Po wyborach na żywo. Tutaj znajdziesz najważniejsze informacje. 11 listopada okazją do politycznych oświadczeń. Tusk o pojednaniu, Duda o tym, że trzeba uważać na sojusze, Kaczyński o niemieckiej partii Tuska
„Afera wizowa”, która kompromituje władze PiS także wobec partnerów zagranicznych i trafiła do mediów na całym świecie, bywa przez opozycję (a także niektóre media) nadinterpretowana, dorzucane są do niej treści do tej pory eksploatowane przez prawicę. Dlaczego to jest ryzykowne, i to podwójnie?
Szanowni Państwo,
Opublikowany 9 września 2023 roku tekst Małgorzaty Tomczak wzbudził ogromne zainteresowanie i równie duże kontrowersje, które narastały wraz z ujawnianiem kolejnych szczegółów skandalicznej „afery wizowej”.
Rzetelna analiza danych i prostowanie przez naszą Autorkę przesadzonych opowieści o „ogromnym napływie muzułmanów” bywa odczytywane jako udział OKO.press w kampanii wyborczej, atak na opozycję prodemokratyczną czy podważanie „afery wizowej”. To oczywiste absurdy.
Rolą wolnych mediów, zwłaszcza takich jak nasze, które lubi przyglądać się liczbom, jest zwracanie uwagi opinii publicznej na błędne informacje, które do niej docierają. Żebyśmy wiedzieli, jak jest naprawdę.
Jest i drugi aspekt. „Afera wizowa”, która kompromituje władze PiS także wobec partnerów zagranicznych i trafiła do mediów na całym świecie, bywa przez opozycję (a także niektóre media) nadinterpretowana, dorzucane są do niej treści do tej pory eksploatowane przez prawicę.
Wielkie liczby imigrantów z krajów muzułmańskich mają rozbudzać ksenofobiczną wyobraźnię i pomóc opozycji zabrać PiS wyborcze głosy. Stoi za tym rozumowanie, że w czasie kampanii wolno wszystko, byleby zabrać władzę Kaczyńskiemu. A potem wrócimy do narracji o prawach człowieka i tolerancji wobec innych.
To jednak ryzykowne, i to podwójnie.
Po pierwsze, może po prostu zniechęcać tę część elektoratu opozycji, która nie chcą oglądać „naszych” spotów, które mają budzić lęk przed migrantami przedstawianymi w zdehumanizowany sposób.
Przeczytaj także:
Po drugie, narracja antyuchodźcza łatwo przykleja się do naszych umysłów. Słysząc posłankę PSL, która kwestionuje sprowadzanie pracowników „obcych nam kulturowo”, bo przecież lepiej aktywizować zawodowo Polki i Polaków i dać im pracę, zaczynamy inaczej patrzeć na czarnoskórego doręczyciela paczki, grupkę brodatych facetów zbierającą owoce, a nawet idącą po ulicy afrykańską mamę z dzieckiem.
Co zrobimy, jeśli po wygranych – daj Boże – przez opozycję wyborach ten dżin nastawiony na tropienie „obcych kulturowo” nie będzie chciał wrócić do butelki?
Piotr Pacewicz, redaktor naczelny OKO.press, 16 września 2023
O aferze wizowej pisaliśmy od samego początku, skupiając się na weryfikacji i interpretacji danych podawanych przez inne media i polityków. Zabrakło nam jednak elementu kluczowego do zrozumienia, na czym afera polega – wyobraźni hollywoodzkich scenarzystów. Okazuje się, że bez tego polskiej polityki analizować się po prostu nie da.
9 września opublikowaliśmy dokładną analizę wszystkich danych o migracji, które krążyły w mediach:
W infosferze panował – i wciąż poniekąd panuje – nieprawdopodobny szum dotyczący tych danych. Zezwolenia na pracę są traktowane jako dowód na faktyczny przyjazd tych osób do kraju, a wielka liczba zezwoleń na pobyt (wydana głównie Ukraińcom i Białorusinom) była interpretowana przez szerokie grono komentatorów jako dowód na masową migrację z Azji i Afryki.
W OKO.press od pierwszych dni afery wizowej pokazywaliśmy, jak faktycznie wyglądają te statystyki, podważając wielkie liczby podawane przez inne media.
Opracowaliśmy je w oparciu o statystyki różnych instytucji – Europejskiego Urzędu Statystycznego, Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej (które z kolej pochodzą od wojewodów), Straży Granicznej, a wreszcie – MSZ.
W piątek 15 września podobne opracowania tych samych danych opublikowali badacze z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Ośrodka Badań nad Migracjami.
Dane, które tydzień temu tłumaczyliśmy, były używane przez polityków i dziennikarzy jako dowód na to, czego nie ma – „zalew setek tysięcy migrantów z Azji i Afryki”. Na ich podstawie powstał kampanijny spot KO, w swojej wymowie, straszący migrantami.
Rozumiemy, że jest to element kampanii wyborczej – jednak nawet w niej trzeba używać sprawdzonych danych i rozumieć, o czym się mówi. W przeciwnym razie to, co w tej aferze najważniejsze – MSZ zajmujący się międzynarodowym przemytem ludzi za gigantyczne łapówki – ginie w kakofonii błędnych informacji.
Powtarzając te liczby z kosmosu, można walić mieczem obosiecznym we wszystkich: mieszkających już w Polsce migrantów zarobkowych, studentów, ludzi starających się o wizę w celach biznesowych, czy rodzinnych. A także w polskich przedsiębiorców i rolników, którzy od czasu wojny z Ukrainą zmagają się z brakami kadrowymi i apelowali o ułatwienia wizowe dla pracowników z Azji. Chyba nie o to chodziło.
Zachęcamy do lektury analizy — która, w przeciwieństwie do wielu medialnych doniesień z ostatniego tygodnia — nie straciła na aktualności. Tymczasem szukamy już dla redakcji warsztatów z pisania thrillerów politycznych, by w przyszłości rozumieć i przedstawiać polską politykę jeszcze lepiej.
Oto ten tekst:
Przeczytaj także: