Po wyborach na żywo. Tutaj znajdziesz najważniejsze informacje. 11 listopada okazją do politycznych oświadczeń. Tusk o pojednaniu, Duda o tym, że trzeba uważać na sojusze, Kaczyński o niemieckiej partii Tuska
W nowej kadencji nowelizacja kodeksu karnego ma być punktem wyjścia do walki o równe prawa osób LGBT+ w Polsce. A co ze związkami partnerskimi?
Potwierdziły się nasze informacje. Koalicja Obywatelska, Trzecia Droga i Lewica uzgodniły, że jednym z priorytetów nowego rządu będzie ochrona osób LGBT+ przed nienawiścią.
Z takim postulatem do polityczek dotychczasowej opozycji wyszła delegacja organizacji społecznych. „Po ośmiu latach rządów PiS jesteśmy straumatyzowani. Nie wyobrażam sobie narodowej debaty o związkach partnerskich, gdy TVP szczuje na nas co 40 minut, na ulicę wyjeżdżają homofobusy, a prawicowe organizacje mają miliony, żeby nas atakować” – tłumaczył OKO.press Bart Staszewski z Fundacji „Basta”.
Punkt siódmy umowy koalicyjnej brzmi dokładnie tak: „Wszyscy jesteśmy równi, a orientacja seksualna i płeć nie może być powodem dyskryminacji. Walka z mową i czynami z nienawiści będzie naszym priorytetem. Znowelizujemy kodeks karny tak, aby mowa nienawiści ze względu na orientację seksualną i płeć była ścigana z urzędu”.
Dla organizacji społecznych nowelizacja kodeksu karnego to dobry punkt wyjścia do walki o pełną równość. W umowie nie znalazły się gwarancje dotyczące życia rodzinnego osób nieheteronormatywnych. Jak słyszmy, kompleksowa ustawa o związkach partnerskich to zadanie na najbliższą kadencję. Takie rozwiązanie za „standard cywilizacyjny” uważają politycy KO, Lewicy, Polski 2050 i część polityków PSL. Niestety ten standard coraz bardziej musimy gonić, bo Polska znajduje się dziś w „elitarnym” gronie pięciu europejskich państw, które w żaden sposób nie rozpoznają związków osób LGBT+. Oprócz nas są to: Litwa, Bułgaria, Rumunia i Słowacja. W czwartek 9 listopada ustawę o związkach partnerskich przegłosował łotewski parlament. Wcześniej ambitniejszą drogą w regionie poszły Estonia i Słowenia, które wprowadziły równość małżeńską. Na drodze do pełnej równości są też Czechy.
Przeczytaj także:
„Musimy doprowadzić do sytuacji, w której kobiety w Polsce nie boją się rodzić i nie boją się leczyć” – mówił po podpisaniu umowy koalicyjnej Szymon Hołownia. – „Nie wierzę, żeby panu prezydentowi zależało na tym, by działy się takie horrenda, jakie dzieją się po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku. Zakładam, że mógłby być otwarty na rozmowę o przywróceniu tej jednej przesłanki, którą zlikwidował wyrok.”
Jednocześnie Hołownia zaznaczył, że w projektowanej koalicji są duże rozbieżności dotyczące prawa aborcyjnego.
„Nasi koalicjanci mają jasne zdanie. Pewnie będą pracować nad swoim projektem ustawy. Stoimy na stanowisku, że po przywróceniu stanu sprzed wyroku TK należy przeprowadzić referendum. Jeśli Lewica złoży taki projekt (dopuszczenia aborcji bez ograniczeń do 12 tygodnia – przyp. aut.), co zapowiadał pan Biedroń, to w Polsce 2050 też będą osoby, które go poprą. Umówiliśmy się w Trzeciej Drodze, że w sprawach światopoglądowych nie ma dyscypliny. Ja będę głosował przeciwko, ale są posłanki w Polsce 2050, które takie rozwiązanie poprą. Sala sejmowa zdecyduje” – mówił lider Polski 2050 typowany do stanowiska marszałka Sejmu.
„To może być przyjęte w rozwiązaniach ustawowych, może być to ujęte w praktyce, w wydatkach. Może być tak, że jest przyjęta ustawa, ale wskaźniki nie są osiągane” – wyjaśniał Władysław Kosiniak-Kamysz., dopytywany o szczegóły wydatków na niektóre z punktów umowy koalicyjnej. – „Jest zapis o podwyżce o podwyżce dla administracji publicznej i służb publicznych. Jesteśmy bardzo zdeterminowani, żeby szybko była podwyżka dla nauczycieli”
„Konkretów jest więcej, niż kiedykolwiek, są realizacje punktów wyborczych. Każdy będzie walczył o swoje – była zapowiedź ze strony Lewicy, że jako klub będą zgłaszać swoje postulaty w sprawach światopoglądowych” – mówił lider Polskiego Stronnictwa Ludowego, które według przecieków medialnych może liczyć na trzy ministerstwa i tekę wicepremiera.
Lider partii Razem Adrian Zandberg wyjasnił, dlaczego jego partia nie wejdzie do rządu, mimo że zagłosuje za wotum zaufania dla Donalda Tuska.
Lider partii Razem Adrian Zandberg wyjaśniał motywy rezygnacji swojej formacji z uczestnictwa w tworzeniu rządu. Ugrupowanie nie chciało objąć żadnego ministerialnego stanowiska, mimo że była taka możliwość. Jednocześnie parlamentarzyści Razem pozostają w klubie razem z posłami Nowej Lewicy, której przedstawiciele wejdą do rady ministrów.
„Kilka spraw było dla nas kluczowych” – wyjaśniał Zandberg wyjaśniając, że rozeszło się o podział środków na poszczególne cele nowej koalicji. – „Nie mogę objąć stanowiska wiedząc, że nie dowiozę swoich obietnic” – mówił Zandbeg. Kluczowe miały być rozbieżności w sprawie finansowania nauki i szkolnictwa wyższego, jednego procenta PKB przeznaczonego na budownictwo mieszkaniowe i 8 proc. PKB na ochronę zdrowia. – „Razem nie wyśle swoich polityków do Rady Ministrów i Razem nie wejdzie do rządu, ale wesprzemy jego powołanie i wotum zaufania. Uważamy, że ta zmiana powinna nadejść szybko” – mowił Zandberg.
Według podpisanej właśnie umowy koalicyjnej wicepremierami w nowym rządzie będą Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL i Krzysztof Gawkowski z Lewicy. Marszałkiem Senatu zostanie Małgorzata Kidawa-Błońska. Marszałek Sejmu- według wcześniejszych zapowiedzi- będzie rotacyjny. Przez połowę kadencji zostanie nim Szymon Hołownia, a później zastąpi go Włodzimierz Czarzasty.
Premierem – co było wiadome od dawna – zostanie Donald Tusk.
„Zobowiązujemy się wspólnie pracować na rzecz poprawy poziomu życia i poczucia bezpieczeństwa obywatelek i obywateli naszego kraju jako nowoczesnego narodu w sercu Europy, przyjaznego sąsiadom podzielającym nasze wartości, w poszanowaniu tradycji i wartości wywodzących się z naszej kultury i historii” – brzmi preambuła podpisanej przez liderów partii opozycyjnych umowy.
Liderzy nie podali nazwisk ministrów ani podziału stanowisk w rządzie.
„To jest ten moment, kiedy trzeba wznieść się ponad podziały”
– mówił Włodzimierz Czarzasty. Lider Lewicy w największym stopniu podkreślał, że umowa jest wynikiem negocjacji i kompromisów. „Umowa bardzo szerokiego kompromisu, w kompromisie jest tak, że nikt nie jest do końca zadowolony” – zaznaczył.
Donald Tusk podczas podpisywania umowy mówił o negocjacjach, które przebiegały w „zgodzie i harmonii”. Samą umowę określił jako „zbiór drogowskazów i rekomendacji dla naszej pracy”.
Szymon Hołownia powtarzał: „Tworzymy nadzieję, tworzymy grunt do bezpiecznej zmiany. Wytyczamy kierunek. Idzie bezpieczna zmiana”.
Umowę podpisali Tusk, Hołownia, Kosiniak-Kamysz, Czarzasty i Biedroń. Do rządu nie weszła partia Razem, choć zapowiada, że poprze kandydaturę Tuska na premiera.
Więcej o umowie koalicyjnej można przeczytać w tekście Agaty Szczęśniak:
Przeczytaj także: