Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

14:18 23-03-2026

Prawa autorskie: Photo by 2026 Planet Labs PBC / AFPPhoto by 2026 Planet...

Atak dronowy na rosyjski port w Primorsku

To jeden z dwóch kluczowych dla rosyjskiego eksportu ropy portów na Bałtyku

Co się wydarzyło

Dzisiejszy atak dronowy na rosyjski port w Primorsku wstrzymał rosyjski eksport ropy z tego miejsca. Gubernator obwodu leningradzkiego, w którym znajduje się Primorsk, podał rano, że atak spowodował pożar kilku zbiorników paliwa. Ukraina potwierdziła, że stoi za atakiem. Rosyjskie Ministerstwo Obrony podało dziś, że Rosjanie zestrzelili w nocy 249 dronów nad Ukrainą.

Primorsk to jeden z dwóch głównych bałtyckich portów rosyjskich, które obsługują eksport ropy naftowej. Port ten jest w stanie obsłużyć nawet milion baryłek dziennie. Eksport ropy w Primorsku po ataku dronowym został zakłócony także we wrześniu 2025 roku.

Jaki jest kontekst

Po ataku USA i Izraela na Iran ceny ropy wystrzeliły w górę. Dla Rosji w trudnej sytuacji gospodarczej to doskonała wiadomość – dużą część dochodów rosyjskiego państwa stanowią dochody z eksportu ropy i gazu. Dlatego Ukraina odkąd ma takie możliwości, uderza w rosyjski przemysł naftowy – by zmniejszyć dochody Rosji, jednocześnie utrudniając Rosji możliwość prowadzenia wojny. Wraz z rosnącymi cenami ropy takie uderzenia mogą stać się jeszcze istotniejsze.

Od 2022 roku Ukraina znacznie podniosła swoje możliwości atakowania celów w Rosji. Jak pisała w zeszłym tygodniu Agnieszka Jędrzejczyk: „3 lata temu dwa drony ukraińskie nad Moskwą były światową sensacją. Przed rokiem komunikaty o zagrożeniu ostrzałem w rosyjskich miastach były ewenementem. Teraz ostrzeżenia o nalotach są ogłaszane co noc, a jeśli Ukraińcy atakują Moskwę, to leci na nią rój 200 dronów”.

Przeczytaj także:

12:13 23-03-2026

Prawa autorskie: US President Donald Trump speaks with the media aboard Air Force One during a flight from Dover, Delaware, to Miami, Florida, on March 7, 2026. (Photo by SAUL LOEB / AFP)US President Donald ...

Trump: wstrzymuję ataki na elektrownie w Iranie po rozmowach z Irańczykami. Blef dla rynków?

Amerykański prezydent przekonuje, że USA w weekend przeprowadziły szczegółowe rozmowy z Iranem. Jest to niemal na pewno kłamstwo Trumpa

Co się wydarzyło

O 7:23 czasu waszyngtońskiego Donald Trump napisał w swojej sieci społecznościowej Truth Social:

„Z PRZYJEMNOŚCIĄ INFORMUJĘ, ŻE STANY ZJEDNOCZONE AMERYKI ORAZ IRAN PRZEZ OSTATNIE DWA DNI PROWADZIŁY BARDZO DOBRE I OWOCNE ROZMOWY DOTYCZĄCE CAŁKOWITEGO I OSTATECZNEGO ROZWIĄZANIA NASZYCH WROGOŚCI NA BLISKIM WSCHODZIE. BIORĄC POD UWAGĘ TON I CHARAKTER TYCH GŁĘBOKICH, SZCZEGÓŁOWYCH I KONSTRUKTYWNYCH ROZMÓW, KTÓRE BĘDĄ KONTYNUOWANE PRZEZ CAŁY TYDZIEŃ, POLECIŁEM DEPARTAMENTOWI WOJNY ODROCZENIE WSZELKICH UDERZEŃ WOJSKOWYCH NA IRAŃSKIE ELEKTROWNIE ORAZ INFRASTRUKTURĘ ENERGETYCZNĄ NA OKRES PIĘCIU DNI, POD WARUNKIEM POWODZENIA TRWAJĄCYCH SPOTKAŃ I DYSKUSJI”. [zachowujemy oryginalną pisownię wielkimi literami].

Tych, którzy liczą na szybkie zakończenie wojny i koniec wzrostów cen paliwa, musimy rozczarować: komunikat Trumpa niekoniecznie nas do tego przybliża.

Należy w nim zwrócić uwagę przede wszystkim na dwie rzeczy.

Po pierwsze: amerykański prezydent nie mówi o zaprzestaniu działań wojennych. Wycofuje się tylko z ataków na cele energetyczne. W sobotę Trump zapowiadał, że jeśli Iran w ciągu 48 godzin nie odblokuje cieśniny Ormuz, Amerykanie zaatakują irańskie elektrownie. Była to zapowiedź uderzeń w infrastrukturę cywilną – czyli coś, co robi Rosja w Ukrainie i co jasno określamy mianem zbrodni wojennych.

Teraz Trump się z tego wycofuje. Dlaczego? Jak twierdzi – po rozmowach z Irańczykami. To druga część tej wiadomości, na którą należy zwrócić uwagę.

Najpewniej należy to odczytywać jako blef prezydenta USA. Szczególnie w formie, w jakiej to wyraził. Trump mówi bowiem o „głębokich, szczegółowych i konstruktywnych rozmowach”. Coś takiego jest wykluczone podczas szybkich rozmów telefonicznych. Jest niemal niemożliwe, by Irańczycy i Amerykanie w weekend nie tylko prowadzili szczegółowe rozmowy, ale dodatkowo byli w stanie utrzymać je w tajemnicy. Irańskie media natychmiast podały, że do żadnych kontaktów z Trumpem w weekend nie doszło. Irańska agencja prasowa Tasnim twierdzi, że komunikat Trumpa jest częścią wojny psychologicznej.

Jaki jest kontekst

Za obecnej kadencji Trumpa Irańczycy dwukrotnie podejmowali rozmowy z Amerykanami. W obu przypadkach zostali zaatakowani w trakcie procesu dyplomatycznego, w obu przypadkach też ataki były przygotowane w trakcie rozmów. Z tego powodu Iran wielokrotnie zapowiadał w trakcie wojny, że nie zamierza obecnie podejmować z Trumpem żadnych rozmów.

Jednocześnie blokada cieśniny Ormuz prowadzi do coraz poważniejszych skutków gospodarczych na całym świecie. Ceny paliwa w USA wzrosły w ciągu ostatniego miesiąca o 40 proc. Groźba Trumpa z soboty i wycofanie się z niej w poniedziałek rano kolejny raz pokazują, że Trump nie ma żadnej strategii jak poradzić sobie z tym problemem. Ataki na irańskie elektrownie przyniosłyby ostrą odpowiedź Iranu. A pierwsze trzy tygodnie wojny pokazały, że Iran jest do tej odpowiedzi gotowy. Trump więc się przestraszył, a teraz próbuje tonować nastroje przy pomocy komunikatu o rozmowach, których niemal na pewno nie było.

Wątpliwe, czy taki komunikat da faktyczne uspokojenie na rynku energii.

Przeczytaj także:

11:53 23-03-2026

Prawa autorskie: Jure Makovec / AFPJure Makovec / AFP

Wybory w Słowenii: korupcyjny skandal, ingerencja Izraela i przegrana zwolennika Trumpa

W słoweńskich wyborach zwyciężył rządzący dotychczas Ruch Wolności. Premier Robert Golob musi jednak szukać koalicjantów wśród mniejszych partii.

Co się wydarzyło?

Liberalny Ruch Wolności (Gibanje Svoboda) zwyciężył w niedzielnych wyborach parlamentarnych w Słowenii, ale w próbie zbudowania rządu będzie musiał liczyć na koalicjantów – wynika z danych słoweńskiej komisji wyborczej przedstawionych po przeliczeniu niemal wszystkich głosów. Wyniki wskazują na zacięty wyścig pomiędzy rządzącymi a bliską Trumpowi i Orbánowi opozycją.

Mimo to szansę na pozostanie na stanowisku premiera ma proeuropejski polityk Robert Golob, a perspektywa odzyskania władzy oddala się od konserwatywnego Janeza Janšy. Poglądy drugiego z polityków zbliżają go do Viktora Orbána czy Roberta Ficy, a po ewentualnym dojściu do władzy mógłby stworzyć z szefami populistycznych rządów wspólny front w europejskiej polityce. Janša nie kryje też swojego podziwu dla polityki Donalda Trumpa.

Ugrupowanie Goloba uzyskało 28,54 proc., Słoweńska Partia Demokratyczna Janšy 28,17 proc. W parlamencie znajdą się również dwie lewicowe formacje, tworzące do tej pory koalicję z Ruchem Wolności. Po ogłoszeniu wyników premier Golob zapewnił, że jest w stanie zbudować większość w parlamencie. Nie jest to jednak do końca pewne. Stan posiadania Ruchu Wolności skurczył się z 40 do 29 mandatów, a Słoweńska Partia Demokratyczna może liczyć na obsadzenie 28 z 90 dostępnych w Zgromadzeniu Narodowym miejsc.

O kierunku, w którym pójdzie Słowenia, zdecydują więc mniejsze ugrupowania. Trzecie miejsce z dziewięcioma mandatami zajęła chadecka koalicja złożona z partii Nowa Słowenia, Słoweńskiej Partii Ludowej i formacji Focus. Po sześć mandatów zyskali Socjaldemokraci oraz centrowi Demokraci. Po pięć miejsc zapewniły sobie koalicja lewicowych partii Levica i Vesna oraz wywodzący się z ruchów antyszczepionkowych ruch Resni.ca.

Partie dotychczasowej, proeuropejskiej koalicji zyskały zatem 40 mandatów, a Golob będzie musiał szukać dodatkowego poparcia.

Na wynik wyborów wpłynęła sytuacja na rynku energetycznym (na słoweńskich stacjach paliw obowiązują limity) i wyciek taśm, które miały obciążyć dotychczas rządzących. W końcu jednak mogły odbić się na niższym wyniku ugrupowania Janšy. Chodziło o nagrania wskazujące na korupcję w gabinecie Goloba. Zarejestrowani z ukrycia politycy mówią między innymi o protekcji wobec oskarżanego o nepotyzm burmistrza Ljubljany Zorana Jankovića, a także korupcyjnych układach w branży energetycznej i państwowym zarządzie autostrad. Członkowie rządu w ostatnich tygodniach tłumaczyli, że ich wypowiedzi zostały wyrwane z kontekstu.

Według słoweńskiej prasy za ich ujawnieniem miał stać sam Janša. Na jego zlecenie brudów w koalicji miała szukać izraelska, prywatna agencja wywiadowcza Black Cube, założona przez byłych funkcjonariuszy Mossadu. Firma w ostatnich latach stała między innymi za kampanią dyskredytacji wobec ofiar Harveya Weinsteina. Konserwatywny polityk w ten sposób naraził się na zarzuty dopuszczenia do zewnętrznej ingerencji w wybory. W wypowiedziach przed głosowaniem odżegnywał się od tego zarzutu, przyznał jednak, że kontaktował się z przedstawicielami izraelskiej firmy. W zeszłym tygodniu Robert Golob wezwał do wszczęcia przez UE dochodzenia w tej sprawie.

Rząd Goloba krytykuje Tel Awiw za działania w Strefie Gazy. W sierpniu zeszłego roku jego gabinet wprowadził embargo na handel bronią z Izraelem. Słoweńska telewizja publiczna, jako jeden z pięciu nadawców, ogłosiła bojkot Konkursu Piosenki Eurowizji w geście protestu przeciwko uczestnictwu Izraela. Słowenia jest również jednym z najbardziej liberalnych i najprężniej rozwijających się państw regionu dawnej Jugosławii.

Przeczytaj także:

11:39 23-03-2026

Prawa autorskie: Fot. Patryk Ogorzalek / Agencja Wyborcza.plFot. Patryk Ogorzale...

Prezydent Nawrocki: Polacy kochają Węgrów, nienawidzą Władimira Putina

Polski prezydent spotkał się w Przemyślu ze swoim węgierskim odpowiednikiem z okazji Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Jeszcze dziś Karol Nawrocki udaje się do Budapesztu

Co się wydarzyło

„Misją moją i pana prezydenta jest to, żeby przyjaźń narodów, nie stała się obiektem krótkotrwałych politycznych drgań” – powiedział dziś prezydent Karol Nawrocki w Przemyślu na spotkaniu z prezydentem Węgier Tamasem Sulyokiem z okacji Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Nawrocki podkreślał, że z Węgrami łączy nas chęć bycia w Unii Europejskiej i troska o jej stan.

Prezydent mówił też o różnicach w podejściu obu krajów do Rosji.

„Jak to przyjaciele, tak w przyjaźni musimy mieć świadomość, że nie ze wszystkim się zgadzamy. Są sprawy, w których zgadzamy się, że się nie zgadzamy. Dla Polski Wladimir Putin i Federacja Rosyjska jest zagrożeniem egzystencjalnym tak jak bolszewicy w roku 1920. Polacy kochają Węgrów, nienawidzą Władimira Putina, który jest zbrodniarzem wojennym i nikim więcej”.

Węgierski prezydent mówił, że polsko-węgierska przyjaźń jest trwała, niezależna od bieżącej polityki: „Polsko-węgierska przyjaźń jest czymś nadzwyczajnym w Europie, niecodziennym i bardzo głęboko zakorzenionym”.

Jeszcze dziś prezydent Nawrocki jedzie do Budapesztu, gdzie spotka się z węgierskim premierem, Viktorem Orbanem.

Jaki jest kontekst

W Budapeszcie odbywa się zgromadzenie unijnej grupy politycznej Partioci za Europą. Grupa powstała w 2024 roku z inicjatywy węgierskiego premiera i jest trzecią najliczniejszą partią w obecnym Parlamencie Europejskim. Partia zrzesza europejską skrajną prawicę. Należą do niej m.in. polski Ruch Narodowy i francuskie Zjednoczenie Narodowe.

Na spotkaniu z Tamasem Sulyokiem Nawrocki wspominał o różnicach w podejściu do Rosji, ponieważ Węgry od lat uważane są za rosyjskiego konia trojańskiego w UE. Wielokrotnie blokowały pomoc dla Ukrainy, odmawiają dywersyfikacji źródeł swojej energii i dalej polegają na imporcie energii z Rosji a Viktor Orban spotyka się regularnie z Władimirem Putinem. „Washington Post” ujawnił natomiast ostatnio, że szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto regularnie w trakcie unijnych spotkań dzwonił do swojego rosyjskiego odpowiednika Siergieja Ławrowa i informował go o przebiegu rozmów.

Przeczytaj także:

11:19 23-03-2026

Prawa autorskie: Fot. GRIGORY SYSOYEV / POOL / AFPFot. GRIGORY SYSOYEV...

Ukraińcy trafili w rosyjskie porty naftowe na Bałtyku

Po nocnym ataku ukraińskich dronów porty Primorsk i Ust-Ługa, największe rosyjskie rynki eksportu ropy naftowej na Bałtyku, wstrzymały eksport ropy i paliwa

O wstrzymaniu eksportu w dwóch portach informują Reutersa anonimowe źródła. Gubernator obwodu leningradzkiego Aleksandr Drozdenko przyznał się tylko do pożarów zbiorników paliwa w Primorsku. Zdjęcia naocznych świadków pokazały również gęsty, czarny dym unoszący się nad obiektem.

Wiadomo, że ukraiński atak na obwód leningradzki był duży, bo lotnisko petersburskie Pułkowo wstrzymało loty. W Gatczynie goło Petersburga eksplodował pocisk rosyjskiej obrony przeciwlotniczej.

Primorsk jest największym rosyjskim portem eksportowym ropy naftowej nad Morzem Bałtyckim i kluczowym węzłem transportu ropy naftowej i produktów naftowych. Port jest punktem końcowym Bałtyckiego Systemu Rurociągowego o przepustowości około 1 miliona baryłek dziennie. Część morska portu obejmuje dziewięć nabrzeży, z których większość przeznaczona jest wyłącznie dla tankowców. Głębokość portu, sięgająca 18,2 metra, pozwala na obsługę statków o nośności do 150 000 ton i długości przekraczającej 300 metrów.

Kluczowa infrastruktura skoncentrowana jest w parku zbiornikowym, w którym funkcjonuje 18 dużych zbiorników magazynowych, każdy o pojemności 50 000 ton.

Ust-Ługa wyeksportowała w ubiegłym roku 32,9 mln ton produktów naftowych, a Primorsk 16,8 mln ton. Primorsk oberwał już raz – we wrześniu 2025 r. i wtedy też wstrzymał eksport.

