Po wyborach na żywo. Tutaj znajdziesz najważniejsze informacje. 11 listopada okazją do politycznych oświadczeń. Tusk o pojednaniu, Duda o tym, że trzeba uważać na sojusze, Kaczyński o niemieckiej partii Tuska
Przemówienie Mateusza Morawieckiego w Stalowej Woli było defensywne. Premier przekonywał, że wybory nie są uczciwe, bo przeciwko PiS-owi występuje wielki spisek złożony z największych polskich mediów, miast, biznesu i UE. „Nie jesteśmy partią aniołów, ale wszystko, co robiliśmy, robiliśmy z miłości do Polski”
„Są dwie wizje Polski” – mówił premier Mateusz Morawiecki podczas spotkania z mieszkańcami Stalowej Woli. „Wizja Jarosława Kaczyńskiego, PiS, która pomogła wyciągnąć Polskę z neoliberalnego dziadostwa. I jest niemiecka wizja Tuska, bo tak w uproszczeniu trzeba ją nazwać” – kontynuował szef rząd.
Po tych słowach padł pierwszy apel o mobilizację. „Mamy 11 dni do ciszy wyborczej. Chcę poprosić was o maksymalną aktywność. NIech każdy z was wykona co najmniej kilka telefonów dziennie. To nasza największa szansa, że dotrzemy do ludzi; że ten naród, który doświadczył czegoś nowego, że rząd się o nich troszczy – o polską rodzinę, dziecko, 500 plus, 13-tki, 14-tki – żeby do niego przemówić” – mówił premier. „I to jest nasza szansa, żeby zawołać do głębokiego narodu. A naród się budzi. Czujecie to?”
Potem premier Morawiecki wyciągnął „teczkę Tuska”, z którą podróżuje od wczoraj. Mają znajdować się w niej dowody na przekręty i antypolskie działania lidera Platformy Obywatelskiej.
W Stalowej Woli szef rządu wyciągnął dwie plansze. Na pierwszej, znajdowała się lista przedsiębiorstw, które w czasach rządów PO-PSL miały pójść pod młotek. „Setki tysięcy miejsc pracy rozprzedane. To stąd brak troski o ludzi pracy, stąd wynikało dramatyczne bezrobocie” – mówił Morawiecki. I chwalił się, że dzięki jego decyzji część Huty Stalowa Wola została zrepolonizowana. „To, co obiecaliśmy, stało się faktem” – mówił Morawiecki.
Druga plansza dotyczyła podniesienia wieku emerytalnego. „Donald Tusk nie liczył się z głosem ludzi. Tusk posłuchał jednej osoby. A konkretnie Niemki – Angeli Merkel” – mówił Morawiecki, nawiązując do fałszywej opowieści, o tym jak była kanclerz Niemiec kazała Donaldowi Tuskowi podnosić wiek emerytalny w Polsce. O tej manipulacji pisaliśmy więcej tutaj:
Przeczytaj także:
Obie plansze podprowadzały pod pytania referendalne, które dotyczą m.in. wyprzedaży państwowego majątku i wieku emerytalnego. Morawiecki przekonywał, że trzeba wziąć w nim udział, by głos obywateli nigdy więcej nie został zignorowany.
Dalej premier rozwijał dystopijną wizję, w której bez Prawa i Sprawiedliwości Polski po prostu nie będzie. Straszył federalizacją Unii Europejskiej i odejściem od państw narodowych.
PiS regularnie wszczyna panikę moralną wokół planów reformy UE, która – w opowieści Morawieckiego – pozbawi polski rząd np. możliwości obniżenia podatków. „Bądźcie czujni, sprawa jest śmiertelnie poważna, bo syreni śpiew, do muzyki, którą suflują nam z Moskwy i Berlina może nas uśpić” – ostrzegał Morawiecki.
Poprosił też, by wyborcy PiS wyobrazili sobie, co by było, gdyby w 2015 roku to Platforma Obywatelska wygrała wybory. „Nie ma 13-tki, nie ma 500 plus, nie ma wyprawki szkolnej, nie ma poprawy jakości armii, jednostki są zwijane, posterunki policji zamykane, nie ma budowanych dróg” – wyliczał szef rządu.
I mówił, że taka polityka przyjazna zwykłym ludziom nie była wcześniej możliwa, bo rząd Tuska był silny wobec słabych i słaby wobec silnych. „Ta Polska nie może wrócić” – pokrzykiwał Morawiecki.
Dalej, już rytualnie, odwołał się do antyimigranckich i ksenofobicznych fantazji.
Przekonywał, że posłowie PO są za przyspieszeniem prac w zakresie przyjęcia paktu migracyjnego, który zmusi Polskę do „niekontrolowanego przyjęcia nielegalnych migrantów”.
O dezinformacji ze strony polityków PiS ws. paktu więcej pisaliśmy tutaj:
Przeczytaj także:
„Tusk ze swoją ekipą w Brukseli chcą jak najszybszego przyjęcia paktu. Ludzie, zobaczcie, do czego oni dążą. To jest zdrada polskiej sprawy. Jedyną gwarancją jest głosować tłumnie w referendum przeciwko nielegalnej migracji” – unosił się premier.
I pytał zgromadzonych w Stalowej Woli wyborców, czy chcą bać się o swoje córki, spacerujące po zmroku ulicami miasta. „W Polsce jest bezpiecznie, ale w wielu państwach Europy Zachodniej nie jest. My nie chcemy importu zagrożenia, importu niebezpieczeństwa. Postawimy jemu weto” – mówił Morawiecki.
Katastroficzne wizje, premier przeplatał apelami do wyborców o większe zaangażowanie. „Musimy pobudzić ludzi, oni tam, ich elektorat jest bardziej zmobilizowany” – stwierdził Morawiecki. „Naszym ludziom się wydaje, że wszystko będzie po staremu. System Tuska jest systemem kompletnie odwrotnym. Jeśli wróci system Tuska wróci patologia – chaos, bieda i bezrobocie potężne. Bo na czym im zależy? Na taniej sile roboczej, na wypychaniu ludzi z Polski do pracy za granicę” – przekonywał.
Po raz kolejny poprosił też, by w tych ostatnich dniach odłożyć gazety i media społecznościowe i samodzielnie pomyśleć, co zmieniło się w ostatnich ośmiu latach (w domyśle na lepsze). „A może sala sportowa, a może droga, a może jakiś sprzęt w szpitalu, a może wynagrodzenie netto wzrosło, a może nowy żłobek” – podpowiadał premier.
Przeczytaj także:
„My nie jesteśmy na pewno idealni, nie jesteśmy partią aniołów. Na pewno popełniamy błędy, popełniliśmy ich sporo. I za nie możemy i chcemy przeprosić, i ja przepraszam. Zresztą tylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Ale wszystko, co robiliśmy, robiliśmy z miłości do Polski. I ile się rzeczy udało zrobić, pomyślcie. Ile się udało zrobić dla rodzin, seniorów, osób z niepełnosprawnościami, mniejszych miast, miasteczek, wiosek” – mówił.
Mateusz Morawiecki starał się też przekonać wyborców, że wybory nie są uczciwe, a przeciwko PiS-owi występują ogromne siły wpływów. „Wiemy, że wybory nie są równe. Partia TVN-u, Onetu, Wirtualnej Polski – największe media III RP w jawny sposób – a tak, to nie są media – to propaganda urbanowska, która sprzyja im całkowicie w 11o proc.” – krzyczał szef rządu.
Ale to nie wszystko. Opozycja według premiera ma po swojej stronie także wielkie miasta, biznes i Unię Europejską. „Nie jesteśmy partią TVN-u, jesteśmy partią narodu polskiego, dlatego musimy naród obudzić” – apelował Mateusz Morawiecki.
I dodał: „Ale czuję, że jesteśmy na dobrej drodze. Złapaliśmy moce, wiatr w żagle. Widzę, że tutaj jest energia i siła” – zaklinał premier, próbując rozruszać niemrawy tłum.