Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Obrońcy polityka, na którym ciąży 26 zarzutów prokuratorskich, wnioskują o wyłączenie sędzi
W czwartek 15 stycznia 2026 miało się odbyć posiedzenie dotyczące wniosku o areszt dla byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry do 5 lutego 2026 r.
Jak opisuje Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”, wkrótce po otwarciu posiedzenia sąd ogłosił przerwę. Trwała ona ponad godzinę, a kwadrans po godz. 12 sąd zarządził kolejną przerwę. Przed godziną 15 obrońcy Zbigniewa Ziobry poinformowali, że posiedzenie zostało odroczone do 5 lutego 2026.
Już wcześniej, 22 grudnia 2025, posiedzenie w tej sprawie zostało odroczone. Wtedy też wnioskowali o to obrońcy Ziobry, twierdząc, że prokurator nie przedstawił Sądowi wszystkich dokumentów. Zarzucili prokuraturze, że nie dołączyła niejawnego dokumentu z akt sprawy ws. zakupu Pegasusa. Jak wyjaśniał w OKO.press Mariusz Jałoszewski, dokument nie miał znaczenia dla sprawy. „Za zakup Pegasusa odpowiadał bowiem wiceminister sprawiedliwości Michał Woś, który dostał za to zarzuty”.
Polityk, który przez 10 lat był ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym w rządach Prawa i Sprawiedliwości, schronił się na Węgrzech u politycznego sojusznika PiS Viktora Orbana.
O wątpliwościach prawnych wokół przyznania Ziobrze azylu na Węgrzech pisała w OKO.press Paulina Pacuła.
Przeczytaj także:
Natomiast Mariusz Jałoszewski pokazywał, w jaki sposób obrońcy Ziobry próbują zablokować jego tymczasowe aresztowanie.
Przeczytaj także:
Dziennikarz „Newsweeka” Jacek Gądek opisał w środę 14 stycznia przekaz dnia PiS w sprawie Ziobry. Politycy pratii Kaczyńskiego mieli podkreślać, że służby chcą uprowadzić Ziobrę i wywieźć go w bagażniku do Polski na polecenie ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka. W dokumencie pojawia się sfromułowanie „mojego klienta”, czyli przekaz dnia został żywcem skopiowany z wypowiedzi obrońcy Ziobry.
Amerykanie ogłosili, że teraz czas na technokratyczny rząd i demilitaryzację Hamasu. Palestyńska grupa twierdzi, że jest gotowa złożyć broń, ale proces ten będzie trudny i może rozbić się o liczne szczegóły
„Dzisiaj, w imieniu prezydenta Trumpa, ogłaszamy uruchomienie drugiej fazy 20-punktowego Planu Prezydenta zakończenia konfliktu w Strefie Gazy. Przechodzimy od zawieszenia broni do demilitaryzacji, technokratycznego zarządzania oraz odbudowy” – napisał w środę w mediach społecznościowych specjalny wysłannik Donalda Trumpa, Steve Witkoff.
Jedną z kluczowych części drugiej fazy jest przekazanie władzy w Strefie Gazy technokratycznemu komitetowi palestyńskiemu. Również w środę egipski minister spraw zagranicznych Badr Abdelati przekazał, że skład tego 15-osobowego komitetu zostanie oficjalnie ogłoszony wkrótce. Zdaniem źródeł izraelskiego dziennika „Ha-Arec” większość z nich pochodzi z Gazy i nie ma wśród nich członków Hamasu, choć część z nich ma związki z Fatahem – palestyńską partią, która pełni kluczową rolę w rządzeniu na Zachodnim Brzegu.
Według nieoficjalnych informacji szefem komitetu ma zostać Nabil Sza'as, polityk z doświadczeniem w rządzie Palestyńskiego Rządu Narodowego na Zachodnim Brzegu.
Członkowie komitetu mają otrzymywać formalne nominacje od Rady Pokoju. Utworzyć ma ją Biały Dom, ale na razie wciąż nie wiadomo, kto będzie w niej zasiadał. Wcześniej spekulowało się, że będzie to między innymi były brytyjski premier, Tony Blair.
Drugi kluczowy punkt drugiej fazy to demilitaryzacja Hamasu. Amerykański serwis Axios pisze, że członkowie grupy sugerują, że są gotowi na ten ruch. Obecni dziś w Kairze na dalszych rozmowach członkowie Hamasu aprobują proponowany skład rady.
Pierwsza faza porozumienia Trumpa i zawieszenie broni w Strefie Gazy trwa od 10 października 2025 roku. Strefa Gazy podzielona jest obecnie na dwie, mniej więcej równe powierzchnią części, rozdzielone tak zwaną żółtą linią. Izraelczycy w pełni kontroluje część przy granicy z własnym państwem.
Trwająca ponad trzy miesiące pierwsza faza przyniosła sporo problemów. Izraelczycy opóźniali otwarcie przejścia granicznego w Rafah, utrudniając dostęp do pomocy humanitarnej Palestyńczykom. W trwających pomimo zawieszenia broni nalotach izraelskich zginęło kilkaset osób. Dla Izraela podstawowym problemem pozostawał brak zwrotu ciała ostatniego zakładnika. Witkoff twierdzi, że Hamas zobowiązał się wykonać to zobowiązanie w kolejnej fazie porozumienia.
Na tym etapie doniesienia medialne nie mówią, czy izraelska armia zamierza wycofać się w najbliższym czasie poza granice kontrolowanej przez siebie części Strefy Gazy.
Niezależnie od tego kto i jak będzie w najbliższych tygodniach i miesiącach rządził Gazą i jak z tymi władzami współpracować będzie Izrael, skala wyzwań jest ogromna. W wyniku prowadzonej przez Izrael przez dwa lata wojny dalej setki tysięcy osób mieszkają w tymczasowych namiotach w trudnych zimowych warunkach. Według ONZ wciąż około 1,1 mln osób wymaga pilnej pomocy humanitarnej.
Przeczytaj także:
Największy od lat atak na infrastrukturę energetyczną w Polsce mógł pozbawić ciepła pół miliona osób
29 i 30 grudnia 2025 doszło do ataków na polską infrastrukturę energetyczną – poinformował w czwartek 15 stycznia 2026 premier Donald Tusk. Tusk spotkał się z dziennikarzami po posiedzeniu rządowego zespołu, który dotyczył tych ataków. Brali w nim udział przedstawiciele instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo energetyczne, w tym ministrowie energii i cyfryzacji i przedstawiciele służb specjalnych.
Zaatakowano farmy wiatrowe i dwie elektrociepłownie. „Te ataki były wymierzone w ten system, który umożliwia zarządzanie prądem pochodzącym z OZE” – przekazał premier.
Według premiera ataki „nie były przesadnie masywne i nie dotyczyły np. systemów przesyłowych”. Stwierdził też: „Mamy w tej chwili też poważne powody przypuszczać, że te ataki były przygotowywane już od wielu, wielu tygodni”.
A jaki mógłby być skutek ataku? „Gdyby ten atak się powiódł, gdyby wszystko to, co zorganizowano było skuteczne, to nawet do pięciuset tysięcy ludzi byłoby pozbawionych ciepła” – powiedział dziennikarzom premier.
Mimo że celem ataku było wywołanie blackoutu, jak wcześniej informował media wicepremier Krzysztof Gawkowski, „ten atak praktycznie nie doprowadził do żadnych negatywnych konsekwencji” – powiedział Tusk. Według niego Polska poradziła sobie z tymi atakami. Zadziałały systemy zabezpieczające.
„Nie zmarnowaliśmy tego czasu i że polski system energetyczny jest na tyle, na ile to jest możliwe we współczesnym świecie, jest bezpieczny przeciw tego typu ingerencjom czy atakom. Ale nie możemy lekceważyć sygnałów” – mówił Tusk.
Kto przeprowadził te ataki? „Nie ma twardych dowodów, ale wiele na to wskazuje, że te ataki były przygotowane przez grupy wprost związane z rosyjskimi służbami” – stwierdził premier.
Dodatkowym kontekstem jest to, że Polska prowadzi wymianę energetyczną z Ukrainą – czasem sprzedajemy Ukraińcom prąd, a czasem go od nich kupujemy. Tymczasem infrastruktura energetyczna jest pod nieustanną presją ataków ze strony Rosji i to też ma konsekwencje dla Polski – mówił premier.
Tusk zapowiedział wprowadzenie ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa. Ma ona być procedowana szybką ścieżką – rząd prosi Senat o niewprowadzanie poprawek, apeluje też do prezydenta Karola Nawrockiego o szybki podpis.
