Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Warszawa wycofuje patronat honorowy dla całego cyklu wydarzeń, w ramach którego odbyła się impreza w Wilanowie. Radny Jan Mencwel poinformował, że Łazienki Królewskie również odcinają się od planów firmy Awake Events.
Radni stowarzyszenia Miasto Jest Nasze poinformowali w ostatnich dniach, że firma Awake Events odpowiadająca za organizację imprezy CircoLoco na terenie Muzeum w Wilanowie planuje kolejne wydarzenia w Warszawie. Chodzi między innymi o Łazienki Królewskie oraz Agrykolę. Imprezy miałyby być objęte patronatem honorowym Prezydenta Warszawy, podobnie jak niesławne wydarzenie w Wilanowie.
W czwartek 14 maja miasto opublikowało oświadczenie, w którym poinformowano, że wycofano patronat dla firmy Awake Events Sp. z o.o. na cały cykl wydarzeń „Let’s make them care”, który zaplanowany był od maja do września w Warszawie. Dlaczego w ogóle go udzielono?
Miasto twierdzi, że firma deklarowała we wniosku, że cykl wydarzeń artystycznych ma na celu m.in. „budowanie emocjonalnej więzi młodych ludzi z warszawskim dziedzictwem kulturowym, rewitalizację społeczną historycznych przestrzeni, wsparcie ochrony zabytków oraz promowanie postaw troski, odpowiedzialności za wspólne dziedzictwo”. Organizatorzy mieli też deklarować współpracę z instytucjami kultury oraz Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków.
„We wniosku o patronat nad cyklem wydarzeń nie było informacji o tym, że w jego ramach planowane są np. imprezy masowe. Dlatego patronat prezydenta w ogóle nie obejmował imprezy Circoloco, której nazwa, termin ani opis nawet nie pada we wniosku. Organizatorzy wpisali tę imprezę w cykl i na tej podstawie w sposób niezasadny posługiwali się patronatem Prezydenta Warszawy, o czym organizator został poinformowany pisemnie jeszcze przed imprezą” – twierdzi miasto.
„W tej sytuacji pod znakiem zapytania stoi charakter kolejnych wydarzeń zaplanowanych ramach cyklu „Let’s make them care”, które mają się odbyć m.in. w Łazienkach Królewskich i parku Agrykola. Zaufanie do organizatora zostało podważone i dlatego podjęliśmy decyzję o wycofaniu patronatu honorowego nad tym cyklem” – czytamy w oświadczeniu.
Jan Mencwel, radny Warszawy, opublikował w mediach społecznościowych swoją korespondencję z przedstawicielami Łazienek Królewskich. Wynika z niej, że na terenie obiektu jednak nie odbędzie się wydarzenie z cyklu „Let’s make them care”.
9 maja w wilanowskim Muzeum, na trawniku przed pałacem, zorganizowano imprezę techno pod nazwą Circoloco dla 7 tys. osób. Impreza trwała do czwartej rano, a okoliczni mieszkańcy zgłaszali problem z nadmiernym hałasem. Organizator, firma Awake Events, nie wystąpiła o zezwolenie na odstępstwo od zasad chroniących siedliska i żyjące na tym terenie gatunki.
„Park Wilanowski to jest nie tylko park historyczny, ale także miejsce o szczególnych walorach przyrodniczych. Przeprowadzona w latach 2014-2016 inwentaryzacja ornitologiczna pokazała, że przebywa tam lub gniazduje około 90 gatunków ptaków. W tym także rzadkie i cenne ptaki, jak chociażby bączek, czyli najmniejsza polska czapla” – mówiła w rozmowie z OKO.press Monika Klimowicz-Kominowska z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków (OTOP), była pracowniczka Pałacu Wilanowskiego.
Hałas mógł wpłynąć na okolicznych mieszkańców, stan zabytków i przyrodę w rezerwacie. Z całą pewnością wpłynął też na stan trawnika przy pałacu. Impreza odbiła się szerokim echem w sieci, a komentarze na ten temat były przytłaczająco negatywne.
Ministerstwo kultury odcięło się od decyzji muzeum o udostępnieniu przestrzeni na festiwal. W czwartek 14 maja ministra kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska poinformowała o odwołaniu Pawła Jaskanisa z funkcji dyrektora Muzeum Pałacu Króla Jana III Sobieskiego. Jaskanis pełnił swoją funkcję od 2002 roku.
„Powodem odwołania było złamanie przez dyrektora umowy w sprawie warunków organizacyjno-finansowych Muzeum oraz programu jego działania i naruszenie dobrego imienia instytucji. Pełniącym obowiązki dyrektora został Piotr Górajec, dotychczasowy zastępca dyrektora” – przekazał wiceminister kultury Maciej Wróbel.
Z kolei Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Warszawie złożyła już 13 maja zawiadomienie na policję ws. imprezy techno na terenie pałacu w Wilanowie: „Działanie organizatora wyczerpuje znamiona świadomego naruszenia procedur prewencyjnych wynikających z ustawy o ochronie przyrody, a także mogło doprowadzić do naruszenia zakazów obowiązujących w rezerwatach przyrody i wobec gatunków objętych ochroną”.
RDOŚ w przypadku skierowania wniosku do sądu, zadeklarował gotowość występowania jako oskarżyciel posiłkowy.
Przeczytaj także:
Ukraina sprowadziła do domu 205 jeńców z rosyjskiej niewoli. To pierwszy etap wymiany 1000 za 1000 z Rosją. Wśród uwolnionych żołnierzy znajdują się żołnierze, sierżanci i oficerowie, którzy bronili Mariupola, Azowstali i wielu rejonów frontu od 2022 roku.
Po tygodniu od ustaleń, dzięki którym Putin mógł bez obaw przeprowadzić swoją defiladę na „dzień zwycięstwa”, zaczęła się wymiana jeńców. Ukraina 8 maja zgodziła się na rozejm z powodu defilady i wstrzymała ostrzał Moskwy pod warunkiem uwolnienie swoich żołnierzy. We wcześniejszych rozmowach była mowa o wymianie 500 na 500, ale Ukraina podniosła stawkę do tysiąca.
„To pierwszy etap wymiany 1000 za 1000” – napisał 15 maja prezydent Zełenski na Telegramie.
Według strony ukraińskiej 193 z 205 uwolnionych Ukraińców było w niewoli od 2022 r., wielu trafiło tam po upadku Mariupola i Azowstali. Długość pobytu w niewoli była kluczową zasadą przy tworzeniu list wymiany „1000 za 1000”.
Jest to 74. wymiana więźniów od początku pełnoskalowej inwazji Rosji.
Rozejm „na defiladę” Moskwa usiłowała wymóc na Ukrainie, grożąc „zmasowanym atakiem rakietowym na centrum Kijowa”. Ukraina się nie ugięła. Ustąpiła dopiero po mediacji Trumpa, żądając w zamian za rozejm wolności dla swoich obrońców.
Trump miał nadzieję, że do wymiany dojdzie jeszcze w poprzedni weekend. Rosja jednak zwlekała, zwalając winę na skomplikowany proces ustalania list. Obie strony przekazywały je Amerykanom.
Zwlekając z wymianą, Moskwa zaczęła krwawy ostrzał Kijowa. Nie nazywa „zmasowanym”, mimo że jest to największy atak na stolicę Ukrainy pod względem liczny użytych dronów. Moskwa zrobiła więc wszystko, by wymiana jeńców nie wyglądała na ustępstwo z jej strony.
Przeczytaj także:
W dzielnicy Darnyckiej w Kijowie zakończyła się akcja poszukiwawczo-ratownicza. 14 maja rosyjski pocisk zrównał z ziemią 9-piętrowy blok mieszkalny. 24 osoby zginęły, w tym troje dzieci, 48 zostało rannych.
O zakończeniu akcji dziś, 15 maja rano poinformował Ihor Kłymenko, minister spraw wewnętrznych Ukrainy. Dodał, że trwała ona ponad 28 godzin.
„Ratownicy rozebrali ponad 3 tysiące metrów sześciennych zniszczonej konstrukcji budynku. Na chwilę obecną potwierdzono śmierć 24 osób, w tym 3 dzieci” – powiedział Kłymenko.
Witalij Kłyczko, mer Kijowa dodał, że wśród ofiar śmiertelnych jest 12-letnia dziewczynka oraz dziewczyny w wieku 15 i 17 lat.
Wskutek ataku 48 osób odniosło obrażenia. Wśród osób rannych jest dwoje dzieci. 24 osoby przebywają obecnie w szpitalach. Ratownikom udało się uratować 30 osób.
Po zakończeniu akcji poszukiwawczej jednostki Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy przystąpiły do prac naprawczych.
Według ukraińskiego ministra prawie 400 osób otrzymało pomoc od psychologów Państwowej Służby Ratowniczej i Policji Narodowej, którzy na miejscu tragedii udzielali porad i wsparcia poszkodowanym oraz ich bliskim.
„Dzisiaj w Kijowie ogłoszono dzień żałoby po ofiarach zmasowanego ataku Rosji z 14 maja. To ogromna strata dla miasta i dla całego kraju” – mówił minister.
Rano prezydent Wołodymyr Zełenski złożył hołd ofiarom w miejscu zniszczonego przez rosyjską rakietę budynku w Kijowie.
„Składam szczere wyrazy współczucia wszystkim, którzy stracili swoich bliskich w wyniku tego okrutnego terroru” – napisał w mediach społecznościowych. „Świat musi pamiętać, jaką cenę codziennie płaci Ukraina, aby rosyjska agresja nie rozprzestrzeniła się na inne narody. Wieczna pamięć dla wszystkich, których życie odebrała Rosja”.
W nocy z 13 na 14 maja Rosja przeprowadziła jeden z największych ataków na Ukrainę. Siły Powietrzne Ukrainy poinformowały, że w nocy Rosjanie wystrzelili w kierunku Ukrainy 56 pocisków i 675 dronów uderzeniowych. Nie wszystkie udało się strącić. Odnotowano uderzenia 15 rakiet i 23 bojowych bezzałogowców w 24 lokalizacjach, a także upadki odłamków zestrzelonych dronów w 18 lokalizacjach.
Głównym celem ataku była stolica Ukrainy. Wskutek ataku w Kijowie zostały uszkodzone budynki mieszkalne i infrastrukturę cywilną w kilku dzielnicach miasta. W dzielnicy Darnyckiej pocisk uderzył w wielopiętrowy blok mieszkalny, zawaliła się część budynku. Ratownicy szukali ponad 20 osób pod gruzami.
Przeczytaj także:
Poszukiwany w związku z aferą Funduszu Sprawiedliwości polityk od 1 maja nie wynajmuje apartamentu w Budapeszcie. Nie mógł wyjechać z Węgier swobodnie jak Ziobro, bo wydany został wobec niego Europejski Nakaz Aresztowania
„Zmieniają się okoliczności, ale walka o Polskę trwa. I będzie trwać aż do zwycięstwa nad tą szkodliwą i haniebną kryptodyktaturą Tuska" – mówi Marcin Romanowski na nagraniu, które pojawiło się w mediach społecznościowych w czwartek 14 maja. Poszukiwany na mocy ENA polityk stoi w nim na tle białej ściany – żeby nikt nie mógł zidentyfikować miejsca jego pobytu.
Dziennikarze Wirtualnej Polski ustalili, że 30 kwietnia skończyła się umowa najmu mieszkania, które Romanowski wynajmował w Budapeszcie. Nie może jednak czuć się na Węgrzech bezpieczny, bo nowy premier Peter Magyar zapowiadał w kwietniu 2026 podczas kampanii wyborczej, że po zwycięstwie cofnie ochronę dla polskich polityków, którzy znaleźli schronienie i azyl polityczny u Viktora Orbána.
Zapytany o to w czwartek Magyar odpowiedział: „Będziemy przyglądać się tej sprawie, ale w tym momencie nie mam żadnych informacji o tym polityku. Na pewno, jeśli będę coś o nim wiedział, wrócę do was i o tym powiem".
Według informacji przekazanych portalowi Interia.pl przez wiceministra spraw zagranicznych Marcina Bosackiego Romanowskiego nie ma już na terenie Unii Europejskiej. Węgry graniczą z dwoma państwami niewchodzącymi w skład UE: Serbią i Ukrainą.
Były szef Romanowskiego Zbigniew Ziobro, również podejrzany o wykorzystywanie przeznaczonego dla ofiar przestępstw Funduszu Sprawiedliwości do partyjnych celów, wyjechał z Węgier do Stanów Zjednoczonych całkowicie legalnie. Porusza się bowiem na paszporcie uchodźczym wydanym przez Węgry, a polskiemu wymiarowi sprawiedliwości nie udało się do tej pory wystawić za nim ENA.
O nadużyciach w Funduszu Sprawiedliwości w czasach, gdy resortem kierował Ziobro, a Romanowski był jego zastępcą, jako pierwsze napisało OKO.press. Obecnie przed Sądem Okręgowym w Warszawie trwa proces, w którym oskarżeni są urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości i ks. Michał O., prezes fundacji Profeto, która z funduszu otrzymała najwyższą dotację na budowę ośrodka dla ofiar przestępstw – w rzeczywistości centrum medialnego ojców sercanów.
Prawa strona sceny politycznej – przede wszystkim byli politycy Solidarnej, a potem Suwerennej Polski Zbigniewa Ziobry, obecnie w ławach Prawa i Sprawiedliwości – przedstawiają sprawę Funduszu Sprawiedliwości jako motywowaną politycznie i odrzucają zarzuty wobec poszukiwanych.
Dla rządu Donalda Tuska wyjazd Ziobry i zniknięcie Romanowskiego jest z kolei niewygodne, gdyż może sugerować polityczną i administracyjną niewydolność władz. Według niektórych mediów z tego powodu nad ministrem sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem zbierają się czarne chmury.
Przeczytaj także:
Sejmowa podkomisja specjalna zakończyła 14 maja prace nad projektem ustawy o asystencji osobistej. Trwały od grudnia. Rządowy projekt został doprecyzowany, posłowie analizowali też rozwiązania z projektu prezydenckiego (Andrzeja Dudy) i poselskiego.
Po trzynastu posiedzeniach podkomisja zakończyła pracę. Analizowała projekt, wysłuchując także uwag przedstawicieli środowiska osób z niepełnosprawnościami. Teraz Sejm ma już jeden projekt i nim ma się zająć Komisja Polityki Społecznej. Ma się zebrać 28 maja i analizować poprawki, których losu nie rozstrzygnęła podkomisja.
Projekt nie jest jeszcze gotowy, ale daleko mniej niegotowy niż pół roku temu. Pełnomocniczka rządu ds. osób z niepełnosprawnościami Maja Nowak zapowiedziała 14 maja prace nad nowymi wytycznymi dotyczącymi osób niewidomych, głuchych i głucho-niewidomych, bo z analiz wynika, że obecne parametry projektu mogłyby pozbawić je asystencji.
Trwa wyścig z czasem – wprowadzenie ustawowej asystencji osobistej jest kamieniem milowym uprawniającym Polskę do skorzystania z kolejnej transzy KPO. Ustawa musi być przyjęta do sierpnia 2026 r.
Przeczytaj także:
Asystencja osobista jest wielką reformą, nad którą władze pracowały od kilkunastu lat. Polska ratyfikowała Konwencję o prawach osób z niepełnosprawności w 2012 r. Zakłada ona prawo do niezależnego życia osoby z niepełnosprawnością. W podejmowaniu decyzji i w codziennym życiu ma ją wspierać finansowany z budżetu asystent.
Usługa ma być przyznawana na takich samych zasadach w całym kraju, ale po indywidualnej ocenie sytuacji danej osoby. Dopełni zmianę, której elementem jest wprowadzone w 2024 r. świadczenie wspierające – przyznawane osobie z niepełnosprawnością po indywidualnej ocenie jej sytuacji. Lecz ocenie nie tego, na co jest chora, albo czego nie może, ale tego, co jest jej potrzebne do niezależnego życia.
Reforma ma w założeniu uwolnić też rodziny osób z niepełnosprawnościami, które do tej pory państwo de facto zmuszało do opieki.
Projekt dotyczy 100 tysięcy osób z niepełnosprawnościami i – docelowo – 150 tys. asystentów (dziś jest ich ok. 50 tys., pracują na umowy-zlecenia w rozwiązaniach projektowych, czyli wtedy, gdy na ich usługę udało się pozyskać pieniądze budżetowe).
Sierpień 2026 roku jako moment przyjęcia ustawy nie jest równoznaczny z wejściem w życie nowej usługi.
Wcześniej trzeba zbudować system informatyczny do przyznawania asystencji, łączenia osób z niepełnosprawnościami z asystentami i rozliczenia ich pracy. ZUS potrzebuje na to kilkanaście miesięcy.
Trzeba pamiętać, że jest to pierwsza reforma takiego typu: nie definiuje nowej usługi społecznej jako zadania zleconego samorządom (i one już mają sobie ustalić, jak usługa będzie wyglądać). Zasady świadczenia asystencji mają być od razu wpisane do ustawy. Musi ona więc uwzględniać wszystkie problemy i szczególne sytuacje, jakie mogą zdarzyć się w życiu.
PiS już zapowiada zgłaszanie poprawek i nazywa ustawę „nieudolną”.
Przeczytaj także:
Więcej tekstów o pracach nad ustawową asystencją znajdziecie TU