Witaj w dziale depeszowym OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Liderzy państw, na które administracja amerykańska zdecydowała się nałożyć wyższe cła, krytykują ruch Donalda Trumpa. „To niewłaściwe działanie, które nie służy nikomu” – powiedziała premierka Włoch Giorgia Meloni.
Przywódcy państw, których dotyczą nowe, amerykańskie cła, bardzo krytycznie odnoszą się do działań amerykańskiej administracji.
Chiny wzywają USA do wycofania się z tych działań i rozwiązania leżącego u ich podłoża na drodze „równych i obopólnie korzystnych negocjacji” – donosi chińska agencja Xinhua, powołując się na Guo Jiakuna, rzecznika chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Zdaniem Chin wprowadzenie ceł wzajemnych to poważne pogwałcenie zasad Światowej Organizacji Handlu.
"Strona chińska bardzo wyraźnie sprzeciwia się tym działaniom i podejmie niezbędne kroki w celu ochrony swojego uzasadnionego interesu” – powiedział Guo Jiakun. „W wojnie handlowej nie ma zwycięzców, protekcjonizm nie jest żadnym rozwiązaniem” – dodał rzecznik chińskiego MSZ.
Amerykańskie cła skrytykowała też premierka Włoch Giorgia Meloni (na zdjęciu powyżej). Meloni podkreśliła, że jej zdaniem nałożenie 20-procentowych ceł na produkty z UE “to złe rozwiązanie, które nie służy nikomu”.
“Zrobimy wszystko, by wypracować umowę ze Stanami Zjednoczonymi i uniknąć wojny handlowej, której efektem byłoby poważne osłabienie Zachodu” – napisała Meloni w oświadczeniu opublikowanym na stronie rządu. Dodała, że będzie działać w porozumieniu z partnerami z UE. Meloni zrezygnowała też z zaplanowanych na czwartek spotkań, by spotkać się z rządem i zastanowić nad dalszymi krokami w sprawie amerykańskich ceł.
Pilne spotkanie z przedstawicielami związków pracodawców i związków zawodowych najmocniej dotkniętych amerykańskimi cłami zwołał też premier Hiszpanii Pedro Sánchez oraz prezydent Francji Emmanuel Macron.
„Hiszpania będzie chronić swoje biznesy i pracowników oraz wciąż opowiadać się za światem wolnego handlu” – napisał Sánchez w mediach społecznościowych.
Prezydent Macron jeszcze nie zabrał głosu w sprawie, ale jego rzeczniczka Sophie Prima powiedziała w czwartek rano, że „Francja jest gotowa na wojnę handlową”.
Ze strony liderów skrajnej prawicy popłynęła za to krytyka w stronę Unii Europejskiej.
Węgry oskarżają, że wzrost poziomu ceł na europejskie produkty to wina „niekompetencji Brukseli”.
“Gospodarka i obywatele Europy znowu płacą cenę za niekompetencję Brukseli. Wczorajszy ruch USA ws. ceł oznacza jedno: Komisja Europejska powinna była negocjować (…), a nie zrobiła nic. Dysputę gospodarczą zamienili w ideologiczną (…)” – napisał w mediach społecznościowych Péter Szijjártó, węgierski minister spraw zagranicznych i handlu.
W podobnym tonie amerykańskie cła skomentował Santiago Abascal, lider VOX, trzeciej najczęściej popieranej partii politycznej w Hiszpanii.
„Ani [szefowa KE Ursula] von der Leyen, ani [premier Hiszpanii Pedro] Sánchez, ani [lider Partii Ludowej, największej partii opozycyjnej, Alberto Núñez] Feijóo nie obronili interesu Hiszpan. Partia Ludowa i socjaliści wciągają nas w samobójczą wojnę handlową. Nasze gospodarki muszą konkurować na nierównych zasadach ze względu na ideologiczną biurokrację i system dwupartyjny [Abascal nawiązuje tu do tego, że to głównie te dwie największe partie uczestniczą w alternacji władzy w Hiszpanii — red]. Musimy pozbyć się tej kasty, która doprowadza nas do ruiny i utraty wolności” – napisał w mediach społecznościowych lider Vox.