„Będziemy chcieli dzięki tej ustawie także wyposażyć odpowiednie instytucje w mocne narzędzia, także kontroli zdobywania informacji i chronienia polskiego rynku przed takimi systemami, takimi urządzeniami, które mogłyby obcym państwom ułatwiać ingerencję, pozyskiwanie informacji. Nie tylko chodzi tu o Rosję, ale generalnie o taką autonomizację i też polonizację oczywiście systemów cyberbezpieczeństwa” – mówił o zawartości ustawy premier.
Jeszcze dziś (15 stycznia 2026) w tej sprawie mają się spotkać z prezydentem minister koordynator ds. służb specjalnych, minister obrony i szefowie służb specjalnych. „Tutaj nie powinno być politycznych sporów” – dodał, odnosząc się do trwającego konfliktu rządu i prezydenta.
Już w październiku 2025 w OKO.press ostrzegała Anna Mierzyńska:
„Najnowsze zatrzymania osób podejrzanych o działania na rzecz rosyjskiego wywiadu oraz ostrzeżenia wywiadowcze służb Danii i Niemiec dowodzą, że minął okres «wyhamowania» w wojnie hybrydowej Rosji z Europą. Zagrożenie akcjami sabotażowymi rośnie”. Zatrzymane wówczas przez ABW osoby planowały „prowadzenie rozpoznania obiektów wojskowych i elementów infrastruktury krytycznej”.
Nasza dziennikarka cytowała raport międzynarodowego think tanku International Institute for Strategic Studiesz sierpnia 2025:
„Przez kampanię sabotażu, wandalizmu, szpiegostwa i tajnych działań, Rosja dąży do destabilizacji rządów europejskich, podważenia poparcia społecznego dla Ukrainy poprzez obciążenie Europy kosztami społecznymi i gospodarczymi. Dąży też do osłabienia zbiorowej zdolności NATO i Unii Europejskiej do reagowania na rosyjską agresję”.
Natomiast w październiku duński wywiad ostrzegał: „Rosja wykazuje coraz większą gotowość do stosowania środków hybrydowych przeciwko Europie i w Europie, co doprowadziło do wzrostu zagrożenia fizycznego sabotażu w Danii”.
Przeczytaj także:
Amerykański prezydent sieje chaos informacyjny w sprawie Iranu. Dzień wcześniej sugerował, że atak nadchodzi, teraz się z tego wycofuje
„Mówią nam, że zabijanie w Iranie ustaje — już ustało — ustaje. Nie ma żadnych planów egzekucji, ani jednej egzekucji — powiedziano mi to z wiarygodnego źródła” – powiedział w środę 14 stycznia po południu prezydent USA Donald Trump.
Wcześniej Trump sugerował, że Amerykanie skłaniają się ku uderzeniu w Iran w odpowiedzi na brutalne tłumienie protestów przez irański rząd. Zapytany o to wprost, Trump powiedział: „Poczekamy i zobaczymy jak to wygląda, ale otrzymaliśmy bardzo dobre stanowisko od ludzi z drugiej strony, którzy wiedzą co się dzieje”.
Trump nie powiedział jednak, kim jest jego źródło informacji – nie wiemy, czy chodzi o Amerykanów, Irańczyków, dyplomatów. Wypowiedź można więc interpretować jako krok w tył w sprawie ewentualnych ataków na Iran. Jednocześnie jednak Amerykanie wycofali część swojego personelu ze swojej bazy wojskowej Al Udeid w Katarze. A to znak rosnących napięć i obawy przed ewentualną odpowiedzią ze strony Iranu. 23 czerwca 2025 roku w odpowiedzi na amerykański atak na cele związane z irańskim programem nuklearnym, Iran uderzył właśnie w tę bazę.
W podobnym momencie, w którym padły słowa Trumpa, amerykańska stacja informacyjna Fox News wyemitowała wywiad z irańskim ministrem spraw zagranicznycm Abbasem Arakczim. Arakczi powtórzył znane już stanowisko irańskiego rządu: Iran został zaatakowany przez inspirowane z zagranicy komórki terrorystyczne. Przez trzy dni trwały walki z terrorystami, stąd spora liczba ofiar. Irański minister przekonywał, że terroryści ci palili policjantów żywcem, obcinali im głowy i strzelali do zwykłych Irańczyków.
„Dlaczego strzelali do ludzi? Z jednego powodu. Chcieli zwiększyć liczbę ofiar. Dlaczego? Ponieważ prezydent Trump powiedział, że jeśli będą morderstwa, to zainterweniuje. Chcieli go wciągnąć w tren konflikt”.
Irański minister mówił też, że nie słyszał o żadnych planach egzekucji w najbliższych dniach.
Zmiana stanowiska Trumpa może wynikać z otrzymania tłumaczenia od irańskich władz. Słowa Arakcziego pasują do wypowiedzi amerykańskiego prezydenta. Trump w przeszłości zmieniał już stanowisko na podstawie tego, co powiedziały mu np. władze Rosji. Jednocześnie amerykański prezydent powiedział, że Amerykanie będą sprawdzać, czy stanowisko, które otrzymali jest zgodne z prawdą.
Stąd bardzo trudno jest z wczorajszej wypowiedzi wyciągać wnioski na temat ewentualnego ataku na Iran.
Szczególnie, że w czerwcu 2025 roku Trump również zmylił opinię publiczną. Gdy Izrael bombardował Iran, Trump powiedział, że decyzję o ewentualnym włączeniu się do ataku podejmie w ciągu dwóch tygodni. Tymczasem wówczas wiedział już, że Amerykanie dołączą do wojny.
Irańscy politycy prowadzą kampanię informacyjną, w której starają się przekonać świat, że są ofiarą złożonego ataku terrorystycznego. Jednocześnie konsekwentnie blokują swoim obywatelom dostęp do internetu. By na świat nie wydostawała się inna wersja zdarzeń niż ta, którą mają władze. Blokada trwa, a dzisiaj w ciągu dnia minie tydzień od jej rozpoczęcia. Irańczycy starają się ją obchodzić, stąd regularnie z kraju wydostają się filmy z protestów przeciwko władzy. Te rozpoczęły się 28 grudnia w odpowiedzi na fatalną sytuację gospodarczą w kraju i silny spadek wartości irańskiej waluty. 8 stycznia protesty eskalowały, a irański rząd wyłączył dostęp do sieci i według licznych świadectw w wielu miejscach rozpoczął brutalną rozprawę z protestującymi.
Liczba ofiar jest dziś niemożliwa do zweryfikowania. Bardzo możliwe, że ofiar jest więcej niż w 2019 roku, gdy irańskie władze najprawdopodobniej zabiły około 1,5 tys. osób, by zdławić bunt. Chaos, jaki wytworzyły protesty, starają się wykorzystać również grupy separatystyczne – Turcy ostrzegali w ostatnich dniach Irańczyków, że granicę z Irakiem próbowali przekroczyć kurdyjscy bojownicy.
Całego ruchu protestów nie da się jednak sprowadzić do zbrojnego separatyzmu czy terroryzmu. Władze irańskie widzą jednak w buncie zagrożenie dla własnej władzy i pełzającą rewolucję. Stąd decyzja, by bunt zdławić silną ręką. Niewykluczone, że w najbliższych dniach faktycznie uda się irańskiemu rządowi zdławić obecny ruch protestu. Bez rozwiązania poważnych problemów gospodarczych kraju i po kolejnym ataku na własnych obywateli rządzenie Republiką Islamską będzie jednak coraz trudniejsze.
Przeczytaj także:
USA i Dania mają „fundamentalną różnicę zdań” w sprawie Grenlandii – powiedział szef MSZ Danii po spotkaniu w Białym Domu z wiceprezydentem JD Vance'em i sekretarzem stanu Marco Rubio. Nie ma mowy o przejęciu Grenlandii przez USA
W środę 14 stycznia, wieczorem czasu polskiego, zakończyły się rozmowy w Białym Domu między ministrami spraw zagranicznych Danii i Grenlandii z jednej strony, a sekretarzem stanu USA Marco Rubio i wiceprezydentem JD Vancem.
Lars Løkke Rasmussen, szef MSZ Danii, powiedział po rozmowach, że jest wola współpracy z USA, ale muszą być respektowane czerwone linie wyznaczone przez Danię i Grenlandię. „Pomysły, które nie szanowałyby integralności terytorialnej Królestwa Danii i prawa do samostanowienia ludności Grenlandii, są oczywiście całkowicie nie do przyjęcia. W związku z tym nadal pozostajemy w fundamentalnej zgodzie co do tego, że się nie zgadzamy”.
