Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: mat. własnemat. własne

„Umowa z Collegium Humanum – to jeden z dowodów, który ma obciążać Jacka Sutryka” – tymi słowami rozpoczyna się niewyemitowany przez TVP Wrocław materiał Roberta Jałochy. Trwa 6 minut i 22 sekundy.

Obejrzeliśmy go i – mając na względzie interes społeczny – poniżej dokładnie opisujemy jego treść. Jako pierwszy zrobił to Marcin Rybak z wrocławskiego oddziału „Gazety Wyborczej”, który opisał cenzorskie metody dolnośląskiego oddziału telewizji publicznej.

Materiał Jałochy leży na serwerach Telewizji Polskiej od 16 marca. Przez miesiąc ta nie zdecydowała się go wyemitować. Twierdzi, że wprowadziłby widzów w błąd. Innego zdania są jednak pracownicy TVP, którzy w liście do szefowej programu informacyjnego piszą o autocenzurze i twierdzą, że to „najrzetelniej zrobiony materiał w historii tej redakcji”. Sam dziennikarz zwolnił się z TVP Wrocław. „Treść korespondencji z przełożonymi oraz swoje stanowisko przesłałem do biura prasowego TVP w Warszawie z prośbą o sprawdzenie rzeczywistych powodów niewyemitowania materiału o prezydencie Wrocławia” – czytamy w przesłanym do naszej redakcji oświadczeniu redaktora.

Niewygodna prawda o dyplomie EMBA

Przypomnijmy: Jacek Sutryk jest oskarżony o „popełnienie czterech przestępstw: trzech dotyczących oszustwa oraz jednego przestępstwa o charakterze korupcyjnym”. Według Prokuratury Krajowej prezydent Wrocławia otrzymał świadectwo ukończenia podyplomowych studiów menadżerskich EMBA w Collegium Humanum bez faktycznego odbycia studiów.

Sutryk miał podpisać antydatowaną umowę (czyli z wcześniejszą niż w rzeczywistości datą), zapłacić 9,5 tysiąca złotych czesnego i po kilku miesiącach odebrać dyplom. „W zamian Paweł C. [rektor Collegium Humanum – przyp.red.] miał otrzymać funkcję w radzie programowej Wrocławskiego Parku Technologicznego” – oświadczyła w listopadzie 2025 roku prokuratura.

Paweł C. za pracę dla wrocławskiej spółki otrzymał 75 tysięcy złotych. To pieniądze za czynności doradcze, których w rzeczywistości nie świadczył. Fikcyjny kontrakt Prokuratura Krajowa uznaje za korupcję: pieniądze i stanowisko zaoferowano w zamian za wystawienie poświadczającego nieprawdę świadectwa ukończonych studiów.

Dyplom Sutrykowi się bardzo przydał.

Prokuratura ustaliła, że prezydent Wrocławia dzięki EMBA mógł zostać członkiem rady nadzorczej w trzech spółkach samorządowych. Zarobił tam prawie pół miliona złotych.

Zarzuty w sprawie nieprawidłowości w Collegium Humanum postawiono 78 osobom. „Wśród oskarżonych są m.in. politycy, rektorzy wyższych uczelni, profesorowie i wykładowcy, a także funkcjonariusze Państwowej Straży Pożarnej” – czytamy w oświadczeniu prokuratury. Wszyscy mieli suto płacić za sfałszowane dyplomy MBA, ale i ukończenia studiów licencjackich czy magisterskich. Temat upubliczniła Renata Kim na łamach „Newsweeka”. W OKO.press Anna Mierzyńska opisywała powiązania rektora uczelni z prorosyjskim środowiskiem w Polsce.

Sutryk, mimo ciążących na nim zarzutów, pozostał na stanowisku prezydenta Wrocławia. Odebranie urzędu mogłoby nastąpić dopiero po prawomocnym wyroku skazującym. A on sam podawać do dymisji się nie zamierza. Nie chcą tego też mieszkańcy; w 2025 roku aż dwa razy próbowano doprowadzić do odwołania prezydenta na drodze referendum. Zabrakło jednak podpisów mieszkańców pod wnioskiem o jego organizację.

Przeczytaj także:

Co chciał pokazać Jałocha, a nie chciała TVP

„Czuję się poszkodowany, czuję się niewinny” – mówił tuż po usłyszeniu zarzutów prokuratorskich Sutryk. „O tym, co mam na swoją obronę, będę mówił w sądzie” – zapowiedział wtedy prezydent Wrocławia. I rzeczywiście. Jacek Sutryk konsekwentnie nie odpowiada na pytania o aferę Collegium Humanum.

Robert Jałocha w materiale dla TVP obnażył linię obrony prezydenta. Był pierwszym dziennikarzem, który otrzymał zgodę na zapoznanie się z aktem oskarżenia i to na jego podstawie przygotował problematyczny dla Telewizji Polskiej materiał. W sześciominutowym wideo dziennikarz wskazał, że umowa, na którą powołuje się prezydent, a która miała zostać podpisana 10 października 2019, nie może być prawdziwa. Prokuratura potwierdziła, że dane z systemu teleinformatycznego uczelni wskazują na jej rzeczywiste podpisanie pół roku później, tj. 21 kwietnia 2020 roku. W tym samym dniu miało dojść do spotkania Sutryka z rektorem Pawłem C., a dzień później na koncie uczelni pojawiła się opłata za studia, tj. 9,5 tysiąca złotych.

Sutryk dyplom EMBA otrzymał 42 dni później, tj. 2 czerwca 2020 roku.

„Według prokuratury prezydent nie wziął udziału w żadnych zajęciach, nie zdał też ani jednego egzaminu” – słyszymy w materiale Roberta Jałochy. „Jedyną odnotowaną aktywnością prezydenta miało być rozwiązanie dwóch quizów pomocniczych” – dowiadujemy się. Dziennikarz podaje szczegóły owych testów. Pierwszy to sześć pytań z zakresu PR, social mediów i brand managementu, który Sutryk zdał na 100 procent. Drugi test, poświęcony ładowi korporacyjnemu, miał 10 pytań, a prezydent odpowiedział poprawnie na 8 z nich. „Zadanie rozwiązywano pięć razy” – słyszymy w przygotowanym materiale.

Nieopublikowany przez TVP fragment materiału dla "Faktów" o udziale Jacka Sutryka w aferze Collegium Humanum

Jacek Sutryk twierdzi, że na Collegium Humanum studiował dwa semestry.

Z zeznań (dotąd nieupublicznionych) wynika, że rektor zezwolił mu na indywidualną ścieżkę nauczania, bez konieczności kontaktów z wykładowcami. Jego studia miały opierać się wyłącznie na nauce własnej, na bazie przygotowanych dla niego materiałów.

„Nie kontaktował się z wykładowcami, bo to leżało po stronie uczelni. (...) Uczniowie w klasie nie chodzą i nie upominają się o kartkówkę. Zakładają, że nauczyciel wie, co robi” – wynika z aktu oskarżenia cytowanego przez Jałochę w materiale dla TVP.

Rektor potwierdza: zatrudnienie we wrocławskiej spółce to fikcja

Jałocha dotarł do studentów z roku Sutryka, by potwierdzić, że ci nie kojarzą go z zajęć uczelnianych.

Prezydent Wrocławia zeznał, iż nie czytał i nie widział rewersu świadectwa ukończenia studiów EMBA. Prokuraturze powiedział, że nie wie, czy wpisano tam nazwy przedmiotów albo punkty ECTS. Przyznał, że nie odbywał zajęć praktycznych, które zostały wpisane do świadectwa. Nie pamiętał nawet, czy takie się odbywały, bo „to nie on bowiem rozpisywał zajęcia na uczelni, a uczelnia”.

Łysy 40-latek w otoczeniu reporterów.
Jacek Sutryk po przesłuchaniu w prokuraturze. Fot. Grzegorz Celejewski, Agencja Wyborcza.pl

Robert Jałocha w swoim materiale po raz pierwszy pokazał linię obrony prezydenta, która nie idzie w parze z dotychczasową narracją o jego niewinności. Przytaczając fragmenty aktu oskarżenia prokuratury, uszczegóławia też zarzut dotyczący korupcji. Paweł C., były rektor Collegium Humanum przyznał, że zatrudnienie go we Wrocławskim Parku Technologicznym było fikcją.

„Nie wykonywałem żadnych prac opisanych w temacie umowy zlecenia” – powiedział prokuraturze.

Dyplom EMBA umożliwił Sutrykowi pracę w aż trzech Radach Nadzorczych. Robert Jałocha w swoim materiale wskazuje, że do pierwszej z nich prezydent Wrocławia trafił 21 dni po odebraniu dyplomu menadżerskiego. Na przełomie 2020-2024 roku zarobił w nich łącznie 496 373,56 złotych. Na niebagatelną sumę niemal pół miliona złotych składają się:

  • 287 371,33 zł zarobione w Radzie Nadzorczej Regionalnego Centrum Gospodarki Wodno-Ściekowej w Tychach,
  • 152 785,84 zł ze Śląskiego Centrum Logistyki w Gliwicach,
  • 56 216,39 zł otrzymane z Kolei Dolnośląskich w Legnicy.
Nieopublikowany przez TVP fragment materiału dla "Faktów" o udziale Jacka Sutryka w aferze Collegium Humanum

(Auto)cenzura w TVP

Materiał dziennikarza bazuje na oficjalnych ustaleniach Prokuratury Krajowej. Jak się z niego dowiadujemy, Jałocha trzy razy próbował skonfrontować je z samym prezydentem. Ten jednak nie zgodził się na rozmowę. Dziennikarz wysłał do Urzędu siedem pytań. W odpowiedzi otrzymał jednak krótkie: „Wszystkie informacje w tym temacie zostały już wyjaśnione miesiące temu. Nie będzie możliwości rozmowy z Panem Prezydentem”.

Dziennikarz, oprócz cytowania linii obrony prezydenta, sięgnął też po archiwalne nagrania konferencji prasowych i publicznych wypowiedzi Sutryka, by dać odbiorcy szansę na pełne zapoznanie się ze sprawą.

Co więc rozsierdziło kierownictwo wrocławskiej Telewizji Polskiej, która zablokowała emisję materiału? Branżowy portal „Press”, który pierwszy poinformował o problemach z emisją materiału, przekazał, za TVP Wrocław, że materiał był nieemisyjny z powodu wprowadzenia widza w błąd poprzez stawianie znaku równości między zarzutami z aktu oskarżenia a wyrokiem sądowym.

„Dziennikarz chciał jednak wymóc emisję materiału w pierwotnej wersji. W związku z tym, że nie udało mu się tego przeforsować, postanowił wypowiedzieć umowę o współpracy z TVP 3 Wrocław” – pisze spółka w odpowiedzi cytowanej przez „Press”. Więcej szczegółów na temat sporu ujawnia Marcin Rybak z wrocławskiej „Wyborczej”. Jego informacje OKO.press potwierdziło też na własną rękę.

Ustaliliśmy, że początkowym warunkiem emisji materiału było zdobycie oficjalnego komentarza ze strony prezydenta Wrocławia. Dziennikarz miał otrzymać przy tym zakaz konfrontacji Sutryka „z zaskoczenia”, bez wcześniejszej zapowiedzi. Po kilku dniach decyzja ta została zmieniona, a Jałocha otrzymał zielone światło na przygotowanie materiału.

Z wypowiedzi naszego informatora wynika, że Ewa Wolniewicz, dyrektorka wrocławskiego oddziału TVP, osobiście analizowała i ostatecznie zaaprobowała treść materiału, czyli przygotowany tekst dla lektora, który przeplatany jest grafikami, zdjęciami i nagraniami. Zezwoliła też na montaż. Materiał był gotowy 16 marca. Nie wyemitowano go do dziś.

Wydawcy TVP: „Mamy powinność patrzenia politykom na ręce”

Robert Jałocha zwolnił się z pracy w TVP Wrocław pod koniec marca. Wcześniej aż pięciu z sześciu zatrudnionych w „Faktach” TVP Wrocław wydawców napisało maila do Elżbiety Sobali, kierowniczki programu informacyjnego oraz dyrektorki oddziału z pytaniem o losy materiału.

Z wiadomości tej, której treść opublikował Marcin Torz, lokalny dziennikarz i właściciel serwisu „Ujawniamy.com” wynika, że pracownicy uważają, iż decyzja o wstrzymaniu emisji materiału jest próbą ochrony Jacka Sutryka. Wydawcy określają materiał Roberta Jałochy „najrzetelniej zrobionym w historii tej redakcji”.

View post on Twitter

„Autocenzura wyłącza podstawową powinność, jaką mamy, czyli patrzenia politykom na ręce” – czytamy w e-mailu wydawców.

Dyrektorką Wydziału Komunikacji Społecznej (odpowiadającym za kontakt z mediami) w Urzędzie Miasta we Wrocławiu jest Agata Dzikowska. Przez przeszło dwie dekady, aż do maja 2020 roku, była twarzą „Faktów” w TVP Wrocław. Z telewizji przeszła prosto do pracy we wrocławskim magistracie.

Jałocha dla OKO.press: materiał był blokowany

Robert Jałocha odmówił komentarza w sprawie prób blokowania jego materiału. W przesłanym do nas oświadczeniu podnosi jednak, że redakcja nie prosiła go o żadne poprawki – a on nie próbował wymusić emisji w niezmienionym kształcie.

„Materiał był blokowany przez cztery tygodnie. Przygotowana została tylko jedna wersja, którą zmontowałem po zaakceptowaniu tekstu przez dyrektor ośrodka TVP we Wrocławiu. Potwierdzają to wiadomości przesłane do mnie przez kierownik redakcji oraz wydawcę programu »Fakty«” – przekazuje Jałocha. „Treść korespondencji z przełożonymi oraz swoje stanowisko przesłałem do biura prasowego TVP w Warszawie z prośbą o sprawdzenie rzeczywistych powodów niewyemitowania materiału o prezydencie Wrocławia” – czytamy w oświadczeniu. „Jestem pewny, że wszelkie wątpliwości rozwiałaby jego publikacja” – dodaje dziennikarz.

Robert Jałocha zamierza złożyć pozew przeciwko TVP. Twierdzi, że stacja naruszyła jego dobra osobiste i zniesławiła go. Pytania w sprawie zablokowanej emisji wysłaliśmy do biura prasowego prezydenta Wrocławia, dyrekcji wrocławskiego oddziału Telewizji Polskiej oraz do biura prasowego telewizji publicznej z siedzibą w Warszawie. Na odpowiedź czekamy.

Aktualizacja: O godzinie 10:23 Agata Dzikowska, dyrektor Wydziału Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Wrocławia przesłała nam komentarz do materiału TVP. Publikujemy go w całości poniżej.

"Prowadzenie dyskusji na tym etapie z punktu widzenia pana Jacka Sutryka jest nieuzasadnione i przedwczesne. Akt oskarżenia został skierowany do sądu i to przed sądem pan Jacek Sutryk będzie udowadniał swoją niewinność i obalał zarzuty, przedstawione przez prokuraturę. Tak więc etap sądowy jest tym etapem, w ramach którego przedstawiona zostanie całościowa argumentacja. Natomiast prowadzenie polemiki na łamach prasy wydaje się nieuzasadnione i niewłaściwe. Od oceny zarzutów jest bowiem niezawisły i niezależny sąd. Jak każdy oskarżony – tak również pan Jacek Sutryk ma prawo do obrony i nie zdradzania na wcześniejszym etapie strategii procesowej i do ochrony swojego imienia. Takie stanowisko prezydent prezentuje niezmiennie od dwóch lat.

Jak mówi Jacek Sutryk: „Próbę wmieszania mnie w dziennikarskie konflikty surowo potępiam. Od dwudziestu lat pracuję w samorządzie na rzecz Wrocławia i ciesząc się zaufaniem jego mieszkańców, czego dali wyraz już dwukrotnie, nie popierając prób zorganizowania referendum za moim odwołaniem”. Nikt z otoczenia prezydenta, ani sam prezydent nie podejmował żadnych działań, których celem byłoby wpływanie na losy tego materiału. Prezydent sam nie prowadzi polityki komunikacyjnej. Prowadzi ją za pomocą Biura Prasowego Urzędu Miejskiego we Wrocławiu, a ja stojąc na jego na czele nie podejmowałam, nie podejmuję ani nie planuję podejmować żadnych interwencji w sposób inny niż wynika to z mojej roli w Urzędzie Miejskim. Wszelkie podejmowane przeze mnie działania wobec podmiotów trzecich w sprawach związanych z wykonywaniem obowiązków służbowych są przeze mnie realizowane w sposób zgodny z obowiązującymi przepisami prawa" – czytamy w wiadomości.

Na zdjęciu Angelika Pitoń
Angelika Pitoń

Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".

Komentarze