Prezydent USA Donald Trump w czwartek 3 kwietnia ogłosił 10-procentowe cła na wszystkich partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych. Przy czym te kraje, z którymi USA ma według administracji Trumpa największy deficyt handlowy, zapłacą jeszcze wyższy taryfy. Cła na Chiny wyniosą 34 proc., a na kraje Unii Europejskiej – 20 proc.
Nowymi cłami dotknięte zostaną także najbiedniejsze kraje: Kambodża będzie musiała płacić 49 procent, Wietnam – 46 procent, Sri Lanka – 44 procent, a Mjanma 40 procent. Najniższe cła obejmą m.in.: Australię, Wielką Brytanię, Brazylię i Argentynę.
Nowe cła nie zostały nałożone na Kubę, Białoruś, Koreę Północną i Rosję. Jak w rozmowie z „New York Times” tłumaczył anonimowy urzędnik Białego Domu, te państwa już teraz objęte są ekstremalnie wysokimi cłami i sankcjami, które sprawiają, że jakikolwiek znaczący handel z nimi jest niemożliwy. Zostały za to nałożone na Ukrainę, z którą roczny obrót handlowy wynosi tylko 3 mld dolarów.
Więcej w tekście Agaty Szczęśniak:
Rosja traktuje propozycje USA dotyczące Ukrainy poważnie, ale nie może ich zaakceptować w obecnej formie, powiedział wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow
W wywiadzie dla magazynu „Mieżdunarodnaja żyzń” wyjaśnił, że amerykańskie propozycje odbiegają od tego, czego chciałaby Moskwa: „Bardzo poważnie traktujemy proponowane modele i rozwiązania, ale nie możemy też traktować wszystkiego tak, jak jest. <...> Wszystko, co mamy do tej pory, to próba znalezienia jakiegoś planu, który w pierwszej kolejności umożliwiłby osiągnięcie zawieszenia broni, tak jak uważają Amerykanie”. „Moskwa ma głęboko i starannie przemyślany zestaw własnych priorytetów i podejść do tej kwestii”.
Propaganda we wtorek pokazała Putina, jak na spotkaniu z najbliższymi współpracownikami (na posiedzeniu rady Bezpieczeństwa) pyta się ministrów obrony i spraw zagranicznych, czy rozejm energetyczny na wojnie z Ukrainą jest przestrzegany. Ci odpowiadają, że nie, bo choć Rosja ostrzeliwuje wyłącznie „obiekty nieenergetyczne” w Ukrainie, to trafienia ukraińskie w Rosji dotyczą – jak zapewniają kremlowscy oficjele – „obiektów energetycznych”. Po czym Ławrow daje wywiad telewizji i wyjaśnia, że Moskwa nie może się porozumieć z władzami w Kijowie, bo „to nie są żadne władze”. Albo łamią „ustalenia”, albo nie panują nad wojskiem.
Jak widać, Moskwa próbuje teraz wmówić Trumpowi, że jest gotowa na rozejm, ale ponieważ Kijów jest niewiarygodny, trzeba tam najpierw wymienić władze. Stąd złożona w piątek przez Putina propozycja, by w Ukrainie wprowadzić zarząd komisaryczny ONZ.
Na ten pomysł Donald Trump zareagował już jednak lekką irytacją. A 1 kwietnia powtórzył, że oczekuje, że Rosja zawrze porozumienie z Ukrainą. Na co Moskwa odpowiedziała kolejnym komentarzem, że „kwestie będące przedmiotem dyskusji są bardzo złożone” oraz zapowiedzią, że na uroczystości rocznicy zdobycia Berlina 9 maja do Moskwy przyjedzie sam władca Chin Xi Jinping. Ustami aparatczyka niżej rangi, szefa partii komunistycznej Ziuganowa Kreml pozwolił sobie też na komentarz, że Trump na zaproszenie na uroczystość zwycięstwa nie zasługuje (Trump się do Moskwy nie wybierał i tak, więc to takie grożenie palcem).
Trump rozpoczyna masowe zwolnienia w FDA, CDC i innych amerykańskich agencjach ochrony zdrowia.
Jak podają źródła agencji Reuters , administracja Trumpa rozpoczęła we wtorek masowe zwolnienia 10 000 pracowników w amerykańskich agencjach ochrony zdrowia. Ochroniarze zablokowali wstęp niektórym pracownikom zaledwie kilka godzin po otrzymaniu przez nich zawiadomień o zwolnieniu.
Zwolnienia dotyczą czołowych naukowców nadzorujących zdrowie publiczne, badania nad rakiem oraz zatwierdzania szczepionek i leków.Już wywołało to obawy, jak Stany Zjednoczone zareagują na kryzysy zdrowotne, takie jak trwająca epidemia odry i rozprzestrzenianie się ptasiej grypy.
„FDA, jaką znaliśmy [Food and Drug Administration, uważanego za najlepszego regulatora leków na świecie] , jest skończona, a większość ekspertów posiadających wiedzę instytucjonalną i dogłębne zrozumienie rozwoju produktów i ich bezpieczeństwa już tu nie pracuje ” – napisał były szef agencji Robert Califf w poście na LinkedIn.
Zwolnienia polegały na tym, że ludzie po prostu nie mogli wejść do budynku, gdzie pracowali. Wśród nich była osoba głucha, dla której ochroniarz musiał wpisać na telefonie wiadomość, że została zwolniona. „Teraz na barkach ochroniarzy spoczywa obowiązek informowania ludzi o stracie pracy” – powiedział Reutersowi pracownik.
Jak powiedział były dyrektor centrum ds. wyrobów tytoniowych FDA, Mitch Zeller, cięcia objęły całe Biuro Zarządzania i Biuro Regulacji. „To praktycznie uniemożliwia CTP regulowanie produktów tytoniowych” – powiedział.
Według innego źródła, w Centrach Kontroli i Zapobiegania Chorobom zwolnieni pracownicy pracowali wcześniej w Narodowym Centrum Zdrowia Środowiskowego, Administracji ds. Nadużywania Substancji i Zdrowia Psychicznego oraz Narodowym Centrum Szczepień i Chorób Układu Oddechowego, w tym co najmniej jedna osoba pracująca przy federalnej reakcji na epidemie odry.
„HHS ma wpływ na życie niemal każdego Amerykanina, a reorganizacja i redukcja zatrudnienia na taką skalę zazwyczaj zajęłaby wiele miesięcy pracy” — powiedział Kevin Griffis, który 21 marca zrezygnował ze stanowiska dyrektora ds. komunikacji w CDC. Urzędnik ds. zdrowia powiedział, że pracownicy, którzy pracowali bezpośrednio dla HHS, również zostali zwolnieni.
Sekretarz zdrowia Robert F. Kennedy Jr. spokojnie skomentował, że cięcia są niezbędne, by usprawnić rozrośniętą biurokrację.
Na zdjęciu u góry: sekretarzyni edukacji Linda McMahon, sekretarz zdrowia Kennedy Jr, sekretarz spraw wewnętrznych Doug Burgum i Donald Trump na posiedzeniu gabinetu.
Cięcia, które dotkną kilku prestiżowych agencji podlegających Departamentowi Zdrowia i Opieki Społecznej, w tym FDA, CDC i Narodowe Instytuty Zdrowia, są częścią szerokiego planu prezydenta Donalda Trumpa i jego miliardera Elona Muska, mającego na celu zmniejszenie rządu federalnego i ograniczenie wydatków.
