Rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej w TVP Info mówił o wspieraniu Polski przez zachodnich sojuszników. Zabarwiony politycznym interesem brak precyzji spowodował, że Misiewicz tym razem dostaje "dyzmę" za naciąganie rzeczywistości


Przygotowywujemy się do ulokowania w Polsce stałych baz sojuszniczych i ciężkiej brygady pancernej Stanów Zjednoczonych.

Bartłomiej Misiewicz, "Minęła dwudziesta", TVP Info - 13/08/2016

"Minęła dwudziesta", TVP Info

fot. TVP Info


półprawda. Półprawda. Nie stałych, ale rotacyjnych. I nie brygady, ale części brygady.


Rzecznik prasowy Ministerstwa Obrony Narodowej powinien być precyzyjny w wypowiedziach, ta wypowiedź Bartłomieja Misiewicza jest daleka od precyzji.

Pierwszy błąd w wypowiedzi Bartłomieja Misiewicza dotyczy nie faktów, ale języka. W języku polskim nie ma słowa „przygotowywujemy”, nie istnieje bowiem czasownik „przygotowywuć”, od którego byłaby to forma pierwszej osoby liczby mnogiej.

„Poprawna jest forma przygotowuje i tylko ona” – pisze językoznawca, prof. Mirosław Bańko z Uniwersytetu Warszawskiego w dostępnym on-line Słowniku Języka Polskiego PWN.

Dwa błędy dotyczą jednak faktów.

Bazy NATO

Po pierwsze, bazy NATO w Polsce nie będą stałe, ponieważ oznaczałoby to złamanie porozumienia NATO-Rosja z 1997 roku, w którym państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego zobowiązały się do nierozmieszczania swoich wojsk na stałe na terenie krajów byłego bloku sowieckiego. To porozumienie poważnie wpłynęło na złagodzenie rosyjskich oporów przed rozszerzeniem NATO w 1999 roku, gdy do Sojuszu dołączyła m.in. Polska.

Po agresji Rosji na Ukrainę NATO musiało zmierzyć się z nową sytuacją w regionie. Dlatego na szczycie w Newport w 2014 roku postanowiono rozmieścić większe siły na terenie krajów swojej wschodniej flanki, ale – właśnie aby obejść porozumienie z Rosją – zdecydowano, że bazy będą rotacyjne, ale intensywna rotacja żołnierzy pozwoli zachować stałą obecność wojsk w regionie. Na szczycie NATO w Warszawie w lipcu 2016 roku potwierdzono powstanie czterech takich baz – w Polsce, na Litwie, Łotwie oraz w Estonii. Do Polski przyjedzie jeden batalion, czyli ok. 1000 żołnierzy.

Drugim argumentem są pieniądze. Pełnowymiarowa, stała baza wojskowa Armii Stanów Zjednoczonych to gigantyczna inwestycja. Obecność ok. 40 tys. żołnierzy i pracowników armii w bazach w Niemczech kosztowała budżet USA 4 miliardy dolarów rocznie – to dane z raportu opublikowanego przez Senat USA w 2013 roku. Od kilku lat USA dążą do ograniczenia liczby żołnierzy w Europie i choć konflikt rosyjsko-ukraiński spowolnił ich wycofywanie, to rotacja żołnierzy pozwoli znacząco zredukować koszty oraz szybko wycofać jednostki, gdyby doszło do poprawy sytuacji geopolitycznej w regionie.

Niespełniona obietnica Dudy

Mimo to nazwanie baz NATO w Polsce „stałymi” byłoby mało istotne, gdyby nie zrobił tego polityk PiS.

W 2014 roku PiS krytykowało postanowienia szczytu w Newport. Prawo i Sprawiedliwość chciało, aby rząd Platformy Obywatelskiej naciskał na NATO, aby wypowiedziano porozumienie NATO-Rosja, a bazy były stałe, nie rotacyjne.

Różnicę między rotacyjnymi a stałymi bazami wybijał w kampanii wyborczej Andrzej Duda, który zapowiadał realizację programu „Newport Plus”. Ważnym i wielokrotnie podkreślanym elementem było przekonanie NATO i USA, by w Polsce i państwach regionu rozmieszczone zostały stałe, a nie rotacyjne bazy. Z tego planu Duda wycofał się dopiero na początku bieżącego roku.

Mówiąc o stałych bazach NATO dyrektor Misiewicz nie tylko się pomylił, ale również starał się wbrew faktom wmówić widzom TVP Info, że jego partia zrealizowała plany, których zrealizować jej się nie udało. Dlatego OKO.press oznacza jego wypowiedź znaczkiem „dyzma za manipulację prawdą”.



Brygada pancerna

Nadużyciem jest również stwierdzenie, że w Polsce ulokowana zostanie ciężka brygada pancerna Stanów Zjednoczonych. Na szczycie NATO w Warszawie rzeczywiście postanowiono, że w państwach członkowskich regionu zostanie rozmieszczony Pancerny Brygadowy Zespół Bojowy (ABCT). Jednak nie w Polsce, ale w trzech krajach regionu: Polsce, Rumunii i Bułgarii.

Wiadomo, że w Polsce będzie jeden – z trzech wchodzących w skład brygady – batalionów broni połączonych. W Warszawie Barack Obama zadeklarował też, że w Polsce rozmieszczone będzie obecne dowództwo brygady. Nie wiadomo jeszcze, gdzie ulokowane zostaną bataliony rozpoznania oraz artylerii.

Z około 4,5 tys. żołnierzy tworzących brygadę w Polsce można spodziewać się ich ok. 1,5 tysiąca. Podobne proporcje dotyczą sprzętu.

Aby nie narazić się na zarzut łamania porozumienia NATO-Rosja, brygada będzie przebywać w Europie środkowo-wschodniej na zasadzie rotacji co dziewięć miesięcy, bez przerw między zmianami,

Poza wsparciem wojsk państw regionu w razie konfliktu podstawowym zadaniem brygady w Europie będzie szkolenie oraz udział w ćwiczeniach i manewrach w regionie. W efekcie brygada może czasami całkowicie opuszczać terytorium Polski. Nie ma również żadnych gwarancji, że w razie eksplozji poważnego konfliktu zbrojnego w regionie brygada zostanie rozmieszczona przez NATO w Polsce.



„Przygotowywujemy się do ulokowania w Polsce stałych baz sojuszniczych i co najmniej jednego batalionu oraz dowództwa ciężkiej brygady pancernej Stanów Zjednoczonych” – tak należałoby zredagować zdanie Bartłomieja Misiewicza, aby było nie tylko zgodne z prawdą, ale również poprawne językowo.


Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Masz cynk?