Minister spraw zagranicznych Grenlandii Vivian Motzfeldt powiedziała dziennikarzom, że możliwe jest zacieśnienie współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, ale nie oznacza to, że Grenlandia chce stać się własnością USA. „Pokazaliśmy, gdzie leżą nasze granice" – powiedziała i dodała, że w interesie wszystkich leży „znalezienie właściwej drogi”.
Oboje ministrowie są na zdjęciu u góry podczas konferencji w ambasadzie Danii w Waszyngtonie.
Według Rasmussena nie ma żadnego bezpośredniego zagrożenia ze strony Chin lub Rosji, z którym jego kraj nie byłby w stanie sobie poradzić.
Obie strony zgodziły się utworzyć grupę roboczą, która będzie dyskutować nad sposobami rozwiązania sporów. „Naszym zdaniem grupa ta powinna skupić się na tym, jak rozwiązać problemy związane z bezpieczeństwem Stanów Zjednoczonych, jednocześnie szanując granice wyznaczone przez Królestwo Danii” – powiedział Rasmussen.
W środowym sondażu Reuters/Ipsos tylko 17% Amerykanów poparło pomysł Trumpa o przejęcie Grenlandii, a znaczna większość zarówno demokratów, jak i republikanów była przeciwna użyciu siły militarnej w celu aneksji wyspy. Około 47% respondentów wyraziło sprzeciw, a 35% stwierdziło, że nie ma zdania. Tylko 4%, w tym zaledwie 1 na 10 republikanów i prawie żaden z demokratów, uznało użycie siły militarnej za „dobry pomysł”.
Przypomnijmy: prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump już w czasie swojej pierwszej kadencji sugerował, że Stany Zjednoczone powinny zyskać kontrolę nad Grenlandią. Z zapowiedzi z 2019 roku nic nie wyszło. Trump wrócił do nich po ponownym objęciu urzędu.
Po operacji w Wenezueli i usunięciu ze stanowiska tamtejszego prezydenta Nicolasa Maduro wyraża chęć – lub potrzebę – kontrolowania Grenlandii coraz częściej. Nie jest jasne, w jaki sposób Waszyngton miałby zyskać władzę nad wyspą. Trump sugerował, że może zakupić ją od rządu w Kopenhadze. Rzucił też pomysł stworzenia funduszu pochodzącego z amerykańskich środków, które przeznaczyłby na wypłaty jednorazowych świadczeń dla mieszkańców wyspy.
„Sama rozmowa o możliwości wykupienia innych ludzi jest oznaką braku szacunku” – odpowiedział Trumpowi premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen. Jednocześnie stwierdził, że jeśli miałby wybór pomiędzy pozostaniem przy Danii lub patronatem USA, wybrałby uzależnienie od Kopenhagi.
W reakcji Trump zakpił z szefa grenlandzkiego rządu: „Cóż, to ich problem. Nie zgadzam się z nim. Nie wiem, kim on jest. Nic o nim nie wiem. Ale to będzie dla niego duży problem” – stwierdził prezydent Stanów Zjednoczonych.
Duński MON poinformował, że siły stacjonujące na Grenlandii otrzymały rozkaz natychmiastowej odpowiedzi zbrojnej na ewentualny atak, nawet jeszcze przed nadejściem rozkazów z kontynentu.
Liderzy państw europejskich (w tym Polski) wydali zaś bezprecedensowe oświadczenie sugerujące możliwy udział Europy w ewentualnej obronie wyspy. Obecnie toczą się rozmowy prowadzone pod egidą Wielkiej Brytanii, dotyczące zwiększenia europejskiej obecności wojskowej na Grenlandii.
Na wzór misji Baltic Sentry (obejmującej m.in. polską granicę wschodnią) uruchomiona miałaby zostać inicjatywa Arctic Sentry – w jej ramach państwa Europy miałyby wysłać na Grenlandię kontyngenty wojskowe dla zwiększenia bezpieczeństwa wyspy" – pisał na naszych łamach Witold Głowacki. Jak zwracał uwagę, USA już teraz w dużej mierze kontrolują wojskowo Grenlandię, gdzie od 85 lat utrzymują swoje bazy militarne.
„Mamy tam dużo żołnierzy, ale potrzebujemy więcej. Potrzebujemy własności. Naprawdę potrzebujemy tytułu do ziemi, jak mówią w świecie nieruchomości” – mówił jednak Trump.
Przeczytaj także: