"Problemem nowej podstawy programowej jest przepastny zbiór książek obowiązkowych. To pozbawia nauczyciela i uczniów wyboru, a także możliwości osadzenia tekstów w kontekście, a w rezultacie ich zrozumienia" - pisze dla OKO.press dr Ewa Korulska, polonistka, dyrektorka liceum

Nowa podstawa do polskiego dla liceów i techników staje się niestety kagańcem nałożonym nauczycielowi, nie zostawia mu swobody decyzji, nie pozwala na wybór tekstów jego uczniom najbardziej potrzebnych. Czytać jak najwięcej – tak, ale lepiej mniej, a lepiej. I nie pod przymusem. Bo na rozkaz i w pośpiechu stracimy bezpowrotnie szansę na zrozumienie, przeżycie, docenienie.

Polecam osobom, które mają dobre wspomnienia z lektury „Chłopów”, zajrzeć do nich dzisiaj. Bo pamiętamy teksty, które nas poruszyły (sąd nad Jagną, który przypomina jedna z czytelniczek). Zachęcam, by Pani sięgnęła dzisiaj po ten tekst. Sprawdziła, czy odbiera go tak samo. Czy dziś porusza tak samo?”.


Tekst dr Korulskiej Ta podstawa ubezwłasnowolnia i ucznia, i nauczyciela. Prowadzi nas za rękę w krainę absurdu edukacyjnego” opublikowany trzy dni temu w OKO.press wywołał ożywioną dyskusję na naszym profilu na FB. Autorka odpowiada.

Bardzo się cieszę, że mój tekst o nowej podstawie do języka polskiego wywołał żywą dyskusję. Niestety, dyskusja ta dotyczy jedynie listy lektur, którą uważam za problem drugorzędny. Dużo bardziej niepokoją mnie wymagania sformułowane w podstawie programowej. Zachęcam do przeczytania części metodycznej artykułu. Mimo to jestem wdzięczna wszystkim głosom krytycznym. Kilku osobom odpowiedziałam, ale chciałabym uzupełnić i uściślić kilka kwestii.


Jaka lista lektur?

Proponowany zestaw tekstów, lektur obowiązkowych, w większości zaliczanych do klasyki, skomponowano starannie.

Mój protest dotyczy liczby lektur obowiązkowych, a nie liczby lektur w ogóle.

Byłabym szczerze zachwycona, gdyby uczniowie przeczytali większość z nich, łącznie z tymi, które ja uważam za zbędne. Jako nauczycielka nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby ustalono rzeczywisty kanon ( 8- 9 tekstów obowiązkowych) i zalecono mi wybranie 15 z podanego zestawu (pięć w roku), z zastrzeżeniem, by były reprezentowane różne epoki i różne gatunki.

Zgodziłabym się nawet gdyby określono, że mam poza tym przerobić minimum 10 wierszy na rok plus co najmniej cztery utwory wybrane przez uczniów i odpowiednią liczbę fragmentów. Nadal dużo, ale jednak mniej. I co najważniejsze – do wyboru.

Mój wybór zależałby od tego,  jakie są potrzeby, zainteresowania i możliwości uczniów, jaką mam klasę i jakie są moje, nauczycielskie, upodobania, co cenię i lubię w literaturze.

Moi uczniowie – w gimnazjum – czytają dużo, około 8 – 10 pozycji w całości rocznie. Oprócz tego prowadzą zeszyt lektur własnych, gdzie wpisują minimum jedną pozycję miesięcznie. Co nie znaczy, że zalecam to każdemu poloniście w gimnazjum. Bo każdy nauczyciel wie, jakich ma uczniów i co z nimi może zrobić. Dlatego uważam za wystarczający obowiązujący  w gimnazjum zestaw 20 lektur – pięciu lektur obowiązkowych (z gwiazdką) oraz 15 książek (po pięć rocznie) z obszernej listy lektur zalecanych. Wybieranych przez nauczyciela.

Postawy moralne Balladyny i Aliny

Jak to wygląda w praktyce? Ustalam co roku listę  lektur, część wybieranych przez uczniów, ale czasem zatrzymujemy się nad tekstem, który ich pociąga, rezygnując z czytania zaplanowanych tekstów. Taką przygodę miałam w ubiegłym roku z „Balladyną”. Zaplanowałam przeczytanie rozmowy sióstr i sceny zabójstwa.

Odbyła się fascynująca dyskusja o postawach moralnych Balladyny i Aliny. Odłożyłam więc inne lektury, aby na życzenie uczniów przygotować z nimi inscenizację, w której potrafili oddać całą złożoność postaci obu sióstr, wdowy a nawet Goplany. W tej samej klasie w tym roku szybko porzuciłam „Makbeta„, który ich znudził i którego nie zrozumieli. Mimo analogii z „Balladyną”. Za to równoległą klasę zafascynował monolog Hamleta, który potrafili odnieść do własnych doświadczeń.

Jestem w stanie poruszyć młodzież dziejami Jacka Soplicy. Jestem w stanie i chcę zachęcić ich do czytania Słowackiego, znajduję sposoby, by zrozumieli Kochanowskiego. Sądzę, że wymyśliłabym sposób, jak wskazać uczniowi drogę nawet do kilkakrotnie przywoływanych „Chłopów” –  choć niestety język utworu stanowi dla współczesnego młodego czytelnika barierę wielokrotnie wyższą niż dla czytelnika sprzed lat trzydziestu czy nawet dwudziestu.

Wiem, jak ubożeje słownik, bo uczę w szkole. Zresztą nie trzeba być nauczycielem, wystarczy porównać poziom języka artykułów prasowych sprzed parudziesięciu lat ze współczesnymi. Nie chodzi jedynie o wulgaryzmy. Chodzi o zasób słów, o uproszczenie konstrukcji wypowiedzi.

Nie mam nic przeciwko „Chłopom”, jest to utwór słusznie nagrodzony Noblem.

Tylko chcę mieć wybór. Po to, aby mieć czas na dotknięcie tekstu, poznanie go.

Niektórzy z czytelników zarzucają mi, że jakieś teksty uznaję za nudne. One wcale dla mnie nudne nie są, wręcz przeciwnie, tylko ja tu się nie liczę. Jestem nauczycielką i obserwuję uczniów. Moją rolą jest zachęcić ich do czytania. I wielu zachęciłam, bo mi o tym mówili. Czytając z nimi „Zabić drozda” Harper Lee, „Władcę much” Goldinga, „Złodziejkę książek” Zusaka, „Czarnoksiężnika z Archipelagu” Le Guin, „Lot nad kukułczym gniazdem” Kessey’a, „Rok 1984” Orwella, „Samotność bogów” Terakowskiej,  „Hannemana” Chwina. Ale też opowiadanie Sapkowskiego.

Bo mogę potem pokazać, że „Pieśń o Rolandzie” czy „Tristan i Izolda” stanowią korzenie współczesnej literatury fantasy. Czytałam też „Pana Tadeusza”. Z jedną klasą w całości, z innymi we fragmentach. I „Jądro ciemności” Conrada. Można! I warto. Tylko trzeba wiedzieć, kiedy i jak.

Ta Podstawa, jako obowiązkowa, jest kagańcem nałożonym nauczycielowi, nie zostawia mu swobody decyzji, nie pozwala na wybór tekstów jego uczniom najbardziej potrzebnych.

Co z tego, że uczeń przeczyta, bo musi?

O ile przeczyta tekst, a nie streszczenie. Przecież przeczytanie to dopiero początek drogi – przeżycia, zrozumienia, interpretacji. Rolą nauczyciela jest w tym przeżyciu pomóc. Pokazać, że ta Jagna żyje nadal – ale na to muszę mieć czas, by przeczytać lub obejrzeć np. reportaż, który taki współczesny odpowiednik Jagny opisuje.  I pokazać, że innym językiem, ale mówi Reymont o tym samym.

Muszę zrobić lekcję o gwarach. Odróżnić archaizmy od regionalizmów. I powinnam to zrobić, jeśli uczę na wsi i chcę, żeby uczeń docenił wartość gwary. Ale w Warszawie wolę zatrzymać się nad „Lalką” choćby i na pół roku. Mówi o ludzkiej duszy, relacjach, miłości – rolą nauczyciela jest to uczniom pokazać. Umieścić utwór w kontekście społecznym. Nawiązać do historii. I tak  dalej, i tak dalej. Każda lektura dobrze omówiona uruchamia ciąg skojarzeń.

Chcę mieć wybór – i czas

Móc spędzić nad „Kordianem” tyle czasu ile potrzeba w danej klasie. Aby wprowadzić w kontekst, historyczny i obyczajowy, w spór Słowackiego z Mickiewiczem, wskazać na nawiązania do innych utworów,  pokazać najsłynniejsze inscenizacje i różne interpretacje utworu. Nie śpieszyć się pod presją dziesiątek „nieprzerobionych” tekstów , które trzeba „znać” na maturze. Znać? Nie, umieć.

Czytać jak najwięcej – ale lepiej mniej, a dokładnie. I nie pod przymusem. Bo na rozkaz i w pośpiechu stracimy bezpowrotnie szansę na zrozumienie, przeżycie, docenienie.

Polecam osobom, które mają dobre wspomnienia z lektury „Chłopów” w szkole, zajrzeć do nich dzisiaj. Sami Państwo wiecie, że pamiętacie teksty, które Was poruszyły (sąd nad Jagną, który przypomina jedna z czytelniczek). Zachęcam, by Pani sięgnęła dzisiaj po ten tekst. Sprawdziła, czy odbiera go tak samo. Czy dziś porusza tak samo?

Świat się zmienia, czy chcemy, czy nie. My się zmieniamy. Rola literatury też się zmienia. Szkoła powinna zachęcać do czytania (o tym jak najsłuszniej napisano w podstawie). Ale kilkadziesiąt PRZYMUSOWYCH lektur, z konieczności omawianych po łebkach, nie poprowadzi ku miłości do literatury tylko trwale do czytania zniechęci.

Jak u klasycznego (!) Gombrowicza: „Wielkim poetą! Zapamiętajcie to sobie, bo ważne! Dlaczego kochamy? Bo był wielkim poetą. Wielkim poetą był! Boże, ratuj, jak to mnie zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca?”.

Dr Ewa Korulska, polonistka, autorka tekstów metodycznych i szkoleniowych dla nauczycieli i dyrektorów szkół, dyrektorka gimnazjum od 2000 roku, obecnie dyrektorka liceum.


Dr Ewa Korulska - polonistka, autorka tekstów metodycznych i szkoleniowych dla nauczycieli i dyrektorów szkół, dyrektorka gimnazjum od 2000 roku, obecnie dyrektorka liceum.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym