Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

13 minut temu

Prawa autorskie: 26.02.2026 Warszawa , ulica Wiejska , Sejm . Ambasador Stanow Zjednoczonych w Polsce Tom Rose podczas expose wicepremiera, ministra spraw zagranicznych Radoslawa Sikorskiego ws. priorytetow polskiej polityki zagranicznej . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl26.02.2026 Warszawa ...

Ambasador USA do Tuska: Czy nasi sojusznicy są wobec nas lojalni?

Donald Tusk zastanawia się, czy Stany Zjednoczone są lojalne wobec sojuszników NATO, a amerykański ambasador Tom Rose odpowiada pytaniem na pytanie

Co się wydarzyło

Na prywatnym profilu na platformie X (dawniej Twitter) ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Tom Rose napisał 24 kwietnia 2026: „Zaangażowanie prezydenta Stanów Zjednoczonych na rzecz Polski jest żelazne, solidne i w pełni zasłużone. Ameryka jest dumna, że stoi po stronie Polski, ponieważ Polska zawsze była po naszej stronie”.

Te słowa padły w odpowiedzi na wywiad, jakiego udzielił premier Donald Tusk dziennikowi „Financial Times”.

„Premier Polski wyraził wątpliwości, czy Stany Zjednoczone będą «lojalne» wobec sojuszników z NATO i będą bronić obrony Europy w przypadku ataku Rosji. Wezwał Unię Europejską do przekształcenia się w «prawdziwy sojusz» w zakresie ochrony kontynentu” – napisał „Financial Times”.

Tusk powiedział również, że „największym i najważniejszym pytaniem dla Europy jest to, czy Stany Zjednoczone są gotowe być tak lojalne, jak opisano to w naszych traktatach [NATO]”, ostrzegając jednocześnie, że Rosja może zaatakować członka sojuszu w ciągu «kilku miesięcy»”.

FT nazywa te szeroko cytowane w zagranicznych mediach słowa „niezwykłą wypowiedzią”.

Wezwany do odpowiedzi poczuł się amerykański ambasador. „Premier Donald Tusk zadaje bardzo poważne i przemyślane pytanie — i zasługuje na poważną i pełną szacunku odpowiedź”.

„Stany Zjednoczone przez 80 lat gwarantowały europejskie bezpieczeństwo krwią, zasobami finansowymi i swoją obecnością” – zaznacza. Wylicza, że od zakończenia II wojny światowej podatnicy amerykańscy wydali ponad 13 miliardów dolarów na obronę Europy.

Jednocześnie podkreśla wyjątkowość sojuszu z Polską. Kończy jednak pytaniem: „Tak, Ameryka jest lojalna wobec swoich sojuszników — ale my również pytamy, czy nasi sojusznicy są wobec nas równie lojalni, jak oczekują od nas?”

Jaki jest kontekst

Napięcie między Stanami Zjednoczonymi a europejskimi członkami NATO narasta.

Również w piatek 24 kwietnia 2026 Reuters opisał wewnętrznego mejla Pentagonu, w którym rozważano, w jaki sposób Stany Zjednoczone mogłyby ukarać sojuszników z NATO, którzy według nich nie wsparli amerykańskich operacji w wojnie z Iranem. W wiadomości mowa jest o ewentualnym zawieszeniu członkostwa Hiszpanii w sojuszu oraz ponowne rozpatrzenie stanowiska USA w sprawie roszczeń Wielkiej Brytanii dotyczących Wysp Falklandzkich.

Główny doradca polityczny Pentagonu Elbridge Colby wyraża w opisanej przez dziennikarzy Reutersa notatce frustrację, bo niektórzy sojusznicy nie chcieli się zgodzić (w związku z wojną z Iranem) na przelot przez ich kraje lub użycie ich baz przez amerykańskich żołnierzy.

Do możliwości zawieszenia członkostwa w NATO odniósł się premier Hiszpanii Pedro Sánchez: „Nie opieramy się na wiadomościach e-mailowych. Opieramy się na oficjalnych dokumentach i stanowiskach rządowych, w tym przypadku Stanów Zjednoczonych”.

Przeczytaj także:

godzinę temu

Prawa autorskie: Fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.plFot. Krzysztof Zatyc...

TVP zablokowała materiał o Sutryku. Teraz zawiesiła wydawców

— To nawet nie są metody Jacka Kurskiego. To czysty PRL, i to z najgorszych lat – słyszymy od jednego z pracowników TVP Wrocław. Stacja najpierw zablokowała materiał o prezydencie Jacku Sutryku, potem zawiesiła w pracy dwóch wydawców, którzy pytali o losy nagrania. „To są działania represyjne” – komentuje w sieci Marcin Brodowski, były szef „Faktów” w TVP

Co się wydarzyło?

Ewa Wolniewicz, dyrektorka TVP Wrocław zawiesiła w obowiązkach służbowych dwóch z sześciu wydawców zatrudnionych w programie informacyjnym „Fakty”. OKO.press rozmawiało z jednym z pracowników stacji, który potwierdził, że w grafiku na maj nie ma Haliny Łabędzkiej i Alberta Bystrońskiego. Program obsługuje jedynie czterech wydawców. Na razie, bowiem jak miała powiedzieć wydawcom Wolniewicz, w maju podejmie decyzję, co z tą dwójką zrobi dalej.

— To wyjątkowo dotkliwa kara. Pozbawia ich pieniędzy. Praca przy „Faktach” jest głównym źródłem dochodu dla wydawcy, których wypłaty mają charakter honoracyjny. Bez zmian w grafiku ich pensja będzie mniejsza, co dotyka bezpośredni ich i ich rodziny — słyszymy.

Pracownicy wrocławskiej Telewizji Polskiej gest dyrektorki odczytują jako próbę nałożenia knebla. Bystroński i Łabędzka byli bowiem sygnatariuszami e-maila, w którym pytali o losy ocenzurowanego przez stację materiału. Oprócz nich wiadomość podpisało jeszcze trzech z czterech wydawców programu informacyjnego regionalnej Telewizji Polskiej.

Pracownik TVP Wrocław: — Atmosfera w zespole jest fatalna. Nikt nie ma wątpliwości, że to straszak. Chodzi o to, byśmy nie wypowiadali się publicznie, ale i przy ewentualnych procesach sądowych między stacją, a Robertem Jałochą [autorem niewyemitowanego materiału – przyp.red.], nie ośmielili się zeznawać przeciwko telewizji. Nawet nas poczuono, że w razie czego mamy trzymać linię stacji. Wymusza się na nas, żebyśmy siedzieli cicho. To nieetyczne, urągujące pracy dziennikarza. Ludzie są przerażeni, zwłaszcza, że niczyją intencją nie było wywlekanie tej sprawy na światło dziennie. Wysłano maila ze zwykłym pytaniem: co teraz, bo sytuacja była niezrozumiała dla całego zespołu. I za to teraz ludzie zostali ukarani.

Cenzura w TVP postępuje

Marcin Brodowski, były dziennikarz TVP Wrocław, a przez dekadę szef „Faktów” we wpisie na Facebooku podaje, że ostrzeżenie otrzymała cała piątka osób, które podpisały się pod mailem. Z jego informacji wynika, że Ci prowadzą wydania w trybie warunkowym i w tym czasie mają „zastanowić się nad swoim postępowaniem”.

„Mówimy o ludziach z ogromnym doświadczeniem, o wydawcach, którzy przez lata budowali tę redakcję. Dziś są stawiani pod ścianą — nie za błędy, ale za to, że zadali pytanie, które w każdej redakcji powinno paść. Trudno nie nazwać tego wprost: to są działania represyjne. I są one wymierzone nie tylko w konkretne osoby, ale w cały zespół — w jego niezależność, w jego odwagę, w jego przyszłość. To jest działanie na szkodę tej redakcji” – pisze dziennikarz. „Coraz trudniej mieć dziś wątpliwości, że rzetelnych informacji — także tych uzasadnienie krytycznych wobec władzy, każdej władzy — w Fakty TVP3 Wrocław już nie będzie” – dodał we wpisie.

Jaki jest kontekst?

„To była ostra, agresywna reakcja. Po prostu stała i krzyczała, jak nigdy dotąd. Nigdy czegoś takiego tutaj nie widziałem” – mówi jeden z pracowników lokalnego oddziału Telewizji Polskiej o reakcji Ewy Wolniewicz, dyrektorki TVP Wrocław, na upublicznienie w mediach informacji o cenzurze w stacji i zablokowaniu emisji materiału obciążającego prezydenta Jacka Sutryka w kwestii jego (nie)studiowana w Collegium Humanum.

Stacja decyzję tłumaczyła brakami w materiale i niechęcią dziennikarza do wprowadzenia poprawek, czemu zaprzecza Robert Jałocha. Najpierw „Gazeta Wyborcza”, a potem OKO.press materiał widziały i obszernie go omówiły wskazując, że nie ma w nim krzty braków warsztatowych. Był przygotowany bezstronnie i rzetelnie. Jednocześnie przedstawiał nieznaną dotąd dla opinii publicznej linę obrony prezydenta, którą prokuratura odczytuje jako skuteczną próbę kupienia sobie tytułu ukończenia menadżerskich EMBA. Ten pozwolił Sutrykowi zarobić niemal pół miliona złotych z zasiadania w czterech Radach Nadzorczych.

Podobnego zdania są wydawcy, którzy w liście do dyrekcji stacji materiał nazwali „najrzetelniej zrobionym w historii redakcji” i dopytywali o jego losy. Jak pisaliśmy na łamach OKO.press Robert Jałocha oddał materiał, na przygotowanie którego otrzymał zgodę szefostwa TVP Wrocław, 16 marca. Wcześniej wielokrotnie był wzywany do dyrekcji, gdzie szczegółowo omawiano warunki i motywację do publikacji newsa.

Jałocha pod koniec miesiąca zwolnił się w pracy w telewizji. Nie chce komentować sprawy. W przesłanym do nas oświadczeniu podnosi, że: „Materiał był blokowany przez cztery tygodnie. Przygotowana została tylko jedna wersja, którą zmontowałem po zaakceptowaniu tekstu przez dyrektor ośrodka TVP we Wrocławiu. Potwierdzają to wiadomości przesłane do mnie przez kierownik redakcji oraz wydawcę programu »Fakty«” – przekazuje Jałocha. „Treść korespondencji z przełożonymi oraz swoje stanowisko przesłałem do biura prasowego TVP w Warszawie z prośbą o sprawdzenie rzeczywistych powodów niewyemitowania materiału o prezydencie Wrocławia” – czytamy w oświadczeniu. „Jestem pewny, że wszelkie wątpliwości rozwiałaby jego publikacja” – dodaje dziennikarz.

Wrocławska TVP nie odpowiedziała na dwukrotną prośbę o skomentowanie sprawy blokowania materiału Jałochy, a potem zawieszenia wydawców. Pytania wysłaliśmy również do Telewizji Polskiej z siedzibą w Warszawie. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi, a jedynie oświadczenie, z którego wynika, że kierownictwo nie zablokowało emisji materiału, ale podjęło decyzję o niewyemitowaniu materiału, który „wprowadza w bląd, w tym przypadku poprzez stawianie znaku równości między zarzutami z aktu oskarżenia a wyrokiem sądowym”. Stacja przekazała, że nie zamierza przepraszać dziennikarza, a w zespole „atmosfera jest normalna, wszyscy pracują, program się ukazuje”.

Ewentualnym ingerencjom w materiał zaprzecze też otoczenie prezydenta Jacka Sutryka. „Nikt z otoczenia prezydenta, ani sam prezydent nie podejmował żadnych działań, których celem byłoby wpływanie na losy tego materiału. Prezydent sam nie prowadzi polityki komunikacyjnej. Prowadzi ją za pomocą Biura Prasowego Urzędu Miejskiego we Wrocławiu, a ja stojąc na jego na czele nie podejmowałam, nie podejmuję ani nie planuję podejmować żadnych interwencji w sposób inny niż wynika to z mojej roli w Urzędzie Miejskim. Wszelkie podejmowane przeze mnie działania wobec podmiotów trzecich w sprawach związanych z wykonywaniem obowiązków służbowych są przeze mnie realizowane w sposób zgodny z obowiązującymi przepisami prawa” – napisała w wiadomości do OKO.press Agata Dzikowska kierująca pracami biura prasowego we wrocławskim magistracie. Przed przyjęciem pracy w UMW była twarzą TVP, w „Faktach” przepracowała przeszlo dwie dekady.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

12:37 24-04-2026

Prawa autorskie: 13.12.2024 Warszawa . ul . Wislostrada . Blokada Ostaniego Pokolenia . nz Pawel Kasprzak (C) Fot . Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl13.12.2024 Warszawa ...

Paweł Kasprzak: „Jadę do więzienia właściwie z własnej woli”

„Pakuję się do tego więzienia z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, bez żalu, bez pretensji, a poczucie krzywdy – trudno. Widocznie mi się należało. Do zobaczenia za 15 dni”

Co się wydarzyło

„Przyszła policja i właśnie jadę z nimi do więzienia” – poinformował 23 kwietnia 2026 w nagraniu wideo na platformach społecznościowych Paweł Kasprzak, jeden z liderów Obywateli RP.

Zaznacza przy tym, że w więzieniu wyląduje „właściwie z własnej woli”.

Kasprzak uczestniczył w proteście Ostatniego Pokolenia 25 maja 2025. Zdjęcie powyżej pochodzi z innego protestu Ostatniego Pokolenia, w którym Kasprzak brał udział – z grudnia 2024.

„Demonstracja była (wyjątkowo) zgłoszona i przez kilka godzin, tamując ruch samochodowy, szła eskortowana przez policję ulicami Warszawy, w tym trzykrotnie przekraczała Wisłę mostami. Na ostatnim z nich, na ustalone wcześniej hasło «wybór – opór», usiedliśmy na jezdni, nie posłuchaliśmy wezwań policji, itd. Poszły wnioski o ukaranie i dostałem wyrok nakazowy wraz z 24 innymi osobami”.

Jaki jest kontekst

Kasprzak odmówił podporządkowania się wyrokowi miesiąca ograniczenia wolności w postaci prac społecznych. Była to kara za to, że nie posłuchał wezwań policji do przerwania protestu i zejścia z jezdni, gdy marsz ulicami Warszawy zamienił się w blokadę ruchu na siedząco, charakterystyczną dla Ostatniego Pokolenia.

Kasprzak nie podjął się prac społecznych, sprzeciwiając się temu, że wyrok został wydany w trybie nazowym – bez rozprawy.

Jednocześnie Kasprzak przyznaje, że jego czyn „być może wymaga kary”. Ograniczył bowiem wolność wielu ludzi, których zatrzymał na ulicy.

„W odróżnieniu od bardzo wielu innych ludzi, którzy uczestniczyli w blokadach Ostatniego Pokolenia, tych blokadach ulicznych, ja wcale nie uważam, że moje prawo do protestu i duża sprawa obrony przed katastrofą klimatyczną daje mi rzeczywiście prawo do tego, żeby w dowolnym, w nielicznym gronie, w dowolnym momencie, nie uprzedzając nikogo, blokować ruch uliczny w mieście” – mówi w nagraniu.

„Jeśli ta kara na mnie spada, to ja uważam, że jest sprawiedliwa. Na pewno nie jest niesprawiedliwa i na pewno nie jest skandalem”.

Jednocześnie apeluje o to, by ludzie, których zatrzymał w korkach swoim protestem zastanowili się nad tym, że katastrofa klimatyczna jest coraz bliżej.

„Wszyscy odpowiadamy za ten syf, który zaraz nam spadnie na głowy i wszyscy będziemy ponosić konsekwencje i następne pokolenie, i następne pokolenie” – mówi Kasprzak.

17 kwietnia 2026 Ostatnie Pokolenie ogłosiło, że wypełniło swoją misję, osiągnęło sukces i w związku z tym kończy działalność.

Przeczytaj także:

12:08 24-04-2026

Prawa autorskie: Fot . Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot . Kuba Atys / Ag...

Zondacrypto zniknęła. Wkracza estoński prokurator

To koniec. Nie działa już nawet strona internetowa. Prezes Zondacrypto zniknął i jak informują media, jest w Izraelu. Nikt nie ma z nim już kontaktu. Tymczasem w Estonii byli już członkowie Rady Nadzorczej złożyli doniesienie do tamtejszej prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa

Co się wydarzyło?

W czwartek wieczorem przestała już nawet działać strona internetowa giełdy kryptowalut Zondacrypto. Prezes spółki Przemysław Kral już nie tylko nie odpowiada na pytania dziennikarzy, ale również na wiadomości od współpracowników i sms-y od znajomych. Jak informuje Wirtualna Polska, jego firmowe konto e-mail zostało w ogóle wyłączone, a jak z kolei ustalił Onet w kilku różnych źródłach, w tym rządowych, Kral jest od tygodnia w Izraelu.

Prezes Zondacrypto w ostatnich latach mieszkał w Monako, jednak już tydzień temu Wirtualna Polska informowała, że posiada również obywatelstwo izraelskie i tamtejszy paszport. To, że wyjechał do Izraela powoduje, że stał się w praktyce nieosiągalny dla polskich organów ścigania, ponieważ Izrael nie przekazuje swoich obywateli w ręce służb innych krajów – jak podkreśla Onet.

To wszystko jasno wskazuje, że to definitywny koniec. Prezes Kral już nawet nie próbuje udawać, że wszystko jest w porządku, ani nawet wyjaśniać, dlaczego nie jest w porządku, ale to nie jego wina, jak to robił w ostatnich tygodniach.

Stał się nieosiągalny dla klientów, swoich pracowników, polskich, ale i estońskich władz. A estońska prokuratura też z pewnością chciałaby z nim porozmawiać, bowiem w czwartek byli już członkowie Rady Nadzorczej BB Trade Estonia OÜ złożyli zawiadomienie do estońskiej prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, a także równolegle poinformowali Estoński Urząd ds. Prania Pieniędzy.

Zawiadomienie Estończyków poparł również były członek zarządu spółki, Dawid Grzegorz Sendecki, który rezygnację ze stanowiska ogłosił dzień przed tym, gdy zrobiła to cała Rada Nadzorcza.

Jaki jest kontekst?

Przypomnijmy, że giełda Zondacrypto działała na licencji wydanej w Estonii, a jej operatorem była zarejestrowana w tym kraju spółka BB Trade Estonia OÜ. Niespełna tydzień temu wszyscy członkowie Rady Nadzorczej BB Trade Estonia OÜ złożyli rezygnację. Powód? Niejasnościach wokół aktywów i problemy z wypłatami dla klientów, o czym dowiedzieli się dopiero z publikacji w polskich mediach.

„Od początku incydentu nieustannie próbowaliśmy uzyskać od zarządu spółki jasne wyjaśnienia, dowody oraz konkretne działania w odniesieniu do problemów z wypłatami, płynności spółki, a także statusu i dostępności aktywów, które przedstawiano jako własność spółki” – czytamy w oświadczeniu.

Tymczasem minister sprawiedliwości Waldemar Żurek potwierdził w programie „Jeden na Jeden” w TVN24, że w aferę Zondacyrpto zamieszana jest rosyjska mafia. Mówił o tym już kilka dni wcześniej Donald Tusk.

Wtedy również, przed posiedzeniem rządu 8 kwietnia, premier ujawnił, że środki z Zondacrypto finansowały polską politykę, w tym: Instytut Polski Suwerennej Zbigniewa Ziobry, Fundację Dobry Rząd Przemysława Wiplera z Konfederacji.

Przeczytaj także:

O niejasne intencje podejrzewa się również prezydenta Karola Nawrockiego, który dwukrotnie zawetował ustawę, mającą objąć rynek kryptowalut nadzorem KNF. Karol Nawrocki, jeszcze jako kandydat na prezydenta, pomiędzy pierwszą a drugą turą wyborów, podczas konferencji CPAC w Rzeszowie złożył obietnicę, że nie pozwoli na regulację rynku kryptowalut. Konferencja ta była wiecem poparcia dla Nawrockiego. Główną gwiazdą byli Kristi Noem, była już aktualnie sekretarz bezpieczeństwa w administracji Donalda Trumpa oraz Corey Lewandowski, były szef jego kampanii. Sponsorem tej konferencji była Zondacrypto.

„Musimy wiedzieć, czy to nie był zakazany prawem niedozwolony lobbing (...) jeżeli widzimy, że ktoś wetuje ustawę, która ma chronić polskiego obywatela”

- powiedział w TVN24 minister sprawiedliwości Waldemar Żurek i dodał, że Nawrocki zawetował ustawę mimo informacji od służb specjalnych.

Pytany przez dziennikarkę, czy prezydent jest lobbystą, powiedział: „Myślę, że każdy z polskich obywateli, zwłaszcza z tych, którzy będą tracić środki na Zondzie, powinien to ocenić.”

Śledztwo w sprawie afery Zondacyrpto prowadzi Prokuratura Regionalna w Katowicach, która bada kilka różnych wątków tej sprawy. Jednym z nich jest również kwestia umowy sponsoringowej Zondacrypto z Polskim Komitetem Olimpijskim.

Przeczytaj także:

09:00 24-04-2026

Prawa autorskie: Fot. Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych UkrainyFot. Państwowa Służb...

W nocy Rosjanie zaatakowali Odessę. 2 osoby zginęły, a 15 zostało rannych

Rankiem 24 kwietnia pod rosyjskim ostrzałem były też inne obwody. W wyniku ataków w chersońskim i mikołajowskim obwodach zginęły dwie osoby, a pięć zostało rannych.

Co się wydarzyło?

Rano Siły powietrzne Ukrainy poinformowały, że w nocy z 23 na 24 kwietnia wojska rosyjskie przeprowadziły na terytorium Ukrainy atak dwoma pociskami balistycznymi Iskander-M z obwodu rostowskiego, a także 107 bezzałogowymi statkami powietrznymi. Ukraińskim obrońcom udało się zestrzelić/zneutralizować większość dronów.

Odnotowano uderzenia dwóch pocisków balistycznych i 10 bojowych bezzałogowych statków powietrznych w 9 lokalizacjach, a także upadek zestrzelonych obiektów (odłamków) w 2 lokalizacjach.

Pod atakiem była Odessa. Jak informuje Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy w wyniku nocnego ataku zostały uszkodzone budynki mieszkalne i infrastruktura cywilna miasta. Odnotowano uderzenie w trzypiętrowy budynek mieszkalny. Tam wybuchł pożar. Zniszczono również dwa dwupiętrowe budynki mieszkalne, z których strażacy uratowali jedną osobę i ewakuowali kolejne 20 osób (w tym 2 dzieci).

Rosyjski bezzałogowy statek powietrzny uderzył też w dwupiętrowy budynek. Zginęło starsze małżeństwo, oboje mieli po 75 lat, jedna została ranna. Z budynku ratownicy ewakuowali 16 mieszkańców.

Według informacji Serhija Łysaka, szefa odeskiej administracji wojskowej wskutek ataku w Odessie piętnaście osób odniosło obrażenia, osiem z nich przebywa w placówkach medycznych.

Psychologowie Państwowej Służby Ratowniczej pracowali na miejscach uderzeń przez całą noc. Udzielili pomocy ponad 50 mieszkańcom (w tym екосу dzieci), którzy znajdowali się w stanie silnego stresu po nocnym ataku.

Trwa likwidacja skutków rosyjskiego ostrzału, na miejscach uderzeń zaangażowano 140 ratowników.

Pod atakiem były też inne południowe obwody Ukrainy – chersoński i mikołajowski.

Rano rosyjscy żołnierze zaatakowali z drona skuter w pobliżu miejscowości Zeleniwka, w obwodzie chersońskim. Zginęły dwie osoby. Oprócz tego w innej miejscowości od rosyjskiego drona ucierpiały dwie kobiety w wieku 68 i 59 lat, które szły ulicą. Kobiety doznały urazów wybuchowych, a starsza kobieta dodatkowo odłamkowych ran ręki i nogi.

Rosyjski dron zaatakował też samochód w jednej z dzielnic w Chersoniu. 72-letni mężczyzna doznał urazu wybuchowego oraz ran od odłamków w głowie i klatce piersiowej. Trafił do szpitala.

W obwodzie mikołajowskim w wyniku porannego ataku dronów zostało rannych dwie osoby, uszkodzono dwa domy.

Jaki jest kontekst?

Rosyjskie ataki na Ukrainę trwają codziennie. Wczoraj, 23 kwietnia Rosjanie atakowali miasto Dnipro. Trzy osoby zginęły, 10 zostało rannych, w tym dwoje dzieci.

Wcześniej, 22 kwietnia 2026 prezydent Wołodymyr Zełenski w wywiadzie dla amerykańskiej stacji CNN przyznał, że wojna w Iranie odwróciła uwagę od rosyjskiej agresji na Ukrainę.

„Ukraina już teraz przeżywa tak wielką tragedię, że musimy znaleźć sposób, by radzić sobie z tą sytuacją równolegle” – apelował.

Wojna w Iranie zakłóciła dostawy broni dla Ukrainy. Chodzi zwłaszcza o pociski przeciwbalistyczne. Jak wyjaśniał, Ukraina dostaje ich mniej, bo Amerykanie mają dziś ograniczone moce produkcyjne. Na początku konfliktu na Bliskim Wschodzie Zełenski mówił, że Ukraina ma obawy z powodu tego, czy nie zostaną zakłócone dostawy pocisków dla obrony powietrznej. Wcześniej największe zniszczenia – np. dla infrastruktury energetycznej – były spowodowane właśnie brakiem rakiet do zestrzelenia pocisków balistycznych.

Przeczytaj także: