0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

14:19 24-04-2026

Prawa autorskie: Fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.plFot. Krzysztof Zatyc...

TVP zablokowała materiał o Sutryku. Teraz zawiesiła wydawców

— To nawet nie są metody Jacka Kurskiego. To czysty PRL, i to z najgorszych lat – słyszymy od jednego z pracowników TVP Wrocław. Stacja najpierw zablokowała materiał o prezydencie Jacku Sutryku, potem zawiesiła w pracy dwóch wydawców, którzy pytali o losy nagrania. „To są działania represyjne” – komentuje w sieci Marcin Brodowski, były szef „Faktów” w TVP

Co się wydarzyło?

Ewa Wolniewicz, dyrektorka TVP Wrocław zawiesiła w obowiązkach służbowych dwóch z sześciu wydawców zatrudnionych w programie informacyjnym „Fakty”. OKO.press rozmawiało z jednym z pracowników stacji, który potwierdził, że w grafiku na maj nie ma Haliny Łabędzkiej i Alberta Bystrońskiego. Program obsługuje jedynie czterech wydawców. Na razie, bowiem jak miała powiedzieć wydawcom Wolniewicz, w maju podejmie decyzję, co z tą dwójką zrobi dalej.

— To wyjątkowo dotkliwa kara. Pozbawia ich pieniędzy. Praca przy „Faktach” jest głównym źródłem dochodu dla wydawcy, których wypłaty mają charakter honoracyjny. Bez zmian w grafiku ich pensja będzie mniejsza, co dotyka bezpośredni ich i ich rodziny — słyszymy.

Pracownicy wrocławskiej Telewizji Polskiej gest dyrektorki odczytują jako próbę nałożenia knebla. Bystroński i Łabędzka byli bowiem sygnatariuszami e-maila, w którym pytali o losy ocenzurowanego przez stację materiału. Oprócz nich wiadomość podpisało jeszcze trzech z czterech wydawców programu informacyjnego regionalnej Telewizji Polskiej.

Pracownik TVP Wrocław: — Atmosfera w zespole jest fatalna. Nikt nie ma wątpliwości, że to straszak. Chodzi o to, byśmy nie wypowiadali się publicznie, ale i przy ewentualnych procesach sądowych między stacją, a Robertem Jałochą [autorem niewyemitowanego materiału – przyp.red.], nie ośmielili się zeznawać przeciwko telewizji. Nawet nas poczuono, że w razie czego mamy trzymać linię stacji. Wymusza się na nas, żebyśmy siedzieli cicho. To nieetyczne, urągujące pracy dziennikarza. Ludzie są przerażeni, zwłaszcza, że niczyją intencją nie było wywlekanie tej sprawy na światło dziennie. Wysłano maila ze zwykłym pytaniem: co teraz, bo sytuacja była niezrozumiała dla całego zespołu. I za to teraz ludzie zostali ukarani.

Cenzura w TVP postępuje

Marcin Brodowski, były dziennikarz TVP Wrocław, a przez dekadę szef „Faktów” we wpisie na Facebooku podaje, że ostrzeżenie otrzymała cała piątka osób, które podpisały się pod mailem. Z jego informacji wynika, że Ci prowadzą wydania w trybie warunkowym i w tym czasie mają „zastanowić się nad swoim postępowaniem”.

„Mówimy o ludziach z ogromnym doświadczeniem, o wydawcach, którzy przez lata budowali tę redakcję. Dziś są stawiani pod ścianą — nie za błędy, ale za to, że zadali pytanie, które w każdej redakcji powinno paść. Trudno nie nazwać tego wprost: to są działania represyjne. I są one wymierzone nie tylko w konkretne osoby, ale w cały zespół — w jego niezależność, w jego odwagę, w jego przyszłość. To jest działanie na szkodę tej redakcji” – pisze dziennikarz. „Coraz trudniej mieć dziś wątpliwości, że rzetelnych informacji — także tych uzasadnienie krytycznych wobec władzy, każdej władzy — w Fakty TVP3 Wrocław już nie będzie” – dodał we wpisie.

Jaki jest kontekst?

„To była ostra, agresywna reakcja. Po prostu stała i krzyczała, jak nigdy dotąd. Nigdy czegoś takiego tutaj nie widziałem” – mówi jeden z pracowników lokalnego oddziału Telewizji Polskiej o reakcji Ewy Wolniewicz, dyrektorki TVP Wrocław, na upublicznienie w mediach informacji o cenzurze w stacji i zablokowaniu emisji materiału obciążającego prezydenta Jacka Sutryka w kwestii jego (nie)studiowana w Collegium Humanum.

Stacja decyzję tłumaczyła brakami w materiale i niechęcią dziennikarza do wprowadzenia poprawek, czemu zaprzecza Robert Jałocha. Najpierw „Gazeta Wyborcza”, a potem OKO.press materiał widziały i obszernie go omówiły wskazując, że nie ma w nim krzty braków warsztatowych. Był przygotowany bezstronnie i rzetelnie. Jednocześnie przedstawiał nieznaną dotąd dla opinii publicznej linę obrony prezydenta, którą prokuratura odczytuje jako skuteczną próbę kupienia sobie tytułu ukończenia menadżerskich EMBA. Ten pozwolił Sutrykowi zarobić niemal pół miliona złotych z zasiadania w czterech Radach Nadzorczych.

Podobnego zdania są wydawcy, którzy w liście do dyrekcji stacji materiał nazwali „najrzetelniej zrobionym w historii redakcji” i dopytywali o jego losy. Jak pisaliśmy na łamach OKO.press Robert Jałocha oddał materiał, na przygotowanie którego otrzymał zgodę szefostwa TVP Wrocław, 16 marca. Wcześniej wielokrotnie był wzywany do dyrekcji, gdzie szczegółowo omawiano warunki i motywację do publikacji newsa.

Jałocha pod koniec miesiąca zwolnił się w pracy w telewizji. Nie chce komentować sprawy. W przesłanym do nas oświadczeniu podnosi, że: „Materiał był blokowany przez cztery tygodnie. Przygotowana została tylko jedna wersja, którą zmontowałem po zaakceptowaniu tekstu przez dyrektor ośrodka TVP we Wrocławiu. Potwierdzają to wiadomości przesłane do mnie przez kierownik redakcji oraz wydawcę programu »Fakty«” – przekazuje Jałocha. „Treść korespondencji z przełożonymi oraz swoje stanowisko przesłałem do biura prasowego TVP w Warszawie z prośbą o sprawdzenie rzeczywistych powodów niewyemitowania materiału o prezydencie Wrocławia” – czytamy w oświadczeniu. „Jestem pewny, że wszelkie wątpliwości rozwiałaby jego publikacja” – dodaje dziennikarz.

Wrocławska TVP nie odpowiedziała na dwukrotną prośbę o skomentowanie sprawy blokowania materiału Jałochy, a potem zawieszenia wydawców. Pytania wysłaliśmy również do Telewizji Polskiej z siedzibą w Warszawie. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi, a jedynie oświadczenie, z którego wynika, że kierownictwo nie zablokowało emisji materiału, ale podjęło decyzję o niewyemitowaniu materiału, który „wprowadza w bląd, w tym przypadku poprzez stawianie znaku równości między zarzutami z aktu oskarżenia a wyrokiem sądowym”. Stacja przekazała, że nie zamierza przepraszać dziennikarza, a w zespole „atmosfera jest normalna, wszyscy pracują, program się ukazuje”.

Ewentualnym ingerencjom w materiał zaprzecze też otoczenie prezydenta Jacka Sutryka. „Nikt z otoczenia prezydenta, ani sam prezydent nie podejmował żadnych działań, których celem byłoby wpływanie na losy tego materiału. Prezydent sam nie prowadzi polityki komunikacyjnej. Prowadzi ją za pomocą Biura Prasowego Urzędu Miejskiego we Wrocławiu, a ja stojąc na jego na czele nie podejmowałam, nie podejmuję ani nie planuję podejmować żadnych interwencji w sposób inny niż wynika to z mojej roli w Urzędzie Miejskim. Wszelkie podejmowane przeze mnie działania wobec podmiotów trzecich w sprawach związanych z wykonywaniem obowiązków służbowych są przeze mnie realizowane w sposób zgodny z obowiązującymi przepisami prawa” – napisała w wiadomości do OKO.press Agata Dzikowska kierująca pracami biura prasowego we wrocławskim magistracie. Przed przyjęciem pracy w UMW była twarzą TVP, w „Faktach” przepracowała przeszlo dwie dekady.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także: