Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Nocne, kolejne już ataki dronowe na obwód moskiewski doprowadziły nie tylko do zablokowania pracy lotnisk. Mieszkańcy aglomeracji moskiewskiej doświadczyli, czym jest blackout. Trump ustalił, że ma dość Tomahawków, by podzielić się z nimi w przyszłości z Ukrainą.
Na filmikach w mediach społecznościowych widać, jak w nocy z 31 października na 1 listopada miasta aglomeracji moskiewskiej ogarniają ciemności – takie same, jak w czasie tej wojny ogarniają ukraińskie miasta, a rosyjska propaganda ukazuje to jako sukces „Specjalnej Operacji Wojskowej”. Władze oficjalnie przyznały się do awarii, a wcześniej – do zestrzelenia dronów lecących nad Moskwę. Informacje o skutecznym ataku podają Ukraińcy. Propaganda Kremla przyznała, że światło zgasło w mieście Żukowski, 40 km od centrum Moskwy:
„W wielu domach przy kilku ulicach nie ma prądu. Na przykład nie ma prądu na ulicach Tupolewa, Amet-chana-Sultana, Niżegorodskiej, Sierowa, Kaługiny, Czkalowa i Garnajewa, Komsomolskiej, Grinczika i Osipenko.
Ponadto, oświetlenie uliczne również nie działa, a w kilku rejonach występują przerwy w dostawie prądu. Jak potwierdzono na kanale Telegram , w wielu miejscach doszło do przerw w dostawie prądu z powodu awarii sieci energetycznej.
»Z powodu automatycznego wyłączenia urządzeń 10 kV nastąpiło zakłócenie w dostawie energii elektrycznej do niewielkiej liczby odbiorców w mieście Żukowski w obwodzie moskiewskim. Inżynierowie energetyki obwodu moskiewskiego Rosseti wykonują obecnie prace związane z przywracaniem zasilania awaryjnego. W prace zaangażowane są dwie brygady: sześciu specjalistów i dwa pododdziały specjalistycznego sprzętu. Pełne przywrócenie zasilania nastąpi w ciągu 1,5 godziny« – zapewniło TASS biuro prasowe PJSC Rosseti Obwód moskiewski”.
Od początku tego tygodnia rosyjski MON potwierdza zestrzelenie nad Rosją co najmniej 100-200 dronów dziennie, w sumie miało ich być 1700, Ukraińcy, którzy 31 października poinformowali o 160 udanych trafieniach w rosyjskie rafinerie od początku roku, teraz najwyraźniej koncentrują się na systemie energetycznym. Dzień wcześniej trafili pociskami Neptun elektrociepłownię w Orle, pozbawiając miasto prądu i ogrzewania. Uderzyli też w podstacje energetyczne w Briańsku i Włodzimierzu. Po raz kolejny trafili też rafinerię w Jarosławiu. Ataki dronowe na obwód moskiewski trwały w tym tygodniu praktycznie każdej nocy.
Atak dronowy na Rosję miał być tej nocy wyjątkowo duży. Miał te z doprowadzić do uszkodzenia rurociągu-pierścienia (Kolcewoj) wokół Moskwy.
Wojna Putina, jaką wypowiedział Ukrainie, sięga coraz dalej w głąb Rosji.
31 października CNN ustalił w Pentagonie, że dostawa Tomahawków dla Ukrainy jest możliwa i nie zagrozi zdolnościom obronnym USA. To kolejna próba wywarcia presji na Moskwę. O tym, że USA mogą wzmocnić Tomahawkami zdolności Ukrainy do sięgania w głąb Rosji, Donald Trump zaczął mówić w październiku, kiedy stało się jasne, że sierpniowe spotkanie Putin-Trump na Alasce nie doprowadziło do zakończenia wojny. Groźba poskutkowała, bo Putin zadzwonił do Trumpa i umówili się na kolejne spotkanie, tym razem w Budapeszcie. Wtedy Trump powiedział, że Ukraina „raczej” Tomahawków nie dostanie, bo sama Ameryka potrzebuje ich do własnej obrony.
Więcej o szczegółach rozgrywki z Tomahawkami pisaliśmy w tej analizie:
Przeczytaj także:
Do spotkania w Budapeszcie nie doszło, bo Moskwa odrzuciła propozycję Trumpa, by zawrzeć rozejm na linii frontu w Ukrainie. Jak pisze niezależna rosyjska Meduza, Kreml gotów jest zakończyć wojnę tylko po kapitulacji Ukrainy. Chodzi o to, by straty terytorialne i inne ograniczenia nałożone na Ukrainę, były co najmniej tak duże, by doprowadzić do protestów i załamania się władzy w Kijowie. W ten sposób po wojnie Moskwa mogłaby przejąć kontrolę nad Ukrainą a Putin nadal mógłby mówić o sukcesie.
Ponieważ Trump obstaje przy natychmiastowym rozejmie i nałożył na Rosję pierwsze w tej kadencji dotkliwe sankcje gospodarcze, Putin zaczął grozić. Odwołanie spotkania w Budpapeszcie, które propaganda Kremla nazwała majstersztykiem dyplomacji Putina, było dlań ciężkim ciosem – dlaczego tak jest, pisaliśmy tu:
Przeczytaj także:
Upokorzony Putin zarządził więc manewry z użyciem broni atomowej, a następnie ogłosił, że sukcesem zakończyły się testy dwóch nowych pocisków zdolnych do przenoszenia broni jądrowej: międzykontynentalnego Buriewiestnika o nieograniczonym zasięgu i drona morskiego Posejdona „zdolnego niszczyć całe państwa”.
Na Trumpie to nie zrobiło wrażenia, bo – jak powiedział – ma u wybrzeży Rosji okręt podwodny z bronią jądrowa, więc nie musi się zajmować wymyślaniem rakiet nieograniczonego zasięgu. Jednocześnie jednak zapowiedział, że wznowi testy jądrowe. To już wyraźnie zaniepokoiło Moskwę, która powtarza, że nie jest zainteresowana „nowym wyścigiem zbrojeń” (powód jest oczywisty – jej gospodarka tego nie wytrzyma). Rzecznik Putina powiedział, że testy z Posejdonem i Buriewiestnikiem nie mogą być powodem do zniesienia moratorium na testy jądrowe, bo Rosja nie złamała tu żadnych ustaleń z USA. Jej testy dotyczyły tylko mechanizmów w pociskach.
Tymczasem jednak Reuters ustalił 31 października w Białym Domu, że powodem zniesienia moratorium jest to, ze zdesperowana Moskwa zaczęła używać w Ukrainie inną broń objętą traktatowymi ograniczeniami – użyła rakiety 9M729. Miała to od sierpnia zrobić 23 razy. Pocisk ma zasięg do 2500 km, łamie więc postanowienia traktatu INF o zakazie używania pocisków balistycznych o średnim zasięgu z 1987 r.