Jaki jest kontekst?

Ukraina realizuje strategię „przeniesienia wojny do Rosji”, co ma zburzyć przekonanie obywateli Rosji, że ​​pełnoskalowa inwazja na Ukrainę jest czymś odległym i nic nie kosztuje rosyjskie społeczeństwo – przypomina „Kyiv Independent”.

Jak mówi OKO.press ekspert wojskowy płk Piotr Lewandowski, Ukraina rzeczywiście zwiększyła możliwości rażenia Rosji daleko za linia frontu, a uderzenia dronowe są skuteczne zwłaszcza w przypadku infrastruktury energetycznej. Atak wywołuje bowiem pożar, który czyni największe spustoszenia. Więcej o tym w tym tekście:

Przeczytaj także:

Rosyjska obrona przyznała się do zestrzelenia tej nocy nad całą Rosją 526 ukraińskich dronów i ośmiu bomb kierowanych. To jednak tylko nowa średnia – owszem, przed miesiącem tych zestrzeleń było dwa razy mniej, ale teraz w oficjalnych komunikatach rosyjski MON podaje liczny 400-600. Do tego należy doliczyć pociski, które docierają do celu – jak w Primorsku.

„Kyiv Independent” powołuje się na analizę ukraińskiej organizacji pozarządowej Join Ukraine, z której wynika, że strategia ta zaczyna zmieniać sposób postrzegania wojny w Rosji. ​​Rosjanie coraz częściej konfrontują się z wojną, zauważają straty, ataki dronów a także przerwy w dostępie do internetu. Te ostatnie władze na Kremlu tłumaczą właśnie ukraińskimi atakami dronowymi, choć zapewne przyczyny włączeń wynikają z lęku Kremla przed społecznym niezadowoleniem z powodu wojny.

Wyłączenia internetu objęły nie tylko zaplecze frontu, ale także Petersburg i Moskwę:

Przeczytaj także:

Jak zauważa Reuters, wstrzymanie rosyjskiego eksportu pogłębia globalne niedobory spowodowane zamknięciem Cieśniny Ormuz przez Teheran po ataku Izraela i USA na Iran. Jednocześnie Rosja oskarża Ukrainę o ataki na ropociągi idące przez Morze Czarne: Turkish i Blue Stream. Do tego Ukraińcy się nie przyznają, jednak organizujący swoją kampanię wyborczą wokół nienawiści do Ukrainy Viktor Orbán już podchwycił te oskarżenia grozi Kijowowi odwetem militarnym, gdyby tym dwóm nitkom stała się krzywda.

„Węgry nie pozwolą Ukrainie, aby uszkodzenie TurkStream doprowadziło do blokady dostaw ropy naftowej do Europy” – ogłosił 22 marca na wiecu przedwyborczym w Hódmezővásárhely.

Od końca stycznia rosyjska tania ropa nie płynie na Węgry gazociągiem „Przyjaźń”. Rosjanie go uszkodzili ostrzeliwując Ukrainę, a Ukraińcy nie spieszą się z odbudową. Atakowany codziennie przez Rosję kraj ma inne priorytety niż zapewnianie taniej energii sojusznikowi Putina.

W wyniku rosyjskich ataków na Ukrainę w ciągu ostatniego dnia zginęło co najmniej siedmiu cywilów, a co najmniej 17 zostało rannych.

Orbán czyni jednak Ukrainę – a nie Rosję i drugiego swojego sojusznika, Donalda Trumpa – odpowiedzialną za kłopoty z surowcami energetycznymi: „Mamy do czynienia z krajem zdolnym do wszystkiego” – mówi o Ukrainie. – „Jeśli zostaniemy pozbawieni dostępu do taniej rosyjskiej energii, ceny mediów dla wszystkich węgierskich rodzin wzrosną kilkukrotnie”.

"W Europie Środkowej jakoś zawsze tak wychodzi, że opcja suwerenna i konserwatywna zawsze okazuje się tą ruską, z czym na Słowacji i na Węgrzech wcale się nie kryje, a opcja progresywna i prodemokratyczna wyzywana jest od zdrajców. Orbán też podąża tą ścieżką i nazywa prawicowego Magyara »marionetką Brukseli i Ukrainy«” – pisze Michał Zabłocki w korespondencji z Budapesztu.

Przeczytaj także: