Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Śmierć dyktatorowi” – skandują studenci uczelni w największych miastach kraju
Władze irańskie krwawo stłumiły antyrządowe protesty w pierwszej połowie stycznia. Nie zdusiły jednak społecznego niezadowolenia. Czwarty dzień trwają protesty na irańskich uniwersytetach, a z kilku miejsc dochodzą do nas wieści o siłowym pacyfikowaniu studenckich wystąpień.
We wtorek 24 lutego rzeczniczka rządu Fateme Mohadżerani przyznała, że studenci są wściekli i mają „rany w sercach”. Ale dodała jednocześnie, że rząd stawia czerwoną linię przed atakowaniem symboli religijnych i flagi państwowej. To odpowiedź na zarejestrowane na wideo zdarzenie, gdzie studentki żeńskiej uczelni Al Zahra spaliły państwową flagę. Na irańskiej fladze mamy 22 razy umieszczony napis „Allahu akbar” w języku arabskim. Dla władz teokratycznej republiki spalenie takiego symbolu stanowi poważne wykroczenie.
Protesty wybuchły na uczelniach teherańskich, a także w co najmniej kilku dużych miastach: Meszhedzie, Isfahanie, Szirazie. Na nagraniach z protestów widać tłumy młodych ludzi krzyczących „wolność” czy „śmierć dyktatorowi”.
W kilku miejscach władze podjęły próbę pacyfikacji studenckich protestów. Na niektórych nagraniach widać jak ochotnicze milicje Basidż, część Gwardii Rewolucyjnej, wchodzą w tłum i podejmują walkę ze studentami na Uniwersytecie Nauki i Technologii w Teheranie.
Na razie nie ma informacji o aresztowaniach, ale wielu studentów zostało zawieszonych, a władze uniwersytetów rozważają powrót do nauczania online.
4 stycznia władze zamknęły uniwersytety w całym kraju. Wówczas trwały już rozpoczęte pod koniec grudnia antyrządowe protesty. Władze chciały w ten sposób uniemożliwić studentom gromadzenie się i włączenie w coraz szerszą falę protestów.
W sobotę 21 stycznia część uczelni została ponownie otwarta, a studenci natychmiast odpowiedzieli organizacją pikiet. To pokazuje, że w irańskim społeczeństwie dalej wrze. Wszystko to dzieje się w kontekście groźby amerykańskiego ataku na Iran. W czwartek 26 lutego w Genewie trzeci raz w tym roku spotkają się dyplomatyczne delegacje Iranu i USA, by rozmawiać o ewentualnym porozumieniu dotyczącym m.in irańskiego programu atomowego. Wszystkie informacje, jakie docierają do nas z obu obozów sugerują jednak, że stanowiska obu stron nie zbliżają się. A Trump od początku stycznia grozi Iranowi atakiem. W ostatnich dwóch tygodniach Amerykanie znacznie zwiększyli swoją obecność wojskową w rejonie Bliskiego Wschodu.
Trudno przewidzieć, jak zachowa się Trump. Ale amerykańskie uderzenie w najbliższych dniach lub tygodniach wciąż jest bardzo prawdopodobne.
Przypomnijmy: podczas protestów w styczniu władze ostro wystąpiły przeciwko protestującym Irańczykom. Protesty w niektórych miejscach przybrały agresywną formę, a Iran broni się, że został zaatakowany przez opłacane przez amerykańskie i izraelskie bojówki. Liczne relacje z Iranu jasno jednak pokazują, że znaczną część protestujących stanowli wściekli na swój opresyjny rząd obywatele. Nie znamy dokładnej liczby ofiar śmiertelnych, ale najpewniej należy je liczyć w tysiącach.
Być może mamy więc do czynienia z najtrudniejszym momentem dla władzy w 47-letniej historii Republiki Islamskiej.
Przeczytaj także:
Mimo braku zgody uczelni politycy PiS zorganizowali wiec pod Biblioteką Uniwersytecką we Wrocławiu
Prawo i Sprawiedliwość organizuje cykl spotkań pod hasłem „Zmień nasze zdanie”.
Według zapowiedzi polityków pierwsze spotkanie miało się odbyć 24 lutego 2026 na Uniwersytecie Wrocławskim. Jednak jak poinformowała OKO.press rzeczniczka prasowa uczelni UWr nie wydał zgody na takie spotkanie.
„Władze uczelni nie godzą się na organizację jednostronnych manifestów politycznych. Nie wydały zgody na organizację opisywanej w tekście debaty w jednym z budynków, a konkretnie w Bibliotece Uniwersyteckiej” – informuje OKO.press Katarzyna Górowicz-Maćkiewicz.
„Wypełniając kodeks dobrych praktyk przyjęty przez Fundację Rektorów Polskich (poniżej) władze uczelni podejmując decyzje kierują się odpowiedzialnością, bezstronnością i apolitycznością” – czytamy.
Politycy PiS twiedzą, że to cenzura. Uczelnia uzasadnia decyzję zasadami z „kodeksu dobrych praktyk”.
„Zasada bezstronności w sprawach publicznych. Uczelnia cieszy się przywi- lejem darzonej autorytetem instytucji życia publicznego. Z działaniem uczelni wiąże się wielka odpowiedzialność społeczna. To wymaga, by uczestnicząc w życiu publicznym, a zwłaszcza zabierając głos w doniosłych społecznie sprawach, uczelnia kierowała się bezstronnością i obiektywizmem.
(...) Troska o właściwe miejsce uczelni w życiu publicznym. Mając na uwadze społeczną rangę uczelni, a zarazem właściwą jej apolityczność, rektor z jednej strony zachęca do wrażliwości społecznej pracowników i studentów uczelni, a nawet do aktywnego udziału w życiu publicznym, z drugiej jednak, przestrzegając zasady bezstronności i neutralności politycznej uczelni, chroni ją przed wykorzystaniem jej do celów politycznych.
Wystąpienia polityków oraz debaty polityczne są na terenie uczelni dopuszczalne tylko wtedy, gdy zachowują charakter akademicki (wykłady, seminaria, sesje naukowe, spotkania i debaty).
W szczególności należy unikać szerzenia wszelkich form ksenofobii, narzucania ideologii politycznych czy fundamentalizmu religijnego oraz postaw fanatycznych wykluczających dyskusję. Rektor może wyrazić zgodę na odbywanie na terenie uczelni zebrań o charakterze politycznym, pod warunkiem wszakże, iż korzystanie z pomieszczeń będzie następowało na ogólnych zasadach i nie będzie wiązało uczelni z żadną polityczną opcją. Rektor dokłada starań, aby nie eksponowano poglądów politycznych w czasie zajęć dydaktycznych i nie pozwala na umieszczanie na terenie uczelni haseł lub plakatów o charakterze politycznym, chroni też symbole uczelniane przed takim ich użyciem”. (wyróżnienie – OKO.press)
Cykl spotkań „Zmień nasze zdanie” ma przyciągnąć młodych ludzi do Prawa i Sprawiedliwości. Jego inicjatorami i twarzami są: europosłowie Patryk Jaki i Tobiasz Bocheński oraz poseł i były minister edukacji Przemysław Czarnek.
Akcja jest inspirowana dyskusjami, jakie na amerykańskich campusach organizował zamordowany jesienią 2025 Charlie Kirk. Co prawda, posługiwał się on hasłem „Prove me wrong” (udowodnij, że się mylę / zmień moje zdanie), trudno byłoby jednak znaleźć przypadki, gdy faktycznie ktoś go do czegoś przekonał. Również politycy PiS przychodzą z własną agendą i to oni mają przekonywać studentów do swoich pomysłów, a nie odwrotnie.
Patryk Jaki skomentował odmowę Uniwersytetu Wrocławskiego, zarzucając władzom uczelni cenzurę, dyskryminację i prześladowanie „tylko jednej opcji”.
„Z taką samą dyskryminacją spotkaliśmy się na innych uczelniach, które nie miały żadnych problemów z wpuszczaniem polityków PO. Więc nie tylko łamią prawo dot. swobody wypowiedzi i poglądów na uczelni, ale również stosują dyskryminację w wynajmowaniu sali komercyjnie (każdemu tylko nie nam). Słynna historia jak z drukarzem” – pisze europoseł PiS.
Jak zwracaliśmy już uwagę w OKO.press, w Prawie o szkolnictwie wyższym oraz w statutach uczelni wyższych podkreśla się, że spotkania, jakie odbywają się na uniwersytetach mają być organizowane przez osoby należące do wspólnoty uniwersytetu. Chodzi bowiem o promowanie oddolnej działalności studentów i pracowników naukowych.
Tymczasem akcja „Zmień nasze zdanie” to akcja konkretnej partii politycznej – ogłaszana przez jej czołowych polityków na konferencjach prasowych tej partii. Również jej tematyka została z góry określona przez polityków PiS: „Chcemy zachęcić ją do poważnej dyskusji o przyszłości naszej ojczyzny w UE oraz wobec globalnych wyzwań”.
Przeczytaj także:
Założyciel Telegrama Paweł Durow jest pod lupą rosyjskich służb. Rosja, choć chętnie wykorzystuje Telegram do swoich celów, oskarża Durowa o „wspieranie terroryzmu”, a sama aplikacja ma być ich zdaniem „głównym narzędziem służb specjalnych NATO i ukraińskiego reżimu”.
„Rosja wszczęła przeciwko mnie postępowanie karne za »wspieranie terroryzmu«. Każdego dnia władze wymyślają nowe preteksty, by ograniczyć Rosjanom dostęp do Telegramu, dążąc do ograniczenia prawa do prywatności i wolności słowa. Smutny widok państwa bojącego się własnych obywateli” – napisał na X Paweł Durow, założyciel Telegrama.
Informacje o postępowaniu przekazały powiązane z Kremlem media. Według „Rossijskiej Gaziety” i „Komsomolskiej Prawdy”, śledztwo prowadzone jest na podstawie materiałów Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB). Media podają, że zdaniem władz rosyjskich, w czasie wojny Telegram stał się „głównym narzędziem służb specjalnych NATO i ukraińskiego reżimu”. Dodają, że liczba zarejestrowanych przestępstw popełnionych przy użyciu aplikacji przekroczyła 153 tysiące od 2022 roku. 33 tysiące z nich to przestępstwa o charakterze „sabotażowym, terrorystycznym i ekstremistycznym”. „Rossijskaja Gazieta” podaje, że Roskomnadzor wysłał do zespołu Durowa ponad 150 tys. wniosków o usunięcie treści z Telegrama. Wszystkie prośby zostały zignorowane.
Co istotne, dziennikarskie śledztwa (również w OKO.press) ujawniły wielokrotnie, jak Rosja wykorzystuje Telegram do dezinformacji czy rekrutowania szpiegów.
Użytkownicy Telegrama platformy mogą wysyłać wiadomości czy tworzyć kanały o nieograniczonej liczbie odbiorców. To komunikator, który był powszechnie uznawany za anonimowy i bezpieczny dzięki szyfrowaniu – dlatego był używany m.in. przez organizatorów protestów w Hongkongu w 2019 roku i Białorusi w 2020 roku, a także przez aktywistów na polsko-białoruskiej granicy.
„Telegram promuje się jako bezpieczny i szyfrowany. Ten marketing nie odpowiada rzeczywistości. Trudno wręcz nie nazwać go celową manipulacją” – pisał w OKO.press Michał Rysiek Woźniak. Wskazywał również na powiązania firmy hostingowej, z której korzysta aplikacja, z rosyjskimi służbami.
Przeczytaj także:
Niebezpiecznik zwracał uwagę z kolei, że na Telegramie moderacja jest w zasadzie nieistniejąca. "Pełno tam treści mocno nielegalnych (terroryzm, narkotyki), w tym masa oficjalnych kanałów grup cyberprzestępczych” – pisali eksperci.
W OKO.press pisaliśmy wielokrotnie o tym, jak wykorzystywany jest ten komunikator. Natalia Sawka wyjaśniała, że w ostatnich latach z niszowej aplikacji do komunikacji Telegram przekształcił się w niezbędne źródło informacji, ale też i dezinformacji, jeśli chodzi o tematy związane z wojną w Ukrainie, czy choćby z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Z kolei Anna Mierzyńska ujawniła w OKO.press, że Telegram służy również rosyjskim służbom do rekrutowania ochotników gotowych do przeprowadzenia akcji sabotażowych – zarówno w Polsce, jak i całej Europie.
Paweł Durow to rosyjski przedsiębiorca, miliarder, założyciel Telegrama i VKontakte. W 2024 roku został zaaresztowany przez francuskie służby w ramach dochodzenia obejmującego zarzuty związane z oszustwami, handlem narkotykami, cyberprzemocą, działalnością zorganizowanej przestępczej oraz promocją terroryzmu. Był oskarżony o brak moderacji treści na Telegramie. Z aresztu wyszedł, jednak przez pół roku musiał musiał stawiać się na komisariacie i miał zakaz opuszczania Francji. W 2025 roku wyprowadził się do Dubaju.
Przeczytaj także:
„Rząd przyjął projekt ustawy o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK), która ma pomóc w rozwiązaniu problemu bezdomności zwierząt w Polsce” – poinformował minister rolnictwa Stefan Krajewski.
Rząd chce wprowadzić obowiązkowe czipowanie psów i kotów (tych, które są przeznaczone do adopcji lub zakupu z hodowli). Przyjął projekt ustawy o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK), który ma nałożyć taki obowiązek na opiekunów zwierząt, a także stworzyć państwową bazę, w której psy i koty będą rejestrowane. Obecnie zaczipowane zwierzęta można zgłaszać do prywatnych baz – dzięki temu po zeskanowaniu numeru czipa łatwo jest odnaleźć dane opiekuna.
Rząd chce jednak, żeby wszystkie zwierzęta były wpisane do państwowego rejestru, do którego dostęp będą miały wyłącznie gminy, służby, prokuratura, sądy i inspekcja weterynaryjna.
Jak czytamy w rządowym komunikacie, najważniejszymi założeniami ustawy są:
Za budowę i prowadzenie rejestru będzie odpowiadać Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR).
W bazie znajdzie się m.in. numer transpondera, imię psa czy kota, rasa, umaszczenie, płeć oraz data urodzenia (jeżeli jest znana). Dodatkowo trzeba będzie wpisać tam imię i nazwisko opiekuna albo nazwę miejsca, które zajmuje się zwierzęciem, miejsce zamieszkania lub siedzibę, adres oraz numer telefonu kontaktowego. W bazie będzie również numer PESEL opiekuna, a w przypadku osoby, która go nie posiada – kod kraju i numer paszportu lub innego dokumentu stwierdzającego tożsamość. Czipować będą mogli wyłącznie lekarze i technicy weterynarii, którzy zostaną dopisani do specjalnej listy osób upoważnionych (dziś może robić to każdy lekarz i technik).
Nowe przepisy mają wejść w życie po trzecg latach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Psy i koty, które już są zaczipowane, nie będą musiały być oznakowane ponownie. Wystarczy wprowadzenie ich do bazy.
Podczas konsultacji projektu (opublikowanego w pierwszej wersji w 2024 roku) spłynęło wiele uwag, zarówno od organizacji prozwierzęcych, jak i Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Wszyscy są zgodni: obowiązek czipowania i rejestracji jest konieczny. Pytanie, czy w takiej formie.
W piśmie UODO z marca 2025 czytamy m.in., że „rejestracja psów i kotów w KROPiK wiąże się z przetwarzaniem danych osobowych ich posiadaczy za pomocą nowo tworzonego systemu teleinformatycznego, wielkiej bazy danych, w której dane osobowe są przetwarzane nie tylko na bardzo dużą skalę, ale również w szerokim zakresie. Determinuje to wypracowanie optymalnych rozwiązań informatycznych już we wstępnej fazie ich tworzenia. Z tych względów niezbędne jest przeprowadzenie testu prywatności, oceny skutków wprowadzanych rozwiązań i ryzyk związanych z przetwarzaniem danych osobowych”.
Fundacja Viva pisała w liście otwartym do premiera Donalda Tuska:„Projekt nie przewiduje migracji danych z istniejących baz, w których zarejestrowano już 4,4 miliona zwierząt w Polsce (w samej tylko bazie fundacji Safe-Animal, dane z czerwca 2025 r.). Tworzy to chaos, powielanie danych i ryzyko, że odnalezione zwierzę nie zostanie skojarzone z właścicielem, bo zostało zapisane w »niewłaściwej« bazie”.
"Dostęp do danych w KROPiK będzie miała wyłącznie wąska grupa instytucji i lekarzy weterynarii wpisanych na specjalną listę. Obywatele, wolontariusze i organizacje ratujące zwierzęta nie będą miały realnej możliwości szybkiego skontaktowania się z właścicielem po odczytaniu chipa„ – wskazuje Viva. W podsumowaniu swojego apelu pisze: ”Chcemy rejestru, który faktycznie pomoże zwierzętom wracać do domów, a nie pogłębienia problemów organizacyjnych i finansowych. Rozwiązania muszą być proste, tanie i realnie dostępne – tylko wtedy KROPiK będzie narzędziem walki z bezdomnością, a nie kolejnym obciążeniem dla obywateli i organizacji".
Teraz projekt ustawy będzie procedowany w Sejmie.
Przeczytaj także:
Włodzimierz Czarzasty wystąpił przed ukraińskim parlamentem, a w swoim przemówieniu podkreślał, że „potępia prezydenta Putina jako zbrodniarza” i ludzi, którzy „z jego rozkazu dokonują zabójstw i gwałtów na ukraińskim narodzie”.
„Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy. A wolnej Ukrainy nie może być bez wolnej Polski” – mówił marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty przed ukraińską Radą Najwyższą. „W imieniu narodu polskiego chylę czoła przed wszystkimi, którzy zginęli w obronie niepodległej Ukrainy, w obronie naszej wspólnej europejskiej cywilizacji przed fanatyzmem liderów Kremla gotowych na każdą zbrodnię” – dodał.
Na zdjęciu: marszałek Sejmu z przewodniczącym Rady Najwyższej Ukrainy Ruslanem Stefanczukiem.
Mówił, że Polska łączy się z Ukrainą w nadziei na trwały i sprawiedliwy pokój. „Wiemy jednak, że nastąpi on dopiero wtedy, gdy Rosja zostanie zmuszona przez waszych bohaterskich żołnierzy i międzynarodową presję do zaprzestania agresji przeciwko Ukrainie. Chcemy wierzyć, że może to nastąpić w nieodległym czasie” – dodał.
Jak zaznaczał, jedną z najważniejszych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy i jej rozwoju w będzie jej akcesja do Unii Europejskiej. Polska – dodał Czarzasty – wspiera starania o akcesję z całą mocą.
„Domagamy się przywrócenia zasad, przywrócenia ładu międzynarodowego opartego na prawie i wartościach demokratycznych szanującego interesy wszystkich krajów. Domagamy się sprawiedliwego pokoju” – dodał Czarzasty. Podkreślił też, że potępia „prezydenta Putina jako zbrodniarza”.
Dzień przed czwartą rocznicą pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę Czarzasty, razem z wicemarszałkinią Moniką Wielichowską i posłem Pawłem Kowalem przyjechali do Kijowa, żeby oddać hołd poległym i spotkać się z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim.
„Rozmawialiśmy o procesie integracji europejskiej Ukrainy, bezpieczeństwie energetycznym i współpracy obronnej między naszymi krajami. Ważne jest, aby nadal utrzymywać i rozwijać relacje między Ukrainą a Polską” – napisał na X prezydent Ukrainy.
Przeczytaj także: