakończyć trwającą od sześciu tygodni wojnę USA i Izraela z Iranem.
Jak podaje PAP, rozmowy dotyczą na razie wstępnych porozumień w kwestiach proceduralnych, czyli agendy i formatu właściwych negocjacji. Iran żąda wstrzymania ognia kierowanego w stronę Libanu, na co zgodzić nie chce się Izrael. Jak pisaliśmy w OKO.press, rozmowy w tej sprawie mają odbyć się we wtorek.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Ukraina i Rosja oficjalnie zawiesiły broń na czas prawosławnej Wielkanocy. Wcześniej strony wymieniły jeńców. Do domu wrócili m.in. żołnierze z Mariupola, którzy przebywali w rosyjskiej niewoli od czterech lat.
„Nasi wracają do domu. 175 żołnierzy. Żołnierze Sił Zbrojnych, członkowie Gwardii Narodowej, strażnicy graniczni. Szeregowi, sierżanci i oficerowie. Oraz siedmiu cywilów” – napisał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w komunikatorze Telegram.
Uwolniono żołnierzy, którzy bronili Ukrainy m.in. w Mariupolu oraz na frontach donieckim, ługańskim, charkowskim, chersońskim, zaporoskim, sumskim, kijowskim i kurskim. Wielu z nich było rannych i przebywało w niewoli od 2022 roku.
Powrót 175 rosyjskich żołnierzy potwierdziło też ichniejsze ministerstwo obrony narodowej. Wymiana jeńców jest elementem rosyjsko-ukraińskiej umowy regulującej zawieszenie broni na czas prawosławnej Wielkanocy. Władimir Putin ogłosił, że umowa obowiązuje od godziny 16 i potrwa 32 godziny.
W oficjalnym komunikacie Putin zaznaczał, że najwyżsi dowódcy wydali już odpowiednie rozkazy. Dodał jednak, że „wojska mają być gotowe do wyeliminowania wszelkich możliwych prowokacji ze strony wroga, a także wszelkich działań agresywnych”.
Wołodymyr Zełeński również ogłosił, że Ukraina pozostanie czuja na potencjalne ataki ze strony Rosji. I odpowie za każde naruszenie rozejmu. "Ukraina będzie przestrzegać zawieszenia broni i będzie działać wyłącznie w sposób lustrzany. Brak rosyjskich ataków w powietrzu, na lądzie i na morzu będzie oznaczał brak naszej odpowiedzi” – napisał prezydent Ukrainy w komunikatorze Telegram. Ostrzeżenie opublikował również na portalu X.
„Uważamy, że Wielkanoc powinna być czasem spokoju i bezpieczeństwa. Zawieszenie broni w okresie Wielkanocy mogłoby stać się początkiem rzeczywistych działań na rzecz pokoju – z naszej strony mamy odpowiednią propozycję” – przekazał prezydent Ukrainy.
Ostatnie rozmowy pokojowe między Rosją a Ukrainą odbyły się w lutym, w Genewie. Nie doprowadziły jednak do przełomu. Jak 1 kwietnia podawała agencja Reutersa, rozmowy wznowiono.
Kyryło Budanow, kluczowy negocjator i szef biura prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, w wywiadzie dla Bloomberga podkreślił, że zarówno Rosja, jak i Ukraina rozumieją konieczność zakończenia pięcioletniej, pełnoskalowej wojny. Motywacją Kremla mają być pieniądze – i gigantyczne sumy wydawane na wojsko. Budanowe wyliczał, że mowa o bilionach złotych.
„Wszyscy rozumieją, że wojna musi się skończyć. Dlatego negocjują” – mówił Budanow. „Nie sądzę, żeby to trwało długo” – dodawał twierdząc, że osiągnięto „ogromny postęp”, ale do finalizacji tych rozmów potrzebne jest szersze porozumienie, obejmujące Stany Zjednoczone i Europę.
Niewykluczone, że w Kijowie, w przyszłym tygodniu, pojawi się amerykańska delegacja, która obecnie przebywa w Pakistanie na rozmowach pokojowych z Iranem. Takie informacje pojawiały się w mediach przed tygodniem. Do tej pory nie ma jednak szczegółów ani oficjalnego potwierdzenia ewentualnej wizyty.
Przeczytaj także:
W stolicy Pakistanu powiewają flagi i banery z napisem: „Rozmowy w Islamandzie- kwiecień 2026”. Negocjacje pokojowe między Iranem a Stanami Zjednoczonymi mają rozpocząć się w sobotę. Warunki rozmów, agenda spotkania ani nawet jego formuła nie są na razie znane.
Aktualizacja z godz. 16:40. Irańskie media państwowe potwierdziły w sobotę, że w stolicy Pakistanu – Islamabadzie, rozpoczęły się trójstronne rozmowy pokojowe, mające zakończyć trwającą od sześciu tygodni wojnę USA i Izraela z Iranem. Wcześniej wiadomość o rozpoczęciu negocjacji przekazała amerykańska telewizja CBS.
Wiceprezydent J.D. Vance oraz Steve Witkoff oraz Jared Kushner będą reprezentować Stany Zjednoczone podczas rozmów pokojowych z Iranem, które mają odbyć się w Pakistanie. Amerykańska delegacja wylądowała w Islamadzie po godzinie 10:30 czasu lokalnego (czyli ok. 7:30 czasu polskiego) i udała się do Hotelu Serena, gdzie najprawdopodobniej odbędą się rozmowy.
Reprezentacja Iranu w stolicy Pakistanu przebywa już od piątkowego wieczora. Do stołu zasiąść mają m.in. minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi oraz przewodniczący parlamentu Mohammad Bager Ghalibaf.
Szanse na sukces sobotnich rozmów pokojowych są jednak nikłe. Jak potwierdza agencja Reutersa, Teheran poddaje w wątpliwość możliwość samego rozpoczęcia rozmów. Władze Iranu postawiły bowiem dwa warunki:
Jak pisaliśmy w OKO.press, Iran na kolejne ostrzeliwania Bejrutu (dokonane dzień po zawieszeniu broni w Iranie) zareagował szybko, zamykając strategiczną dla Donalda Trumpa Cieśnię Ormuz. Prezydent USA nacisnął na premiera Izraela i w efekcie dojdzie do spotkania między ambasadorami Izraela i Libanu w USA. Jak potwierdził ambasador Izraela w USA Yechiel Leiter, strony zgodziły się na pierwsze spotkanie we wtorek w Departamencie Stanu USA i przy udziale Stanów Zjednoczonych.
Polska Agencja Prasowa, powołując się na irańską telewizję państwową, poinformowała o 11:50, że delegacja z Teheranu rozpoczęła spotkanie z premierem Pakistanu Shehbazem Sharifem. Media podnoszą, że negocjacje prawdopodobnie będą miały format podobny tego z rozmów na temat irańskiego programu nuklearnego, które odbywały się przed rozpoczęciem amerykańsko-izraelskiego ataku. Delegacje USA i Iranu nie będą rozmawiać bezpośrednio, lecz przez pośredników.
Wojna Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem rozpoczęła się 28 lutego. W nocy z wtorku na środę strony zgodziły się na dwutygodniowe zawieszenie broni.
Strategicznym punktem rozmów pokojowych będą Liban oraz Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa nawet 20 procent światowego handlu ropą.
Jak pisała w OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk, "europejskie lotniska poinformowały, że za trzy tygodnie zaczną doświadczać niedoborów paliwa lotniczego. Zakłócenia w dostawach energii spowodowały już wzrost inflacji i spowolnienie światowej gospodarki, a skutki tych zakłóceń będą się utrzymywać przez wiele miesięcy, nawet jeśli negocjatorom uda się ponownie otworzyć cieśninę.
Opublikowane w piątek miesięczne dane dotyczące inflacji w USA, będące pierwszymi, które pokazały wpływ wojny, wykazały, że ceny konsumpcyjne wzrosły w marcu o 0,9%, co jest najszybszym wzrostem od szoku inflacyjnego z połowy 2022 r., który osłabił poparcie dla poprzednika Trumpa, Joe Bidena".
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
„Kapsuła w pozycji pionowej. Cała czwórka w doskonałej formie" – zameldował dowódca Reid Wiseman. Czteroosobowa załoga misji Artemis II wróciła na Ziemię i kilka minut po godzinie drugiej polskiego czasu wylądowała bezpiecznie na wodach Pacyfiku, u wybrzeży San Diego.
„Co za podróż” – podsumował dowódca załogi Artemis II.
50-letni astronauta był najstarszą osobą, jaka poleciała poza niską orbitę okołoziemską. Członkowie jego misji:
zapisali się na kartach historii świata. Nigdy dotąd astronauci nie byli tak daleko. Czteroosoba załoga Artemis II oddaliła się od Ziemi na przeszło 406 tysięcy kilometrów i okrążyli Księżyc, oglądając go m.in. z niewidocznej z Ziemi strony, których ludzkie oko nigdy wcześniej nie widziało.
Wcześniejszy rekord odległości należał do załogi misji Apollo 13 z 1970, która dotarła o ponad 6,6 tysiąca kilometrów bliżej niż dziś Artemis II.
Załoga wylądowała u wybrzeży San Diego w piątek o godzinie 17:07 (druga w nocy czasu polskiego). I otworzyła drogę do powrotu ludzi na Księżyc, a w przyszłości – także na Marsa. Jak przekazuje NASA, załoga Artemisa II wykonała na pokładzie przeszło siedem tysięcy zdjęć, w tym to ikoniczne, na którym widać nocny glob w świetle odbitym od Księżyca, z wyraźnie widoczną poświatą zorzy polarnej, a także fotografie dalekiej strony księżyca (nazywanej czasem ciemną). Załoga wykonała szereg testów i zebrała materał badawczy, który posłuży do ulepszania kolejnych misji na Księżyc.
Misja załogi Artemis II trwała dokładnie dziewięć dni, jedną godzinę i 32 minuty. Po udanym lądowaniu, astronauci przeszli podstawowe badania lekarskie, a potem odlecieli samolotem NASA do Centrum Kosmicznego im. Johnsona w Houston.
„Nigdy wcześniej ludzie nie przelecieli tak blisko bieguna południowego Księżyca, żadnemu z astronautów nie udało się wcześniej zobaczyć niektórych z miejsc i zjawisk. I tu widać wartość ludzkiego oka, której według mnie nie da się przecenić. W przypadku misji bezzałogowych wysyłamy próbnik, który nie ma wolnej woli, decyzyjności, nie może zorientować się w tym, co jest warte większej uwagi. Ludzkie oko ma inny zakres widzenia. Zakładam, że żadna z sond nie mogłaby dostrzec rozbłysków na powierzchni Księżyca, które zauważyli astronauci, i co zszokowało członków kontroli misji w Houston” – mówił OKO.press Maciej Myśliwiec, przedsiębiorca branży kosmicznej, właściciel marketingowej Space Agency i popularyzator nauki.
Lot Artemis II stanowi przełom w programie Artemis, który w ciągu kilku kolejnych lat ma doprowadzić do powrotu astronautów na powierzchnię naszego naturalnego satelity. Dobić tam ma misja Artemis IV, planowana na 2028 rok – choć możliwe jest tu opóźnienie.
Za program lotów na Księżyc odpowiada NASA ze wsparciem Kanady, Japonii czy Europejskiej Agencji Kosmicznej, której członkiem jest Polska. Obok rozwija się jednak też chiński program kosmiczny. Pekin twierdzi, że zamierza wysłać ludzi na Księżyc do 2030 roku.
Przeczytaj także:
„Teraz liczy się tylko to, by odsunąć Fidesz od władzy” – mówi OKO.press Marina uczestniczka największej demonstracji politycznej na Węgrzech po 1989 roku.
Lili i Maja przyszły na koncert-manifestację w Budapeszcie razem z koleżankami z klasy. Nie mają jeszcze 18 lat, nie mogą głosować, ale chcą, żeby reżim Orbána upadł.
W siedmiogodzinnym koncercie-manifestacji przeciwko władzy premiera Viktora Orbána 10 kwietnia w Budapeszcie wzięło udział kilkaset tysięcy osób. Wydarzenie zorganizowane na dwa dni przed wyborami parlamentarnymi przez Róberta Puzséra, znanego węgierskiego komentatora i aktywistę, to największa demonstracja polityczna po 1989 roku.
Na Plac Bohaterów ludzie schodzili się od późnych godzin popołudniowych. Nam nie udało się dotrzeć pod scenę, utknęłyśmy w tłumie na obrzeżach.
Kobieta sprzedająca wodę ma wetknięty wśród zgrzewek baner Tiszy. A na stoisku ze słodyczami największym zainteresowaniem cieszy się rolada w barwach węgierskiej flagi narodowej. Atmosfera jak z polskiego Openera miesza się z atmosferą wiecu politycznego. Transparentów jest niewiele, ale tłum ochoczo podchwytuje antyrządowe hasła. Dominują młodzi z pokolenia Zet.
Zbliżając się do Placu Bohaterów – tego samego, na którym w 1989 roku Viktor Orbán w słynnym przemówieniu wyganiał z Węgier radzieckie wojska – mijamy „kapliczkę” upamiętniającą zamordowanego rosyjskiego opozycjonistę Aleksija Nawalnego i innych więźniów politycznych. Po drugiej stronie ulicy stoi budynek ambasady rosyjskiej. Hasło „Ruscy do domu!” było jednym z najczęstszych okrzyków.
Na koncercie „Rozwalić system” 50 zespołów i artystów zagrało po jednej, krytycznej wobec reżimu Orbán piosence. Udział wzięli też sygnaliści, którzy stali się ostatnio gwiazdami niezależnych mediów. Bence Szabó, były funkcjonariusz policji i śledczy Narodowego Biura Śledczego, oraz Szilveszter Pálinkás, kapitan węgierskiej armii i oficer sił specjalnych.
„Czekam na wybory, czekam na zmiany. Moja córka tu jest, mnóstwo młodych ludzi tu jest. To historyczny moment. Pierwszy raz naprawdę możliwa jest zmiana” – mówi Marina, projektantka wnętrz. Jak podkreśla, nie identyfikuje się w pełni z nową opozycją, ale dziś „liczy się tylko to, by odsunąć Fidesz od władzy”.
Wspomina, że kiedyś głosowała na partię Viktora Orbána. – „Głosowałam na Fidesz w 2002 roku, to była zupełnie inna partia”. Z czasem jednak przyszło rozczarowanie: podział społeczeństwa, rządzenie przez zastraszanie i poczucie, że „ludzie zaczęli traktować się jak wrogowie”.
Daniel Sárdi przyznaje, że po raz pierwszy od lat wierzy w realną zmianę. – „Zawsze głosowałem na opozycję, ale dopiero teraz czuję, że to się może naprawdę udać” – mówi. Jego zdaniem kluczowe jest to, że poprzednie próby jednoczenia opozycji były niewiarygodne i „sztuczne”.
Dziś sytuacja wygląda inaczej, ale – jak zaznacza – nie oznacza to pełnego zaufania do nowej siły politycznej. – „Nie utożsamiam się ideologicznie z Peterem Magyarem, ale to nie ma dziś znaczenia” – mówi.
Zoltán Batka ocenia, że niezależnie od wyniku system Viktora Orbana wchodzi w fazę rozpadu. – „Nawet jeśli wydarzy się cud i Fidesz utrzyma większość, ten system i tak się sypie” – mówi. Jego zdaniem skala problemów gospodarczych i społecznych sprawia, że pytanie nie brzmi już czy zmiana nastąpi, lecz kiedy.
Ogromne owacje tłumu wywołało pojawienie się na scenie sygnalistów. Bence Szabó w ostatnim tygodniu przed wyborami ujawnił – w rozmowie z portalem śledczym Direkt36 – informacje o operacjach służb specjalnych i policji przeciwko głównej partii opozycyjnej Tisza. Szilveszter Pálinkás w 2026 roku stał się sygnalistą po ujawnieniu w mediach krytycznych informacji o stanie i morale Sił Zbrojnych Węgier.
„W idealnym systemie nie byłoby potrzeby organizowania koncertu obalającego system, a fakt, że on się odbywa, pokazuje, że system nie jest idealny” – mówił Szabó. Podkreślał, że „państwo nie może być równe partii, a partia nie może być równa państwu”.
"W tym systemie nasze prawa konstytucyjne nie są skutecznie egzekwowane. To musi się skończyć” – mówił sygnalista.
Szilveszter Pálinkás, były kapitan armii węgierskiej i oficer sił specjalnych, rozpoczął swoje wystąpienie refleksją o służbie i etyce.
„Życie nie jest równym marszem, lecz operacją w nieznanym terenie, gdzie nie ma mapy ani pewnej drogi, są tylko decyzje, a w takich momentach nie stopień ani wyposażenie, lecz to, co w nas, nasz kompas moralny, ma znaczenie” – mówił.
Podkreślał rolę wartości w służbie publicznej.
„Żołnierz wie, że jego najważniejszym narzędziem nie jest broń, lecz jego zasady” – mówił Pálinkás. „Siła społeczeństwa tkwi w cichej, konsekwentnej odwadze, która nie pozwala, by kłamstwa i strach wyznaczały kierunek” – podkreślał.
Media rządowe ignorowały koncert, aż do momentu, gdy pretekst dał im raper Eckü. „To pożegnalna impreza Fideszu!” – wykrzyczał ze sceny. Ale nie te słowa były najbardziej bulwersujące. Eckü zwrócił się do Gergely’a Gulyása, szefa Kancelarii Premiera Orbána, jednego z najbardziej nielubianych polityków rządzącej ekipy. „Położę ci to na głowie” – powiedział – po czym wyjął przyrodzenie.
Scenę zaraz zaczęli rozpowszechniać na platformach społecznościowych politycy rządu Orbána. „Oto baza Pétera Magyara” – napisał Balázs Orbán, główny doradca strategiczny Orbána.
„Zdjęcie dnia. Węgrzy wiedzą, jak mądrze wybrać” – napisał rzecznik rządu od spraw zagranicznych Zoltán Kovács. Na ironię zakrawa fakt, że raper Eckü jest współautorem piosenki „Magyarok”, którą Fidesz grał przez ostatnie dni na zakończenie wieców Viktora Orbána. Piosenkę odtworzono też podczas węgierskiego CPAC.