Zwolennicy Marine Le Pen, skazanej na 4 lata więzienia oraz pozbawionej możliwości pełnienia funkcji publicznej na pięć lat byłej liderki skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego, zwołali na niedzielę marsz poparcia dla niej. Wyrok na Le Pen rozgrzewa opinię publiczną we Francji
Zwolennicy Marine Le Pen, byłej przewodniczącej Zjednoczenia Narodowego i córki nieżyjącego już założyciela partii Jean-Marie Le Pena, zwołali na niedzielę 6 kwietnia marsz poparcia dla niej. Marsz ma przejść ulicami francuskiej stolicy. Zwolennicy Le Pen chcą w ten sposób zamanifestować niezgodę na wyrok sądu wydany w poniedziałek 31 marca w sprawie o sprzeniewierzenie środków publicznych Parlamentu Europejskiego.
Marine Le Pen, wiceprzewodniczący partii Louis Aliot, skarbnik Wallerand de Saint-Just, ośmiu byłych lub obecnych europosłów ugrupowania oraz 12 innych działaczy zostało w poniedziałek 31 marca uznanych za winnych wyłudzenia środków z Parlamentu Europejskiego poprzez fikcyjne zatrudnienia. Sąd w Paryżu orzekł, że przestępstwo miało charakter systemowy. Strata dla budżetu PE wyniosła 2,9 mln euro.
Jak wynika z aktu oskarżenia, na polecenie szefostwa partii, w tym samej Le Pen, europosłowie Zjednoczenia Narodowego mieli zatrudniać tylko po jednym asystencie do prac w Parlamencie Europejskim, przy czym pobierali z Parlamentu środki na zatrudnienie większej liczby osób. Reszta przyznanego przez PE budżetu miała zostać przeznaczona na funkcjonowanie partii. Środki były defraudowane poprzez fikcyjne zatrudnienia kolejnych asystentów parlamentarnych, którzy jednak wykonywali prace na rzecz partii, a nie europosłów.
W poniedziałek 31 marca Sąd Karny w Paryżu orzekł, że przestępstwo defraudacji środków Parlamentu Europejskiego przez europosłów Zjednoczenia Narodowego miało charakter systemowy i zorganizowany, i służyło jako „sposób finansowania partii”. Sąd uznał, że była przewodnicząca Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen pełniła w tym systemie „centralną funkcję”, choć system został wymyślony jeszcze za czasów prezydentury w partii jej ojca Jeana-Marie Le Pena. Do wyłudzeń dochodziło w latach 2004-2017, Marine Le Pen przejęła stery w partii w 2011 roku.
Le Pen została skazana na karę 4 lat więzienia, w tym dwóch z dozorem elektronicznym, oraz 100 tysięcy euro grzywny. Ponadto sąd orzekł o jej niezdolności do pełnienia funkcji publicznych ze skutkiem natychmiastowym przez okres pięciu lat, co przekreśla jej udział w wyborach prezydenckich we Francji w 2027 roku. Poza nią wyroki skazujące usłyszały 23 osoby.
Wyrok paryskiego sądu ma kluczowe znaczenie dla możliwości ubiegania się przez Marine Le Pen o prezydenturę. Liderka Zjednoczenia Narodowego miała w 2027 roku po raz czwarty zawalczyć o prezydenturę. Przy tym, jak wynika z sondaży, tym razem miała mieć wyraźnie większą niż w poprzednich latach szanse na wygraną. Z badań poparcia wynika bowiem, że Le Pen ma wyraźną przewagę nad potencjalnym kandydatem partii Macrona, Édouardem Philippem.
Wyrok francuskiego sądu nie jest prawomocny, a skazanym przysługuje apelacja. Prawnik Le Pen od razu zapowiedział, że jego klientka planuje ją złożyć. Ale postępowania apelacyjne są dość czasochłonne, a do wyborów w 2027 roku zostały tylko dwa lata. Zdaniem samej Le Pen, celem wyroku było wykluczenie jej z udziału w wyborach.
„Zostałam wykluczona [ze startu – red.]” – mówiła Marine Le Pen w wywiadzie z telewizją TF1 w poniedziałek wieczorem.
Była przewodnicząca Zjednoczenia Narodowego powiedziała, że jej zdaniem postępowanie apelacyjne nie zakończy się przed wyborami w 2027 roku i stanie się tak celowo. O tym, że wyrok w sprawie o sprzeniewierzenie środków Parlamentu Europejskiego to wyrok wydany na polityczne zamówienie liberalno-lewicowych elit i strategia powstrzymania skrajnej prawicy przed przejęciem władzy we Francji mówi dziś większość polityków skrajnej prawicy w Europie.
W ten sposób sprawę komentował tuż po orzeczeniu sądu m.in. lider włoskiej Legi Matteo Salvini, premier Węgier Viktor Orbán czy w Polsce Sławomir Mentzen, kandydat Konfederacji na prezydenta. Mentzen stwierdził, że wyrok na Le Pen to „już drugi po Rumunii przypadek, gdy system usuwa kandydatów, którzy mogą mu zagrozić”. Wyraził też wątpliwość, czy podobnie nie stanie się w Polsce. Politycy prawicy zupełnie ignorują skalę nadużyć i dopatrują się w wyroku na Marine Le Pen politycznych motywacji.
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej opublikowało właśnie nową wersję projektu ustawy o asystencji osobistej. Gdyby ustawa weszła w życie, wprowadziłyby rewolucyjną zmianę dla osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin: finansowaną przez państwo usługę wsparcia — zamiast opieki obciążającej rodzinę.
Opublikowany dziś projekt był konsultowany od grudnia, także na organizowanych w całym kraju spotkaniach ze środowiskiem.
Jego obecna wersja dostępna jest tu: https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12392400/katalog/13099564#13099564.
Wraz z obowiązującą od stycznia 2024 r. ustawą o świadczeniu wspierającym ma stworzyć całościowy system: osoba z niepełnosprawnością nie tylko otrzymuje świadczenie wynikające z oceny tego, ile potrzebuje do niezależnego życia, a z tego, na co jest chora i do czego niezdolna. Otrzymałaby też pomoc asystenta, który wspierałby ją w codziennych czynnościach.
Dziś obowiązek wsparcia osób z niepełnosprawnościami obciąża rodziny. Czasem udaje się znaleźć pomoc w ramach programów projektowych: jeśli są pieniądze, asystent jest. Projekt się kończy, człowiek zostaje bez wsparcia. Polacy traktują to jako rzecz oczywistą, tymczasem w ten sposób Polska otwarcie lamie przyjęte przez siebie zobowiązanie do zapewnienia każdemu prawa do niezależnego życia. Zapisane to jest w konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami, którą Rzeczpospolita ratyfikowała.
Projekt w obecnej wersji skomentowało Polskie Forum Osób z Niepełnosprawnościami. „Pomimo zastrzeżeń, ten krok bardzo cieszy! Daje nadzieję dziesiątkom tysięcy osób z niepełnosprawnościami, a także członkom ich rodzin, że skierowanie przez Radę Ministrów projektu ustawy o asystencji osobistej do parlamentu będzie miało miejsce w ciągu kilku najbliższych tygodni. Bardzo na to liczymy!”
Projekt pojawił się w momencie, gdy w debacie publicznej politycy zaczęli odwoływać się do konieczności zapewnienia Polakom bezpieczeństwa. Bardzo długo odwlekany projekt ustawy o asystencji został rozpoznany przez rządzących jako coś, co decyduje o poczuciu bezpieczeństwa rodzin. Dla których dziś perspektywa niepełnosprawności członka rodziny oznacza totalną katastrofę.
Zmianę nastawienia społecznego do problemu przyniósł też bardzo popularny serial „Matki Pingwinów”. Problem rodzin dzieci z niepełnosprawnościami został w nim opowiedziany językiem niespecjalistycznym. I choć nie padło w nim słowo „asystencja”, widz rozumiał, że coś jest głęboko nie tak, jeśli rodzice muszą rezygnować ze wszystkich swoich ról — zawodowych i społecznych, by poświęcić się opiece. A polega ona także na warowaniu pod szkołą, gdyż nie ma w niej nikogo, kto pomoże dziecku na wózku skorzystać z toalety.
O efekcie „Matek Pingwinów” pisaliśmy w OKO.press w cyklu tekstów.