Po wyborach na żywo. Tutaj znajdziesz najważniejsze informacje. 11 listopada okazją do politycznych oświadczeń. Tusk o pojednaniu, Duda o tym, że trzeba uważać na sojusze, Kaczyński o niemieckiej partii Tuska
Podpisywali, ale się nie cieszyli? Według wypowiedzi polityków opozycji umowa koalicyjna jest dokumentem pełnym kompromisów, ale ważnym krokiem do przodu. Brakuje w nim jednak jednej ważnej deklaracji.
Umowa koalicyjna podpisana, czas na odkorkowanie szampana? Na twarzach polityków podpisujących się pod dokumentem można było wyczytać bardziej ulgę i zgodę na kompromis wypracowywany przez niemal miesiąc. Po opublikowaniu treści umowy zaczęły padać pytania o plany koalicji: przede wszystkim o to, co stało się z prawami kobiet.
Jakie są najważniejsze punkty umowy koalicyjnej? Wśród nich można wymienić:
Pełny tekst umowy można sprawdzić między innymi pod tym adresem.
Po publikacji tekstu umowy wielu komentatorów zwróciło uwagę na brak konkretów – w tym te dotyczące kwot zarezerwowanych na poszczególne cele projektowanej koalicji. Syngetariusze umowy przekonywali jednak, że strony porozumienia osiągnęły sukces – choć nie był on łatwy.
„Umowa bardzo szerokiego kompromisu, w kompromisie jest tak, że nikt nie jest do końca zadowolony” – nie krył Włodzimierz Czarzasty, lider Nowej Lewicy. „Ale są rzeczy najważniejsze teraz w Polsce. To jest zrealizowanie Polski, która będzie Polską tolerancyjną, otwartą, praworządną odpowiedzialną, która będzie miała silne miejsce w Europie.”
Koalicja partii paktu senackiego w swojej umowie nie zawarła postulatu Koalicji Obywatelskiej i Lewicy o umożliwieniu przerywania ciąży do jej 12 tygodnia. To standard w wielu krajach Europy, który w Polsce najprawdopodobniej spotka się ze sprzeciwem większości parlamentarzystów – mimo że projekt ustawy w tej sprawie może trafić pod głosowanie. Zapowiadali to posłowie Lewicy. Postulat „12 tygodnia” rozbił się o sprzeciw Trzeciej Drogi.
„Nasi koalicjanci mają jasne zdanie. Pewnie będą pracować nad swoim projektem ustawy. Stoimy na stanowisku, że po przywróceniu stanu sprzed wyroku TK należy przeprowadzić referendum. Jeśli Lewica złoży taki projekt (dopuszczenia aborcji bez ograniczeń do 12 tygodnia – przyp. aut.), co zapowiadał pan Biedroń, to w Polsce 2050 też będą osoby, które go poprą. Umówiliśmy się w Trzeciej Drodze, że w sprawach światopoglądowych nie ma dyscypliny. Ja będę głosował przeciwko, ale są posłanki w Polsce 2050, które takie rozwiązanie poprą. Sala sejmowa zdecyduje” – mówił lider Polski 2050 Szymon Hołownia.
Tuż przed podpisaniem umowy koalicyjnej w mediach społecznościowych pojawiły się plotki o odstąpieniu partii Razem od uczestnictwa w rządzie. Potwierdziło się to niedługo później. Ugrupowanie miało szansę na objęcie ministerialnych stanowisk, jednak odmówiło przez brak gwarancji finansowych dla swoich propozycji. Partia mimo to poprze rząd Donalda Tuska w głosowaniu o wotum zaufania i pozostanie w klubie parlamentarną z Nową Lewicą (kiedyś SLD i Wiosna), która przejmie rządowe stanowiska.
„Nie mogę objąć stanowiska wiedząc, że nie dowiozę swoich obietnic” – wyjaśniał lider Razem Adrian Zandberg. Kluczowe miały być rozbieżności w sprawie finansowania nauki i szkolnictwa wyższego, jednego procenta PKB przeznaczonego na budownictwo mieszkaniowe i 8 proc. PKB na ochronę zdrowia. – „Razem nie wyśle swoich polityków do Rady Ministrów i Razem nie wejdzie do rządu, ale wesprzemy jego powołanie i wotum zaufania. Uważamy, że ta zmiana powinna nadejść szybko” – mówił Zandberg.
W umowie koalicyjnej znalazł się postulat ważny szczególnie z punktu widzenia organizacji osób LGBT+.
Koalicja Obywatelska, Trzecia Droga i Lewica uzgodniły, że jednym z priorytetów nowego rządu będzie ochrona osób LGBT+ przed nienawiścią.
Z takim postulatem do polityczek dotychczasowej opozycji wyszła delegacja organizacji społecznych. „Po ośmiu latach rządów PiS jesteśmy straumatyzowani. Nie wyobrażam sobie narodowej debaty o związkach partnerskich, gdy TVP szczuje na nas co 40 minut, na ulicę wyjeżdżają homofobusy, a prawicowe organizacje mają miliony, żeby nas atakować” – tłumaczył OKO.press Bart Staszewski z Fundacji „Basta”.
Punkt siódmy umowy koalicyjnej brzmi dokładnie tak: „Wszyscy jesteśmy równi, a orientacja seksualna i płeć nie może być powodem dyskryminacji. Walka z mową i czynami z nienawiści będzie naszym priorytetem. Znowelizujemy kodeks karny tak, aby mowa nienawiści ze względu na orientację seksualną i płeć była ścigana z urzędu”.
W umowie nie znalazły się gwarancje dotyczące życia rodzinnego osób nieheteronormatywnych. Jak słyszmy, kompleksowa ustawa o związkach partnerskich to zadanie na najbliższą kadencję. Takie rozwiązanie za „standard cywilizacyjny” uważają politycy KO, Lewicy, Polski 2050 i część polityków PSL. Niestety ten standard coraz bardziej musimy gonić, bo Polska znajduje się dziś w „elitarnym” gronie pięciu europejskich państw, które w żaden sposób nie rozpoznają związków osób LGBT+.
„W ostatnim momencie, gdy Egipcjanin siedział już w samolocie, aktywiści zdobyli dla niego interim measure wstrzymujący jego deportację. Nie został wydalony do kraju, z którego – w obawie o swoje zdrowie i życie – uciekł” – pisze na naszych łamach Krzysztof Boczek, opisując nieudaną próbę deportację szykanowanego w swoim kraju Egipcjanina z Polski.
Przeczytaj także:
O kłopotach na Wiśle, przypominających nam o odrzańskim kryzysie na Odrze, przeczytamy w artykule Katarzyny Kojzar: „Chcemy kolejnej katastrofy takiej, jak na Odrze? Możemy ją mieć. Eksperci sprawdzili, jak elektrownie wpływają na nasze rzeki. Okazuje się, że nie tylko przyczyniają się do śmierci ryb, ale również ogrzewają wodę i mogą doprowadzić do jej niedoborów” – pisze nasza autorka.
Przeczytaj także: