Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Prokuratura chce ośmiu lat więzienia dla Sebastiana M., oskarżonego o spowodowanie wypadku na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego. BMW, które prowadził Sebastian M. z impetem wjechało w Kię, która stanęła w płomieniach. Podróżująca autem rodzina, małżeństwo i ich 5-letni syn, zginęli na miejscu.
Proces, jaki od roku toczy się przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim, dobiega końca. W środę, 7 października strony wygłaszają mowy końcowe. Polska Agencja Prasowa przekazała, że prokuratura chce uznania Sebastiana M. winnego spowodowania wypadku na autostradzie A1 i ukarania go najwyższym możliwym wymiarem kary, czyli ośmioma latami pozbawienia wolności. Jak zaznaczył prok. Aleksander Duda, to kara niesprawiedliwa wobec skutków tragedii. Zdaniem prokuratora powinna być surowsza — ale polski kodeks karny takiej nie przewiduje.
Prokuratura chce ograniczenia Sebastianowi M. możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po odbyciu trzech czwartych kary, czyli po sześciu latach, a także nałożenia na niego 15-letniego zakazu prowadzenia pojazdu oraz wypłacenia 2,2 milionów złotych zadośćuczynienia rodzinie zmarłych.
Prok. Duda mówił w środę o „szczeniackiej zachciance” kierowcy przekonując, że ten świadomie stworzył zagrożenie w ruchu drogowym, rozwijając prędkość do niewyobrażalnych prędkości. Wskazywał, że w toku wielomiesięcznego procesu ten nie wykazywał skruchy. „Winni byli wszyscy: politycy, media, prokuratura, biegli, policja, tylko nie sam oskarżony” – mówił prokurator.
16 września 2023 roku Sebastian M. spowodował tragiczny wypadek na autostradzie A1 w Sierosławiu niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego. Jego rozpędzone BMW wjechało w osobową Kię. W wypadku zginęła trzyosobowa rodzina – małżeństwo, Martyna i Patryk z pięcioletnim synem, Oliwierem. Ofiary utknęły w płonącym aucie. Rodzina wracała z wakacji.
Dane z komputera pokładowego samochodu kierowcy wskazywały, że pędził on maksymalnie z prędkością 308 km/h.
Jak pisał w OKO.press Marcel Wandas, to więcej, niż wynosi ograniczenie licznika wyścigowych bolidów Formuły E. Te, na zamkniętych torach, z rampami bezpieczeństwa, kierowane przez profesjonalistów korzystających z ochronnych kombinezonów i 17-warstwowych kasków, mogą rozwijać prędkość najwyżej 280 km/h.
Po wypadku Sebastian M. uciekł z Polski. Najpierw udał się do Niemiec, a następnie do Dubaju, gdzie został zatrzymany 4 października 2023 roku. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich przebywał na wolności po wpłaceniu kaucji, oczekując na decyzję w sprawie ekstradycji. W środę 7 maja 2025 Sąd Najwyższy ZEA rozpoznał odwołanie Sebastiana M. – zezwalając na wydanie go polskim służbom. Ostateczną decyzję podjął emiracki minister sprawiedliwości. Mężczyznę sprowadzono do Polski 26 maja, 27 maja usłyszał zarzuty, a 15 lipca 2025 roku — został oskarżony o „spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym”.
Przeczytaj także: