0:000:00

0:00

Prawa autorskie: archiwum prywatnearchiwum prywatne

Andrzej Zbrożek mieszka w Hucie Brzuskiej, niedaleko Birczy na Podkarpaciu. Ma dom i działkę w lesie, a obok kilkoro sąsiadów. Parę kilometrów dalej zaczyna się teren projektowanego Turnickiego Parku Narodowego. Serce Puszczy Karpackiej, które zadaniem przyrodników powinno dostać najwyższy stopień ochrony.

Popiera zarówno ideę powstania Turnickiego Parku Narodowego, jak i ochronę Puszczy Karpackiej przed wycinkami. Nie chodzi na protesty, nie przykuwa się do drzew, ale też nie ukrywa swoich poglądów. I dlatego uważa, że Nadleśnictwo Krasiczyn, na terenie którego leży jego działka, mści się za wspieranie przyrodników i aktywistów w walce o ochronę karpackich lasów.

W grudniu 2021 na jedynej drodze prowadzącej do domu Andrzeja Zbrożka i dwóch innych nieruchomości pojawił się zakaz wjazdu. Nie ma możliwości przejechania w inny sposób. Na mapach jest co prawda droga gminna, ale w praktyce to teren porośnięty drzewami i krzewami.

Tuż przed końcem roku zabetonowano potężny, stalowy szlaban. Cała droga leśna ma ok. 3,5 km. Szlaban stoi 200 metrów przed skrętem do nieruchomości. Przy szlabanie zamontowano fotopułapkę, która rejestrowała przejazdy przez zamkniętą drogę.

"Poglądy pana Andrzeja nie mają żadnego wpływu na decyzje Nadleśnictwa" - mówił w OKO.press nadleśniczy Przemysław Włodek.

Przeczytaj także:

Pan Andrzej odpowiada: "Leśniczy zarządzający tym terenem wyraził to bez ogródek. Powiedział, że szlaban postawiono, bo sprzeciwiam się temu, co robią Lasy Państwowe. A skoro to problem, to mam »latać do domu helikopterem«”.

Bezduszna machina

Każdy przejazd przez drogę ze szlabanem, zarejestrowany przez fotopułapkę, był zgłaszany policji. Andrzej Zbrożek dostał najpierw wyrok nakazowy w sprawie pięciu przejazdów w maju 2022 oraz polecenie opłacenia mandatów.

Odwołał się, a 20 grudnia 2022 Sąd Rejonowy w Przemyślu przyznał mu rację. Inicjatywa Dzikie Karpaty komentowała wtedy: "To drobne zwycięstwo, ale jak bardzo symboliczne! Zwykły obywatel nie musi poddawać się hegemonii bezdusznej korporacyjnej machiny”. Nadleśnictwo Krasiczyn odniosło się do wyroku bardzo zdawkowo, informując na swojej stronie, że nie było stroną w sprawie. "Występowało tylko w roli świadka i przedstawiciel Nadleśnictwa Krasiczyn uczestniczył jako świadek w rozprawie" - czytamy. Nie da się jednak ukryć, że cała sprawa została wywołana właśnie przez Nadleśnictwo Krasiczyn, które zgłaszało przejazdy przez szlaban policji.

Opisaliśmy to w OKO.press:

Już wtedy nauczyciel z Birczy mówił nam, że będzie musiał walczyć o unieważnienie kolejnych mandatów.

Kolejne zwycięstwo

W lutym 2023 Sąd Rejonowy w Przemyślu po raz kolejny przyznał Zbrożkowi rację.

"Tym razem chodziło o sześć przejazdów zarejestrowanych we wrześniu" - wyjaśnia w rozmowie z OKO.press Andrzej Zbrożek. "Ten sam schemat, co za pierwszym razem: wezwanie na policję, przesłuchanie, składanie zeznań. Poprzednio ich odmówiłem, tym razem jednak to zrobiłem. Sąd pierwszej instancji i tak skazał mnie na karę grzywny w wysokości 600 zł. Napisałem sprzeciw" - opowiada. - "Sprawa skończyła się oczyszczeniem mnie z zarzutów. Sędzia nie wypowiadał się na temat zablokowania drogi przez nadleśnictwo. Podkreślał, że to nie jest przedmiotem rozprawy. Natomiast odniósł się do tego, że nie mam innej drogi dojazdu do domu - dokładnie wypytał o to zarówno mnie, jak i obecnego na rozprawie strażnika leśnego.

Ocenił, że nie powinienem być karany za przejazdy, bo muszę korzystać z tej drogi, żeby móc normalnie funkcjonować"

- relacjonuje Andrzej Zbrożek.

Tymczasowa zgoda

Czy będą kolejne mandaty? "Trudno powiedzieć" - odpowiada Zbrożek. "W grudniu dostałem tymczasową zgodę od nadleśnictwa na przejeżdżanie przez szlaban, ale między wrześniem a grudniem mogli mnie zarejestrować. Być może nie będą chcieli odpuścić, choć to dla mnie niezrozumiałe. Po pierwszej mojej wygranej w sądzie nadleśnictwo wyjaśniało, że kolejnych mandatów nie mogą cofnąć, bo zajmuje się nimi już policja. Mój prawnik się z tym nie zgadza" - podkreśla.

Jednocześnie uważa, że to nie koniec jego problemów z Nadleśnictwem Krasiczyn. Kiedy tematem szlabanu zainteresowały się media, Nadleśnictwo opublikowało swoje stanowisko, dołączając do niego plik PDF z danymi Andrzeja Zbrożka i mapą, na której zaznaczono jego nieruchomości. "Zanim Nadleśnictwo zdjęło dokument ze strony, wisiał na niej przez dwa tygodnie. Nie chcę, żeby każdy wiedział, gdzie mieszkam i którą działkę posiadam. To naruszenie RODO, bardzo poważne"- mówi Zbrożek.

Nadleśnictwo Krasiczyn dogaduje się z gminą

Pozostaje również najważniejsza kwestia: Nadleśnictwo nie planuje demontażu szlabanu.

Kiedy opisywaliśmy tę sprawę po raz pierwszy, pan Andrzej wyjaśniał: "Nadleśnictwo głosiło się do gminy, że skoro w warunkach zabudowy jest droga gminna, to trzeba ją udostępnić". Gmina na ten pomysł przystała.

„Tworzenie gminnej drogi nie ma uzasadnienia. Biegnie równolegle do drogi leśnej, a jej budowa będzie się wiązała z wycięciem drzew. To może nie są stare drzewa, ale to fajny kawałek przyrody, który trzeba będzie zniszczyć. Dodatkowo gmina będzie musiała wyłożyć około pół miliona złotych. Zupełnie niepotrzebnie, bo i tak nie rozwiąże to kwestii dojazdu. Droga gminna łączy się z tą leśną, tylko że kawałek dalej. Nie ma żadnej pewności, że Lasy Państwowe nie przesuną szlabanu, żeby zamknąć i tę drogę” – komentował mieszkaniec.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Przeczytaj także:

Komentarze